poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Razem damy radę


Zrezygnowali z pójścia na lekcje. Cały dzień spędzili razem, ciesząc się swoim towarzystwem. Grali w czarodziejskie szachy, latali nad Zakazanym Lasem, uprawiali seks. Jednym słowem robili wszystko, żeby nie myśleć o czekającej ich konfrontacji ze światem. Jednak czas mijał szybko i nagle zdali sobie sprawę, że już jest wieczór. Nie chcieli się rozstawać, ale przecież nie mogli się dłużej ukrywać. Pożegnali się i Harry z ciężkim sercem ruszył w stronę wieży Gryffindoru. Po drodze spotkał kilka osób z innych domów, które szeptały coś za jego plecami i wskazywały go palcami, ale postanowił się nimi nie przejmować. Zatrzymał się przed obrazem Grubej Damy. Dziwnie na niego spojrzała, ale nic nie powiedziała, tylko otworzyła przejście, nawet nie czekając na hasło. Harry kilka razy odetchnął głęboko i wszedł do zatłoczonego pokoju wspólnego. Zauważył, że wszyscy się na niego gapili. Nie rozglądając się na boki ruszył prostu do swojego dormitorium. W pomieszczeniu nie było nikogo. Przebrał się w piżamę i położył do łóżka, mając zamiar, jeżeli ktoś wejdzie, udawać, że śpi.
Po jakimś czasie rzeczywiście usłyszał, że drzwi do dormitorium się otwierają. Nie przejąłby się tym, ale nagle zasłony wokół jego łóżka się rozchyliły i ktoś usiadł obok niego. Otworzył oczy. Na łóżku siedziała Hermiona, wpatrując się w niego.
    - Co ty tu robisz? - zapytał może niezbyt grzecznie.
    - Muszę z tobą porozmawiać – odparła przepraszającym tonem dziewczyna. Harry zauważył, że jest bardzo zdenerwowana, ciągle splatała i rozplatała dłonie.
    - No dobrze. O czym? - spytał zrezygnowany. W końcu to jego przyjaciółka.
    Hermiona spojrzała na niego i szybko odwróciła głowę, znowu wpatrując się w swoje dłonie.
    - O tym, co się dzisiaj stało. Przy śniadaniu...
    - Jeżeli chcesz cokolwiek komentować, to sobie daruj – warknął Harry.
    - Nie, nie! Harry, ja... Ja chciałam ci podziękować...
    - Co? Niby za co?
    - Za to, że nikomu nie powiedziałeś. No wiesz, o mnie i o...
    - Ach, tak. Nie ma sprawy, w końcu sam nie jestem święty – westchnął Harry, wpatrując się w sufit. Bardzo chciałby być teraz z Draconem, nie przejmować się tym, co będą mówić inni. Z drugiej strony cieszył się, że jest ktoś, z kim może szczerze porozmawiać, kto go nie wyśmieje i nie odtrąci.
    - Harry... Czy to... To znaczy, czy to, co ja myślę... To prawda? - Harry widział, że Hermionie bardzo zależy na uzyskaniu odpowiedzi. Przyszło mu do głowy, że dziewczyna chce się upewnić, że ktoś ma jeszcze bardziej porąbaną sytuację, niż ona, ale szybko wyrzucił tę myśl z głowy. W końcu była jego przyjaciółką i jako jedyna nie patrzyła dziwnie na niego po zdarzeniu z rana.
    - Tak, Hermiono. Wiem, że to może wydawać się dziwaczne, ale ja naprawdę go kocham. I mam nadzieję, że on kocham mnie.
Ucieszył się, gdy zobaczył, że Hermiona uśmiecha się lekko w odpowiedzi na jego słowa.
    - Tak. Wiem coś o dziwacznej miłości. Z początku sama sobie zaprzeczałam, nie mogłam w to uwierzyć, ale wszystko potoczyło się tak jakoś inaczej, niż chciałam. Ale...
    - Ale niczego nie żałujesz – dokończył za nią Harry, biorąc ją za rękę.
    Jeszcze długo rozmawiali, ciesząc się, że ich przyjaźń powróciła. Szczęście jednak zakłócił fakt, że nagle drzwi do dormitorium otworzyły się. Odwrócili się w ich kierunku i zobaczyli wściekłą twarz Rona.
    - Co? Odnaleźliście w końcu wspólny język? Pedał i kochanka nauczyciela... Genialne połączenie – powiedział sarkastycznie, rzucając się na swoje łóżko. - Nie, nie przejmujcie się mną, nie przerywajcie sobie, ja idę spać – dodał z ironią, widząc, że Hermiona wstaje z łóżka, po czym zaciągnął wokół siebie zasłony i zniknął im z oczu.
    W oczach Hermiony pojawiły się łzy. Patrzyła, jak twarz Rona znika za zasłonami, po czym odwróciła się na pięcie i wybiegła z pomieszczenia. Harry jeszcze przez chwilę słyszał jej szloch i tupot stóp na schodach. Gdy tylko te dźwięki ucichły, wstał i podszedł do łóżka Rona. Ze złością odsunął zasłony i spotkał się oko w oko z całkowicie odmienioną twarzą rudzielca. Ron ledwo powstrzymywał cisnące się do jego oczu łzy. Harry'ego tak zdumiała ta zmiana, że na chwilę go zamurowało. W końcu jednak otrząsnął się i usiadł obok chłopaka.
    - Nie powinieneś tego mówić. Jej nie jest łatwo... Mi też nie – starał się, żeby jego głos brzmiał pewnie, ale w nowych okolicznościach nie bardzo mu to wychodziło.

    - Wam nie jest łatwo... Dobre sobie. WAM nie jest łatwo – Ron szybko odzyskał panowanie nad sobą i znów patrzył na Harry'ego ze złością. - A pomyślałeś o mnie? Wiesz, co czuję, gdy widzę Ciebie i Malfoy'a razem? Kocham Cię, a muszę żyć ze świadomością, że Ty kochasz kogoś innego... I to Malfoy'a! Właśnie tego padalca, tę fretkę, gnidę...
    Nie dokończył, bo Harry z całej siły walnął go pięścią w szczękę. Ron złapał się za twarz, ale już po chwili rzucił się na Harry'ego, nabijając mu wielkiego sińca pod okiem. Szamotali się przez dłuższą chwilę, aż w końcu opadli bez sił. Harry dopiero po chwili uświadomił sobie, że Ron nadal na nim leży. Próbował zrzucić z siebie chłopaka, ale nie dał rady. Widział strużkę krwi spływającą mu z ust, najwidoczniej musiał mu rozciąć wargę. Harry nie zdążył zareagować, gdy zobaczył, że twarz chłopaka zbliża się do niego i nagle poczuł, że rudzielec go całuje. Zamarł, nie mógł się poruszać. Nie czuł nic, oprócz tego, że chce to jak najszybciej zakończyć. Zebrał w sobie wszystkie siły i w końcu udało mu się zepchnąć chłopaka na podłogę. Ten wylądował na plecach, stękając z bólu i patrząc na Harry'ego z mieszaniną wyrzutu i pożądania. Harry, starając się na niego nie patrzeć wstał i wyszedł z dormitorium. W pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, piszących na ostatnią chwilę eseje dla Snape'a. Wszyscy jak na komendę odwrócili się w jego stronę, ale zignorował ich i ruszył prosto w stronę dziury pod portretem. Ruszył korytarzami prosto przed siebie, nie zdając sobie sprawy z tego, dokąd idzie. Sytuacja z Ronem całkowicie wytrąciła go z równowagi. Wiedział, że rudzielec jest w nim zakochany, ale nigdy by się nie spodziewał, że go pocałuje! Czuł, że siniak pod okiem cały czas mu puchnie. Dotknął go delikatnie, ale mimo to zabolało jak diabli, więc cofnął rękę. Metalowy wąż, który zawsze wisiał na łańcuszku pod jego koszulą drgnął nagle, jakby wyczuł w pobliżu lwa, którego miał Draco. I rzeczywiście Harry zobaczył blondyna, kiedy tylko minął kolejny zakręt. Uśmiechnął się na sam jego widok i nie przestawał się uśmiechać, podchodząc do niego, choć siniak odpowiadał gwałtownymi protestami na napięcie mięśni. Draco również się uśmiechnął, co już w ogóle nie przypominało tego dawnego, ironicznego grymasu, ale jego mina zmieniła się, gdy tylko dostrzegł wielką fioletową plamę na twarzy Harry'ego.
    - Co Ci się stało? Kto to zrobił? - spytał, kiedy tylko się do niego zbliżył.
    - Muszę na to odpowiadać? - Harry nie bardzo miał ochotę opowiadać Draconowi o tym, co zaszło między nim i Ronem.
    - Oczywiście, że tak! Blaise czy Weasley?
    - Ron – przyznał Harry, spoglądając na Dracona.
    - Opowiadaj – zażądał chłopak, łapiąc Harry'ego za rękę i ciągnąc do najbliższych drzwi. - Bańki mydlane – mruknął i drzwi otworzyły się, wpuszczając ich do łazienki prefektów.
    Harry usiadł na podłodze, oparł się o ścianę i zaczął opowiadać. W tym czasie Draco zaczął napełniać wielką wannę wodą i różnymi wonnymi płynami, nie dając po sobie w ogóle poznać, że dotarło do niego choćby jedno słowo Harry'ego. Wybierał kurki z płynami bardzo starannie, jakby doskonale wiedział, jaki będzie efekt odkręcenia każdego z nich i chciał wybrać tylko swoje ulubione. W końcu odwrócił się do Harry'ego, podał mu rękę, pomógł wstać i bez słowa zaczął go rozbierać, po czym lekko popchnął go w stronę wanny. Podczas gdy Harry zanurzał się w gorącej wodzie, Draco sam się rozebrał i dołączył do niego. Po chwili palce ich rąk odnalazły się, wąż na piersi Harry'ego poruszył się niecierpliwie, a ich usta w końcu się spotkały, pozwalając im zatopić się we wspaniałym pocałunku i zapomnieć o problemach choćby na krótką chwilkę.   

