piątek, 22 lutego 2013

Ślub i jego następstwa


Czas do soboty minął zaskakująco szybko. Przy każdym posiłku Harry z niepokojem zerkał na Zabini'ego. Wyglądało na to, że Ślizgon się poddał. Pod okiem miał wielkiego siniaka. Harry wolał jednak mieć się na baczności, dlatego nigdzie nie chodził bez mapy, co jakiś czas sprawdzając, czy Bleise nie kręci się w pobliżu jego, albo Dracona.
    - Harry – usłyszał w sobotę przy śniadaniu. To Dumbledore podszedł do ich stołu. Wszyscy wokół wpatrywali się w niego z podziwem i lękiem. Większość z nich nigdy nie rozmawiała z dyrektorem.
    - Tak? - zapytał Harry z pełną buzią. Wiedział, po co Dumbledore do niego podszedł, ale zgrywał niewiniątko.
    - Chciałbym z tobą porozmawiać na osobności – Harry'emu wydawało się, że dyrektor puścił do niego oczko. - Przejdźmy do mojego gabinetu, dobrze?
Harry wstał, dopijając sok z dyni i idąc za dyrektorem, chwycił jeszcze dwa tosty. Nie poszli jednak do jego gabinetu. Weszli do opuszczonej klasy na pierwszym piętrze, gdzie czekał już na nich Draco. Blondyn uśmiechnął się do Harry'ego, a ten poczuł nagły, wielki przypływ miłości.
    - Wyjdziecie ze szkoły bramą, nie będziecie korzystać z ukrytych przejść. Nie wątpię, że je znacie, ale nie są wam potrzebne. Macie moją zgodę, również pisemną, jakby ktoś was o to pytał – mówiąc to, wręczył Harry'emu, który stał bliżej, kartkę zapisaną jego zgrabnym, pochyłym charakterem pisma. - W urzędzie też już wszystko wam załatwiłem, ślub odbędzie się po cichu. Wejdziecie tam i złożycie swoje podpisy. Resztą zajmę się ja – i nie czekając na ich reakcję, po prostu wyszedł z klasy.
Po około czterdziestu minutach marszu doszli w końcu do Hogsmeade.
    - Mógł nam załatwić te powozy, co nas ciągną na początek roku. Te bez koni – wysapał Draco, schylając się i opierając ręce na kolanach. Stał teraz tyłem do Harry'ego, a ten poczuł dziwne mrowienie w podbrzuszu. Szybko spojrzał w inną stronę.
    - Mają konie. Testrale – Harry uśmiechnął się na widok zaskoczonej miny Ślizgona. - Nie ważne. Pójdziesz do biblioteki, to sobie poczytasz. Tylko uważaj na Zabini'ego – zaśmiał się, szturchając Dracona w bok.
Draco popatrzył na Harry'ego dziwnie, tak, że ten zaczął się zastanawiać, czy się nie wygłupił, ale nagle blondyn zaczął ścigać Harry'ego, zapędzając go w ciemne uliczki między domami.
Harry nagle zatrzymał się, odwrócił i poczuł, że Draco na niego wpada. O mało co się nie wywrócili, ale na szczęście udało im się zachować równowagę.
    - Dobra, koniec wygłupów – oznajmił, a Draco zrobił tak zbolałą minkę, że Harry nie mógł się powstrzymać i cmoknął go w te piękne usteczka... - Musimy jakoś wyglądać. Nie wejdziemy przecież do urzędu w pogniecionych ubraniach. W ogóle, gdzie to jest?
    - Gdzieś przy głównej ulicy – Draco nie krył niezadowolenia, ale pozwolił Harry'emu wziąć się za rękę i poprowadzić w stronę, z której przybiegli.
Nie musieli długo szukać. Już po kilku minutach stanęli przed drzwiami eleganckiego budynku. Popatrzyli na siebie, jednocześnie skinęli głowami, chcąc sobie dodać otuchy i weszli do środka. Wnętrze było mało przytulne. Wszystko było w odcieniach czerni i brązu, więc ogólnie sprawiało to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Podeszli do okienka, za którym siedziała znudzona młoda czarownica, żując gumę i przeglądając magazyn „Czarodziejska moda”. Nie zwracała na nich uwagi, więc Harry lekko odchrząknął. Poskutkowało. Popatrzyła na niego wilkiem, ale kiedy jej wzrok padł na Dracona, od razu złagodniał. Uśmiechnęła się zalotnie i puściła do niego oczko. Harry poczuł, że jego ręce same rwą się, żeby dać jej w mordę więc szybko wepchnął je do kieszeni. Spojrzał na Dracona. Nie wyglądał on na szczególnie zainteresowanego zalotami dziewczyny. W ogóle nie był nimi zainteresowany. Patrzył na Harry'ego, a w jego oczach było tyle miłości i ciepła, że Harry nie mógł się do niego nie uśmiechnąć.
Kasjerka popatrzyła na nich zdegustowana, zrozumiawszy, że są parą.
    - Takie sprawy w pokoju 295. Po lewej – warknęła, wracając do żucia gumy i przeglądania magazynu.
Nie spojrzawszy na nią, Draco wziął Harry'ego za rękę i poprowadził korytarzem po lewej. Zatrzymał się pod drzwiami, na których widniała zielona tabliczka z numerem 295.
    - Wiem, że już to omawialiśmy i proszę, nie wściekaj się. Chciałem tylko się upewnić. Jesteś na to wszystko gotowy? Chcesz tego? Bo jeżeli robisz to tylko z litości, to nie mogę się na to zgodzić – Draco stanął naprzeciwko Harry'ego, uparcie wpatrując mu się w oczy.
    - Ja miałbym się litować nad Malfoy'em? Ja, Harry Potter? - spytał, mając nadzieję, że jego głos brzmi wyniośle.
Draco zrobił zaskoczoną minę. Już dawno przecież przestali zauważać tę przepaść między nazwiskami Potter i Malfoy...
Nagle jednak Harry uśmiechnął się, przytulił Dracona i pieszczotliwie pocałował w szyję. Szybko się jednak odsunął.
    - Nie, Draco. Nie lituję się nad tobą. Kocham cię i chcę tego. Chcę wziąć z tobą ślub, być z tobą już na zawsze. Nie pozwolę jakiejś głupiej Parkinson odebrać mi chłopaka.
Harry odwrócił się do drzwi i sięgnął po klamkę. Nagle jednak wyprzedziła go dłoń Dracona, która uprzejmie zapukała. Harry zatrzymał się z uniesioną ręką, zaskoczony.
    - Nie uczyli cię dobrych manier, Potter? - szeptem zapytał Draco, przytulając się do niego.
    - Wiesz, mój wuj i ciotka raczej nie interesowali się moim wychowaniem – Harry pokazał mu język, a kiedy zza drzwi dobiegło stłumione „Proszę”, nacisnął w końcu tę klamkę i przekroczył próg pomieszczenia.
Wyglądało ono na dużo przyjemniejsze, niż hol. Wszystko było tu w odcieniach beżu i jasnego brązu. Za biurkiem siedziała starsza czarownica, która od razu nasunęła Harry'emu na myśl panię Weasley. Uśmiechała się z taką samą sympatią w oczach i Harry od razu się rozluźnił. Draco, który stanął obok również nie wyglądał na spiętego.
    - Jak się nazywacie, kochaneczki? - spytała czarownica. Molly też tak mówiła do Harry'ego. Dziwne...
    - Draco Malfoy i Harry Potter – odpowiedział Draco, wyrywając Harry'ego z zamyślenia.
    - Ahhh... Ten... Oj, przepraszam. Po prostu... Nic, nic. Wy na pewno do tego biura? - czarownica była zaskoczona.
    - Na pewno, proszę pani. Dum... To znaczy profesor Dumbledore wszystko miał załatwić, my musimy tylko podpisać...
Czarownica popatrzyła na nich, ale już nic nie mówiła. Zaczęła grzebać w szufladzie, co nie trwało długo, bo ich teczka leżała prawie na wierzchu.
    - Jest. No dobrze. Tak, tak, wszystko gotowe. Proszę tylko tu podpisać. O tak, tu i ty tutaj.
Draco złożył podpis. Miał bardzo ładne pismo. Harry starał się ukryć przed nim swoje bazgroły, ale nie było to możliwe, ponieważ blondyn wciąż patrzył mu na ręce.
    - Ładnie piszesz – odezwał się Ślizgon. O dziwo w jego głosie nie było irini.
    - A nazwisko? - zainteresował się nagle Harry. - Jak będzie z nazwiskami? Czy ja będę teraz Harry Malfoy? - słysząc takie połączenie, Draco uśmiechnął się od ucha do ucha. - Czy może Draco będzie teraz Draco Potter? - tu Draconowi lekko zrzedła mina, za to Harry'emu takie rozwiązanie bardziej się podobało.
    - Albus Dumbledore zastrzegł, że macie na razie zostać przy swoich nazwiskach. Jeżeli kiedyś będziecie chcieli je zmienić, będziecie znowu musieli tu przyjść...
Draco coś odpowiedział, ale Harry nie słuchał. Wpatrywał się w czarownicę. Była taka podobna do pani Weasley...
Draco pożegnał się i chwycił Harry'ego za łokieć. Po chwili znaleźli się na ulicy Hogsmeade. Harry, który szedł prawie tyłem zauważył złośliwą minę sekretarki, która już najwidoczniej przeczytała swój magazyn, bo odłożyła go i gapiła się na nich. Jednak chłopak nie przejmował się tym, zbyt zajęty utrzymywaniem równowagi.
    - Co ci jest, Harry? Stałeś i się na nią gapiłaś.
Harry uznał, że Draco uzna go dziś za zupełnego wariata, ale znów nie odpowiedział, zapatrzony w jeden punkt. Był to duży puchacz. Wyleciał z okna budynku i przeleciał im nad głowami, żeby po chwili zniknąć im z oczu. Harry nie zdążył zbyt dużo zobaczyć, ale to i tak wystarczyło. Na kopercie na sto procent zobaczył nazwisko Weasley i adres Nora.
    - Harry, dobrze się czujesz? - zaniepokoił się Draco.
    - Tak, tak. Nic mi nie jest. Po prostu już w biurze nabrałem podejrzeń, a teraz jestem pewien. Ta czarownica jest rodziną Weasley'ów. Jest strasznie podobna od matki Rona, a ten puchacz niósł jej list. Widziałem nazwisko i adres.
    - Wiedziałeś, że w końcu się dowiedzą...
    - Wiedziałem! Nie o to chodzi. Nie boję się tego, że mnie odrzucą. Chodzi mi o to, że Dumbledore prosił, żeby jak najmniej osób o tym wiedziało.
Draco uspokoił Harry'ego. Nie chcieli jeszcze wracać do zamku, więc korzystając z tego, że mają przy sobie pozwolenie od Dumbledore'a, wstąpili do Trzech Mioteł na kremowe piwo. Usiedli za parawanem, żeby nikt im nie przeszkadzał.
Nie zauważyli, kiedy do pubu wszedł wysoki mężczyzna o długich blond, prawie białych włosach. Za to wyraźnie usłyszeli jego głos, gdy z kimś rozmawiał.
    - Harry Potter? Z moim synem? Jesteś pewna?
Draco wyglądał na przerażonego, ale Harry nie stracił zimnej krwi. Wyciągnął spod szaty ukrytą do tej pory pelerynę niewidką i szybko zarzucił ją na siebie i Dracona, upewniając się, że nie wystają im spod niej nogi. Wcisnęli się w kąt, kiedy Lucjusz Malfoy wyłonił się zza parawanu i spojrzał na stolik, na którym nadal stały kufle z niedopitym piwem.
Jego wzrok prześlizgnął się po wszystkich kwiatkach, za którymi mogliby się ukrywać, a w końcu na dłużej zatrzymał się na nich, choć przecież nie mógł ich widzieć...
    - Jeżeli zrobisz coś mojemu synowi, zabiję, cię, Potter – warknął i odwrócił się na pięcie, a jego długa peleryna zatrzepotała za nim.
    Po chwili zabrzęczał dzwonek przy drzwiach.
Nie mieli już ochoty na włóczenie się po uliczkach Hogsmeade. Wrócili do zamku, rozmawiając. Nie ośmielili się zdjąć z siebie peleryny.
    - Co twój ojciec tam robił? Po co nagle zjawił się w Hogsmeade?
    - Sekretarka – rzucił krótko Draco. - Moja matka ją zna. Nie miałem pewności, że to ona, ale jednak. Musiała napisać do matki. Ale w takim razie ojciec już wie... Jak mogłem być taki głupi? Narażam cię...
    - Zamknij się. Nie mów tak. Nie narażasz mnie na nic, sam się narażam. Ty jesteś w dużo większym niebezpieczeństwie. Nie obchodzi mnie, co zrobi twój ojciec...
Rozmowa nie przyniosła większych rezultatów. Każdy był zdania, że przez niego ten drugi jest narażony na niebezpieczeństwo.
Wkroczyli do sali wejściowej, w której na szczęście nikogo nie było. Dopiero tam Harry zdjął z nich pelerynę. Zegar wskazywał szesnastą. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że tak długo ich nie było.
    - Musimy iść do Dumbledore'a – powiedział Draco, a Harry skinął głową na zgodę.
Po chwili stanąli przed gargulcem, podali mu hasło i wjechali ruchomymi schodami pod drzwi gabinetu dyrektora. Draco zapukał.
    - Proszę wejść – usłyszeli głos Dumbledore'a.
Harry otworzył drzwi i stanęli twarzą w twarz z dyrektorem i wściekłym Lucjuszem. 
______________________
Przepraszam za tak długą przerwę, ale byłam przez kilka dni poza domem, a później jakoś nie miałam weny, albo miałam lenia... nieważne. Przepraszam i mam nadzieję, że Wam się podoba. :)

