piątek, 8 marca 2013

Listy



Harry nie wrócił do wieży Gryffindoru. Sam też potrzebował w tej chwili samotności. Szczerze mówiąc najbardziej marzył o wtuleniu się w ciepłe ramiona Dracona, ale nie chciał mu w tej chwili przeszkadzać, w końcu on tez nie mógł przez Harry’ego zaniedbywać nauki.
Nie wiedział nawet, dokąd idzie, puki nie zorientował się, że jest w sowiarni. Jego wzrok prawie bezwiednie powędrował wokół w poszukiwaniu Hedwigi. Znalazł ją na najwyższej półce. Spała z główką schowaną pod skrzydłem. Zawołał ją. Obudziła się, chwilę huczała z niezadowolenia, ale kiedy go zauważyła, zleciała na dół , usiadła mu na ramieniu i lekko, pieszczotliwie kłapnęła go w ucho. Pogłaskał ją po jedwabistych piórach i stanął koło okna, wyglądając na błonia. Kochał ten zamek, kochał te lasy, jezioro… To tutaj był jego dom. U Dursley’ów nigdy ni miał prawdziwego domu, ale odnalazł go w tym zamku, wśród przyjaciół. A teraz prawdopodobnie jednego z nich stracił. Ale co miał zrobić?
- Kocham go, Hedwigo – westchnął i ze zdziwieniem poczuł łzy wzbierające mu do oczu. Zamrugał kilka razy, by się ich pozbyć. – Tak strasznie go kocham. Ale nie chcę tracić przyjaciół. Nie wiem, co robić. Jedyne, co jest dla mnie pewne, to to, że nigdy nie opuszczę Dracona. Nigdy.
Hedwiga nagle zahuczała i lekko napierając na jego ramię odbiła się i wyfrunęła przez okno.
- No pięknie. Nawet ty nie chcesz słuchać mojego gadania – westchnął i zszedł z wieży i ruszył w stronę Pokoju Wspólnego. Mimo wszystko musiał dokończyć ten esej.
Nie zdążył przejść nawet połowy drogi, gdy podleciała do niego bardzo wymęczona sowa. Bez problemu rozpoznał w niej Errola, starego puchacza Weasley’ów. Ostrożnie posadził ledwo żywego ptaka na parapet i odwiązał mu od nóżki zaadresowany do niego list. Wszedł do najbliższej pustej klasy i usiadł na ławce, otwierając kopertę. Oczywiście, Molly Weasley, a któżby inny.
Drogi Harry,
Piszę do Ciebie, kochaneczku, bo muszę się dowiedzieć, czy to prawda. Proszę, powiedz, że to jakieś nieporozumienie. Nie zrobiłeś tego, prawda? Wiesz przecież, że jesteś dla mnie jak syn i możesz mi powiedzieć wszystko. W pierwszej chwili chciałam napisać do Rona, ale uznałam, że jeśli to prawda, to on może o tym nie wiedzieć, a nie chciałam Ci robić kłopotów. Odpisz, proszę, bardzo się niepokoję.
Molly Weasley
PS. Czy mógłbyś odpowiedzieć przez którąś ze szkolnych sów? Errol chyba będzie potrzebował odpoczynku.
Harry wpatrywał się w kartkę. Spodziewał się listu od Molly, ale myślał, że dostanie go raczej Ron. Mimo wszystko był jej wdzięczny, że napisała bezpośrednio do niego. Nie miał teraz ochoty jej odpisywać. Schował list do kieszeni i poszedł w końcu dokończyć ten cholerny esej.
No, w końcu się udało. Wiedział, że nie dostanie za to wysokiej oceny, ale nie potrafił napisać nic lepszego. Z uczuciem ogromnego zmęczenia i piaskiem w oczach ruszył do dormitorium, gdzie rzucił się na łóżko w ubraniu. Nikogo jeszcze w pokoju nie było. Musiał przysnąć, bo obudziło go pukanie w okno. Usiadł i próbował coś zauważyć. Za szybą migotała jasna plamka, która nie mogła być niczym innym, tylko Hedwigą. Wstał i wpuścił ją do środka. Usiadła na parapecie i podała mu trzymaną w dziobie karteczkę. Wyfrunęła, nim zdążył jej podziękować. Usiadł na łóżku i przeczytał przy świetle różdżki.
Mój Harry,
Nawet nie wiesz, jak miło jest mieć świadomość, że jesteś mój. Nie wiem, co naopowiadałeś tej sowie, ale najwidoczniej uznała, że muszę do Ciebie napisać. Dziobała mnie po rękach! Będziesz musiał dokładnie zająć się moimi rankami…
Nie wiem, co się stało, Harry, więc piszę tylko to. Kocham Cię. Nigdy o tym nie zapominaj. Spotkamy się jutro na zielarstwie. Nie mogę się doczekać. Na zawsze Twój
Draco M.