piątek, 19 kwietnia 2013

Prawda


 
Rano, myjąc zęby, Harry zorientował się, że ma na szyi dużą malinkę. Uśmiechnął się do swojego odbicia i mocno zacisnął krawat, żeby ja ukryć. Kiedy się obudził, Dracona już nie było. Harry leżał jeszcze przez dłuższy czas w łóżku, marząc, by móc się teraz wtulić w chłopaka. W końcu jednak musiał wstać.
Na dworze właśnie świtało, kiedy przekradał się korytarzami do wieży Gryffindoru. Po drodze nie natknął się na nikogo, nie licząc Irytka, przed którym jednak schował się za jakąś zbroją.
Przebrał się w czyste ubrania i potrząsnął Ronem, żeby go obudzić. Nie czekał jednak na reakcję chłopaka, tylko zszedł do pokoju wspólnego. Zastał tam Hermionę, która akurat wchodziła przez dziurę pod portretem.. Wyglądała na zmęczoną, jakby całą noc nie spała. Uśmiechnął się do niej, ale ona tylko coś mruknęła i zniknęła za drzwiami swojego dormitorium. Przypomniał sobie słowa Rona. Często zastanawiał się, czy to rzeczywiście może być prawdą. Nie potrafił w to uwierzyć.
W Wielkiej Sali siedziało już kilka zaspanych osób. Harry od razu zauważył siedzącą przy stole Ślizgonów Parkinson. Pochylała się nad swoim talerzem, ale jednocześnie z zapałem szeptała coś do grupki przysłuchujących się jej dziewczyn. Te patrzyły na nią z niedowierzaniem. Zobaczył też, że siedzący obok nich Zabini również przysłuchuje się słowom Pansy. Harry postanowił ich zignorować i przeszedł przez całą salę, kierując się do stołu Gryffindoru. Usiadł koło Neville'a i wziął do ręki tosta, ale uznał, że jednak nie jest głodny, więc odłożył go na swój talerz.
    - Hej, Neville – odezwał się do chłopaka.
    - O, cześć, Harry. Słuchaj, nie widziałeś gdzieś mojej różdżki? Zgubiła mi się – chłopak wyglądał na przerażonego.
    - Nie, nie widziałem. Może zostawiłeś ją koło łóżka? - podsunął pomysł.
    - Tak, możliwe – ucieszył się chłopak i bez pożegnania ruszył w stronę drzwi.
Harry odprowadził go wzrokiem. Ten chłopak zgubi kiedyś własną głowę. Sięgnął po swojego zimnego już tosta i ugryzł kawałek. Nie z głodu, ale dla zabicia czasu. Wpatrywał się w drzwi, czekając, aż do Wielkiej Sali wejdzie Draco. Chciał go zobaczyć.
    - Cześć, Harry. Co ty taki zamyślony? - wyrwał go z zadumy czyjś głos. Odwrócił głowę. Obok niego usiadła Hermiona.
    - Och, cześć. Tak jakoś...
    - Czekasz na kogoś? - nie dawała za wygraną dziewczyna.
    - Nie, nie – zapewnił szybko, znów zerkając na drzwi. Akurat w chwili, kiedy do Wielkiej Sali wchodził Draco. Harry uśmiechnął się, zauważając ukradkowe spojrzenie rzucone mu przez chłopaka.
Przy stole Ślizgonów zapanowała cisza. Harry zauważył, że blondyn skierował się do tej części stołu, przy której nikt inny nie siedział. Dziewczyny, do tej pory zasłuchane w słowa Parkinson podniosły teraz głowy i z dziwnymi minami się w niego wpatrywały. Blaise nie spojrzał na Dracona, ale jego twarz wykrzywiła się w dziwnym grymasie.
Draco zdawał się tego wszystkiego nie zauważać. Sięgnął po tosta, posmarował go dżemem i ugryzł kawałek, nie patrząc na innych Ślizgonów. Harry wywnioskował jednak z jego ruchów i napiętej twarzy, że chłopak jest zdenerwowany. Nic dziwnego. Plotki już na pewno rozniosły się po całym Slytherinie, a niedługo trafią też do uszu reszty uczniów.
Harry rozejrzał się szybko po całej sali. Nikt z pozostałych trzech domów nie zainteresował się przyjściem blondyna, więc na razie nic nie wiedzieli. Znowu utkwił wzrok w chłopaku, który nadal wpatrywał się w swoje śniadanie. Miał przekrzywiony krawat i niedopięte ostatnie guziki. To było dziwne, Draco zazwyczaj ubierał się bardzo starannie. No, chyba że byli sami... Wtedy nieraz nie tylko ubierał się jak chciał, ale też chodził nago... Harry uśmiechnął się do swoich myśli, nagle poczuł, że musi coś zrobić z rękami, więc sięgnął po sok dyniowy, który wypił jednym duszkiem. Przy okazji kilka kropel ściekło mu po brodzie. Wytarł je palcem i oblizał go, nadal wpatrując się w chłopaka. Akurat w tej chwili Draco podniósł lekko głowę, ich oczy spotkały się i Draco uśmiechnął się pożądliwie. Harry odwzajemnił uśmiech.
    - Harry! Mówię do ciebie. Słuchasz mnie w ogóle? - Hermiona szarpała go za ramię. - Pobudka.
    - Cco? Przepraszam, Hermiono, co mówiłaś?
    - Wpatrujesz się w niego, jakbyś na coś czekał. Pobiliście się, czy jak? - dziewczyna wpatrywała się w niego, unosząc brwi. Wyglądała śmiesznie i Harry ledwo powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem.
    - Nie, no co ty? Ostatnimi czasy jakoś nie w głowie mi bójki z D... z Malfoy'em... - No, chyba że bitwa na poduszki, to co innego – dodał w myślach.
    - Ostatnio jesteś jakiś dziwny – zarzuciła mu Hermiona.
    - Ja jestem dziwny? Ty od ostatniego roku jesteś dziwna. Ciągle gdzieś znikasz... - odparował atak Harry. Zauważył, że Hermiona szybko spojrzała na stół nauczycieli. Powędrował za jej wzrokiem i zobaczył, że Snape się w nich wpatruje.
    - Ja... Ja chodzę do biblioteki! Wiesz, że dużo czasu poświęcam nauce...
    - Ciekawa biblioteka – mruknął, ale zrobił to tak cicho, żeby dziewczyna nie usłyszała.
    - Co powiedziałeś?
    - Nic, nic. Słuchaj, ty masz swoje sekrety, ja mam swoje. Co prawda znam twój sekret... - dziewczyna gwałtownie nabrała powietrza, wyglądała, jakby się dusiła. - Ale nie martw się. Ty mój niedługo też poznasz. Zresztą cała szkoła pozna. Niektórzy nie potrafią trzymać języka za zębami.
    - Kto... Skąd wiesz? Jak? Nie, kłamiesz. Ty nic nie wiesz. Nikt nic nie wie... Powiedz, że kłamiesz... - Hermiona miała łzy w oczach. Złapał ją za nadgarstek.
    - Nie kłamię. Ale nic nikomu nie powiem. Czekaj! Uspokój się, posłuchaj – mocniej ścisnął jej przegub, bo zrobiła taki ruch, jakby chciała uciec. Ponad jej ramieniem zauważył, że Snape nadal się w nich wpatruje, jakby miał nagle do nich podejść. - Przestań się wyrywać, bo Snape ma ochotę do nas podejść – zaatakował. Zadziałało, Hermiona zamarła, wpatrując się w niego wielkimi oczami. Harry rozejrzał się, żeby się upewnić, że nikt nie siedzi w pobliżu i nie podsłuchuje. - Już? Okay. Dziwi mnie to, co robisz, ale jestem w stanie cię zrozumieć. Cóż... Też jestem w podobnej sytuacji... - wzrok Hermiony przebiegł po twarzach nauczycieli, jakby podejrzewała, że Harry jest z profesor McGonagall. - Nie, nie. W innej dziwnej sytuacji. Nie powiem ci teraz, ale myślę, że jeszcze dzisiaj się dowiesz... Nie musisz się przede mną ukrywać, okay? Ostatnio zachowujesz się jak wystraszony skrzat domowy...
Szczerze mówiąc Harry nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle zaczął rozmowę z Hermioną, ale ucieszył się, gdy na jej twarzy zobaczył lekki uśmiech. Nie wiedziałby, jak ma zakończyć tę rozmowę, ale to rozwiązało się samo.
Rozmowy w Sali nagle ucichły. Harry podniósł głowę, żeby zobaczyć, co się stało. W jego stronę, z tostem w ręku, szedł Draco. Głowę miał dumnie uniesioną i zdawał się nie zauważać zainteresowania jego zachowaniem. Gryfoni wyglądali tak, jakby mieli ochotę wyciągnąć różdżki, na wypadek, jakby Draco zechciał zaatakować Harry'ego. Powstrzymali się jednak, w końcu w Wielkiej Sali byli wszyscy nauczyciele. Harry zauważył, że wszyscy, oprócz Dumbledore'a, są spięci. Dyrektor wpatrywał się w Dracona z dziwnym smutkiem w oczach. W sumie nic dziwnego, jeżeli wszyscy się dowiedzą, to wcześniej czy później dowie się również Voldemort i rodzina Dracona będzie jeszcze mniej bezpieczna.
Mimo to Draco ciągle zbliżał się do Harry'ego, a ten mimowolnie przesunął się, żeby zrobić mu obok siebie miejsce. Hermiona wpatrywała się to w jednego, to w drugiego z szeroko otwartymi oczami i ustami ułożonymi w równiutkie „o”.
Draco jakby nigdy nic usiadł przy stole Gryfonów i sięgnął po szklankę Harry'ego. Harry nawet nie zauważył, że ktoś mu ją znowu napełnił. Blondyn wypił sok i oblizał wargi. Harry wpatrywał się w niego, nie mogąc nic z siebie wydusić. Draco uśmiechnął się lekko.
    - Kiedyś w końcu trzeba. Wolę, żeby się dowiedzieli tak, a nie przez plotki – szepnął, nachylając się nad Harrym. Ciepły, słodki oddech chłopaka owiał mu skórę na policzku, która od razu się naprężyła.
Harry potrafił tylko skinąć głową. Poczuł, że ręka Dracona wędruje pod stołem tam i z powrotem po jego udzie. Chwycił ją i przytrzymał. Erekcja przy całej szkole to nie najlepszy pomysł.
Wydawało się, że w całej Sali nikt oprócz nich nawet nie drgnął. W powietrzu wisiało napięcie. Ludzie nie mieli pojęcia, co się dzieje. Czekali, aż Draco nagle wyciągnie różdżkę i zaatakuje, ale oczywiście nic takiego się nie stało. Hermiona szeptała coś, co brzmiało, jak „Nie... niemożliwe... nie...”.
Nagle Draco wstał, na co wszyscy w sali zareagowali gestem świadczącym o chęci wyciągnięcia różdżek, chwycił Harry'ego za rękę i pociągnął za sobą. Harry nie opierał się, szedł za chłopakiem, wpatrzony w jego plecy.
Kiedy wyszli, w Wielkiej Sali nagle zrobiło się głośno. Wszyscy mówili naraz. Draco zamknął drzwi, co stłumiło nieco szmery rozmów.
    - Boję się, Harry – wyznał. - Ale nie mogłem na to patrzeć. Wszyscy szeptali, ale tak naprawdę tylko nieliczni coś wiedzą. Nienawidzę plotek. Ale boję się o rodziców... - zamilkł, bo Harry zatkał mu usta pocałunkiem. Draco nie opierał się.
- Poradzimy sobie – uśmiechnął się smutno Harry i poprowadził Dracona po schodach na górę.  