czwartek, 14 lutego 2013

Ron, to nie tak!


    - Oh, miałeś ją przy sobie, kiedy znalazłem cię pijanego.
Draco spojrzał zdumiony na Harry'ego.
    - Jesteś na mnie zły?
    - Nie.
    - Przecież widzę. Co...? Harry, przecież ja...
    - No co, kurwa? Co tam niby z nim robiłeś? Oh, nic ważnego, on tylko cię całował!
    - Przecież ja tego nie chciałem! - Draco chciał wziąć Harry'ego za rękę, ale ten odsunął się. Popatrzył na bruneta. Nic nie rozumiał. - Wyrywałem mu się, ale co mogłem zrobić? Unieruchomił mnie! Przecież nie zacząłem się z nim obściskiwać! To on... !
Obrazy zaczęły dziwnie na nich patrzeć. Nie zwracali jednak na nich uwagi, zajęci sobą. Draco był przerażony. Czyżby Harry myślał, że on go zdradził? Czyżby chciał się z nim rozstać?
    - Po co tam w ogóle poszedłeś? - głos Harry'ego był zimny, Dracona aż przeszły dreszcze.
    - Chciałem poczytać o tych ślubach, że mój ojciec naprawdę nie będzie mógł unieważnić naszego związku... On tam po prostu był. Wyrwał mi różdżkę i unieruchomił. Nie spotkałem się z nim specjalnie. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – powiedział Draco smutnym głosem. Teraz to on nie patrzył na Harry'ego, zamiast tego uparcie wpatrywał się w swoje dłonie. - A ty po co tam poszedłeś? - zaatakowała nagle. Wiedział, że to niesprawiedliwe w stosunku do Harry'ego, ale sam też miał już dość tych niesłusznych ataków. - Znowu sprawdzałeś mnie na tej mapie?
    - Nie, nie sprawdzałem cię znowu! Sam poszedłem poczytać o małżeństwach! Nie dotykaj mnie... Daj mi spokój, chcę być teraz sam... Puść mnie! I nie martw się, więcej nie będę cię szukał na tej mapie – Harry odszedł, nie dając Draconowi dojść do słowa. Ten patrzył za nim ze smutkiem, ale nie protestował. Wiedział, że idąc za Harrym mógł tylko jeszcze bardziej zepsuć sytuację.
Przez następne dni nie odzywali się do siebie. Draco wysłał raz liścik do Harry'ego, ale ten go zignorował. Nie wiedział, jak się zachować. Z jednej strony czuł, że powinien Dracona przeprosić, ale z drugiej... Przecież on nie zrobił nic złego! To Draco... Harry wiedział, wierzył, że Draco nie spotkał się z Zabinim specjalnie, ale sytuacja była wystarczająco dziwna. Wiedział, że będzie musiał z nim porozmawiać, ale nie wiedział, jak się do tego zabrać. Z trudem się powstrzymywał, by co chwilę nie zerkać na mapę. Tak samo było podczas posiłków. Zmuszanie się, by nie patrzeć na Dracona przyprawiało go o ból głowy... Tak bardzo chciał go zobaczyć... Zauważył, że Dumbledore dziwnie im się przygląda, ale nie obchodziło go to.
Była środa. Ostatnio Harry unikał czwartego piętra, ale teraz podjął decyzję i nie oglądając się na zdziwionych przyjaciół, których zostawił w Pokoju Wspólnym, ruszył do dormitorium. Tam wyjął mapę. Nie pomylił się, Draco siedział w ICH pustej klasie. Szybko wyszedł z sypialni i ruszył na czwarte piętro.
    - Harry! - słyszał za sobą głos Rona, ale nawet na niego nie popatrzył. W głębi duszy odczuwał wyrzuty sumienia. Hermiona oddaliła się od nich już rok temu, teraz Harry zakochał się w Draconie. Ron został sam. Ale przecież mógł sobie w końcu poszukać dziewczyny, nie? Harry nie będzie go do końca życia niańczył.
Ostrożnie otworzył drzwi klasy i wszedł do środka. Draco siedział na blacie ławki, tyłem do niego. Nie odwrócił się, gdy skrzypnęły drzwi. Harry zbliżył się do niego i usiadł, opierając się o jego plecy. Zobaczył, że blada dłoń podsuwa mu jabłko. Tak go to rozczuliło, że ledwo się powstrzymał, by nie wstać i pocałować Dracona. Powstrzymał się jednak, najpierw musieli porozmawiać.
    - Harry... Przepraszam. Już wiem... rozumiem. Też jestem zazdrosny. Ale uwierz, ja do Bleise'a nie czuję nic poza odrazą! Kocham tylko ciebie, Harry...
    - Wiem Draco, to ja przepraszam. Też cię kocham. Ale ty zazdrosny? O co?
    - O... o rudzielca. To, jak on się w ciebie wpatruje... Nie zauważyłeś? Przecież on jest w tobie zakochany!
    - Ron? Nie żartuj, Draco. Przecież to brednie. Ron jest moim przyjacielem. I tak ostatnio się od siebie oddaliliśmy. Draco, Ron nie jest gejem!
    - Jeszcze zobaczysz – Draco wstał i nie zważając na zdziwioną minę Harry'ego, mocno go objął. - Kocham cię ty mój Gryfonie – mruknął mu do ucha, a Harry poczuł, że rozpływa się w tych silnych ramionach. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo Draco go pocałował. Ich usta złączyły się, Harry'ego przeszedł dreszcze rozkoszy, a jego ręce mimowolnie same objęły plecy Dracona, mocniej go do siebie przyciskając. „No i jak ja mogłem się od tego powstrzymywać od niedzieli?” - myślał Harry, czując język Dracina w swoich ustach.
    - Kocham cię – szepnął Draco, odsuwając lekko usta od Harry'ego, co zostało skwitowane jękiem niezadowolenia. Drco uśmiechnął się i pocałował Harry'ego w szyję. Z każdym ruchem jego warg, przez ciało Harry'ego przebiegały dreszcze. Nie mógł usiedzieć, padł na plecy, ciągnąc za sobą Dracona. Palce wsunął w jego włosy, rozkoszując się ich miękkością.
Nagle otworzyły się drzwi. Harry zerwał się tak gwałtownie, że Draco wylądował na podłodze z jękiem bólu.
W drzwiach stał oniemiały Ron. W ręku trzymał różdżkę, którą celował w Dracona. Po chwili jednak jego oczy rozszerzyły się i opuścił różdżkę. Z jego ust wydobył się dziwny jęk. Próbował coś powiedzieć, ale tylko poruszał ustami, nie mogąc wydusić z siebie nic sensownego. Odwrócił się i pobiegł w stronę wieży Gryffindoru.
    - Ron! - Harry zerwał się, chcąc za nim pobiec. - Ron, to nie tak! Ron!
Dobiegł już do drzwi, gdy usłyszał za sobą głos Dracona. Był tak smutny, że Harry'ego zamurowało.
    - Nie wstydź się nas... Nie wstydź się mnie – błagał blondyn, a jego oczy zaszkliły się od łez.
Harry nie mógł patrzeć, jak Draco płacze. Zamknął drzwi i podszedł do Ślizgona. Usiadł koło niego i mocno przytulił.
    - Przepraszam, Draco. Przepraszam. Po prostu... byłem w szoku. Nie wstydzę się. Nigdy nie będę się ciebie wstydził.
Długo jeszcze tam siedzieli, całując się, albo po prostu przytulając.