Harry uśmiechnął się do siebie. Rozluźnił się i już bez problemu zasnął, ściskając karteczkę w ręce.
    - Drugi list dzisiaj był dużo przyjemniejszy – zdołał jeszcze mruknąć do siebie przed zapadnięciem w Objęcia Morfeusza.
    - Harry, wstawaj - obudził go głos Rona. Otworzył oczy i spojrzał na rudzielca. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Spóźnisz się na lekcje – i wyszedł z dormitorium, nie odzywając się więcej do Harry'ego. Jednak sam fakt, że Ron się do niego odezwał dał mu nadzieję.
Zegarek Hary'ego wskazywał ósmą. Miał więc godzinę na zebranie się, zjedzenie śniadanie i dojście pod szklarnie.
    - No i po co ten pośpiech? - marudził, gramoląc się z łóżka. Nałożył okulary i jego nagle wzmocniony wzrok padł na pogniecioną karteczkę leżącą wciąż na jego poduszce. Uśmiechnął się do siebie i szybko jeszcze raz przeleciał wzrokiem jej tekst.
    - Ja też nie mogę się już doczekać – powiedział to na głos, korzystając z tego, że w dormitorium już nikogo nie było.
Ubrał się w ekspresowym tempie i szybko pobiegł do Wielkiej Sali, przeczesując po drodze palcami włosy. I tak nie było sensu używać na nich szczotki. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zauważył, gdy przekroczył próg Wielkiej Sali, były blond włosy siedzącego tyłem do drzwi Dracona. Harry usiadł tak, że jedząc mógł mu się przyglądać. Tak się zapatrzył, że większa część dżemu truskawkowego z jego tosta wylądowała na jego szacie, ale nie przejął się tym.
    - Harry, gapisz się jak wół w malowane wrota. Przestań, bo ludzie już zaczynają ci się przyglądać. I wytrzyj ten dżem – szepnął mu do ucha Ron. Harry wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że rudzielec siedzi obok, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Ślizgona.
    - Co? - spytał bardzo mądrze, odrywając niechętnie wzrok od tej kuszącej szyi i napinających się ramion. - Och, Ron. Nie zauważyłem cię. Przepraszam. Jaki dżem?
Rudzielec spojrzał na niego z politowaniem.
    - Ten dżem – odpowiedział, zgarniając palcem odrobinę przysmaku z szaty Harry'ego i podtykając mu go pod nos.
Harry szybko machnął różdżką, chcąc pozbyć się plamy, ale był tak rozkojarzony, że tylko zmienił kolor dżemu na zielony.
Ron westchnął nad jego nieudolnością i jednym machnięciem różdżki pozbył się kłopotu.
Harry starał się skupić na jedzeniu, ale nadal mu to nie wychodziło. Po chwili znów zerknął na Dracona i zorientował się, że blondyn również na niego patrzy. Uśmiechnęli się do siebie, a Draco wykonał minę, która miała zasugerować Harry'emu pocałunek. I zasugerowała. Bardzo wyraźnie.
    - Harry! Uspokój się – Ron szturchnął go łokciem i zmusił do popatrzenia na siebie. - Wszyscy się na ciebie gapią. Na was się gapią. Chodź już, zaraz zaczyna się lekcja – pociągnął opierającego się Harry'ego w stronę drzwi.
Harry jeszcze raz zerknął na stół Ślizgonów, ale Draco zniknął już ze swojego miejsca. Westchnął cicho, ale po chwili uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie, że zaraz i tak się zobaczą. I tak się stało, w dodatku szybciej niż Harry oczekiwał. Zderzyli się w drzwiach i Draco musiał złapać go za ramiona, by Harry nie upadł. To samo zrobił Ron i ręce obu chłopaków zetknęły się. Obaj cofnęli się, wpatrując się w siebie ze wstrętem.
    - Dzień dobry – Draco szepnął Harry'emu do ucha, a później już głośno. - Weasley.
    - Malfoy – W głosie Rona słychać było czystą nienawiść. - Przepuść nas, idziemy na lekcję.
    - Och, naprawdę? To świetnie, Weasley, ja też idę na lekcję – mówiąc to odwrócił się na pięcie i ruszył obok nich. Chcąc, nie chcąc musieli iść koło siebie, otoczeni tłumem innych Ślizgonów i Gryfonów, którzy najwidoczniej trzymali się tak blisko nich, by móc w odpowiednim momencie zareagować, bo ton obu chłopaków jednoznacznie wskazywał na nadchodzącą bijatykę.
Harry, idąc, wpatrywał się kątem oka w grę napiętych mięśni Dracona. Idealny. I mój, tylko mój – myślał, ciesząc się, że Ron nie potrafi czytać w myślach.