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zazdrość



Przez kilka kolejnych dni nie spotykali się zbyt często, ale Draco wykorzystywał każdą okazję, by móc choć spojrzeć na Harry'ego. Nauczyciel byli bezlitośni, zadawali im nadzwyczaj dużo pracy, więc tak naprawdę prawie w ogóle nie mieli czasu wolnego. Nieubłaganie zbliżały się święta, Hagrid znosił do Wielkiej Sali ogromne choinki, wszędzie wisiały światełka i jarzębina. Oj, kilka razy wykorzystali ją jako pretekst do pocałunków. Draco uśmiechnął się na samo wspomnienie mokrych ust ukochanego.
Harry powiedział mu o tym, że Hermiona i Snape są parą. Wstrząsnęło to nim. Czyżby źle rozumiał zachowanie nauczyciela? Może ten po prostu się troszczył o swojego chrześniaka, nic więcej? Mimo wszystko to jeden nachalny problem z głowy.
Draco szedł korytarzem. Na widok każdej wiszącej jarzębiny żałował, że nie ma z nim Harry'ego. Był zamyślony, nie miał pojęcia, dokąd idzie, po prostu szedł. W pewnym momencie, jak często ostatnio, uświadomił sobie, że stoi pod drzwiami biblioteki. Miał dzisiaj dwa eseje do napisania, więc, skoro już tam był, postanowił wejść do środka po jakieś pomocne książki.
Zdjął z półki pierwsze z brzegu tomy i usiadł w swoim ulubionym fotelu, zabierając się za szukanie odpowiednich rozdziałów.
    - Draco. Dracuś – usłyszał czyjś głos. Spojrzał w górę. No pięknie, Parkinson.
    - Czego chcesz, Pansy? - starał się mówić uprzejmie, ale zdawał sobie sprawę, że nie udało mu się to.
Parkinson uśmiechnęła się, nie zauważając złości w jego głosie i usiadła mu na kolanach, ramionami oplatając jego szyję. Było to nader nieprzyjemne położenie, ale Draco nie bardzo wiedział, jak się od niej uwolnić.
    - Oh, Dracuś. Tak się cieszę – gadała przejęta. - Jestem szczęśliwa. Ty też, prawda? Już dawno ze sobą nie rozmawialiśmy. Cieszysz się, prawda Draco?
    - Z czego mam się cieszyć? - warknął, starając się wypleść jej palce ze swoich włosów. - Zejdź ze mnie, dusisz mnie – powiedział, ale nie przyniosło to żadnego skutku.
    - No jak to „Z czego?”. Nie udawaj. No przecież ze ślubu głuptasie – zaśmiała się.
    - Skąd wiesz o...
    - Dziwny dzisiaj jesteś, wiesz? Jak mam nie wiedzieć? W końcu to ze mną masz się ożenić, prawda? - w końcu Draco zrozumiał, o czym mówiła, ale wcale go to nie uszczęśliwiło. Nie lubił kłamać, a przecież nie mógł jej powiedzieć prawdy.
    - A, to. Myślałem o czymś innym – grał na zwłokę. Nie kłamał.
    - Taaak? A o czym? Masz przede mną jakieś tajemnice? - śmiała się żartobliwie, mocniej oplatając jego szyję ramionami.
    - Oh, nie jedną – powiedział zgodnie z prawdą, na co dziewczyna zareagowała głośnym chichotem.
    - Jak już zostaniemy małżeństwem, będziesz musiał mi je wszystkie zdradzić – oświadczyła, próbując przytulić się do niego, ale przytrzymał ją na odległość ramienia.
    - JEŻELI zostaniemy małżeństwem. Śmiem wątpić. Czasy się zmieniają, realia życiowe też – powiedział i z satysfakcją stwierdził, że z jej twarzy w końcu zniknął ten głupkowaty uśmiech.
    - Co masz na myśli? - spytała tonem nie znoszącym sprzeciwu, wpatrując mu się w oczy.
Od odpowiedzi uratował go odgłos kroków za nim. Po chwili usłyszał głos.
    - Hej, Parkinson! - rzucił Harry wesołym tonem. - Myślę, że mogę odpowiedzieć na twoje pytanie – dodał, zatrzymując się.
Draco odwrócił głowę i spojrzał chłopakowi w twarz. Harry jednak nie patrzył na niego, lecz na siedzącą na jego kolanach dziewczynę.
    - Czego chcesz, Potter? Podsłuchiwałeś? Nie wydaje mi się, żebyś TY mógł cokolwiek wiedzieć o tej sytuacji. Odwal się – jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe, przysunęła się do Dracona.
Draco dostrzegł cień złości w oczach Harry'ego. Uśmiechnął się, wyczuwając mimowolną zazdrość ukochanego.
    - Myślę, że wiem więcej, niż ci się wydaje. Więcej niż ty... Więcej niż ktokolwiek – mówiąc to podszedł do fotela i położył ręce na ramionach Dracona. Dziewczyna syknęła na ten widok. - Ślubu nie będzie, ten Ślizgon jest już zajęty. Znajdź sobie własnego. Więc, idąc za własną radą, odwal się – po tych słowach nachylił się i lekko pocałował Dracona w usta, wciąż patrząc Parkinson w oczy. Zaśmiał się cicho, gdy ta podskoczyła i wylądowała na podłodze.
    - Od razu lepiej - mruknął Draco. Wziął Harry'ego za rękę i pociągnął go na miejsce, które jeszcze przed chwilą zajmowała Pansy. - Bardziej tu pasujesz – stwierdził, przytulając go.
Dziewczyna wybałuszyła oczy.
    - Pedały – syknęła z obrzydzeniem i odwróciła się na pięcie.
    - Wolę określenie geje – rzucił jej na odchodne Draco.
Przez chwilę panowała cisza. Draco wpatrywał się w Harry'ego, próbując odgadnąć jego nastrój, ale nie udało mu się to. Twarz Harry'ego nie wyrażała żadnych emocji. W końcu Draco postanowił przerwać milczenie.
    - O czym myślisz? - zapytał.
    - Szybko się rozejdzie. Nie zdziwię się, jeżeli jutro cała szkoła będzie o tym mówić – odpowiedział Harry. Nie patrzył na Dracona, tylko gdzieś ponad jego ramieniem.
    - Jesteś na mnie...
    - Zły? Nie, nie jestem. Ale jestem cholernie zazdrosny. Wiem, że nic nie zrobiłeś, ale mimo wszystko... Siedziała ci na kolanach, przytulała cię. Miałem ochotę walnąć ją jakąś klątwą.
Draco uśmiechnął się mimowolnie.
    - Zazdrosny mówisz? Chyba będę musiał ci udowodnić, że niepotrzebnie... Jak uważasz?
Harry w końcu również się uśmiechnął i spojrzał Draconowi w oczy.
    - Myślę, że to będzie niezbędne.
Harry bez słowa wstał i pociągnął Dracona ze rękę. Zresztą Draco wcale się nie opierał, szedł posłusznie za brunetem, spoglądając przy okazji na jego zgrabny tyłek. Czuł, że w spodniach ma coraz mniej miejsca i chciał je jak najszybciej ściągnąć.


Harry sam był zaszokowany swoimi emocjami. Nie wiedział, że potrafi być aż tak zazdrosny, ale kiedy zobaczył, że ta dziewczyna siedzi na kolanach jego ukochanego, ledwo się opanował.
Był dumny z siebie, że tak spokojnie udało mu się to wszystko rozegrać, ale teraz czuł, że dłużej nie wytrzyma. Zaciągnął Dracona do Pokoju Życzeń, rzucił na łóżko i w końcu dał upust swojej zazdrości. Długo się kochali, aż w końcu opadli bez sił i leżeli tak, wpatrując się w swoje nagie ciała.
Harry podziwiał idealne rysy Dracona, uśmiechając się lekko.
    - O czym myślisz? - wyrwał go z zamyślenia głos blondyna.
    - Jesteś piękny. Idealny. I mój, tylko mój – powiedział, przysuwając się do niego, by móc poczuć dotyk jego ciała i bicie jego serca.
Draco nie odpowiedział. Harry patrzył na zbliżające się do jego twarzy usta i po chwili zatopili się w delikatnym, ale bardzo namiętnym pocałunku.


Zegarek na szafce nocnej wskazywał kilka minut po północy. Harry leżał, wsłuchując się w miarowy oddech Dracona. Był pewien, że chłopak już śpi, ale po chwili usłyszał jego głos.
    - Kocham cię, Harry.
Nie odpowiedział. Otoczył go ramieniem i zasnął wtulony w ukochaną osobę.  
*****************
Wiem, wiem, nawaliłam. Rozdział krótki, nieudany, w dodatku po strasznie długiej przerwie... W ogóle nie miałam czasu na pisanie. Wybaczcie. xd
Postaram się wstawiać posty częściej, ale nic nie obiecuję, bo nadal mam strasznie dużo pracy. 
Liczę na Wasze komentarze. :)