Harry wszedł do swojego dormitorium. Był zmęczony, ubranie miał pogniecione. Tylko włosy wyglądały jak zwykle, bo czy potargane, czy uczesane, zawsze wyglądały tak samo. Zasłony łóżka Rona były pozaciągane, ale kiedy Harry koło niego przechodził, rozchyliły się lekko i wysunęła się spomiędzy nich ręka Rona, trzymająca Mapę Huncwotów.
    - Schowałem to. Nie chciałem, żeby ktoś oprócz mnie to zobaczył. Zostawiłeś niezmazaną na łóżku – i opuścił ją na podłogę, szybko chowając rękę.
Harry uznał za dziwny fakt, że Ron, zamiast pobiec do Hermiony i innych Gryfonów, by im wszystko rozgadać, schował się i nie chciał, by ktoś jeszcze zauważył, że Harry spotyka się z Malfoy'em. „Pewnie chodziło tylko o ukrycie mapy, nie mojego związku z Draconem” - pomyślał, zmazując z niej obraz i chowając do kufra. Wziął prysznic i nawet nie pamiętał, kiedy zasnął.
    - Wstawaj, Harry! - usłyszał czyjś głos. - Harry, już ósma! Wstawaj, za godzinę mamy lekcje!
Głos Neville'a stawał się coraz bardziej natarczywy.
    - Już wstaję – mruknął Harry i z trudem otworzył oczy. Świat był zamazany, jednak Harry widział na tyle wyraźnie, żeby wiedzieć, że Rona nie ma już w dormitorium.
    - Wyszedł pierwszy. Było jeszcze ciemno – wytłumaczył Neville, również patrząc na łóżko Rona, na którym leżała tylko pognieciona kołdra i jego kasztanowa piżama. - Pokłóciliście się?
    - Nie, Neville... Nieważne. Nic się nie stało. Chodźmy na śniadanie – przerwał mu Harry, nakładając szkolną szatą. Przejechał palcami włosy, uznając, że i tak nie musi ich czesać i zszedł schodami na dół, słysząc za sobą kroki Neville'a. W Pokoju Wspólnym i w Wielkiej Sali wszyscy zachowywali się normalnie, więc Harry uznał, że Ron nadal trzyma język za zębami.
Rudzielca nie było przy stole Gryfonów. Harry usiadł między Ginny i Hermioną.
    - Widziałeś gdzieś Rona? - zagadnęła go któraś, nie wiedział która, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Dracona.
    - Nie widziałem. Jak wstałem, już go nie było – odpowiedział machinalnie, biorąc do ręki tosta.
Wciąż uparcie wpatrywał się w Dracona. Wyglądał słodko. Zapominając o dobrych manierach dziedzic fortuny Malfoy'ów obżerał się kanapkami z dżemem. Część tego dżemu wylądowała na koszuli Dracona... a Parkinson odważyła się to zetrzeć! Co prawda Draco odtrącił jej rękę i sam, za pomocą różdżki wyczyścił sobie koszulę, ale Harry już do końca dnia miał zepsuty humor.
Ron nie pojawił się na żadnej lekcji. Hermiona wyglądała na zmartwioną, ale Harry zbywał jej żale milczeniem.
    - Pokłóciłeś się z nim? - zapytała, kiedy siedzieli razem w Pokoju Wspólnym, starając się skupić na eseju z Zaklęć.
    - Nie! Nie pokłóciłem się! Nie obchodzi mnie... on. Nic mnie nie obchodzi! - i zanim Hermiona zdołała jakkolwiek zareagować, już wychodził przez dziurę w portrecie.
Nie patrząc nawet na mapę ruszył schodami na czwarte piętro. Tam zatrzymał się przed drzwiami do pustej klasy, by uspokoić oddech po szybkim marszu.
    - Dokąd to, Potter? - ktoś złapał go za ramię.
Harry spojrzał w górę. Zobaczył zielony krawat. A więc Ślizgon. Jego wzrok powędrował jeszcze wyżej, na twarz chłopaka. Zabini Bleise.
    - Nie twoja sprawa – Harry miał ochotę dać mu w pysk, ale powstrzymał się, wyrywając ramię z uścisku chłopaka i cofając się. Nie było to łatwe, chłopak miał zadziwiająco dużo siły. - Czego chcesz? - Harry miał nadzieję, że głos mu nie zadrżał, bo musiał sam przed sobą przyznać, że nie zachwycała go myśl o bójce z Bleisem.
    - Myślę, że moja. Bo wiesz, Potter, ja też jestem zainteresowany Draconem. I mam w dupie to, że i ty na niego lecisz. Zobaczysz, że to ja go zdobędę.
    - Chciałbyś – syknął Harry, starając się nie odwracać wzroku. Najchętniej uciekłby spod tej klasy, ale wiedział, że nie może tego zrobić.
    - Ah, Potter. Tak z innej beczki... Uderzyłeś mnie. Więc teraz pewnie powinienem ci oddać, co? W który chciałbyś policzek? A może w brzuch? Widziałeś siniaka Dracona? Na to ty będziesz miał troszkę większego – mówił Zabini z okropnym uśmieszkiem, podwijając rękawy.
Harry mimowolnie cofnął się o krok i za swoimi plecami poczuł zimną ścianę.
Zabini podniósł rękę i uderzył Harry'ego z taką siłą, że ten przewrócił się i walnął głową w ziemią. Czuł, że z nosa leci mu krew. Próbował się podnieść, ale zakręciło mu się w głowie, więc usiadł, opierając się o ścianę
Bleise nadal stał nad nim, szykując się do ponownego uderzenia.
Jak przez mgłę Harry zauważył, że drzwi za plecami Ślizgona otwierają się i przechodzi przez nie Draco. Bleise nie zauważył go. Harry uśmiechnął się na samą myśl o tym, co ma się teraz stać. I nie pomylił się. Sięgnął obok siebie i akurat w momencie, w którym udało mu się z powrotem nałożyć na nos okulary, Draco uderzył Zabini'ego. Bleise runął na twarz i długo nie wstawał. Leżał i jęczał z bólu.
Draco wyciągnął rękę do Harry'ego i nie zważając na leżącego Ślizgona, pociągnął go do pustej klasy.
    - Zabini jest niebezpieczny dla nas obu – uśmiechnął się lekko blondyn, zmywając różdżką krew z twarzy Harry'ego.
Harry odwzajemnił uśmiech.
- Ron nikomu nie powiedział – oznajmił Draconowi i bez ostrzeżenia, nie zważając na ból, mocno go pocałował. 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Nie ma innego wyjścia


Harry nadal nie do końca się obudził. Cały był obolały, w dodatku było mu nie wygodnie. Nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego śpi na siedząco. Rozprostował kark, w którym coś nieprzyjemnie zagruchotało. Nie miał na nosie okularów, więc wszystko było bardzo zamazane. Jak przez mgłę widział odblask ognia z kominka. Popatrzył w dół i ujrzał jasną plamę na swoich kolanach. Dotknął jej, a ona drgnęła. Przejechał po niej dłonią, natrafiając w końcu na coś, co w dotyku przypominało ludzką skórę... Wymacał nos, usta... Twarz. Obok tej jasnej głowy zobaczył odbłysk ognia w szkle. Wyciągnął dłoń i po chwili trzymał w niej swoje okulary. Nałożył je na nos, ale nadal nie widział zbyt dobrze. Okulary były strasznie brudne, wszędzie były na nich odciski palców. Przetarł je skrawkiem szaty i znów nałożył. No, lepiej, chociaż tłuste smugi wciąż powodowały, że światło załamywało się, tworząc jasne linie wokół.
Tym razem jednak po spojrzeniu w dół rozpoznał tę głowę. Należała ona do Dracona, a reszta jego ciała leżała obok Harry'ego, zwinięta w kłębek. Usta Harry'ego wygięły się w rozkochanym uśmiechu. Patrzył na blondyna spokojnie śpiącego na jego kolanach... Kochał w nim wszystko. Załamałby się, gdyby stała mu się jakaś krzywda. I właśnie myśląc to zdał sobie sprawę ze swojej głupoty. Jak on mógł coś takiego zaproponować Draconowi? Przecież to było dla Ślizgona cholernie niebezpieczne!
    - Draco, wstawaj! No wstawaj! Ale ze mnie kretyn! Zbudź się!
    - Na Merlina, co się stało, Harry? - Draco podskoczył jak oparzony i wyciągnął różdżkę, celując nią w ciemne kąty.
    - Spokojnie. Przepraszam Draco, nie chciałem cię wystraszyć. Ale właśnie zrozumiałem... siadaj, siadaj. Właśnie zrozumiałem, że nie możemy... Nie możemy wziąć ślubu – wyrzucił z siebie Harry, ciągnąc Dracona za rękaw, żeby usiadł.
Draco wpatrywał się w Harry'ego oniemiały.
    - Nie chcesz... rozmyśliłeś się... rozumiem to... okay....
    - Zgłupiałeś? Chcę! Chę jak cholera! Ale nie możemy. Nie możemy ze względu na ciebie! Ze względu na twoje bezpieczeństwo! Przecież jak Voldemort się dowie, to cię zabije!
Draco spojrzał na niego, początkowo nie mając pojęcia, o czym Harry bredzi, ale w końcu w jego oczach zajaśniało zrozumienie.
    - Oh Harry... Ale... Ja nie chcę... Nie mogę ożenić się z Parkinson! Wolę ryzykować własną śmiercią, ale być z tobą... Kocham cię, Harry! Tylko ciebie kocham, rozumiesz!?
    - Ja też cię kocham, Draco, ale nie możemy... Nie możesz zginąć!
    - Jeżeli ożenię się z Parkinson, to sam się zabiję – zagroził Draco, a w żołądku Harry'ego coś się przewróciło.
    - To co zrobimy – zapytał szeptem. Głos odmówił mu posłuszeństwa.
    - Nie martw się. Wiem, co zrobimy. Powiedz mi tylko, tak dla pewności... pewien jesteś, że zniesiesz gadanie i pytania innych?
    - Tak, Draco. Dla ciebie zniosę wszystko, przecież już mówiłem. To co mamy zrobić?