Zajmowali się wnykopieńkami. Mieli podzielić się na czteroosobowe grupki. Draco wykorzystał to i bez zaproszenia podszedł do Harry'ego, Rona i Hermiony, którzy już zabierali się do pracy. Stanął obok Harry'ego i podczas całych zajęć często stykali się na chwilę dłońmi i ramionami. Hermiona najwidoczniej niczego nie zauważyła, zbyt zajęta pracą, ale Ron wpatrywał się w nich z wściekłością. Jednak teraz, kiedy był obok niego Draco, Harry w ogóle nie przejmował się przyjacielem. On nie jest moim prawdziwym przyjacielem, jeżeli nie szanuje moich wyborów – myślał patrząc Ronowi w oczy i specjalnie ocierając się ramieniem o Ślizgona.
Kolejne lekcje, podczas których Harry już nie mógł przebywać w towarzystwie Dracona, ciągnęły się niemiłosiernie. Nareszcie jednek rozbrzmiał ostatni dzwonek i Harry, nie oglądając się na przyjaciół pobiegł do swojego dormitorium, by odrzucić na łóżko torbę i wyjąć z kufra Mapę Huncwotów. Wpatrywał się w nią chwilę, ale nigdzie nie znalazł Dracona. Zaczął się poważnie niepokoić, kiedy nagle wpadło mu do głowy rozwiązanie. Schował mapę i przebiegł przez Pokój Wspólny, nie przejmując się zdziwionymi spojrzeniami znajomych.
    - NASZ pokój – mówił półgłosem, przechodząc pod ścianą, w której ukryte były drzwi do Pokoju Życzeń.
Wszedł do środka i rzeczywiście zastał siedzącego na łóżku Dracona. Chłopak miał dziwną minę, jakby ledwo powstrzymywał łzy. Na jego kolanach leżała kartka, najwidoczniej list. Nawet nie podniósł głowy, gdy materac obok niego zapadł się pod ciężarem Harry'ego.
Harry otoczył go ramieniem i przyciągnął go lekko do siebie. Nic nie powiedział, po prostu siedział i go przytulał. Po chwili Draco podsunął do niego kartkę, najwidoczniej zachęcając go do przeczytanie. Harry zauważył na wierzchu jego dłoni małe ranki, które najpewniej spowodowała jego własna sowa. Ujął ją w swoje ręce i podniósł, żeby złożyć lekki pocałunek na każdej rance. W końcu podniósł kartkę i zaczął czytać.
Najdroższy Draco,
Chciałabym porozmawiać z Tobą osobiście, ale nie jest to w tej chwili możliwe, więc w tajemnicy przed Twoim ojcem piszę ten list. Dumbledore zapewnił nam schronienie, nie musisz się o nic martwić. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie mam do Ciebie żalu. Jesteś moim synem, nie mogłabym mieć do Ciebie pretensji. Miłość jest miłością, nie wybiera. Mam tylko nadzieję, że jesteś teraz szczęśliwy. Pamiętaj, że zawsze będę Cię wspierać,
Mama.
PS. Odpowiedź zaadresuj do Evwy, została powiadomiona, że będzie musiała mi ją dostarczyć.
Harry długo wpatrywał się w kartkę. Matka Dracona, kobieta, którą Harry zawsze uważał za oziębłą i ślepo podlegającą Lucjuszowi.... Ona naprawdę kochała swojego syna...
    - Och, Draco – Harry jeszcze mocniej przytulił do siebie chłopaka, uśmiechając się do niego radośnie. Po chwili na twarzy blondyna również pojawił się lekki uśmiech.
    - Nie spodziewałem się tego, Harry. W życiu bym się tego nie spodziewał... A ona naprawdę mnie kocha.
    - Tak, Draco. Ona cię kocha. I ja też cię kocham. Nie martw się. Będzie dobrze – po tych słowach zmusił Dracona na odwrócenie się w jego stronę i delikatnie go pocałował. - Niczym się nie martw – powtórzył, pozwalając swoim dłoniom błądzić po plecach chłopaka i po raz setny zachwycając się jego zapachem. - A teraz mów mi, kim jest ta Evwa – zażądał wesołym głosem, widząc, że kryzys minął.
    - Skrzatka domowa. Kuzynka Zgredka – odpowiedział Draco mało zainteresowany tematem. Najwidoczniej wolał zająć się ustami Harry'ego, bo pochylił się i mocno go pocałował. Harry westchnął i poddał się fali przyjemności.

wtorek, 5 marca 2013

Ciężka rozmowa


Draco wpatrywał się w twarz Harry'ego, starając się na zawsze zapamiętać wszystkie jej szczegóły. Przyglądał się każdemu drgnięciu jego powieki i lekkiemu uśmiechowi, który kazał sądzić, że śni mu się coś przyjemnego. Wyciągnął rękę i opuszkami palców musnął jego policzek. Harry drgnął, mruknął coś, ale nie otworzył oczu. Draco chwycił wystającą spod kołdry dłoń chłopaka i splótł z nim swoje palce, lekko je uciskając i masując.