piątek, 8 marca 2013

Listy



Harry nie wrócił do wieży Gryffindoru. Sam też potrzebował w tej chwili samotności. Szczerze mówiąc najbardziej marzył o wtuleniu się w ciepłe ramiona Dracona, ale nie chciał mu w tej chwili przeszkadzać, w końcu on tez nie mógł przez Harry’ego zaniedbywać nauki.
Nie wiedział nawet, dokąd idzie, puki nie zorientował się, że jest w sowiarni. Jego wzrok prawie bezwiednie powędrował wokół w poszukiwaniu Hedwigi. Znalazł ją na najwyższej półce. Spała z główką schowaną pod skrzydłem. Zawołał ją. Obudziła się, chwilę huczała z niezadowolenia, ale kiedy go zauważyła, zleciała na dół , usiadła mu na ramieniu i lekko, pieszczotliwie kłapnęła go w ucho. Pogłaskał ją po jedwabistych piórach i stanął koło okna, wyglądając na błonia. Kochał ten zamek, kochał te lasy, jezioro… To tutaj był jego dom. U Dursley’ów nigdy ni miał prawdziwego domu, ale odnalazł go w tym zamku, wśród przyjaciół. A teraz prawdopodobnie jednego z nich stracił. Ale co miał zrobić?
- Kocham go, Hedwigo – westchnął i ze zdziwieniem poczuł łzy wzbierające mu do oczu. Zamrugał kilka razy, by się ich pozbyć. – Tak strasznie go kocham. Ale nie chcę tracić przyjaciół. Nie wiem, co robić. Jedyne, co jest dla mnie pewne, to to, że nigdy nie opuszczę Dracona. Nigdy.
Hedwiga nagle zahuczała i lekko napierając na jego ramię odbiła się i wyfrunęła przez okno.
- No pięknie. Nawet ty nie chcesz słuchać mojego gadania – westchnął i zszedł z wieży i ruszył w stronę Pokoju Wspólnego. Mimo wszystko musiał dokończyć ten esej.
Nie zdążył przejść nawet połowy drogi, gdy podleciała do niego bardzo wymęczona sowa. Bez problemu rozpoznał w niej Errola, starego puchacza Weasley’ów. Ostrożnie posadził ledwo żywego ptaka na parapet i odwiązał mu od nóżki zaadresowany do niego list. Wszedł do najbliższej pustej klasy i usiadł na ławce, otwierając kopertę. Oczywiście, Molly Weasley, a któżby inny.
Drogi Harry,
Piszę do Ciebie, kochaneczku, bo muszę się dowiedzieć, czy to prawda. Proszę, powiedz, że to jakieś nieporozumienie. Nie zrobiłeś tego, prawda? Wiesz przecież, że jesteś dla mnie jak syn i możesz mi powiedzieć wszystko. W pierwszej chwili chciałam napisać do Rona, ale uznałam, że jeśli to prawda, to on może o tym nie wiedzieć, a nie chciałam Ci robić kłopotów. Odpisz, proszę, bardzo się niepokoję.
Molly Weasley
PS. Czy mógłbyś odpowiedzieć przez którąś ze szkolnych sów? Errol chyba będzie potrzebował odpoczynku.
Harry wpatrywał się w kartkę. Spodziewał się listu od Molly, ale myślał, że dostanie go raczej Ron. Mimo wszystko był jej wdzięczny, że napisała bezpośrednio do niego. Nie miał teraz ochoty jej odpisywać. Schował list do kieszeni i poszedł w końcu dokończyć ten cholerny esej.
No, w końcu się udało. Wiedział, że nie dostanie za to wysokiej oceny, ale nie potrafił napisać nic lepszego. Z uczuciem ogromnego zmęczenia i piaskiem w oczach ruszył do dormitorium, gdzie rzucił się na łóżko w ubraniu. Nikogo jeszcze w pokoju nie było. Musiał przysnąć, bo obudziło go pukanie w okno. Usiadł i próbował coś zauważyć. Za szybą migotała jasna plamka, która nie mogła być niczym innym, tylko Hedwigą. Wstał i wpuścił ją do środka. Usiadła na parapecie i podała mu trzymaną w dziobie karteczkę. Wyfrunęła, nim zdążył jej podziękować. Usiadł na łóżku i przeczytał przy świetle różdżki.
Mój Harry,
Nawet nie wiesz, jak miło jest mieć świadomość, że jesteś mój. Nie wiem, co naopowiadałeś tej sowie, ale najwidoczniej uznała, że muszę do Ciebie napisać. Dziobała mnie po rękach! Będziesz musiał dokładnie zająć się moimi rankami…
Nie wiem, co się stało, Harry, więc piszę tylko to. Kocham Cię. Nigdy o tym nie zapominaj. Spotkamy się jutro na zielarstwie. Nie mogę się doczekać. Na zawsze Twój
Draco M.
Harry uśmiechnął się do siebie. Rozluźnił się i już bez problemu zasnął, ściskając karteczkę w ręce.
    - Drugi list dzisiaj był dużo przyjemniejszy – zdołał jeszcze mruknąć do siebie przed zapadnięciem w Objęcia Morfeusza.
    - Harry, wstawaj - obudził go głos Rona. Otworzył oczy i spojrzał na rudzielca. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Spóźnisz się na lekcje – i wyszedł z dormitorium, nie odzywając się więcej do Harry'ego. Jednak sam fakt, że Ron się do niego odezwał dał mu nadzieję.
Zegarek Hary'ego wskazywał ósmą. Miał więc godzinę na zebranie się, zjedzenie śniadanie i dojście pod szklarnie.
    - No i po co ten pośpiech? - marudził, gramoląc się z łóżka. Nałożył okulary i jego nagle wzmocniony wzrok padł na pogniecioną karteczkę leżącą wciąż na jego poduszce. Uśmiechnął się do siebie i szybko jeszcze raz przeleciał wzrokiem jej tekst.
    - Ja też nie mogę się już doczekać – powiedział to na głos, korzystając z tego, że w dormitorium już nikogo nie było.
Ubrał się w ekspresowym tempie i szybko pobiegł do Wielkiej Sali, przeczesując po drodze palcami włosy. I tak nie było sensu używać na nich szczotki. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zauważył, gdy przekroczył próg Wielkiej Sali, były blond włosy siedzącego tyłem do drzwi Dracona. Harry usiadł tak, że jedząc mógł mu się przyglądać. Tak się zapatrzył, że większa część dżemu truskawkowego z jego tosta wylądowała na jego szacie, ale nie przejął się tym.
    - Harry, gapisz się jak wół w malowane wrota. Przestań, bo ludzie już zaczynają ci się przyglądać. I wytrzyj ten dżem – szepnął mu do ucha Ron. Harry wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że rudzielec siedzi obok, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Ślizgona.
    - Co? - spytał bardzo mądrze, odrywając niechętnie wzrok od tej kuszącej szyi i napinających się ramion. - Och, Ron. Nie zauważyłem cię. Przepraszam. Jaki dżem?
Rudzielec spojrzał na niego z politowaniem.
    - Ten dżem – odpowiedział, zgarniając palcem odrobinę przysmaku z szaty Harry'ego i podtykając mu go pod nos.
Harry szybko machnął różdżką, chcąc pozbyć się plamy, ale był tak rozkojarzony, że tylko zmienił kolor dżemu na zielony.
Ron westchnął nad jego nieudolnością i jednym machnięciem różdżki pozbył się kłopotu.
Harry starał się skupić na jedzeniu, ale nadal mu to nie wychodziło. Po chwili znów zerknął na Dracona i zorientował się, że blondyn również na niego patrzy. Uśmiechnęli się do siebie, a Draco wykonał minę, która miała zasugerować Harry'emu pocałunek. I zasugerowała. Bardzo wyraźnie.
    - Harry! Uspokój się – Ron szturchnął go łokciem i zmusił do popatrzenia na siebie. - Wszyscy się na ciebie gapią. Na was się gapią. Chodź już, zaraz zaczyna się lekcja – pociągnął opierającego się Harry'ego w stronę drzwi.
Harry jeszcze raz zerknął na stół Ślizgonów, ale Draco zniknął już ze swojego miejsca. Westchnął cicho, ale po chwili uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie, że zaraz i tak się zobaczą. I tak się stało, w dodatku szybciej niż Harry oczekiwał. Zderzyli się w drzwiach i Draco musiał złapać go za ramiona, by Harry nie upadł. To samo zrobił Ron i ręce obu chłopaków zetknęły się. Obaj cofnęli się, wpatrując się w siebie ze wstrętem.
    - Dzień dobry – Draco szepnął Harry'emu do ucha, a później już głośno. - Weasley.
    - Malfoy – W głosie Rona słychać było czystą nienawiść. - Przepuść nas, idziemy na lekcję.
    - Och, naprawdę? To świetnie, Weasley, ja też idę na lekcję – mówiąc to odwrócił się na pięcie i ruszył obok nich. Chcąc, nie chcąc musieli iść koło siebie, otoczeni tłumem innych Ślizgonów i Gryfonów, którzy najwidoczniej trzymali się tak blisko nich, by móc w odpowiednim momencie zareagować, bo ton obu chłopaków jednoznacznie wskazywał na nadchodzącą bijatykę.
Harry, idąc, wpatrywał się kątem oka w grę napiętych mięśni Dracona. Idealny. I mój, tylko mój – myślał, ciesząc się, że Ron nie potrafi czytać w myślach.
Zajmowali się wnykopieńkami. Mieli podzielić się na czteroosobowe grupki. Draco wykorzystał to i bez zaproszenia podszedł do Harry'ego, Rona i Hermiony, którzy już zabierali się do pracy. Stanął obok Harry'ego i podczas całych zajęć często stykali się na chwilę dłońmi i ramionami. Hermiona najwidoczniej niczego nie zauważyła, zbyt zajęta pracą, ale Ron wpatrywał się w nich z wściekłością. Jednak teraz, kiedy był obok niego Draco, Harry w ogóle nie przejmował się przyjacielem. On nie jest moim prawdziwym przyjacielem, jeżeli nie szanuje moich wyborów – myślał patrząc Ronowi w oczy i specjalnie ocierając się ramieniem o Ślizgona.
Kolejne lekcje, podczas których Harry już nie mógł przebywać w towarzystwie Dracona, ciągnęły się niemiłosiernie. Nareszcie jednek rozbrzmiał ostatni dzwonek i Harry, nie oglądając się na przyjaciół pobiegł do swojego dormitorium, by odrzucić na łóżko torbę i wyjąć z kufra Mapę Huncwotów. Wpatrywał się w nią chwilę, ale nigdzie nie znalazł Dracona. Zaczął się poważnie niepokoić, kiedy nagle wpadło mu do głowy rozwiązanie. Schował mapę i przebiegł przez Pokój Wspólny, nie przejmując się zdziwionymi spojrzeniami znajomych.
    - NASZ pokój – mówił półgłosem, przechodząc pod ścianą, w której ukryte były drzwi do Pokoju Życzeń.
Wszedł do środka i rzeczywiście zastał siedzącego na łóżku Dracona. Chłopak miał dziwną minę, jakby ledwo powstrzymywał łzy. Na jego kolanach leżała kartka, najwidoczniej list. Nawet nie podniósł głowy, gdy materac obok niego zapadł się pod ciężarem Harry'ego.
Harry otoczył go ramieniem i przyciągnął go lekko do siebie. Nic nie powiedział, po prostu siedział i go przytulał. Po chwili Draco podsunął do niego kartkę, najwidoczniej zachęcając go do przeczytanie. Harry zauważył na wierzchu jego dłoni małe ranki, które najpewniej spowodowała jego własna sowa. Ujął ją w swoje ręce i podniósł, żeby złożyć lekki pocałunek na każdej rance. W końcu podniósł kartkę i zaczął czytać.
Najdroższy Draco,
Chciałabym porozmawiać z Tobą osobiście, ale nie jest to w tej chwili możliwe, więc w tajemnicy przed Twoim ojcem piszę ten list. Dumbledore zapewnił nam schronienie, nie musisz się o nic martwić. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie mam do Ciebie żalu. Jesteś moim synem, nie mogłabym mieć do Ciebie pretensji. Miłość jest miłością, nie wybiera. Mam tylko nadzieję, że jesteś teraz szczęśliwy. Pamiętaj, że zawsze będę Cię wspierać,
Mama.
PS. Odpowiedź zaadresuj do Evwy, została powiadomiona, że będzie musiała mi ją dostarczyć.
Harry długo wpatrywał się w kartkę. Matka Dracona, kobieta, którą Harry zawsze uważał za oziębłą i ślepo podlegającą Lucjuszowi.... Ona naprawdę kochała swojego syna...
    - Och, Draco – Harry jeszcze mocniej przytulił do siebie chłopaka, uśmiechając się do niego radośnie. Po chwili na twarzy blondyna również pojawił się lekki uśmiech.
    - Nie spodziewałem się tego, Harry. W życiu bym się tego nie spodziewał... A ona naprawdę mnie kocha.
    - Tak, Draco. Ona cię kocha. I ja też cię kocham. Nie martw się. Będzie dobrze – po tych słowach zmusił Dracona na odwrócenie się w jego stronę i delikatnie go pocałował. - Niczym się nie martw – powtórzył, pozwalając swoim dłoniom błądzić po plecach chłopaka i po raz setny zachwycając się jego zapachem. - A teraz mów mi, kim jest ta Evwa – zażądał wesołym głosem, widząc, że kryzys minął.
    - Skrzatka domowa. Kuzynka Zgredka – odpowiedział Draco mało zainteresowany tematem. Najwidoczniej wolał zająć się ustami Harry'ego, bo pochylił się i mocno go pocałował. Harry westchnął i poddał się fali przyjemności.