Po minie Harry'ego Draco poznał, że brunet nie jest do końca przekonany.
    - Harry, to jest jedyne wyjście. Ojciec się wścieknie, ale przecież nie wyda mnie Voldemortowi. Będę chroniony i ty razem ze mną. Musimy to zrobić, jeśli chcemy być razem!
No i właśnie. Nie było innego wyjścia, musieli to zrobić. Draco szybko uścisnął rękę Harry'ego, chcąc mu dodać otuchy i z radością zobaczył, że ten lekko się do niego uśmiecha.
-Czekoladowy blok – Draco podał hasło i weszli na spiralne schody, które po chwili ruszyły w górę. W końcu zatrzymały się i chłopcy stanęli przed drzwiami do gabinetu Dumbledore'a.
Draco zapukał.
    - Proszę wejść – odezwał się głos zza drzwi. Popatrzyli na siebie i wkroczyli do dużego, okrągłego pomieszczenia, pełnego najróżniejszych przyrządów i instrumentów, których zastosowanie było dla nich tajemnicą. Za biurkiem siedział dyrektor i bacznie im się przyglądał zza okularów połówek. W jego błękitnych oczach i długiej siwej brodzie odbijało się światło płomieni z kominka.
    - Co was sprowadza, chłopcy? Gryfon i Ślizgon razem, w dodatku to wy dwaj... Niecodzienny widok. Siadajcie. Cytrynowego dropsa? - poczęstował ich cukierkami, ale odmówili i usiedli na krzesłach wskazanych im przez Dumbledore'a.
Nie odpowiedzieli na jego pytanie. Draco wyłamywał sobie palce i kątem oka zauważył, że Harry przygryza wargi.
Dumbledore nie popędzał ich. Patrzył dłuższą chwilę, w końcu wstał i przeszedł wokół biurka, stając przed nimi i lekko się uśmiechając.
    - Wiem, dlaczego przyszliście razem... Wiem, co was łączy. Mimo wszystko jestem tu dyrektorem, więc oczywiście interesuję się tym, czym zajmują się moi uczniowie. Ale nadal nie wiem, w jakim celu do mnie przyszliście.
    - Bo, panie profesorze! Tak nie może być, ojciec nie może go zmusić, jak to jest możliwe!? Jego zdanie już się w ogóle nie liczy? Ale co my możemy? No i Voldemort... On nie może o niczym wiedzieć...
    - Może ja powiem – Draco przerwał Harry'emu, łapiąc go za nadgarstek. Dumbledore w żaden sposób nie zareagował na wybuch Harry'ego, ani na gest Dracona. Nadal czekał. - Chodzi o to, profesorze... To znaczy powiedział pan, że pan wie. Wie pan, że jesteśmy w związku? - upewnił się Draco, a Dumbledore przytaknął lekkim skinieniem głowy. - No dobrze. W takim razie... Chodzi o to, że mój ojciec. Ojej, to delikatna sprawa, nie wiem, jak to powiedzieć. Ojciec chce mnie wyswatać z Parkinson... To znaczy z Pansy Parkinson. Wie pan, ona jest czystej krwi, ze Slytherinu, w dodatku jej rodzina jest bogata. Więc chcą mi zaaranżować małżeństwo. I to już niedługo, jak tylko pojadę do domu na święta. Ale ja nic do niej nie czuję, kocham Harry'ego. Chcieliśmy już nawet wymknąć się za tydzień ze szkoły do Hogsmeade i wziąć ślub bez wiedzy mojego ojca, no ale... Harry przypomniał sobie i mi przy okazji o bardzo dla niego ważnym szczególe. Sam też przyznam, że wolałbym tego uniknąć, więc cóż... Szczegół ten jest bardzo ważny dla nas obu, dla mnie jest również niebezpieczny. Voldemort. Jeżeli dowie się, że kocham Harry'ego, że wyszedłem za niego... Cóż, najprawdopodobniej... nie, na pewno mnie zabije. Mnie i moich rodziców.
    - Rozumiem, że uważasz, że ja mógłbym jakoś wam pomóc. Nie powiem, że będzie to łatwe zadanie, ale obiecuję wam chłopcy, że jeżeli naprawdę się kochacie, to będziecie mogli się pobrać. Pozwalam wam opuścić teren szkoły w następny weekend, żeby wziąć ślub. Porozmawiam z twoim ojcem, Draco, ale już po fakcie dokonanym. W naszym świecie małżeństwa nie można zerwać, bo rodzice tak chcą. Najważniejsza jest wola małżonków. Wierzę, że mimo wszystko twój własny ojciec nie wyda cię Voldemortowi. Zostaniecie ukryci. Jeżeli weźmiecie ślub, w świetle prawa staniecie się dorośli, więc na waszych różdżkach nie będzie już namiaru, a Harry... nie będzie bezpieczny w domu swojego wujostwa. Zamieszkacie przy Grimmauld Place.
Oczy chłopaków się spotkały i nie mogli powstrzymać uśmiechów. Draco ledwo się powstrzymał, by nie rzucić się Harry'emu na szyję, no ale przecież był z nimi dyrektor...
    - Nikt, oprócz waszych najbliższych przyjaciół i członków Zakonu nie powinien o tym wiedzieć, plotki zbyt szybko się rozchodzą, mogłyby trafić do śmierciożerców...
    - Chłopcy przytaknęli i czym prędzej się pożegnali, chcąc pobyć ze sobą sam na sam. Dumbledore nie protestował, nic już nie dodawał, uśmiechał się tylko pobłażliwie, patrząc, jak ci tak różniący się od siebie chłopcy biorą się za ręce, opuszczając jego gabinet.
Na dole pożegnali się i ruszyli, każdy w inną stronę.
Draco miał ochotę skakać z radości, odwrócić się, pobiec do Harry'ego, złapać go i już nigdy nie puścić. Ale powstrzymał się.
Przed wizytą u dyrektora był przerażony, ale nie pozwolił sobie na okazanie tych uczuć, żeby jeszcze bardziej nie wystraszyć Harry'ego. Teraz już wiedział, że wszystko będzie dobrze. Ufał Dumbledore'owi, wiedział, że starzec coś wymyśli.
Akurat kiedy przechodził przez salę wejściową, zegar wybił czwartą po południu. Dzieciaki wracały już z Hogsmeade, więc musiał się między nimi przeciskać, kierując się w stronę lochów. Nagle jednak przystanął. Wpadł mu do głowy pewien pomysł. Odwrócił się na pięcie i ruszył szybko schodami na górę, skąd przed chwilą przyszedł. Minął zamaskowane wejście do gabinetu dyrektora i dalej piął się w górę. W końcu doszedł do biblioteki. Przystanął na chwilę, by unormować oddech po szybkim marszu po schodach i wszedł do środka. Bibliotekarka spojrzała na niego zza biurka, ale szybko wróciła do oglądania leżącej przed nią książki.
    - Tak zniszczyć... Toż to barbarzyństwo... Nie wiem, kto to zrobił, ale znajdę go... - mruczała pod nosem, prostując za pomocą różdżki pozaginane rogi i zmazując jakieś dopiski z marginesów.
Draco skierował się do działu poświęconemu magicznemu prawu. Znajdował się on w najdalszej części biblioteki, w której było niewiele światła, więc po jakimś czasie szedł już prawie na oślep. Wyjął różdżkę i zapalił ją. Rozjaśniła jasną poświatą książki i... postać stojącą tak blisko Dracona, że prawie stykali się nosami. Draco podskoczył, różdżka mu się wyślizgnęła, w ostatniej chwili ją złapał i w przebłysku chwili schował w rękaw, by Zabini myślał, że naprawdę ją stracił. Na sam widok tego chłopaka poczuł ból siniaka na brzuchu.
    - Czego chcesz? - miał nadzieję, że jego słowa brzmią wystarczająco pewnie.
    - Spokojnie. Coś się stało? Przecież mogę być w bibliotece.
    - I co? Może czytałeś? W tych ciemnościach?
Draco próbował dostrzec rysy Blaise'a, ale było tak ciemno, że nie mógł zobaczyć nic oprócz oczu chłopaka. Miał ochotę jak najszybciej stamtąd odejść, ale przecież nie mógł pokazać Zabini'emu, że się go boi. Stanął więc prostu, ręce opierając na biodrach i popatrzył na niego z pogardą. Uśmiechnął się w duchu, bo Zabini cofnął się o krok.
    - Znowu chcesz w mordę? - rzucił zaczepnie, mocniej ściskając różdżkę, żeby przypadkiem nie wysunęła mu się z rękawa.
    - Ostrożnie, Draco. Tutaj nie ma Snape'a, który pospieszy ci z pomocą. Pani Pince też nas nie usłyszy. Więc lepiej licz się ze słowami.
Mówiąc to podszedł do Dracona i przygwoździł go do szafki. Włożył mu dłoń w rękaw, silnym ruchem wyciągnął różdżkę Dracona i odrzucił od siebie, a ta potoczyła się po podłodze i zniknęła gdzieś w ciemności.
Zabini jedną ręką przytrzymywał nadgarstki Dracona, drugą zaś uniósł jego brodę do góry i pocałował go, starając się wsunąć język pomiędzy jego mocno zaciśnięte usta. Biodrami opierał się o Dracona i lekko nimi poruszał.
Draco opierał się, próbował się wyrwać. Nie sprawiało mu to przyjemności. Ściśnięte nadgarstki bolały go, czuł, że zostaną mu na nich kolejne siniaki wykonane przez Bleise'a. „Tylko w tym jest dobry” – przemknęło Draconowi przez głowę. Uśmiechnął się w myślach, ale nadal walczył, żeby się wyswobodzić. Zabini jednak skutecznie go blokował, więc Draco nie miał żadnych szans. Poczuł, że w spodniach opierającego się o jego biodra Zabini'ego coś rośnie. „No pięknie. Obleśny. Zabiję. Kurwa, pojebało go? Puść mnie idioto! Zabiję cię!” - myślał. Chciał wykrzyczeć to na głos, ale wiedział, że jakby tylko lekko rozluźnił usta, to język Zabini'ego zaraz by się między nimi znalazł. A Draco w żadnym razie tego nie chciał. Nagle usłyszał kroki. Zabini oderwał się od Dracona i rozejrzał się zdezorientowany, ale nikogo obok nich nie było. Już chciał wrócić do obmacywania Dracona, kiedy nagle jego twarz wykrzywiła się dziwnie, jakby go coś z całej siły uderzyło, Draco zobaczył, że nos Bleise'a łamie się i zaczyna z niego lecieć krew. Później coś złapało Dracona za ramię i ten znalazł się pod peleryną razem z Harrym. Uśmiechnął się, ale brunet był bardzo poważny.
    - Lumos – powiedział i ruszył przed siebie, przechodząc obok Zabini'ego, który siedział teraz na podłodze, trzymając się za nos i rozglądając się za Draconem. Wyglądał przekomicznie i Draco nie mógł powstrzymać parsknięcia. Na ten odgłos Bleise podskoczył, co nawet u Harry'ego spowodowało lekki uśmiech. Harry nagle kucnął, podniósł różdżkę Dracona i oddał mu ją. Ruszyli w stronę wyjścia z biblioteki.
    - Musimy zdjąć pelerynę. Pani Pince widziała, jak wchodziliśmy, musi też zobaczyć, że wychodzimy – odezwał się w końcu Harry po długim milczeniu.
Draco skinął tylko lekko głową. Harry schował pelerynę pod szatę i wyszli z biblioteki. Bibliotekarka dziwnie się na nich popatrzyła, ale nie odezwała się.
    - Oddałem ci pelerynę? - Draco nagle zdał sobie sprawę z faktu, że Harry posiada coś, czego nie powinien mieć. W końcu nie oddawał jej Harry'emu...

czwartek, 7 lutego 2013

Czy jesteś na to gotowy?