    - Kocham cię, Harry – szepnął, nie odrywając spojrzenia od twarzy Gryfona. Ten uśmiechnął się szeroko.
    - Kocham cię – odparł Harry, otwierając oczy i przysuwając się do Dracona, by pocałować go w czubek nosa. W jego oczach tańczyły wesołe ogniki, a spojrzenie zielonych oczu wyrażało taką miłość, że Draco zapragnął już nigdy nie patrzeć na nic oprócz tych oczu.
    - Ty mały oszuście! - zaśmiał się, odwzajemniając gest i przechylając głowę, by móc w końcu złożyć prawdziwy pocałunek na ustach Harry'ego. Chłopak smakował idealnie. Język Dracona przecisnął się pomiędzy pełnymi ustami i ledwo tylko rozchylonymi zębami, docierając w końcu do języka Harry'ego. Jego uszu dobiegł cichy jęk i dopiero po chwili zorientował się, że sam jest jego źródłem.
Ręce Harry'ego owinęły się wokół Dracona i drażniły opuszkami palców skórę na jego karu, plecach, pośladkach. Draco nie mógł już pozostać obojętny. Poczuł przyjemny ból w podbrzuszu i rosnącą erekcję, dla której nie było miejsca pomiędzy ich ciasno splecionymi ciałami. Harry z jękiem oderwał się od jego ust i językiem zaczął wodzić po jego szyi i piersi, znacząc skórę ciepłymi, mokrymi smużkami śliny. Draco drżał, z jego ust wydobywały się ciche jęki, których w żaden sposób nie potrafił już opanować. Wplótł palce we włosy Harry'ego i przycisnął go do swojego ciała, domagając się kolejnych pieszczot. Harry zsunął się jeszcze niżej, wodząc językiem wokół jego pępka, aż doszedł do okolic podbrzusza. Draco westchnął i złapał za wezgłowie łóżka, ledwo się powstrzymując przed ściśnięciem swojego penisa i masturbacją. Harry spojżał na niego wzrokiem pełnym pożądania, od którego Draconowi aż zakręciło się w głowie. Całkowicie poddał się woli Harry'ego.
    - Proszę... - wyjęczał. - Harry, proszę...
    - Jak bardzo tego chcesz? - drażnił się z nim chłopak, łapiąc w palce włoski wokół jego erekcji i lekko za nie ciągnąc.
    - Proszę.. Bardzo. Strasznie... Proszę! - więcej nie udało mu się powiedzieć.
    - Hmmm – mruknął Harry i schylił się.
Draco wyczekiwał tego momentu, ale on nadal nie nadchodził. Zmusił się do zerknięcia na Harry'ego, który również na niego patrzył, uśmiechając się przebiegle.
    - Harry... - jęknął znowu Draco, czując gorący oddech chłopaka owiewający jego członek.
    - Co tylko chcesz – szepnął Harry i w końcu dotknął jego penisa ustami, lekko go całując i drażniąc główkę językiem. Draconem targnął nagły dreszcz, z jego ust wyrwał się zduszony krzyk. Jęczał, kiedy gorące, mokre wnętrze ust Harry'ego otoczyło jego erekcję, ssąc, całując i wciągając coraz głębiej.
Draco zdołał unieść głowę i spojrzeć w dół. Harry jedną ręką chwycił trzon penisa, wywołując kolejne dreszcze, a drugą się masturbował. On również wpatrywał się w twarz Dracona. Draco napotkał pełny miłości wzrok Harry'ego i doszedł, głośno wykrzykując jego imię.
    - Jeszcze nie skończyłem – ostrzegł go Harry, wypuszczając w końcu z ust członek Dracona i przełykając resztę spermy. - Odwróć się – zażądał tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Draco nie protestował. Posłusznie odwrócił się i czekał na kolejny ruch Harry'ego. Ten stanął za Draconem i zaczął opuszkami łaskotać go po skórze na pośladkach, wprawiając go w drżenie. Po chwili złapał oba w całe dłonie i ścisnął. Draco był pewien, że zostaną mu siniaki, ale nie przejmował się tym. W tej chwili liczył się tylko Harry i jego przyśpieszony oddech, zapewniający Dracona, że chłopak jest naprawdę podniecony.