wtorek, 5 marca 2013

Ciężka rozmowa


Draco wpatrywał się w twarz Harry'ego, starając się na zawsze zapamiętać wszystkie jej szczegóły. Przyglądał się każdemu drgnięciu jego powieki i lekkiemu uśmiechowi, który kazał sądzić, że śni mu się coś przyjemnego. Wyciągnął rękę i opuszkami palców musnął jego policzek. Harry drgnął, mruknął coś, ale nie otworzył oczu. Draco chwycił wystającą spod kołdry dłoń chłopaka i splótł z nim swoje palce, lekko je uciskając i masując.
    - Kocham cię, Harry – szepnął, nie odrywając spojrzenia od twarzy Gryfona. Ten uśmiechnął się szeroko.
    - Kocham cię – odparł Harry, otwierając oczy i przysuwając się do Dracona, by pocałować go w czubek nosa. W jego oczach tańczyły wesołe ogniki, a spojrzenie zielonych oczu wyrażało taką miłość, że Draco zapragnął już nigdy nie patrzeć na nic oprócz tych oczu.
    - Ty mały oszuście! - zaśmiał się, odwzajemniając gest i przechylając głowę, by móc w końcu złożyć prawdziwy pocałunek na ustach Harry'ego. Chłopak smakował idealnie. Język Dracona przecisnął się pomiędzy pełnymi ustami i ledwo tylko rozchylonymi zębami, docierając w końcu do języka Harry'ego. Jego uszu dobiegł cichy jęk i dopiero po chwili zorientował się, że sam jest jego źródłem.
Ręce Harry'ego owinęły się wokół Dracona i drażniły opuszkami palców skórę na jego karu, plecach, pośladkach. Draco nie mógł już pozostać obojętny. Poczuł przyjemny ból w podbrzuszu i rosnącą erekcję, dla której nie było miejsca pomiędzy ich ciasno splecionymi ciałami. Harry z jękiem oderwał się od jego ust i językiem zaczął wodzić po jego szyi i piersi, znacząc skórę ciepłymi, mokrymi smużkami śliny. Draco drżał, z jego ust wydobywały się ciche jęki, których w żaden sposób nie potrafił już opanować. Wplótł palce we włosy Harry'ego i przycisnął go do swojego ciała, domagając się kolejnych pieszczot. Harry zsunął się jeszcze niżej, wodząc językiem wokół jego pępka, aż doszedł do okolic podbrzusza. Draco westchnął i złapał za wezgłowie łóżka, ledwo się powstrzymując przed ściśnięciem swojego penisa i masturbacją. Harry spojżał na niego wzrokiem pełnym pożądania, od którego Draconowi aż zakręciło się w głowie. Całkowicie poddał się woli Harry'ego.
    - Proszę... - wyjęczał. - Harry, proszę...
    - Jak bardzo tego chcesz? - drażnił się z nim chłopak, łapiąc w palce włoski wokół jego erekcji i lekko za nie ciągnąc.
    - Proszę.. Bardzo. Strasznie... Proszę! - więcej nie udało mu się powiedzieć.
    - Hmmm – mruknął Harry i schylił się.
Draco wyczekiwał tego momentu, ale on nadal nie nadchodził. Zmusił się do zerknięcia na Harry'ego, który również na niego patrzył, uśmiechając się przebiegle.
    - Harry... - jęknął znowu Draco, czując gorący oddech chłopaka owiewający jego członek.
    - Co tylko chcesz – szepnął Harry i w końcu dotknął jego penisa ustami, lekko go całując i drażniąc główkę językiem. Draconem targnął nagły dreszcz, z jego ust wyrwał się zduszony krzyk. Jęczał, kiedy gorące, mokre wnętrze ust Harry'ego otoczyło jego erekcję, ssąc, całując i wciągając coraz głębiej.
Draco zdołał unieść głowę i spojrzeć w dół. Harry jedną ręką chwycił trzon penisa, wywołując kolejne dreszcze, a drugą się masturbował. On również wpatrywał się w twarz Dracona. Draco napotkał pełny miłości wzrok Harry'ego i doszedł, głośno wykrzykując jego imię.
    - Jeszcze nie skończyłem – ostrzegł go Harry, wypuszczając w końcu z ust członek Dracona i przełykając resztę spermy. - Odwróć się – zażądał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Draco nie protestował. Posłusznie odwrócił się i czekał na kolejny ruch Harry'ego. Ten stanął za Draconem i zaczął opuszkami łaskotać go po skórze na pośladkach, wprawiając go w drżenie. Po chwili złapał oba w całe dłonie i ścisnął. Draco był pewien, że zostaną mu siniaki, ale nie przejmował się tym. W tej chwili liczył się tylko Harry i jego przyśpieszony oddech, zapewniający Dracona, że chłopak jest naprawdę podniecony.
Harry był bardzo delikatny, ale kiedy w końcu wszedł w Dracona, ten aż krzyknął. Harry poruszał biodrami w przód i w tył, coraz bardziej przyśpieszając tempo. Draco jęczał, poczuł, że jego członek znowu twardnieje. Złapał go w dłoń i zaczął się masturbować w rytm ruchów Harry'ego. Szczytowali jednocześnie, fale nasienia Harry'ego zalała Dracona od środka i wypłynęła wąską stróżką, kiedy ten w końcu z niego wyszedł.
Padli na łóżko wykończeni, ale szczęśliwi.
    - Kocham cię – powiedział Draco z czułym uśmiechem i odwrócił się na bok, opierając się na łokciu, by móc spojrzeć na Harry'ego. Trzymali się za ręce, bawiąc się swoimi palcami.
    - Wiem, Draco – odparł Harry, zaglądając mu w oczy.