Co ty mówisz, Harry? Jak ty to sobie wyobrażasz? Ślub? Przecież jesteśmy facetami...
Był niedzielny poranek, nadal siedzieli na łóżku. Dzisiaj było wyjście do Hogsmeade, ale zrezygnowali z niego. Woleli być ze sobą.
- Dlaczego nie? - zapytał buntowniczo Harry. - Przecież w świecie czarodziejów nie ma z tym problemów. Możemy to zrobić po cichu, choćby za tydzień. Twój ojciec nie będzie już miał nic do powiedzenia. Schowamy się pod niewidką wymkniemy się z zamku i weźmiemy ślub w Hogsmeade. W dupie mam to, co pomyślą inni. Kocham cię, Draco – to powiedziawszy nachylił się i pocałował Dracona, przewracając go na poduszki.
Draco nie protestował. Harry nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo ucieszył blondyna fakt, że jest gotów wziąć z nim ślub.
Nagle Draco podniósł się i to tak gwałtownie, że Harry poleciał do tyłu.
- Przepraszam – powiedział Ślizgon, ciągnąc Harry'ego do góry. - Mam coś dla ciebie. Jest w spodniach...
- Na nocnej szafce – przerwał mu Harry. - Wypadło ci z kieszeni, kiedy cię rozbierałem. Nie zaglądałem do środka – wyciągnął rękę i wziął paczuszkę. - Mogę już to zobaczyć?
- Już wczoraj mogłeś... Ale cieszę się, że zaczekałeś z tym na mnie – uśmiechnął się ciepło blondyn.
Harry rozwinął torebeczkę i wyciągnął z niej coś metalowego. Okazało się, że to wisiorek przedstawiający węża. Uśmiechnął się i odwrócił się do Dracona tyłem, żeby ten mógł mu go zapiąć na szyi. Był zimny i ciężki, ale Harry od razu go pokochał.
- Do kompletu z moim lwem – uśmiechnął się Draco, po czym przyciągnął do sobie bruneta, kładąc go na sobie i mocno całując. Wisiorki musiały być zaczarowane, bo nagle metalowy wąż podpełzł do lwa i owinął się wokół niego, na co lew zamruczał z wyraźnej przyjemności.
- Te wisiorki będą pokazywać nasze uczucia do siebie nawzajem – powiedział Draco, widząc zdziwioną i zafascynowaną minę Harry'ego.
Harry poczuł, że jego miłość do tego blondyna, który leżał teraz pod nim i czekał z zaniepokojoną miną na jego reakcją, nigdy się nie skończy. Że kocha go bardziej, niż cokolwiek na świecie. Dla niego gotów był znieść wszelkie upokorzenia, a nawet umrzeć. Pociągnął go, tak, że teraz Draco leżał na wierzchu i szepnął.
- Już, Draco. Teraz jest dobry moment – przez chwilę Ślizgon patrzył na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem, ale nagle w jego oczach zabłysło zrozumienie i wielka, wielka miłość.
- Dzięki tobie mamy mniej kłopotów z ubraniem – zaśmiał się Harry'emu do ucha, ale w tym śmiechu można było wyczuć nutkę niepokoju.
Draco zaczął całować Harry'ego. Najpierw w usta, później zjechał niżej, na brodę, szyję, pierś, aż doszedł do brzucha. Tam się zatrzymał, robiąc kółeczka językiem wokół pępka Harry'ego, aż tego przeszły dreszcze, i powoli zaczął wracać do góry, aż znów pocałował Harry'ego w usta.
Harru poczuł, że jego bokserki robią się ciaśniejsze. Draco też musiał to zauważyć, bo włożył rękę pod kołdrę i zaczął masować rosną wypukłość w jego bokserkach. Harry jęknął i mocniej przycisnął do siebie Dracona, dłonią szukając jego majtek. W końcu je znalazł i drżącą ręką złapał przez materiał jego wielkiego, stojącego penisa. Nie potrafił już myśleć, po prostu czuł. Czuł Dracona, kochał go.
Draco zsunął się nieco niżej i zdjął Harry'emu bokserki. Harry jęknął. Nie mógł się ruszyć, patrzył tylko jak Draco klęka i zdejmuje również swoje majtki. Później Draco odwrócił Harry'ego na plecy i lekko uniósł mu biodra, a po chwili... Był już w Harrym.
Harry poczuł przeszywający ból i w pierwszej chwili próbował się wyrwać, ale zaraz uspokoił się, zagryzł tylko wargi. Draco przesuwał się powoli w przód i w tył, w przód i w tył... Robił to tak delikatnie, że po chwili ból zelżał i Harry w końcu poczuł przyjemność Draco złapał jego członka i wodził po nim dłonią. Harry westchnął. Słyszał, że Draco również jęczy. Jeszcze chwila... Harry i Draco doszli równocześnie. Nasienie Dracona wylało się z Harry'ego.
Draco znów odwrócił Harry'ego. Ten jęknął, tym razem znowu z bólu.
- Przepraszam, starałem się być delikatny – szepnął Draco nachylając się nad nim i składając na jego ustach łagodny pocałunek.
Harry próbował się uśmiechnąć, ale na jego twarzy pojawił się tylko zbolały grymas.

Draco położył się obok Harry'ego i odwrócił go na brzuch, żeby tak nie cierpiał. Głowę bruneta położył na swojej piersi twarzą zwracając ją do swojej twarzy. Gładził go po czarnych włosach, puki Gryfon nie usnął.
Draco patrzył na tę piękną twarz, na tę bliznę na czole. Kochał wszystko, co było związane z tym chłopakiem. Kochał w nim to, że zasypiając złapał go kurczowo za rękę. Kochał sposób, w jaki Harry siedział na miotle. Kochał jego śmiech i to, jak na Eliksirach patrzy z nienawiścią na Snape'a. Kochał go.
Kiedy Harry zaproponował ślub bał się. Nigdy jeszcze nie przeciwstawił się ojcu. Ale w żadnym razie nie chciał żenić się z Parkinson. Teraz już wiedział, że nie obchodzi go zdanie ojca. Kochał Harry'ego i to za niego chciał wyjść. Cieszył się, że Harry też tego chce.
Nie martwił się już tym, co powiedzą inni. Wiedział, że będą plotkować i wyśmiewać się z nich, ale nie obchodziło go to. Ważny był tylko Harry.
Draco uśmiechnął się szczęśliwy i zamknął oczy, próbując zasnąć. Jednak po dłuższej chwili stwierdził, że nic z tego nie będzie. Nadal miał strasznego kaca i potrzebował wody. Wstał ostrożnie z łóżka, układając Harry'ego na poduszkach, żeby było mu wygodnie. Później odwrócił się i w ścianie zobaczył drzwi, które musiały się dopiero teraz pojawić. Przeszedł przez nie i znalazł się w małej kuchni. Koło zlewu stała czysta szklanka, a obok stał eliksir od bólu głowy. Nalał sobie całą szklankę i wypił duszkiem, ale napój okazał się być tak ohydny, że ledwo powstrzymał się od zwymiotowania. Szybko napełnił szklankę wodą i wypił. W końcu zrobiło mu się lepiej. Eliksir najwidoczniej bardzo szybko działał.
Wrócił do sypialni z myślą, że teraz przydałby mu się prysznic. Ledwo o tym pomyślał, a już naprzeciw drzwi do kuchni pojawiły się drugie. Przeszedł przez nie do łazienki. Rozebrał się i wszedł pod prysznic. Odświeżający strumień wody podziałał na niego kojąco. Stał tak przez dłuższy czas, rozkoszując się ciepłem. Sięgnął po stojący na półeczce szampon i nałożył go na włosy, z przyzwyczajenia wyłączając wodę. Nagle usłyszał jakiś jęk ze strony sypialni. Nie myśląc o tym, co robi wyskoczył spod prysznica i nie przejmując się, że jest nagi, a na włosach ma szampon wpadł do pokoju. Harry przewracał się na łóżku. Spał, ale na jego twarzy malowało się przerażenie.
- Harry! Harry, wstawaj! No obudź się! - przerażony Draco krzyczał, tarmosząc chłopaka za ramiona. - No otwórz oczy! - nie wiedząc, co ma robić, w końcu dał po prostu brunetowi w twarz. Pomogło.
Harry otworzył oczy i ze zdziwieniem spojrzał na Dracona. W zakamarkach jego oczu wciąż czaił się strach.
- Uderzyłeś mnie? - spytał. Usiadł, podciągając kołdrę pod brodę i jęknął z bólu.
- Miałeś koszmar. Nie mogłem cię obudzić – wytłumaczył się Draco.
Nagle zdał sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znalazł. Pomógł mu w tym wzrok Harry'ego, ślizgający się po jego nagim ciele. Draco szybko porwał swoją koszulę z krzesła i zakrył się nią.
- Wstydzisz się mnie? - spytał Harry, uśmiechając się łobuzersko.
Draco nie odpowiedział. Pokazał chłopakowi język i wrócił pod prysznic.

Harry patrzył za odchodzącym Draconem. Po chwili wstał i wszedł do kuchni. Koło zlewu zobaczył czystą szklankę i i tabletki przeciwbólowe. Wziął dwie, popił zimną wodą i poszedł do łazienki. Draco nadal siedział pod prysznicem.
Harry po cichu zsunął z siebie bokserki, tak, żeby Draco nie zauważył jego obecności i szybko wlazł mu pod prysznic.
Draco miał pianę na oczach, więc nie zauważył Harry'ego, ale oczywiście go poczuł. Wzdrygnął się, ale po chwili przytulił do siebie chłopaka i mocno go pocałował. Harry patrząc przez strumienie wody na ciało Dracona stwierdził, że siniak zaczyna mu powoli blednąć. Uśmiechnął się, bardziej do siebie niż do blondyna (który wyglądał słodko z pianą na włosach) i w końcu odważył się dotknąć jego brzucha. Wyczuł twardość mięśni chłopaka. To go podnieciło, usłyszał, że Draco również jęknął. Objął chłopaka na wysokości talii i pocałował go, językiem rozwierając mu usta. Poczuł smak Dracona. Smakował... jak jabłka. Jego dłonie zsunęły się na pośladki blondyna...