Harry był bardzo delikatny, ale kiedy w końcu wszedł w Dracona, ten aż krzyknął. Harry poruszał biodrami w przód i w tył, coraz bardziej przyśpieszając tempo. Draco jęczał, poczuł, że jego członek znowu twardnieje. Złapał go w dłoń i zaczął się masturbować w rytm ruchów Harry'ego. Szczytowali jednocześnie, fale nasienia Harry'ego zalała Dracona od środka i wypłynęła wąską stróżką, kiedy ten w końcu z niego wyszedł.
Padli na łóżko wykończeni, ale szczęśliwi.
    - Kocham cię – powiedział Draco z czułym uśmiechem i odwrócił się na bok, opierając się na łokciu, by móc spojrzeć na Harry'ego. Trzymali się za ręce, bawiąc się swoimi palcami.
    - Wiem, Draco – odparł Harry, zaglądając mu w oczy.

Harry wracał do Pokoju Wspólnego Gryfonów ze smutkiem. Nie chciał rozstawać się z Draconem, ale niestety obowiązki pozostawały obowiązkami. Miał do napisania długi i trudne esej z Transmutacji, a nawet go nie zaczął. W pokoju pełno było uczniów odrabiających lekcje na ostatnią chwilę. Harry wszedł do dormitorium, wziął z kufra wszystkie potrzebne rzeczy i wrócił do zatłoczonego pomieszczenia, szukając sobie wolnego miejsca. Nie zdziwił się, kiedy znalazł je przy stoliku zajętym przez Rona i Hermionę. Podszedł do nich niepewnym krokiem, i usiadł, rozkładając przed sobą podręczniki, pergamin, pióra i kałamarz.
    - Cześć, Harry – przywitała nazbyt wesołym, żeby mógł być szery, głosem.
    - Cześć, Harry – odezwał się Ron. Harry nie spodziewał się, że przyjaciel w ogóle się do niego odezwie, ale przyjął to z wdzięcznością. Uśmiechnął się na próbę do rudzielca, a gdy ten odwzajemnił się równie niepewnym uśmiechem, Harry nie mógł się powstrzymać przed nachyleniem się nad stolikiem i mocnym uściśnięciu przyjaciela. Z ulgą w sercu wziął się za pisanie eseju. Zdziwiło go tylko, że żadne z przyjaciół nie spytało go o jego długą nieobecność. Zastanawiał się, czy Ron opowiedział o tym Hermionie, ale jej mina była jak zwykle przy odrabianiu lekcji bardzo skupiona i Harry nie potrafił niczego wyczytać z jej twarzy.
Po jakimś czasie Hermiona wstała.
    - Idę...
    - Do biblioteki – dokończyli za nią. Popatrzyli na siebie i przez chwilę znów poczuli się jak najlepsi przyjaciele, zanim wszystko tak się pogmatwało.
Hermiona wyszła. Harry bał się niezręcznej ciszy, która mogłaby teraz zapaść, ale do niczego takiego nie doszło, bo nagle do ich stolika dosiedli się bliźniacy.
    - Tylko na to czekaliśmy – powiedział Fred odsuwając zwoje pergaminu na bok i kładąc an stoliku małą skrzyneczkę. - Chcemy wam coś pokazać – dodał.
Otworzył skrzyneczkę i pokazał Harry'emu i Ronowi jej zawartość. Były tam małe, jadowicie zielone cukierki.
    - Co one powodują? - spytał nieufnie Ron. Podniósł do oczu zieloną kapsułkę, podstawiając ją pod światło.
    - Cóż... Zmieniają cię w sowę. Były kanarkowe kremówki, ale to jest czymś zupełnie innym... Wystarczy je dotknąć...
W tym momencie cukierek spadł na podłogę. Ron nie był w stanie go utrzymać, bo jego palce już zmieniały się w długie brązowe pióra. Chłopak próbował krzyknąć, ale z jego ust, które szybko zmieniały się w dziób, wydobyło się tylko nerwowe pohukiwanie. Harry wpatrywał się w niego, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Reszta Gryfonów również ryczała ze śmiechu, wpatrując się w tę scenę. Harry cieszył się, że sam nie wziął do ręki cukierka, choć już chciał to zrobić. Tymczasem Ron latał wokół stolika, a wiatr wywołany przerażonym trzepotaniem jego skrzydeł powodował, że dookoła zaroiło się od fruwających kawałków pergaminu i piór.
    - Jak to naprawić? - krzyknął Harry do bliźniaków, próbując zagłuszyć ryk obserwatorów.
    - Spokojnie, testowaliśmy to już na sobie! - odkrzyknął George, zginając się w pół ze śmiechu. - Niedługo sam wróci do własnej postaci! A na razie my spadamy! Wolelibyśmy być gdzie indziej, kiedy odzyska swoje ciało! - i zniknął wraz z Fredem i skrzyneczką.
Harry rozejrzał się po twarzach znajomych. Nikt jakoś nie rwał się do pomocy. Wyciągnął więc rękę do Rona, a kiedy ten, najwidoczniej wiedziony sowim instynktem, usiadł na niej, Harry wyszedł z pokoju wspólnego z przyjacielem na ramieniu.
