Zrezygnowali z pójścia na lekcje. Cały dzień spędzili razem,
ciesząc się swoim towarzystwem. Grali w czarodziejskie szachy,
latali nad Zakazanym Lasem, uprawiali seks. Jednym słowem robili
wszystko, żeby nie myśleć o czekającej ich konfrontacji ze
światem. Jednak czas mijał szybko i nagle zdali sobie sprawę, że
już jest wieczór. Nie chcieli się rozstawać, ale przecież nie
mogli się dłużej ukrywać. Pożegnali się i Harry z ciężkim
sercem ruszył w stronę wieży Gryffindoru. Po drodze spotkał kilka
osób z innych domów, które szeptały coś za jego plecami i
wskazywały go palcami, ale postanowił się nimi nie przejmować.
Zatrzymał się przed obrazem Grubej Damy. Dziwnie na niego
spojrzała, ale nic nie powiedziała, tylko otworzyła przejście,
nawet nie czekając na hasło. Harry kilka razy odetchnął głęboko
i wszedł do zatłoczonego pokoju wspólnego. Zauważył, że wszyscy
się na niego gapili. Nie rozglądając się na boki ruszył prostu
do swojego dormitorium. W pomieszczeniu nie było nikogo. Przebrał
się w piżamę i położył do łóżka, mając zamiar, jeżeli ktoś
wejdzie, udawać, że śpi.
Po jakimś czasie rzeczywiście usłyszał, że drzwi do dormitorium
się otwierają. Nie przejąłby się tym, ale nagle zasłony wokół
jego łóżka się rozchyliły i ktoś usiadł obok niego. Otworzył
oczy. Na łóżku siedziała Hermiona, wpatrując się w niego.
- Co ty tu robisz? - zapytał może niezbyt grzecznie.
- Muszę z tobą porozmawiać – odparła przepraszającym tonem
dziewczyna. Harry zauważył, że jest bardzo zdenerwowana, ciągle
splatała i rozplatała dłonie.
- No dobrze. O czym? - spytał zrezygnowany. W końcu to jego
przyjaciółka.
Hermiona spojrzała na niego i szybko odwróciła głowę, znowu
wpatrując się w swoje dłonie.
- O tym, co się dzisiaj stało. Przy śniadaniu...
- Jeżeli chcesz cokolwiek komentować, to sobie daruj – warknął
Harry.
- Nie, nie! Harry, ja... Ja chciałam ci podziękować...
- Co? Niby za co?
- Za to, że nikomu nie powiedziałeś. No wiesz, o mnie i o...
- Ach, tak. Nie ma sprawy, w końcu sam nie jestem święty –
westchnął Harry, wpatrując się w sufit. Bardzo chciałby być
teraz z Draconem, nie przejmować się tym, co będą mówić inni.
Z drugiej strony cieszył się, że jest ktoś, z kim może szczerze
porozmawiać, kto go nie wyśmieje i nie odtrąci.
- Harry... Czy to... To znaczy, czy to, co ja myślę... To prawda?
- Harry widział, że Hermionie bardzo zależy na uzyskaniu
odpowiedzi. Przyszło mu do głowy, że dziewczyna chce się
upewnić, że ktoś ma jeszcze bardziej porąbaną sytuację, niż
ona, ale szybko wyrzucił tę myśl z głowy. W końcu była jego
przyjaciółką i jako jedyna nie patrzyła dziwnie na niego po
zdarzeniu z rana.
- Tak, Hermiono. Wiem, że to może wydawać się dziwaczne, ale ja
naprawdę go kocham. I mam nadzieję, że on kocham mnie.
Ucieszył się, gdy zobaczył, że Hermiona uśmiecha się lekko w
odpowiedzi na jego słowa.
- Tak. Wiem coś o dziwacznej miłości. Z początku sama sobie
zaprzeczałam, nie mogłam w to uwierzyć, ale wszystko potoczyło
się tak jakoś inaczej, niż chciałam. Ale...
- Ale niczego nie żałujesz – dokończył za nią Harry, biorąc
ją za rękę.
Jeszcze długo rozmawiali, ciesząc się, że ich przyjaźń
powróciła. Szczęście jednak zakłócił fakt, że nagle drzwi do
dormitorium otworzyły się. Odwrócili się w ich kierunku i
zobaczyli wściekłą twarz Rona.
- Co? Odnaleźliście w końcu wspólny język? Pedał i kochanka
nauczyciela... Genialne połączenie – powiedział sarkastycznie,
rzucając się na swoje łóżko. - Nie, nie przejmujcie się mną,
nie przerywajcie sobie, ja idę spać – dodał z ironią, widząc,
że Hermiona wstaje z łóżka, po czym zaciągnął wokół siebie
zasłony i zniknął im z oczu.
W oczach Hermiony pojawiły się łzy. Patrzyła, jak twarz Rona
znika za zasłonami, po czym odwróciła się na pięcie i wybiegła
z pomieszczenia. Harry jeszcze przez chwilę słyszał jej szloch i
tupot stóp na schodach. Gdy tylko te dźwięki ucichły, wstał i
podszedł do łóżka Rona. Ze złością odsunął zasłony i
spotkał się oko w oko z całkowicie odmienioną twarzą rudzielca.