Draco zadrżał i wtulił się w Harry'ego. Otworzył oczy, chcąc na niego popatrzeć. Nie przejmował się faktem, że piana dostaje mu się do oczu, które oczywiści od razu zaczęły go piec.
Ich wisiorki również się połączyły i zalśniły leciutkim blaskiem.
Harry przysunął się jeszcze bliżej Dracona, a ten wyczuł coś twardego, dotykającego jego nogi. Dotknął to delikatni i wziął do ręki. Brunet jęknął, jego pocałunki stały się jeszcze bardziej natarczywe, paznokcie wbił w pośladki Dracona.
Dracon ruszał ręką, doprowadzając Harry'ego do erekcji. Wolnął ręką
chwycił dłoń Gryfona i poprowadził ją na swojego penisa, który również stanął.
Ich pocałunki stawały się coraz bardziej dzikie.
- Jeżeli chcesz... - szepnął Harry, ale Draco nie dał mu skończyć.
- Nie, nie. Jesteś zbyt obolały. Kiedy indziej, Harry. Kocham cię i zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale nie to. Nie teraz – przedrzeźniał słowa chłopaka.
Harry uśmiechnął się i z głośnym jękiem doszedł, a kilka sekund po nim doszedł i Draco. Zalała ich ciepła sperma. Wtuleni w siebie nawet nie zauważyli, że woda pod prysznicem zrobiła się zimna. Wyszli spod niego, szybko się wytarli w puszyste ręczniki, które wisiały na wieszakach i otulili się szlafrokami, które również tam znaleźli.
Wrócili do pokoju. Okazało się jednak, że nie jest to już sypialnia. Zmieniła się ona w przytulny salonik, w którym była tylko kanapa i kominek, na którym płonął ogień. Pod nogami mieli mięciutki dywan, który zapadał się z każdym ich krokiem.
Usiedli na kanapie. Brunet pociągnął Dracona w swoją stronę, tak, że jego głowa spoczywała teraz na kolanach Gryfona. Uśmiechając się do siebie, wzięli się za ręce. Było im ze sobą dobrze. Milczeli, ale cisza między nimi nie była krępująca. Przekazywali sobie swoją miłość bez słów i gestów, po prostu spojrzeniami i swoją obecnością.
Draconowi nie dane jednak było cieszyć się zbyt długo tym stanem rzeczy, ponieważ po chwili Harry przerwał milczenie.
- Musimy coś postanowić, wszystko zaplanować – powiedział, a zobaczywszy zdziwioną minę Dracona, dodał. - Mówię o naszym ślubie. Chyba że nie chcesz za mnie wyjść Zrozumiem to – w jego głosie słychać było obawę. Draco podniósł się z jego kolan i złożył na jego ustach delikatny pocałunek.
- Niczego bardziej nie pragnę – powiedział, wpatrując się w zielone oczy Gryfona. - Nie chcę po prostu do niczego cię zmuszać. Nie możesz tego robić tylko ze względu na mnie. Nie wyjdę za ciebie, jeśli nie będę pewien, że i ty tego chcesz.
- Oj Draco, przecież wiesz, że tego chcę. Kocham cię i moim największym marzeniem jest być z tobą na zawsze.
- Nie boisz się, co powiedzą twoi przyjaciele? Jak zareagują? A ta Weasley? Ona też cię kocha...
- Kocha mnie i ja ją kocham. Ale ja ją kocham jak siostrę. Nic na to nie poradzę i nigdy z nią nie będę. Jeżeli tylko jesteś tego pewien, to w sobotę weźmiemy ślub.
Draco kiwnął głową, a Harry znów położył jego głowę na swoich kolanach.
Po krótkiej chwili Harry osunął się lekko do przodu i zasnął z głową odchyloną w tył. Draco długo się w niego wpatrywał, nie mogąc uwierzyć ze własne szczęście. Kochał tego chłopaka i wiedział, że Harry kocha jego. Nic lepszego nie mogło go w życiu spotkać.
___________________
Nie jest to najlepszy rozdział, ale pisałam go wczoraj tuż przed snem, specjalnie dla tych, którzy to czytają, by rano dodać nowy post. :3
Obiecuję, że postaram się pisać lepsze rozdziały, bo ten jest kompletną klapą.

środa, 6 lutego 2013

Dwie złe wiadomości


Harry obudził się. Za oknami było ciemno, wszyscy inni jeszcze spali. Spojrzał na zegarek. Pierwsza w nocy. Przeciągnął się i wstał, bo wiedział, że i tak na razie nie zaśnie. Jego wzrok padł na kalendarz nad łóżkiem Rona. No tak! Dzisiaj sobota, mecz z Krukonami. Harry poczuł ucisk w żołądku, ale było to przyjemne uczucie. Prawdziwy mecz jest dużo bardziej ekscytujący niż treningi. Uwielbiał uczucie wzbijania się w powietrze.
Zszedł do Pokoju Wspólnego i usiadł w wielkim fotelu przy kominku, w którym wciąż jeszcze palił się ogień. Z przyzwyczajenia już wyjął Mapę Huncwotów i spojrzał na dormitorium Dracona. Ale nie było go tam. Nie było go też w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Harry szybko przeleciał wzrokiem mapę i w końcu zobaczył kropeczkę podpisaną imieniem blondyna w bibliotece. Schował Mapę do kieszeni i wstał. Wrócił do dormitorium, wyjął z kufra Niewidkę i ukryty przed ludzkimi spojrzeniami wyszedł na korytarz.
    - Kto idzie? - usłyszał przestraszony głos Grubej Damy. Nie odpowiedział jej.
W końcu doszedł do biblioteki. Jeszcze raz rzucił okiem na Mapę, chcąc się upewnić, że bibliotekarki, pani Pince nie ma w środku.
Wszedł do wielkiego pomieszczenia pełnego regałów zastawionych książkami. Rozejrzał się, ale nic nie mógł dostrzec.
    - Lumos – szepnął, a jego różdżka zapaliła się, ukazując mu labirynt przejść między półkami.
Ruszył pierwszym z nich. Błądził chwilę, ale w końcu zobaczył skuloną postać śpiącą na fotelu.
Draco trzymał w ręku fotografię przedstawiającą uśmiechniętego Harry'ego. Harry nie miał pojęcia, kiedy blondyn zrobił mu to zdjęcie. Podszedł do chłopaka i delikatnie nim potrząsnął. Włosy Dracona zamigotały w świetle różdżki, chłopak mruknął coś, ale się nie obudził. Harry postanowił spróbować inaczej. Pochylił się nad chłopakiem i lekko pocałował go w usta. Podziałało. Draco obudził się i zapatrzył w zielone oczy całującego go chłopaka. Harry uśmiechnął się i odsunął od niego.
    - Co tu robisz? - spytał Dracona. Zauważył, że blondyn drży i wcale mu się nie dziwił. W bibliotece było bardzo zimno. Wziął pled leżący na drugim fotelu i dokładnie otulił nim Dracona.
    - Nie widać? Śpię – uśmiechnął się Draco, biorąc Harry'ego za rękę i podsuwając się, żeby zrobić koło siebie miejsce.
Harry usiadł obok Dracona, również przykrywając się pledem i przytulił się do chłopaka, rozkoszując się jego zapachem. Ale kiedy dotknął Dracona, ten jęknął i mimowolnie odsunął się od Harry'ego.
    - Co się stało? - przestraszył się Harry, również odsuwając się od blondyna, by nie zrobić mu krzywdy.
    - Nic, nic. Nie przejmuj się. Możesz się przytulić – Draco starał się mówić spokojnie, ale po jego policzku spłynęła łza, z której chłopak chyba nawet nie zdawał sobie sprawy.
    - Musisz mi powiedzieć, Draco. Proszę. Powiedz mi. – Harry nie dawał za wygraną.
Draco wpatrzył się w oczy Harry'ego, przez długi czas nic nie mówiąc. Harry czekał. W końcu Draco wstał i podniósł szatę, ukazując wielkiego zielonego siniaka na brzuchu.
    - O kurwa! Co się stało? Kto ci to zrobił? - Harry był wstrząśnięty, siniak wyglądał paskudnie i naprawdę musiał niemiłosiernie boleć.
    - Zabini. Wczoraj, jak wracałem do dormitorium. Pocałował mnie. Odepchnąłem go, ale on zaczął mówić, że wie, że ja cię kocham. I że ty nigdy mnie nie pokochasz. A kiedy nazwał cię idiotą nie wytrzymałem i dałem mu w pysk. Więc on się odwdzięczył tym oto siniakiem. Zjawił się Snape, a ja odszedłem. Uciekłem.
Harry był wstrząśnięty. Wiedział, że Draco go nie zdradził, że Zabini pocałował go bez jego zgody.
    - Zabiję go – powiedział Harry, nie zdając sobie sprawy, że mówi na głos. - Zabiję. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić.
    - To nie ma sensu, Harry. Nie chcę, żebyś miał kłopoty – najwidoczniej Draco nie przejął się faktem, że Zabini może zginąć, tylko tym, że Harry mógłby mieć później problemy.
Draco nadal stał obok fotela, wpatrując się w Harry'ego. Miał dziwną minę. Harry nie odzywał się, nie wiedział, co powiedzieć.
    - To prawda, Harry? - cisza między nimi trwała już tak długo, że Harry wzdrygnął się, kiedy usłyszał głos Dracona. - To prawda? Harry, powiedz, że to nie prawda. Kochasz mnie? Powiedz, że mnie kochasz.
    - Oczywiście, że cię kocham. Strasznie cię kocham. Nigdy nikogo tak nie kochałem i nikogo już tak nie pokocham. Draco, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie liczy się to, co mówią inni. Kocham cię Draco i nigdy nie przestanę – wstał i wziął Dracona za ręce. Miał ochotę go przytulić, ale bał się dotykać siniaka, żeby nie sprawić chłopakowi bólu. Nachylił się do przodu i pocałował go. Nie gwałtownie, zaborczo. Pocałował go delikatnie, chcąc mu pokazać całą swoją miłość.
W końcu usiedli z powrotem na fotelu, otulając się pledem. Draco płakał. Ale jego oczy błyszczały szczęściem. Uśmiechnął się do Harry'ego i nie zważając na przeszywający ból, który czuł przy każdym ruchu, nachylił się i wtulił twarz we włosy Harry'ego. Już po chwili spał, a Harry długo gładził go po ramionach, chcąc mu dodać otuchy.
Harry poczuł senność. Nie mógł tu zasnąć, bo rano bibliotekarka nie dość, że przyłapałaby ich w bardzo dwuznacznej sytuacji, to jeszcze oskarżyłaby ich o łażenie w nocy po zamku. A nie chciał też budzić Dracona, ani zostawić go samego. Okrył więc ich szczelnie Niewidką, upewniając się, że żaden skrawek ich ciał spod niej nie wystaje i zasnął, wsłuchując się w miarowy oddech Dracona.
    - Harry, wstawaj – ktoś tarmosił go za ramię.
Z trudem otworzył oczy i stwierdził, że siedzi na fotelu w bibliotece, a przed nim stoi Draco z przerażeniem na twarzy.
    - Wstawaj! Za pół godziny mecz! - Draco nadal go potrząsał, aż w końcu Harry całkowicie się rozbudził.
Szybko pocałował Dracona, złapał Niewidkę, która zsunęła się z nich i leżała teraz obok fotela.
    - Co z nią zrobisz? Ja ją wezmę. Oddam ci po meczu – Draco odebrał mu pelerynę.
Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i pobiegł do swojego dormitorium. Szybko wciągnął przez głowę szatę, złapał miotłę i wbiegł do Wielkiej Sali, gdzie Gryfoni z przerażeniem na twarzach rozglądali się, najwidoczniej go szukając. W końcu go zobaczyli. Drużyna podbiegła do niego i zewsząd rozległy się okrzyki „Gdzie byłeś Harry?”, „Martwiliśmy się o ciebie!”, „Nie było cię całą noc!”.
Harry zignorował tłum Gryfonów i na czele swojej drużyny wyszedł z Sali, kierując się w stronę boiska.
    - No, drużyno. Nie będę wam truł, jak Oliver. Do roboty, dacie radę! - powiedział do nich, kiedy przebierali się w szatni.
W końcu wyszli na boisko. Tłum Gryfonów i Puchonów przywitał ich gromkimi brawami, Krukoni i Ślizgoni ich wygwizdali. Harry nie mógł się opanować i szybko rozejrzał się po widowni, szukając wzrokiem Dracona. Zobaczył go w ostatnim rzędzie. Wyglądał ślicznie, kiedy wiatr odwiewał mu włosy. Draco również patrzył na Harry'ego, ani na chwilę nie odrywając od niego wzroku.
Harry odwrócił się do pani Hooch, która akurat dawała im ręką znak, by dosiedli swoich mioteł. Na dźwięk gwizdka obie drużyny wzbiły się w powietrze. Harry poleciał wyżej niż inni gracze i zaczął zataczać koła wokół boiska. Jego wzrok znowu padła na Dracona. Ten próbował mu coś pokazać. Harry podleciał bliżej i zobaczył, że jest to wisiorek z lwem. Uśmiechnął się, patrząc chłopakowi w oczy.
    - Ginny Weasley właśnie zdobyła dziesięć punktów dla Gryffindoru! Genialna dziewczyna, jest bardzo miła. Nawet ze mną czasami rozm...
    - Lovegood! Wróć do meczu! Więcej nie pozwolę ci komentować! Jest trzydzieści do zera dla Gryfonów! - przerwała jej McGonagall.
Harry postanowił bardziej skupić się na meczu. Zrobił kilka okrążeń wokół boiska i znów zawisł nad nim, wypatrując Złotego Znicza.
-Ginny znowu ma kafla! Wymija tego wielkiego ścigającego... Nie pamiętam, jak się nazywa. Ucieka przed tłuczkiem i... Tak, zdobyła kolejne dziesięć punktów! Brawo, Ginny!
Harry spojrzał w stronę rudowłosej dziewczyny i tuż przy jej nodze zobaczył złoty błysk. Zanurkował w jej kierunku. Śzukający drugiej drużyny najwidoczniej uznał, że Harry chce po prostu pogratulować Ginny, bo nie poleciał za nim. Nie minęło pół minuty, a już Harry unosił się nad boiskiem, ściskając w wyciągniętej wysoko ręce wyrywającą się piłeczkę. Widownia oszalała, Gryfoni rzucili się na boisko.
    - Wygraliśmy! - wrzeszczeli jeden przez drugiego! Harry, wygraliśmy! Dwieście do zera!
    - Ginny sama zdobyła czterdzieści punktów! - krzyczał Ron, przepychając się w stronę siostry, by ją przytulić.
Jednak Ginny miała inne plany. Podeszła do Harry'ego i nie zważając na otaczający ich tłum, pocałowała go. Harry'ego zatkało. Nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć. Było mu źle. Wolałby, żeby w tej chwili to Draco trzymał go w swoich objęciach. Odsunął od siebie dziewczynę i rozejrzał się. Ponad głowami tłumu zobaczył Dracona wchodzącego do szkoły. Chciał za nim pobiec, ale tłum porwał go i zaniósł w stronę szatni, wciąż wiwatując i śmiejąc się.
    - Harry, wieczorem robimy imprezę! - wrzeszczał Ron.
Harry nie miał ochoty na żadną imprezę. Jedyna osoba, której obecności teraz potrzebował zniknęła w zamku, nawet na niego nie zerkając.
Do wieczora Harry'emu nie udało się wyrwać z tłumu, by poszukać Dracona. W końcu jednak, kiedy impreza trwała już dłuższy czas, a większość Gryfonów powyżej piętnastego roku życia i kilkoro młodszych się upiło, Harry'emu udało się wyjść niezauważenie z Pokoju Wspólnego. Schował się w najbliższej pustej klasie, żeby nikt go nie znalazł i spojrzał na Mapę Huncwotów. Po chwili dostrzegł kropeczkę opatrzoną imieniem Dracona na siódmym piętrze.
Nie spodziewał się tego, co zobaczy. Wspiął się po ostatnich schodach na siódme piętro i zobaczył Dracona, opartego o ścianę i kompletnie pijanego. Podszedł do niego i spróbował podnieść, ale chłopak nie mógł utrzymać się na nogach. Niewiele myślac Harry otworzył Pokój Życzeń i wciągnął Dracona do środka. Znaleźli się w małej sypialni z kominkiem, dwoma szafkami nocnymi i małżeńskim łóżkiem. Wszystko było tu w odcieniach czerwieni i zieleni.
Harry delikatnie ułożył Dracona na łóżku i zaczął go rozbierać. Kiedy ściągnął mu spodnie, coś wyleciało z kieszeni. Harry podniósł to. Była to mała torebeczka, na której pisało „Dla Harry'ego”. Korciło go, by zajrzeć do środka, ale uznał, że może Draco będzie chciał mu to dać osobiście, więc odłożył paczuszkę na szafce nocnej, ubrania Dracona położył na krześle, które nagle pojawiło się obok łóżka. Spojrzał na Dracona, który leżał teraz w samych bokserkach. Chłopak był piękny, jego blada skóra, od której nadal odcinał się wielki siniak, była idealna. Harry miał ochotę dotknąć brzucha blondyna, ale opanował się, bo nie chciał sprawić mu bólu, który ten musiałby odczuć przy dotknięciu siniaka. Przykrył Dracona kołdrą, by nie zmarzł. Sam też się rozebrał i wsunął się do łóżka obok Dracona, gładząc go delikatnie po włosach.
    - Przepraszam Draco. Ja naprawdę nie chciałem jej całować. Kocham tylko ciebie. To ona... Ja nic do niej nie czuję – szepnął jeszcze i zasnął.