    - Tresowany Ron! - słyszał jeszcze krzyki, puki portret nie zamknął się za nimi.
Harry wszedł do pustej klasy. Ron zleciał z jego ramienia i usiadł na ławce, uparcie wpatrując się w okno. Harry nadal z całej siły powstrzymywał się od śmiechu, ale nie wiedział, czy Ron rozumie teraz jego zachowanie, więc wolał nie ryzykować.
Po dłuższym czasie sowa zaczęła rosnąć i po chwili na ławce przed Harrym siedział rudzielec. Ron przeczesał palcami włosy i westchnął.
    - Idioci. Mogli mnie ostrzec – mówił sam do siebie, gapiąc się na swoje buty. Harry nie wiedział, jak się zachować. Wiedział, że będą musieli poważnie porozmawiać, jeżeli chcą utrzymać tę przyjaźń.
    - Ron... - zaczął.
    - Musimy, Harry? - przerwał mu przyjaciel, wciąż jednak uparcie wpatrując się w swoje buty.
Atmosfera była napięta. Harry'emu było za gorąco, miał ochotę wyjść z klasy i najlepiej od razu pójść na poszukiwanie Dracona.
    - Musimy. Ja muszę. Ron, muszę ci to wytłumaczyć. Ja... Ja naprawdę go kocham. On się zmienił, Ron. Wiem, że obrzydza cię fakt, że jestem gejem, ale Ron... To nadal ten sam ja...
    - Nie ten sam, Harry – przerwał mu Ron. Podniósł głowę i przez długi czas wpatrywał się w Harry'ego. - Zostałem sam, wiesz? Hermiona odsunęła się od nas już rok temu. Rozmawiałem z nią na wakacjach. Wiesz, gdzie ona tak często znikała? Chodziła do chłopaka... Faceta... Mężczyzny. Hermiona kocha Snape'a, Harry – Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem, ale w oczach Rona była taka szczerość, że mu uwierzył. - Kocha go z wzajemnością. A teraz ty. I to jest gorsze. Kochasz go? Harry, to Malfoy! Jak to w ogóle możliwe? I nie, Harry. Nie odrzuca mnie twoje gejostwo. Nie odrzuca mnie, bo sam cię kocham! Jestem w tobie zakochany. A ty masz mnie w dupie, bo masz tego blondynka...
Harry stał oniemiały, wpatrując się w Rona. Czy ona naprawdę przed chwilą to powiedział? On go kocha? Ron? Draco coś o tym wspominał, ale...
- Ja też cię kocham, Ron. Ale kocham cię jak brata. Nic więcej do ciebie nie czuję. Jesteś moim przyjacielem, ale nie jestem w tobie zakochany.
    - Nie wierzę, Harry. Nie wierzę, że on też cię kocha. On coś knuje, a ty jesteś tylko jego narzędziem... On jest zły, Harry. Zły do szpiku kości. Pamiętaj o tym...
    - Nie waż się tak mówić! - Harry wybuchnął tak niespodziewanie, że sam się siebie przestraszył. Ale nie mógł pozwolić na to, by ktoś mówił coś takiego o Draconie. Już nie. On się zmienił, Harry całym sercem w to wierzył. - To nie prawda! On mnie kocha, rozumiesz!? A ja kocham jego! - wziął głębszy oddech, musiał ochłonąć. Ron nadal siedział spokojnie. Najwidoczniej spodziewał się takiej reakcji. - Nie wierzę ci, Ron. Mylisz się. My... My wzięliśmy ślub. Wczoraj. Wiem, że Draco mnie kocha.
    - Powaliło cię? Kłamiesz, prawda? To nie może być prawda! Kłamiesz!
Harry zbliżył się do drzwi. Na dzisiaj ta rozmowa była zakończona.
- Nie kłamię, Ron. Kocham go. I nigdy nie będę z tobą. Proszę cię tylko, żebyś zatrzymał to w tajemnicy – i wyszedł z klasy, zamykając za sobą drzwi. Wiedział, że Ron będzie teraz potrzebował sporo czasu na samotne rozmyślanie. 

piątek, 1 marca 2013

Noc poślubna


Harry'ego zamurowało, Draco wpadł na niego. Mimo, że Harry nie patrzył na chłopaka, dosłownie czuł jego przerażenie. Lucjusz podszedł do nich i chwycił Harry'ego za kołnierz. Harry skulił się, oczekując ciosu, ale Malfoy tylko go odepchnął, stając przed Draconem. Blondyn był bardzo spięty, ale stał prosto i bez mrugnięcia patrzył ojcu w oczy. Harry podziwiał go, sam najchętniej uciekłby z gabinetu dyrektora jak najszybciej. No właśnie. Harry spojrzał na Dumbledore'a, ale ten był całkowicie opanowany. Siedział za biurkiem i spokojnie przypatrywał się sytuacji. Chyba nawet lekko się uśmiechał, choć Harry nie mógł być tego pewien, bo całą twarz dyrektora zasłaniała gęsta broda.