Harry wracał do Pokoju Wspólnego Gryfonów ze smutkiem. Nie chciał rozstawać się z Draconem, ale niestety obowiązki pozostawały obowiązkami. Miał do napisania długi i trudne esej z Transmutacji, a nawet go nie zaczął. W pokoju pełno było uczniów odrabiających lekcje na ostatnią chwilę. Harry wszedł do dormitorium, wziął z kufra wszystkie potrzebne rzeczy i wrócił do zatłoczonego pomieszczenia, szukając sobie wolnego miejsca. Nie zdziwił się, kiedy znalazł je przy stoliku zajętym przez Rona i Hermionę. Podszedł do nich niepewnym krokiem, i usiadł, rozkładając przed sobą podręczniki, pergamin, pióra i kałamarz.
    - Cześć, Harry – przywitała nazbyt wesołym, żeby mógł być szery, głosem.
    - Cześć, Harry – odezwał się Ron. Harry nie spodziewał się, że przyjaciel w ogóle się do niego odezwie, ale przyjął to z wdzięcznością. Uśmiechnął się na próbę do rudzielca, a gdy ten odwzajemnił się równie niepewnym uśmiechem, Harry nie mógł się powstrzymać przed nachyleniem się nad stolikiem i mocnym uściśnięciu przyjaciela. Z ulgą w sercu wziął się za pisanie eseju. Zdziwiło go tylko, że żadne z przyjaciół nie spytało go o jego długą nieobecność. Zastanawiał się, czy Ron opowiedział o tym Hermionie, ale jej mina była jak zwykle przy odrabianiu lekcji bardzo skupiona i Harry nie potrafił niczego wyczytać z jej twarzy.
Po jakimś czasie Hermiona wstała.
    - Idę...
    - Do biblioteki – dokończyli za nią. Popatrzyli na siebie i przez chwilę znów poczuli się jak najlepsi przyjaciele, zanim wszystko tak się pogmatwało.
Hermiona wyszła. Harry bał się niezręcznej ciszy, która mogłaby teraz zapaść, ale do niczego takiego nie doszło, bo nagle do ich stolika dosiedli się bliźniacy.
    - Tylko na to czekaliśmy – powiedział Fred odsuwając zwoje pergaminu na bok i kładąc an stoliku małą skrzyneczkę. - Chcemy wam coś pokazać – dodał.
Otworzył skrzyneczkę i pokazał Harry'emu i Ronowi jej zawartość. Były tam małe, jadowicie zielone cukierki.
    - Co one powodują? - spytał nieufnie Ron. Podniósł do oczu zieloną kapsułkę, podstawiając ją pod światło.
    - Cóż... Zmieniają cię w sowę. Były kanarkowe kremówki, ale to jest czymś zupełnie innym... Wystarczy je dotknąć...
W tym momencie cukierek spadł na podłogę. Ron nie był w stanie go utrzymać, bo jego palce już zmieniały się w długie brązowe pióra. Chłopak próbował krzyknąć, ale z jego ust, które szybko zmieniały się w dziób, wydobyło się tylko nerwowe pohukiwanie. Harry wpatrywał się w niego, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Reszta Gryfonów również ryczała ze śmiechu, wpatrując się w tę scenę. Harry cieszył się, że sam nie wziął do ręki cukierka, choć już chciał to zrobić. Tymczasem Ron latał wokół stolika, a wiatr wywołany przerażonym trzepotaniem jego skrzydeł powodował, że dookoła zaroiło się od fruwających kawałków pergaminu i piór.
    - Jak to naprawić? - krzyknął Harry do bliźniaków, próbując zagłuszyć ryk obserwatorów.
    - Spokojnie, testowaliśmy to już na sobie! - odkrzyknął George, zginając się w pół ze śmiechu. - Niedługo sam wróci do własnej postaci! A na razie my spadamy! Wolelibyśmy być gdzie indziej, kiedy odzyska swoje ciało! - i zniknął wraz z Fredem i skrzyneczką.
Harry rozejrzał się po twarzach znajomych. Nikt jakoś nie rwał się do pomocy. Wyciągnął więc rękę do Rona, a kiedy ten, najwidoczniej wiedziony sowim instynktem, usiadł na niej, Harry wyszedł z pokoju wspólnego z przyjacielem na ramieniu.
    - Tresowany Ron! - słyszał jeszcze krzyki, puki portret nie zamknął się za nimi.
Harry wszedł do pustej klasy. Ron zleciał z jego ramienia i usiadł na ławce, uparcie wpatrując się w okno. Harry nadal z całej siły powstrzymywał się od śmiechu, ale nie wiedział, czy Ron rozumie teraz jego zachowanie, więc wolał nie ryzykować.
Po dłuższym czasie sowa zaczęła rosnąć i po chwili na ławce przed Harrym siedział rudzielec. Ron przeczesał palcami włosy i westchnął.
    - Idioci. Mogli mnie ostrzec – mówił sam do siebie, gapiąc się na swoje buty. Harry nie wiedział, jak się zachować. Wiedział, że będą musieli poważnie porozmawiać, jeżeli chcą utrzymać tę przyjaźń.
    - Ron... - zaczął.
    - Musimy, Harry? - przerwał mu przyjaciel, wciąż jednak uparcie wpatrując się w swoje buty.
Atmosfera była napięta. Harry'emu było za gorąco, miał ochotę wyjść z klasy i najlepiej od razu pójść na poszukiwanie Dracona.
    - Musimy. Ja muszę. Ron, muszę ci to wytłumaczyć. Ja... Ja naprawdę go kocham. On się zmienił, Ron. Wiem, że obrzydza cię fakt, że jestem gejem, ale Ron... To nadal ten sam ja...
    - Nie ten sam, Harry – przerwał mu Ron. Podniósł głowę i przez długi czas wpatrywał się w Harry'ego. - Zostałem sam, wiesz? Hermiona odsunęła się od nas już rok temu. Rozmawiałem z nią na wakacjach. Wiesz, gdzie ona tak często znikała? Chodziła do chłopaka... Faceta... Mężczyzny. Hermiona kocha Snape'a, Harry – Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale w oczach Rona była taka szczerość, że mu uwierzył. - Kocha go z wzajemnością. A teraz ty. I to jest gorsze. Kochasz go? Harry, to Malfoy! Jak to w ogóle możliwe? I nie, Harry. Nie odrzuca mnie twoje gejostwo. Nie odrzuca mnie, bo sam cię kocham! Jestem w tobie zakochany. A ty masz mnie w dupie, bo masz tego blondynka...
Harry stał oniemiały, wpatrując się w Rona. Czy ona naprawdę przed chwilą to powiedział? On go kocha? Ron? Draco coś o tym wspominał, ale...
- Ja też cię kocham, Ron. Ale kocham cię jak brata. Nic więcej do ciebie nie czuję. Jesteś moim przyjacielem, ale nie jestem w tobie zakochany.
    - Nie wierzę, Harry. Nie wierzę, że on też cię kocha. On coś knuje, a ty jesteś tylko jego narzędziem... On jest zły, Harry. Zły do szpiku kości. Pamiętaj o tym...
    - Nie waż się tak mówić! - Harry wybuchnął tak niespodziewanie, że sam się siebie przestraszył. Ale nie mógł pozwolić na to, by ktoś mówił coś takiego o Draconie. Już nie. On się zmienił, Harry całym sercem w to wierzył. - To nie prawda! On mnie kocha, rozumiesz!? A ja kocham jego! - wziął głębszy oddech, musiał ochłonąć. Ron nadal siedział spokojnie. Najwidoczniej spodziewał się takiej reakcji. - Nie wierzę ci, Ron. Mylisz się. My... My wzięliśmy ślub. Wczoraj. Wiem, że Draco mnie kocha.
    - Powaliło cię? Kłamiesz, prawda? To nie może być prawda! Kłamiesz!
Harry zbliżył się do drzwi. Na dzisiaj ta rozmowa była zakończona.
- Nie kłamię, Ron. Kocham go. I nigdy nie będę z tobą. Proszę cię tylko, żebyś zatrzymał to w tajemnicy – i wyszedł z klasy, zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że Ron będzie teraz potrzebował sporo czasu na samotne rozmyślanie. 

piątek, 1 marca 2013

Noc poślubna


Harry'ego zamurowało, Draco wpadł na niego. Mimo, że Harry nie patrzył na chłopaka, dosłownie czuł jego przerażenie. Lucjusz podszedł do nich i chwycił Harry'ego za kołnierz. Harry skulił się, oczekując ciosu, ale Malfoy tylko go odepchnął, stając przed Draconem. Blondyn był bardzo spięty, ale stał prosto i bez mrugnięcia patrzył ojcu w oczy. Harry podziwiał go, sam najchętniej uciekłby z gabinetu dyrektora jak najszybciej. No właśnie. Harry spojrzał na Dumbledore'a, ale ten był całkowicie opanowany. Siedział za biurkiem i spokojnie przypatrywał się sytuacji. Chyba nawet lekko się uśmiechał, choć Harry nie mógł być tego pewien, bo całą twarz dyrektora zasłaniała gęsta broda.
Z oczu Lucjusza sypały się gromy, ale Draco nadal dzielnie wytrzymywał jego spojrzenie.
    - Draco, coś ty zrobił? - syknął mężczyzna głosem tak jadowitym, że Harry'ego przeszły dreszcze.
    - Najlepszą rzecz, jaką mogłem zrobić, ojcze. Z niczego w życiu tak się nie cieszyłem – chłopak odpowiedział pewnym głosem, ale mięśnie jego ramion napięły się.
    - Głupi jesteś! Naraziłeś nas na pośmiewisko! Jak ja się ludziom pokażę!? Mój syn, Draco Malfoy, dziedzic fortuny Malfoy'ów gejem! I to z kim się związał? Z Potterem!? Pomyślałeś w ogóle, co nam teraz zrobi Czarny Pan!? Przecież on nas pozabija! I to wszystko przez twoją głupotę! - tym razem z ust Malfoy'a wydobył się krzyk, który jednak był równie jadowity, jak poprzedni syk.
    - Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać, Lucjuszu – odezwał się Dumbledore, splatając dłonie na blacie biurka.
Malfoy odwrócił się do dyrektora.
    - Z tobą jeszcze się policzę. Jak mogłeś na to pozwolić? Chłopak jest niepełnoletni, ja o nim decyduję! Jeszcze dzisiaj trzeba to odwrócić!
    - Niestety wydaje mi się, że to nie będzie łatwe. Tak naprawdę w ogóle nie będzie możliwe, ponieważ nie wierzę, że twój syn, Lucjuszu, może zmienić zdanie, a bez jego, jak również bez pana Pottera zgody, ślubu unieważnić nie można.
    - Draco zrobi to, co mu rozkażę. I nikt, NIKT nigdy nie dowie się o tym, co dzisiaj się stało.
Draco, który do tej pory stał nieruchomo, przeszedł teraz na środek gabinetu i stanął przed ojcem.
    - Nie zrobię tego, ojcze. Nie zmienię zdania. Kocham Harry'ego – mówiąc to lekko się uśmiechnął. - I jeżeli on nie powie mi, że chce się ze mną rozstać, ja nigdy tego nie zrobię.
Lucjusz zrobił taki gest, jakby chciał spoliczkować syna, ale w porę się powstrzymał.
    - Odejdź. Nie jesteś moim synem.
    - Do widzenia, dyrektorze. Chcieliśmy panu tylko przekazać, że wszystko już załatwiliśmy – powiedział Draco i nie patrząc więcej na ojca, chwycił Harry'ego za rękę i razem wyszli z pomieszczenia.