Draco obudził się z jękiem. Okropnie bolała go głowa, było mu nie dobrze. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znalazł. Nie znał tego miejsca. Poczuł, że coś leży na jego piersi. Spojrzał w dół i ze zdziwieniem zobaczył czarne włosy Harry'ego. Na samą myśl, że Harry zajął się nim, kiedy był pijany zrobiło mu się ciepło na sercu. Ale po chwili przeraził się. Nie miał przecież pojęcia, co robili w nocy! Nic nie pamiętał, nie wiedział, czy... coś się wydarzyło.
    - Harry? - odezwał się do bruneta, lekko nim potrząsając. - Harry, wstawaj.
Harry otworzył jedno oko, spoglądając na Dracona. Nagle podniósł głowę i usiadł na swojej części łóżka, otulając się kołdrą.
    - Och, Draco. Wstałeś...
Draco uśmiechnął się do Harry'ego i przyciągnął go do siebie, znów kładąc jego głowę na swojej piersi.
    - Co się wczoraj działo Harry? Znaczy w nocy? To znaczy po tym, jak mnie znalazłeś? I gdzie my jesteśmy?
    - Jesteśmy w Pokoju Życzeń. Znalazłem cię zalanego w trupa na korytarzu przed wejściem, więc cię tu zaciągnąłem. Nic się nie działo. Po prostu położyłem nas spać.
    - To ty mnie rozebrałeś? - Draco był lekko zażenowany. Miał nikłą nadzieję, że Harry powie, że sam się rozebrał...
    - No tak... Nie mogłeś spać w ubraniu, a sam w żaden sposób nie dałbyś rady się rozebrać. Twoje rzeczy są na krześle... Moje też.
Leżeli dłuższy czas, nic nie mówiąc. W końcu jednak Harry przerwał ciszę.
    - Przepraszam za tamto, Draco. Ja naprawdę... Nie chciałem, by ona mnie całowała. Zrobiła to tak nagle...
    - Ależ Harry! Przecież wiem – przerwał mu Draco, kładąc dłoń na ustach bruneta. - Myślisz, że przez to piłem?
    - No, tak – przyznał Harry. - W końcu zaraz po tym zobaczyłem, że odchodzisz...
    - Harry, ja nie dlatego. Przepraszam, nie chciałem, żebyś tak pomyślał. Po prostu... Ojciec mnie wezwał... Nie powinienem ci tego mówić...
    - Draco, musisz mi powiedzieć!
    - Wiem. No cóż... Mam dwie złe wiadomości. Ojciec wezwał mnie... do Voldemorta. On mnie naznaczył, Harry. Mam jego znak – podwinął lewy rękaw ukazując Mroczny Znak, symbol samego Voldemorta.
    - Więc... jesteś śmierciożercą...
    - Harry, ja naprawdę tego nie chciałem. Ale on mnie zmusił. Bałem się. Ale to nie jest najgorsze. Nigdy nie zostanę sługą Voldemorta. Najgorsze jest to, że... Rodzice postanowili mnie zeswatać. Kiedy pojadę do domu na święta. Z tą Parkinson. Jedynym wyjściem jest... Wziąć ślub z kimś innym, szybciej i bez zgody ojca, albo... uciec.
Po Harry'ego minie widać było, że chłopak jest przerażony. Jednak po chwili wyraz jego twarzy zmienił się i pojawiła się na niej jakaś dziwna determinacja.
    - Nie ma innego wyjścia, musimy wziąć ślub. Jestem zbyt wielkim egoistą, za bardzo cię kocham, bo cię oddać – powiedział.