Z oczu Lucjusza sypały się gromy, ale Draco nadal dzielnie wytrzymywał jego spojrzenie.
    - Draco, coś ty zrobił? - syknął mężczyzna głosem tak jadowitym, że Harry'ego przeszły dreszcze.
    - Najlepszą rzecz, jaką mogłem zrobić, ojcze. Z niczego w życiu tak się nie cieszyłem – chłopak odpowiedział pewnym głosem, ale mięśnie jego ramion napięły się.
    - Głupi jesteś! Naraziłeś nas na pośmiewisko! Jak ja się ludziom pokażę!? Mój syn, Draco Malfoy, dziedzic fortuny Malfoy'ów gejem! I to z kim się związał? Z Potterem!? Pomyślałeś w ogóle, co nam teraz zrobi Czarny Pan!? Przecież on nas pozabija! I to wszystko przez twoją głupotę! - tym razem z ust Malfoy'a wydobył się krzyk, który jednak był równie jadowity, jak poprzedni syk.
    - Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać, Lucjuszu – odezwał się Dumbledore, splatając dłonie na blacie biurka.
Malfoy odwrócił się do dyrektora.
    - Z tobą jeszcze się policzę. Jak mogłeś na to pozwolić? Chłopak jest niepełnoletni, ja o nim decyduję! Jeszcze dzisiaj trzeba to odwrócić!
    - Niestety wydaje mi się, że to nie będzie łatwe. Tak naprawdę w ogóle nie będzie możliwe, ponieważ nie wierzę, że twój syn, Lucjuszu, może zmienić zdanie, a bez jego, jak również bez pana Pottera zgody, ślubu unieważnić nie można.
    - Draco zrobi to, co mu rozkażę. I nikt, NIKT nigdy nie dowie się o tym, co dzisiaj się stało.
Draco, który do tej pory stał nieruchomo, przeszedł teraz na środek gabinetu i stanął przed ojcem.
    - Nie zrobię tego, ojcze. Nie zmienię zdania. Kocham Harry'ego – mówiąc to lekko się uśmiechnął. - I jeżeli on nie powie mi, że chce się ze mną rozstać, ja nigdy tego nie zrobię.
Lucjusz zrobił taki gest, jakby chciał spoliczkować syna, ale w porę się powstrzymał.
    - Odejdź. Nie jesteś moim synem.
    - Do widzenia, dyrektorze. Chcieliśmy panu tylko przekazać, że wszystko już załatwiliśmy – powiedział Draco i nie patrząc więcej na ojca, chwycił Harry'ego za rękę i razem wyszli z pomieszczenia.

Draco przyznał sam przed sobą, że boi się tego, co teraz może zrobić jego ojciec, ale wiedział, że tym razem nie mógł go posłuchać.
Weszli do najbliższej pustej klasy. „Wolałbym móc go teraz zabrać do jakiejś restauracji, ale w szkole to raczej niemożliwe”.
    - Jestem z ciebie dumny. W życiu nie potrafiłbym tak mu się przeciwstawić – powiedział Harry, stając przed nim i biorąc go za ręce.
Brunet pochylił się i Draco poczuł jego słodkie usta na swoich wargach. Uśmiechnął się i oddał pocałunek.
    - Kocham cię, Malfoy – szepnął Harry, owiewając jego szyję ciepłym oddechem.
    - Ja też cię kocham. Malfoy – odpowiedział Draco, bawiąc się kosmykiem włosów Harry'ego.
    - Jestem Potter. Potter – odpowiedział mu tym samym Harry, przyciskając go do ściany i wtulając się w niego.
Draco nie uznał za stosowne odpowiadać. Wsunął Harry'emu dłonie pod koszulę i głodził gołe plecy chłopaka, z przyjemnością wyczuwając, że ten drży pod jego dotykiem.
    - Nie będzie nam łatwo. Matka rudzielców niedługo do nich napisze, informując ich o naszym ślubie. Mój ojciec już wie. Boję się Harry. Boję się o moją rodzinę. Voldemort im nie odpuści, teraz oni też będą musieli się ukrywać. Nie chciałbym, żeby już na zawsze mnie przez to znienawidzili. Mimo wszystko ich kocham i wiem, że oni kochają mnie. Dumbledore będzie musiał ich ukryć...
Harry nie dał mu skończyć. Położył mu palec na ustach i mocno przytulił. Draco z przyjemnością wdychał zapach Gryfona.