Ron ledwo powstrzymywał cisnące się do jego oczu łzy. Harry'ego
tak zdumiała ta zmiana, że na chwilę go zamurowało. W końcu
jednak otrząsnął się i usiadł obok chłopaka.
- Nie powinieneś tego mówić. Jej nie jest łatwo... Mi też nie –
starał się, żeby jego głos brzmiał pewnie, ale w nowych
okolicznościach nie bardzo mu to wychodziło.
- Wam nie jest łatwo... Dobre sobie. WAM nie jest łatwo – Ron
szybko odzyskał panowanie nad sobą i znów patrzył na Harry'ego
ze złością. - A pomyślałeś o mnie? Wiesz, co czuję, gdy widzę
Ciebie i Malfoy'a razem? Kocham Cię, a muszę żyć ze
świadomością, że Ty kochasz kogoś innego... I to Malfoy'a!
Właśnie tego padalca, tę fretkę, gnidę...
Nie dokończył, bo Harry z całej siły walnął go pięścią w
szczękę. Ron złapał się za twarz, ale już po chwili rzucił
się na Harry'ego, nabijając mu wielkiego sińca pod okiem.
Szamotali się przez dłuższą chwilę, aż w końcu opadli bez
sił. Harry dopiero po chwili uświadomił sobie, że Ron nadal na
nim leży. Próbował zrzucić z siebie chłopaka, ale nie dał
rady. Widział strużkę krwi spływającą mu z ust, najwidoczniej
musiał mu rozciąć wargę. Harry nie zdążył zareagować, gdy
zobaczył, że twarz chłopaka zbliża się do niego i nagle poczuł,
że rudzielec go całuje. Zamarł, nie mógł się poruszać. Nie
czuł nic, oprócz tego, że chce to jak najszybciej zakończyć.
Zebrał w sobie wszystkie siły i w końcu udało mu się zepchnąć
chłopaka na podłogę. Ten wylądował na plecach, stękając z
bólu i patrząc na Harry'ego z mieszaniną wyrzutu i pożądania.
Harry, starając się na niego nie patrzeć wstał i wyszedł z
dormitorium. W pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, piszących
na ostatnią chwilę eseje dla Snape'a. Wszyscy jak na komendę
odwrócili się w jego stronę, ale zignorował ich i ruszył prosto
w stronę dziury pod portretem. Ruszył korytarzami prosto przed
siebie, nie zdając sobie sprawy z tego, dokąd idzie. Sytuacja z
Ronem całkowicie wytrąciła go z równowagi. Wiedział, że
rudzielec jest w nim zakochany, ale nigdy by się nie spodziewał,
że go pocałuje! Czuł, że siniak pod okiem cały czas mu puchnie.
Dotknął go delikatnie, ale mimo to zabolało jak diabli, więc
cofnął rękę. Metalowy wąż, który zawsze wisiał na łańcuszku
pod jego koszulą drgnął nagle, jakby wyczuł w pobliżu lwa,
którego miał Draco. I rzeczywiście Harry zobaczył blondyna,
kiedy tylko minął kolejny zakręt. Uśmiechnął się na sam jego
widok i nie przestawał się uśmiechać, podchodząc do niego, choć
siniak odpowiadał gwałtownymi protestami na napięcie mięśni.
Draco również się uśmiechnął, co już w ogóle nie
przypominało tego dawnego, ironicznego grymasu, ale jego mina
zmieniła się, gdy tylko dostrzegł wielką fioletową plamę na
twarzy Harry'ego.
- Co Ci się stało? Kto to zrobił? - spytał, kiedy tylko się do
niego zbliżył.
- Muszę na to odpowiadać? - Harry nie bardzo miał ochotę
opowiadać Draconowi o tym, co zaszło między nim i Ronem.
- Oczywiście, że tak! Blaise czy Weasley?
- Ron – przyznał Harry, spoglądając na Dracona.
- Opowiadaj – zażądał chłopak, łapiąc Harry'ego za rękę i
ciągnąc do najbliższych drzwi. - Bańki mydlane – mruknął i
drzwi otworzyły się, wpuszczając ich do łazienki prefektów.
Harry usiadł na podłodze, oparł się o ścianę i zaczął
opowiadać. W tym czasie Draco zaczął napełniać wielką wannę
wodą i różnymi wonnymi płynami, nie dając po sobie w ogóle
poznać, że dotarło do niego choćby jedno słowo Harry'ego.
Wybierał kurki z płynami bardzo starannie, jakby doskonale
wiedział, jaki będzie efekt odkręcenia każdego z nich i chciał
wybrać tylko swoje ulubione. W końcu odwrócił się do Harry'ego,
podał mu rękę, pomógł wstać i bez słowa zaczął go
rozbierać, po czym lekko popchnął go w stronę wanny. Podczas gdy
Harry zanurzał się w gorącej wodzie, Draco sam się rozebrał i
dołączył do niego. Po chwili palce ich rąk odnalazły się, wąż
na piersi Harry'ego poruszył się niecierpliwie, a ich usta w końcu
się spotkały, pozwalając im zatopić się we wspaniałym
pocałunku i zapomnieć o problemach choćby na krótką chwilkę.