Draco przyznał sam przed sobą, że boi się tego, co teraz może zrobić jego ojciec, ale wiedział, że tym razem nie mógł go posłuchać.
Weszli do najbliższej pustej klasy. „Wolałbym móc go teraz zabrać do jakiejś restauracji, ale w szkole to raczej niemożliwe”.
    - Jestem z ciebie dumny. W życiu nie potrafiłbym tak mu się przeciwstawić – powiedział Harry, stając przed nim i biorąc go za ręce.
Brunet pochylił się i Draco poczuł jego słodkie usta na swoich wargach. Uśmiechnął się i oddał pocałunek.
    - Kocham cię, Malfoy – szepnął Harry, owiewając jego szyję ciepłym oddechem.
    - Ja też cię kocham. Malfoy – odpowiedział Draco, bawiąc się kosmykiem włosów Harry'ego.
    - Jestem Potter. Potter – odpowiedział mu tym samym Harry, przyciskając go do ściany i wtulając się w niego.
Draco nie uznał za stosowne odpowiadać. Wsunął Harry'emu dłonie pod koszulę i głodził gołe plecy chłopaka, z przyjemnością wyczuwając, że ten drży pod jego dotykiem.
    - Nie będzie nam łatwo. Matka rudzielców niedługo do nich napisze, informując ich o naszym ślubie. Mój ojciec już wie. Boję się Harry. Boję się o moją rodzinę. Voldemort im nie odpuści, teraz oni też będą musieli się ukrywać. Nie chciałbym, żeby już na zawsze mnie przez to znienawidzili. Mimo wszystko ich kocham i wiem, że oni kochają mnie. Dumbledore będzie musiał ich ukryć...
Harry nie dał mu skończyć. Położył mu palec na ustach i mocno przytulił. Draco z przyjemnością wdychał zapach Gryfona.
    - Nie martw się, Draco. Wybaczą ci. Dumbledore zapewni im dobrą ochronę, Voldemort ich nie dopadnie.
    - Dzięki Harry, chyba mi lepiej. Zdenerwowałem się. Wspaniały z ciebie mąż – powiedział, chcąc zobaczyć reakcję Harry'ego na słowo „mąż”, ale ten tylko się uśmiechnął i dał Draconowi buziaka w czubek nosa.
    - Może powinniśmy już wracać do normalnego świata? Ostatnio strasznie zaniedbuję naukę...
    - Jak chcesz. Mnie tam moja edukacja w tej chwili najmniej obchodzi. Chcę być z tobą – Harry odwrócił się na pięcie, udając obrażonego, ale nie bardzo mu to wyszło, bo Draco złapał go w pół i zaczął łaskotać z taką zawziętością, że skręcając się ze śmiechu, brunet wylądował na podłodze. Udało mu się wyswobodzić jedną rękę i teraz to on atakował Dracona łaskotkami. Nie było to łatwe, ponieważ ten miał łaskotki tylko na stopach, a Harry o tym nie wiedział. Po jakimś czasie udało mu się jednak to zrozumieć, i teraz Draco leżał na plecach, machając bosymi stopami, żeby wyswobodzić je z rąk tego potwora... Seksownego potwora, trzeba dodać. Klęczący nad nim roześmiany brunet wyglądał tak słodko, że Draco był gotów wybaczyć mu nawet te łaskotki...
    - Dość! Przestań! Wystarczy! Poddaję się, nie idę się uczyć! Ale przestań! DOŚĆ!
W końcu poskutkowało i Harry usiadł obok Dracona, wciąż jednak przytrzymując mu nadgarstki.
Draco leżał na podłodze, oddychając szybko i zaglądając w te piękne, wielkie, zielone oczy, które patrzyły na niego radośnie. Draco czuł, że dzięki miłości Harry'ego jest teraz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uniósł rękę i wierzchem dłoni pogładził bruneta po policzku.
    - Kocham cię, Draco – odezwał się Harry i odwrócił głowę, by móc pocałować dłoń Dracona.
    - Jestem zmęczony. To był ciężki dzień – odezwał się po chwili Draco. - Ale nie chcę iść do dormitorium...
    - To chodźmy do Pokoju Życzeń – zaproponował Harry, wstając i wyciągając rękę do Dracona. - Ja też jestem zmęczony, chętnie się położę.
    - O nie, nie ma tak lekko. Najpierw wspólny prysznic – oznajmił Draco, uśmiechając się ironicznie, ale bez swojej dawnej złośliwości.
Harry najwidoczniej nie miał nic przeciwko.
Pokój życzeń wyglądał tak, jak ostatnim razem. Bez słowa weszli do łazienki, rozebrali się i weszli pod prysznic. Zalały ich strumienie gorącej wody, przez parę, jaka powstała prawie się nie widzieli. Nie widzieli, ale czuli. Draco wziął do ręki butelkę z szamponem i zaczął namydlać sobie włosy. Nagle poczuł ręce Harry'ego wplatające się w jego włosy. Jego palce delikatnie masowały głowę Dracona, co okazało się bardzo miłym uczuciem.
Draco przytulił się do chłopaka, ocierając się członkiem o jego penisa. Jedną dłoń położył brunetowi na piersi, drugą przesunął po jego plecach i zatrzymał na twardym, jędrnym pośladku. Ich wisiorki połączyły się. Pocałował go, przyduszając do ścianki i jeszcze mocniej napierając na niego biodrami. Poczuł język Harry'ego, wślizgujący się pomiędzy jego usta. Chłopak smakował obłędnie. Draco oderwał dłoń od piersi Gryfona i przesunął ja w dół, aż do członka chłopaka. Ścisnął go i uśmiechnął się, słysząc jęk rozkoszy wydobywający się z ust Harry'ego. Poruszał rękę w górę i w dół, kreśląc kciukiem kółeczka na główce penisa chłopaka. Harry jęczał coraz głośniej, jego ciało napinało się, paznokcie dłoni wbił w plecy Dracona.
Draco poruszał ręką coraz szybciej, drugą dłonią wciąż gładząc pośladki Harry'ego i wsuwając pomiędzy nie palce.
Po chwili Harry wpił się ustami w wargi Dracona i doszedł, mocno go całując. Gorąca sperma zalała uda Dracona, który jednak nie przejął się tym. Przytulił chłopaka i uśmiechnął się do niego, podgryzając mu górną wargę.
Po chwili, jeszcze mokrzy, jedynie w ręcznikach na biodrach, weszli do sypialni. Na nocnej szafce stała butelka szampana i dwa kieliszki.
    - No to czeka nas noc poślubna – oznajmił Draco, siadając na łóżku i otwierając butelkę.
Długo leżeli obok siebie, pijąc szampana, całując się i rozmawiając. Draco był rozluźniony. Patrzył na Harry'ego i wiedział, że go kocha. Wtulił się w niego, przytulając policzek do jego piersi. Usłyszał bicie serca. Harry bawił się jego nadal mokrymi włosami.
    - Kończy się szampan – oznajmił Draco, rozlewając resztę do kieliszków. Od razu na szafce pojawiła się nowa butelka.
    - I dobrze. Nie możesz zbyt dużo pić – oznajmił Harry. Butelka zniknęła.
    - Nie matkuj mi – rozkazał Draco, siadając i patrząc zmrużonymi oczami na bruneta. Butelka powróciła.
    - Nie matkuję ci. Już raz widziałem cię pijanego. Na razie mi wystarczy – oznajmił Harry i odsunął się ze środka łóżka na swoją połowę. Butelki na szafce znowu nie było.
Draco siedział przez chwilę, wpatrując się w Harry'ego. Czuł złość. Jakim prawem jakiś Gryfon będzie decydował za niego, Dracona Malfoy'a? Jadnak gdy tylko to pomyślał, cała złość go opuściła. Tez Gryfon to jego mąż, Harry Potter. I Draco go kochał. Kochał go najbardziej na świecie.
    - Przepraszam Harry – szepnął, przysuwając się do niego. Harry spojrzał na niego, ale nie odpowiedział, przykrył się tylko dokładniej kołdrą. - Przepraszam, masz rację. Nie powinienem więcej pić. Kocham cię Harry. Nie chciałem cię rozzłościć.
    - Yhm. Chcę spać. Dobranoc, Draco – odpowiedział Harry, odwracając się do niego plecami.
    - Dobranoc? Tak po prostu? Wiesz, że mamy noc poślubną? Nie pozwolę ci. Ty już doszedłeś pod prysznicem, ale mój...
    - W dupie mam twojego kutasa – przerwał mu Harry, ale w jego głosie nie było złości.
    - W dupie? Znaczy, że już się nie gniewasz? - spytał Draco z błyskiem w oku, pochylając się, żeby pocałować Gryfona.
Harry spojrzał na niego, nic nie rozumiejąc, zaraz jednak odwrócił się z powrotem w stronę Dracona, śmiejąc się.
Rano Draco obudził się pierwszy. Spojrzał z czułością na wciąż śpiącego obok Harry'ego. Chłopak wyglądał ślicznie.
- Kocham cię – szepnął Draco, gładząc go po nagim ramieniu. Niczego nie żałował.