wtorek, 5 lutego 2013











Rozmowa w Zakazanym Lesie


Tydzień minął im bez spotkań, choć pewnej nocy obudziła Harry'ego czarna sowa. Przyniosła mu liścik.
    - Lumos – szepnął, bo nie mógł dojrzeć, co jest na karteczce.
Okazało się, że jest tam narysowana ta właśnie czarna sówka z zielonym krawatem, a obok niej biała sowa z czerwono - złotym krawatem. Siedziały na gałęzi, a czarna sówka tuliła się do białej. Pod spodem była tylko mała literka „D”. Było to tak słodkie, że Harry nie zdołał powstrzymać uśmiechu. Od tego czasu z niecierpliwością wyczekiwał kolejnego spotkania.
Oczywiście widywał Dracona na posiłkach, ale nie mogli wtedy nawet porozmawiać, więc tylko się w siebie wpatrywali.
Harry szedł na kolejną lekcję Snape'a, jednocześnie ciesząc się i martwiąc. Oczywiście, cieszył się, że spotka Dracona, no ale jak ma niby z nim porozmawiać, skoro obok będą stali Ron i Hermiona? Nie mógł też ukryć przed samym sobą, że jest o chłopaka zazdrosny. Wiedział, że jedynym uczuciem, jakie żywi Draco do Snape'a jest obrzydzenie, ale mimo to uczucie zazdrości nie chciało go opuścić.
Tak się zamyślił, że prawie wpadł na jakąś zbroję. „Muszę przestać się zadręczać”, pomyślał i o dziwo naprawdę udało mu się trafić pod klasę Obrony w jednym kawałku. Wszyscy już tam byli, ledwie Harry wyszedł zza rogu, kiedy drzwi się otworzyły i Snape zaprosił ich do środka. Harry zauważył, że nauczyciel wpatruje się w Dracona i poczuł niepohamowaną falę zazdrości. Miał ochotę uderzyć nauczyciela. Weszli do klasy i zajęli miejsca.
Okazało się, że dzisiaj znowu będą ćwiczyć w parach i Snape znów przydzielił go do Dracona, chcąc mu zrobić na złość. Usiedli obok siebie bez słowa, ale ich ręce znów połączyły się pod stolikiem.
Po lekcji Harry kulał, bo tym razem to Draco miotnął zaklęciem w niego, wywalając go na twardą posadzkę. Oczywiście na to Snape zareagował tylko lekkim uśmiechem i obdarowaniem Ślizgonów dziesięcioma punktami.
Harry już pod klasą opuścił przyjaciół, tłumacząc się, że musi iść do łazienki. Hermiona patrzyła za nim z zaniepokojoną miną. Wyglądała, jakby się czegoś domyślała, co Harry'ego lekko zaniepokoiło.
Za zakrętem dogonił Dracona.
    - Idziemy na czwarte piętro? - zapytał Harry.
    -Nie wiem. Co będziemy tam robić? - odpowiedział również pytaniem Draco, rozglądając się dookoła i, upewniwszy się, że nikogo oprócz nich tam nie ma, wziął Harry'ego za rękę.
Harry nagle poczuł się niezręcznie. Odkąd zostali parą prawie w ogóle nie rozmawiali, spotkania mijały im na całowaniu się. Spojrzał na Dracona, a ten, najwidoczniej myśląc o tym samym, powiedział.
    - Może pójdziemy na spacer? Jest dostatecznie ciepło. Porozmawiamy – uśmiechnął się do Harry'ego i mocniej uścisnął mu dłoń.
    Szli błoniami w pewnej odległości od siebie, żeby nikt, patrząc na nich przez okno nie uznał, że idą razem.
W krótkim czasie doszli do linii lasu i zniknęli za pierwszymi drzewami. Usiedli na przewróconym pniu. Harry skrzywił się przy zetknięciu z twardym siedzeniem, bo jego plecy przeszyła fala bólu. Draco musiał to zauważyć, bo nagle spochmurniał. Harry uśmiechnął się do chłopaka i wziął go za rękę. Po chwili Draco odwzajemnił uśmiech. Harry po raz kolejny zapatrzył się w jego oczy, które przy każdym prawdziwym uśmiechu rozjaśniały się tysiącem świetlików.
    - Mieliśmy porozmawiać – przypomniał Draco puszczając rękę Harry'ego i odsuwając się od niego, żeby oprzeć się o pień stojącego obok drzewa.
    - To mów – powiedział Harry, wpatrując się w swoje dłonie, które splótł na kolanach. Czuł zażenowanie. Co niby miał powiedzieć Draconowi? Jak miał wyrazić słowami te wszystkie emocje, które nim targają od momentu, gdy Draco złapał i przytulił go w łazience? I to, że te emocje z dnia na dzień coraz bardziej rosną? Że już nie wyobraża sobie życia bez Dracona?
    - Czemu ja pierwszy? - spytał Draco, ale po chwili dodał. - No dobrze. Kocham cię, Harry. Pokochałem cię dokładnie w chwili, gdy zobaczyłem cię po wakacjach w pociągu. Od tamtego czasu bez przerwy o tobie myślałem i, szczerze mówiąc, nadal ciągle o tobie myślę.
Jeśli chodzi o ten szlaban, to można powiedzieć, że dostałem go przez ciebie. Ale bardzo się cieszę, że McGonagall przydzieliła nam wspólną pracę. Byłem akurat na pierwszym piętrze. Już miałem wracać do lochów, więc nikt... znaczący – podkreślił ostatnie słowo, chcąc dać Harry'emu do zrozumienia, że Snape'a nie uważa za nikogo ważnego. - nie przyłapałby mnie na łażeniu w nocy po zamku. Ale w tym momencie zobaczyłem ciebie, jak wchodziłeś do zamku. Najwidoczniej byłeś u Hagrida – Harry przytaknął skinieniem głowy. - Szedłem za tobą, szukając odwagi, by do ciebie zagadać. Ale nie znalazłem jej. A kiedy pojawił się Filch, po prostu schowałem się za zbroją i patrzyłem, jak ten stary charłak cię zabiera. To było na czwartym piętrze. Postanowiłem wrócić do lochów i wylazłem zza zbroi, wpadając na McGonagall. Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Po drodze spotkaliśmy Filcha, który powiedział McGonagall, że włóczyłeś się nocą po błoniach. Resztę wiesz. Jeśli chodzi o nasze kolejne spotkania, to chyba nie muszę ci mówić, jak wielką przyjemność mi one sprawiały. A najbardziej cieszyło i nadal cieszy mnie to, że najwidoczniej ty też lubisz się ze mną spotykać. Kocham cię, Harry i jestem pewien, że nigdy się to nie zmieni.
Harry'ego zamurowało. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że aż tak wiele dla Dracona znaczy. Przysunął się do chłopaka i pochylając się nad jego kolanami pocałował go, mocno wpijając się w jego usta. Draco nie zdążył zareagować, a już Harry siedział na jego kolanach, wplatając palce w blond włosy i rozchylając mu językiem usta.
Stracili równowagę i, nie przestając się całować, wylądowali na ziemi. Harry leżał pod spodem i choć plecy bardzo go bolały, nie dał nic po sobie poznać, wciąż mocno całując Dracona i ciesząc się, że chłopak oddaje pocałunki z równym zapałem. Harry poczuł, że robi mu się w spodniach ciaśniej, a i leżący na nim Draco ma w spodniach coraz mniej miejsca. Pogładził Dracona po piersiach, co u blondyna wywołało dreszcze, ale kiedy chłopak spróbował zdjąć mu koszulkę, szybko wstał, udając, że nie widzi żalu i bólu w oczach blondyna.
    - Proszę, Draco, nie. Kocham cię i naprawdę zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale nie to... Jeszcze nie teraz. Ktoś mi niedawno powiedział, że jak akcja zbyt szybko się toczy, to szybko gaśnie.* A ja myślę tak samo, dlatego cię powstrzymałem. Przepraszam.
Draco nadal siedząc na ziemi, uśmiechnął się smutno do Harry'ego. Podniósł z ziemi różdżkę, która wypadła mu z kieszeni i wstał, otrzepując się z igieł i ziemi.
    - Cholibka, Harry. W porząsiu? Co się stało? Widziałem, jak się tarzaliście. O co żeście się pobili? - zza drzew wyszedł Hagrid.
    - Nie pobiliśmy się – powiedział szybko Harry, również otrzepując swoją szatę. - Po prostu rozmawialiśmy. Straciłem równowagę i upadając pociągnął go za sobą. Sorry, Malfoy – rzucił do Dracona, nie patrząc na niego.
Draco bez słowa wyszedł z lasu, kierując się w stronę zamku.
    - Czego on chciał? - Hagrid nie dawał za wygraną.
    - Niczego ważnego. Słuchaj, Hagrid. Przepraszam, ale muszę lecieć. Nie chcę znowu dostać szlabanu. Wpadnę kiedyś do ciebie – i już go nie było.
Dogonił Dracona pod samym zamkiem. Złapał go za łokieć i odciągnął za filar, gdzie nikt, łącznie z Hagridem, nie mógł ich zobaczyć.
Bez słowa ponownie wczepił się wargami w usta blondyna i przycisnął go do zimnego muru.
Po chwili odsunął się lekko, wciąż jednak nie puszczając Dracona.
    - Innym razem, dobrze? - zapytał szeptem. Draco odpowiedział sinieniem głowy, a Harry jeszcze raz szybko go pocałował. - Kocham cię, Draco. Bardzo, naprawdę bardzo cię kocham – dodał jeszcze, idąc w stronę szkoły.

Draco długo jeszcze siedział oparty o mur i płakał. Nie miał żalu do Harry'ego, rozumiał go. Kochał go i wiedział, ze Harry odwzajemnia jego uczucia. Płakał ze szczęścia.
Tej nocy nie było księżyca. Draco przebudził się i wzdrygnął z zimna. Rozejrzał się i stwierdził ze zdziwieniem, że siedzi na ziemi. Wstał, masując sobie ścierpnięte nogi i ruszył do szkoły. Na szczęście drzwi wejściowe nie były zamknięte. Uchylił je i zajrzał do środka. Na korytarzu nie było nikogo. Szybko przeszedł przez korytarz i zszedł schodami w stronę lochów.
Nagle przystanął. Ze szczeliny pod drzwiami do łazienki chłopaków świeciło się światło. Wszedł do środka i zobaczył Zabiniego Blaise'a, który najwidoczniej pisał jakiś list. Na ramieniu miał sowę.
    - Co ty tu robisz? - spytał Draco, podchodząc do chłopaka i spoglądając na kartkę.
Zabini szybko zwinął pergamin, wsunął go sowie do dzioba, a ta wyleciała przez małe okienko pod sufitem.
Draco spojrzał na Zabiniego. Wyglądał dziwnie. Był przystojnym, wysokim chłopakiem, jednym z tak zwanych „przyjaciół” Dracona.
Zabini zbliżył się do Dracona i bez ostrzeżenia pocałował go. Draco wyrwał się, z obrzydzeniem wycierając usta rękawem.
    - Co ty odpierdalasz, pogięło cię? - warknął na Zabini'ego, odwracając się do drzwi.
    - Nie mów, że nie lubisz chłopaków. Widzę, jak zerkasz an Pottera. Podoba ci się, co? Ale ty w życiu mu się nie spodobasz, daj sobie z nim spokój. Przecież on jest w Gryffindorze. Przyjaźni się ze szlamami i zdrajcami krwi. A ja? Jestem w Slytherinie. Obaj jesteśmy bogaci. No i przyznaj, jestem przystojniejszy od tego idioty, Pottera.
Draco nie mógł tego słuchać. Odwrócił się do Zabini'ego i zapominając, że ma do dyspozycji czary, po prostu walnął go pięścią w twarz. Zabini zatoczył się i uderzył w umywalkę. Był wściekły, nikt jeszcze tak go nie potraktował.
    - Zapłacisz mi za to, Malfoy – warknął, zbliżając się do Dracona.
Draco był tak wściekły, że nawet się nie cofnął. Zabini walnął go w brzuch i Draco upadł na podłogę. Z nosa poleciała mu krew. Chciał wstać, ale zakręciło mu się w głowie, a przed oczami zobaczył kolorowe plamki. Nagle drzwi za jego plecami otworzyły się i do łazienki wleciał wielki nietoperz.
    - Coś ty zrobił, Blaise? - wrzasnął na Zabiniego Snape. Wyciągnął do Dracona rękę, chcąc pomóc mu wstać, ale Draco wolał zaryzykować, że znowu się wywróci, niż dotknąć Snape'a. Opierając się o ścianę wstał i chwiejąc się wyszedł z łazienki, nie patrząc na Zabini'ego i Snape'a.
    Wszedł do małej łazienki w domu Ślizgonów i przemył zimną wodą twarz, ścierając spod nosa zaschniętą krew. Podwinął szatę i pod żebrami zobaczył wielkiego siniaka. Dotknął go lekko, ale z bólu, jaki go ogarnął znów zakręciło mu się w głowie, więc puścił szatę i wyszedł z łazienki.
Było już po północy. . Wszyscy spali. A na jego poduszce leżał liścik. Taki sam, jaki wysłał Harry'emu, ale na tym to biała sowa przytulała się do czarnej, a pod spodem widniała litera „H”. Uśmiechnął się i z karteczką w dłoni zasnął.
___________________________

*Magda U. <3
Wykorzystałam Twoją podpowiedź. Zmieniłam słowa na bardziej odpowiednie do sceny, ale sens ten sam. Dziękuję. :)