piątek, 22 lutego 2013

Ślub i jego następstwa


Czas do soboty minął zaskakująco szybko. Przy każdym posiłku Harry z niepokojem zerkał na Zabini'ego. Wyglądało na to, że Ślizgon się poddał. Pod okiem miał wielkiego siniaka. Harry wolał jednak mieć się na baczności, dlatego nigdzie nie chodził bez mapy, co jakiś czas sprawdzając, czy Bleise nie kręci się w pobliżu jego, albo Dracona.
    - Harry – usłyszał w sobotę przy śniadaniu. To Dumbledore podszedł do ich stołu. Wszyscy wokół wpatrywali się w niego z podziwem i lękiem. Większość z nich nigdy nie rozmawiała z dyrektorem.
    - Tak? - zapytał Harry z pełną buzią. Wiedział, po co Dumbledore do niego podszedł, ale zgrywał niewiniątko.
    - Chciałbym z tobą porozmawiać na osobności – Harry'emu wydawało się, że dyrektor puścił do niego oczko. - Przejdźmy do mojego gabinetu, dobrze?
Harry wstał, dopijając sok z dyni i idąc za dyrektorem, chwycił jeszcze dwa tosty. Nie poszli jednak do jego gabinetu. Weszli do opuszczonej klasy na pierwszym piętrze, gdzie czekał już na nich Draco. Blondyn uśmiechnął się do Harry'ego, a ten poczuł nagły, wielki przypływ miłości.
    - Wyjdziecie ze szkoły bramą, nie będziecie korzystać z ukrytych przejść. Nie wątpię, że je znacie, ale nie są wam potrzebne. Macie moją zgodę, również pisemną, jakby ktoś was o to pytał – mówiąc to, wręczył Harry'emu, który stał bliżej, kartkę zapisaną jego zgrabnym, pochyłym charakterem pisma. - W urzędzie też już wszystko wam załatwiłem, ślub odbędzie się po cichu. Wejdziecie tam i złożycie swoje podpisy. Resztą zajmę się ja – i nie czekając na ich reakcję, po prostu wyszedł z klasy.
Po około czterdziestu minutach marszu doszli w końcu do Hogsmeade.
    - Mógł nam załatwić te powozy, co nas ciągną na początek roku. Te bez koni – wysapał Draco, schylając się i opierając ręce na kolanach. Stał teraz tyłem do Harry'ego, a ten poczuł dziwne mrowienie w podbrzuszu. Szybko spojrzał w inną stronę.
    - Mają konie. Testrale – Harry uśmiechnął się na widok zaskoczonej miny Ślizgona. - Nie ważne. Pójdziesz do biblioteki, to sobie poczytasz. Tylko uważaj na Zabini'ego – zaśmiał się, szturchając Dracona w bok.
Draco popatrzył na Harry'ego dziwnie, tak, że ten zaczął się zastanawiać, czy się nie wygłupił, ale nagle blondyn zaczął ścigać Harry'ego, zapędzając go w ciemne uliczki między domami.
Harry nagle zatrzymał się, odwrócił i poczuł, że Draco na niego wpada. O mało co się nie wywrócili, ale na szczęście udało im się zachować równowagę.
    - Dobra, koniec wygłupów – oznajmił, a Draco zrobił tak zbolałą minkę, że Harry nie mógł się powstrzymać i cmoknął go w te piękne usteczka... - Musimy jakoś wyglądać. Nie wejdziemy przecież do urzędu w pogniecionych ubraniach. W ogóle, gdzie to jest?
    - Gdzieś przy głównej ulicy – Draco nie krył niezadowolenia, ale pozwolił Harry'emu wziąć się za rękę i poprowadzić w stronę, z której przybiegli.
Nie musieli długo szukać. Już po kilku minutach stanęli przed drzwiami eleganckiego budynku. Popatrzyli na siebie, jednocześnie skinęli głowami, chcąc sobie dodać otuchy i weszli do środka. Wnętrze było mało przytulne. Wszystko było w odcieniach czerni i brązu, więc ogólnie sprawiało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Podeszli do okienka, za którym siedziała znudzona młoda czarownica, żując gumę i przeglądając magazyn „Czarodziejska moda”. Nie zwracała na nich uwagi, więc Harry lekko odchrząknął. Poskutkowało. Popatrzyła na niego wilkiem, ale kiedy jej wzrok padł na Dracona, od razu złagodniał. Uśmiechnęła się zalotnie i puściła do niego oczko. Harry poczuł, że jego ręce same rwą się, żeby dać jej w mordę więc szybko wepchnął je do kieszeni. Spojrzał na Dracona. Nie wyglądał on na szczególnie zainteresowanego zalotami dziewczyny. W ogóle nie był nimi zainteresowany. Patrzył na Harry'ego, a w jego oczach było tyle miłości i ciepła, że Harry nie mógł się do niego nie uśmiechnąć.
Kasjerka popatrzyła na nich zdegustowana, zrozumiawszy, że są parą.
    - Takie sprawy w pokoju 295. Po lewej – warknęła, wracając do żucia gumy i przeglądania magazynu.
Nie spojrzawszy na nią, Draco wziął Harry'ego za rękę i poprowadził korytarzem po lewej. Zatrzymał się pod drzwiami, na których widniała zielona tabliczka z numerem 295.
    - Wiem, że już to omawialiśmy i proszę, nie wściekaj się. Chciałem tylko się upewnić. Jesteś na to wszystko gotowy? Chcesz tego? Bo jeżeli robisz to tylko z litości, to nie mogę się na to zgodzić – Draco stanął naprzeciwko Harry'ego, uparcie wpatrując mu się w oczy.
    - Ja miałbym się litować nad Malfoy'em? Ja, Harry Potter? - spytał, mając nadzieję, że jego głos brzmi wyniośle.
Draco zrobił zaskoczoną minę. Już dawno przecież przestali zauważać tę przepaść między nazwiskami Potter i Malfoy...
Nagle jednak Harry uśmiechnął się, przytulił Dracona i pieszczotliwie pocałował w szyję. Szybko się jednak odsunął.
    - Nie, Draco. Nie lituję się nad tobą. Kocham cię i chcę tego. Chcę wziąć z tobą ślub, być z tobą już na zawsze. Nie pozwolę jakiejś głupiej Parkinson odebrać mi chłopaka.
Harry odwrócił się do drzwi i sięgnął po klamkę. Nagle jednak wyprzedziła go dłoń Dracona, która uprzejmie zapukała. Harry zatrzymał się z uniesioną ręką, zaskoczony.
    - Nie uczyli cię dobrych manier, Potter? - szeptem zapytał Draco, przytulając się do niego.
    - Wiesz, mój wuj i ciotka raczej nie interesowali się moim wychowaniem – Harry pokazał mu język, a kiedy zza drzwi dobiegło stłumione „Proszę”, nacisnął w końcu tę klamkę i przekroczył próg pomieszczenia.
Wyglądało ono na dużo przyjemniejsze, niż hol. Wszystko było tu w odcieniach beżu i jasnego brązu. Za biurkiem siedziała starsza czarownica, która od razu nasunęła Harry'emu na myśl panię Weasley. Uśmiechała się z taką samą sympatią w oczach i Harry od razu się rozluźnił. Draco, który stanął obok również nie wyglądał na spiętego.
    - Jak się nazywacie, kochaneczki? - spytała czarownica. Molly też tak mówiła do Harry'ego. Dziwne...
    - Draco Malfoy i Harry Potter – odpowiedział Draco, wyrywając Harry'ego z zamyślenia.
    - Ahhh... Ten... Oj, przepraszam. Po prostu... Nic, nic. Wy na pewno do tego biura? - czarownica była zaskoczona.
    - Na pewno, proszę pani. Dum... To znaczy profesor Dumbledore wszystko miał załatwić, my musimy tylko podpisać...
Czarownica popatrzyła na nich, ale już nic nie mówiła. Zaczęła grzebać w szufladzie, co nie trwało długo, bo ich teczka leżała prawie na wierzchu.
    - Jest. No dobrze. Tak, tak, wszystko gotowe. Proszę tylko tu podpisać. O tak, tu i ty tutaj.
Draco złożył podpis. Miał bardzo ładne pismo. Harry starał się ukryć przed nim swoje bazgroły, ale nie było to możliwe, ponieważ blondyn wciąż patrzył mu na ręce.
    - Ładnie piszesz – odezwał się Ślizgon. O dziwo w jego głosie nie było irini.
    - A nazwisko? - zainteresował się nagle Harry. - Jak będzie z nazwiskami? Czy ja będę teraz Harry Malfoy? - słysząc takie połączenie, Draco uśmiechnął się od ucha do ucha. - Czy może Draco będzie teraz Draco Potter? - tu Draconowi lekko zrzedła mina, za to Harry'emu takie rozwiązanie bardziej się podobało.
    - Albus Dumbledore zastrzegł, że macie na razie zostać przy swoich nazwiskach. Jeżeli kiedyś będziecie chcieli je zmienić, będziecie znowu musieli tu przyjść...
Draco coś odpowiedział, ale Harry nie słuchał. Wpatrywał się w czarownicę. Była taka podobna do pani Weasley...
Draco pożegnał się i chwycił Harry'ego za łokieć. Po chwili znaleźli się na ulicy Hogsmeade. Harry, który szedł prawie tyłem zauważył złośliwą minę sekretarki, która już najwidoczniej przeczytała swój magazyn, bo odłożyła go i gapiła się na nich. Jednak chłopak nie przejmował się tym, zbyt zajęty utrzymywaniem równowagi.
    - Co ci jest, Harry? Stałeś i się na nią gapiłaś.
Harry uznał, że Draco uzna go dziś za zupełnego wariata, ale znów nie odpowiedział, zapatrzony w jeden punkt. Był to duży puchacz. Wyleciał z okna budynku i przeleciał im nad głowami, żeby po chwili zniknąć im z oczu. Harry nie zdążył zbyt dużo zobaczyć, ale to i tak wystarczyło. Na kopercie na sto procent zobaczył nazwisko Weasley i adres Nora.
    - Harry, dobrze się czujesz? - zaniepokoił się Draco.
    - Tak, tak. Nic mi nie jest. Po prostu już w biurze nabrałem podejrzeń, a teraz jestem pewien. Ta czarownica jest rodziną Weasley'ów. Jest strasznie podobna od matki Rona, a ten puchacz niósł jej list. Widziałem nazwisko i adres.
    - Wiedziałeś, że w końcu się dowiedzą...
    - Wiedziałem! Nie o to chodzi. Nie boję się tego, że mnie odrzucą. Chodzi mi o to, że Dumbledore prosił, żeby jak najmniej osób o tym wiedziało.
Draco uspokoił Harry'ego. Nie chcieli jeszcze wracać do zamku, więc korzystając z tego, że mają przy sobie pozwolenie od Dumbledore'a, wstąpili do Trzech Mioteł na kremowe piwo. Usiedli za parawanem, żeby nikt im nie przeszkadzał.
Nie zauważyli, kiedy do pubu wszedł wysoki mężczyzna o długich blond, prawie białych włosach. Za to wyraźnie usłyszeli jego głos, gdy z kimś rozmawiał.
    - Harry Potter? Z moim synem? Jesteś pewna?
Draco wyglądał na przerażonego, ale Harry nie stracił zimnej krwi. Wyciągnął spod szaty ukrytą do tej pory pelerynę niewidką i szybko zarzucił ją na siebie i Dracona, upewniając się, że nie wystają im spod niej nogi. Wcisnęli się w kąt, kiedy Lucjusz Malfoy wyłonił się zza parawanu i spojrzał na stolik, na którym nadal stały kufle z niedopitym piwem.
Jego wzrok prześlizgnął się po wszystkich kwiatkach, za którymi mogliby się ukrywać, a w końcu na dłużej zatrzymał się na nich, choć przecież nie mógł ich widzieć...
    - Jeżeli zrobisz coś mojemu synowi, zabiję, cię, Potter – warknął i odwrócił się na pięcie, a jego długa peleryna zatrzepotała za nim.
    Po chwili zabrzęczał dzwonek przy drzwiach.
Nie mieli już ochoty na włóczenie się po uliczkach Hogsmeade. Wrócili do zamku, rozmawiając. Nie ośmielili się zdjąć z siebie peleryny.
    - Co twój ojciec tam robił? Po co nagle zjawił się w Hogsmeade?
    - Sekretarka – rzucił krótko Draco. - Moja matka ją zna. Nie miałem pewności, że to ona, ale jednak. Musiała napisać do matki. Ale w takim razie ojciec już wie... Jak mogłem być taki głupi? Narażam cię...
    - Zamknij się. Nie mów tak. Nie narażasz mnie na nic, sam się narażam. Ty jesteś w dużo większym niebezpieczeństwie. Nie obchodzi mnie, co zrobi twój ojciec...
Rozmowa nie przyniosła większych rezultatów. Każdy był zdania, że przez niego ten drugi jest narażony na niebezpieczeństwo.
Wkroczyli do sali wejściowej, w której na szczęście nikogo nie było. Dopiero tam Harry zdjął z nich pelerynę. Zegar wskazywał szesnastą. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że tak długo ich nie było.
    - Musimy iść do Dumbledore'a – powiedział Draco, a Harry skinął głową na zgodę.
Po chwili stanąli przed gargulcem, podali mu hasło i wjechali ruchomymi schodami pod drzwi gabinetu dyrektora. Draco zapukał.
    - Proszę wejść – usłyszeli głos Dumbledore'a.
Harry otworzył drzwi i stanęli twarzą w twarz z dyrektorem i wściekłym Lucjuszem. 
______________________
Przepraszam za tak długą przerwę, ale byłam przez kilka dni poza domem, a później jakoś nie miałam weny, albo miałam lenia... nieważne. Przepraszam i mam nadzieję, że Wam się podoba. :)