    - Nie martw się, Draco. Wybaczą ci. Dumbledore zapewni im dobrą ochronę, Voldemort ich nie dopadnie.
    - Dzięki Harry, chyba mi lepiej. Zdenerwowałem się. Wspaniały z ciebie mąż – powiedział, chcąc zobaczyć reakcję Harry'ego na słowo „mąż”, ale ten tylko się uśmiechnął i dał Draconowi buziaka w czubek nosa.
    - Może powinniśmy już wracać do normalnego świata? Ostatnio strasznie zaniedbuję naukę...
    - Jak chcesz. Mnie tam moja edukacja w tej chwili najmniej obchodzi. Chcę być z tobą – Harry odwrócił się na pięcie, udając obrażonego, ale nie bardzo mu to wyszło, bo Draco złapał go w pół i zaczął łaskotać z taką zawziętością, że skręcając się ze śmiechu, brunet wylądował na podłodze. Udało mu się wyswobodzić jedną rękę i teraz to on atakował Dracona łaskotkami. Nie było to łatwe, ponieważ ten miał łaskotki tylko na stopach, a Harry o tym nie wiedział. Po jakimś czasie udało mu się jednak to zrozumieć, i teraz Draco leżał na plecach, machając bosymi stopami, żeby wyswobodzić je z rąk tego potwora... Seksownego potwora, trzeba dodać. Klęczący nad nim roześmiany brunet wyglądał tak słodko, że Draco był gotów wybaczyć mu nawet te łaskotki...
    - Dość! Przestań! Wystarczy! Poddaję się, nie idę się uczyć! Ale przestań! DOŚĆ!
W końcu poskutkowało i Harry usiadł obok Dracona, wciąż jednak przytrzymując mu nadgarstki.
Draco leżał na podłodze, oddychając szybko i zaglądając w te piękne, wielkie, zielone oczy, które patrzyły na niego radośnie. Draco czuł, że dzięki miłości Harry'ego jest teraz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Uniósł rękę i wierzchem dłoni pogładził bruneta po policzku.
    - Kocham cię, Draco – odezwał się Harry i odwrócił głowę, by móc pocałować dłoń Dracona.
    - Jestem zmęczony. To był ciężki dzień – odezwał się po chwili Draco. - Ale nie chcę iść do dormitorium...
    - To chodźmy do Pokoju Życzeń – zaproponował Harry, wstając i wyciągając rękę do Dracona. - Ja też jestem zmęczony, chętnie się położę.
    - O nie, nie ma tak lekko. Najpierw wspólny prysznic – oznajmił Draco, uśmiechając się ironicznie, ale bez swojej dawnej złośliwości.
Harry najwidoczniej nie miał nic przeciwko.
Pokój życzeń wyglądał tak, jak ostatnim razem. Bez słowa weszli do łazienki, rozebrali się i weszli pod prysznic. Zalały ich strumienie gorącej wody, przez parę, jaka powstała prawie się nie widzieli. Nie widzieli, ale czuli. Draco wziął do ręki butelkę z szamponem i zaczął namydlać sobie włosy. Nagle poczuł ręce Harry'ego wplatające się w jego włosy. Jego palce delikatnie masowały głowę Dracona, co okazało się bardzo miłym uczuciem.
Draco przytulił się do chłopaka, ocierając się członkiem o jego penisa. Jedną dłoń położył brunetowi na piersi, drugą przesunął po jego plecach i zatrzymał na twardym, jędrnym pośladku. Ich wisiorki połączyły się. Pocałował go, przyduszając do ścianki i jeszcze mocniej napierając na niego biodrami. Poczuł język Harry'ego, wślizgujący się pomiędzy jego usta. Chłopak smakował obłędnie. Draco oderwał dłoń od piersi Gryfona i przesunął ja w dół, aż do członka chłopaka. Ścisnął go i uśmiechnął się, słysząc jęk rozkoszy wydobywający się z ust Harry'ego. Poruszał rękę w górę i w dół, kreśląc kciukiem kółeczka na główce penisa chłopaka. Harry jęczał coraz głośniej, jego ciało napinało się, paznokcie dłoni wbił w plecy Dracona.
Draco poruszał ręką coraz szybciej, drugą dłonią wciąż gładząc pośladki Harry'ego i wsuwając pomiędzy nie palce.
Po chwili Harry wpił się ustami w wargi Dracona i doszedł, mocno go całując. Gorąca sperma zalała uda Dracona, który jednak nie przejął się tym. Przytulił chłopaka i uśmiechnął się do niego, podgryzając mu górną wargę.
Po chwili, jeszcze mokrzy, jedynie w ręcznikach na biodrach, weszli do sypialni. Na nocnej szafce stała butelka szampana i dwa kieliszki.
    - No to czeka nas noc poślubna – oznajmił Draco, siadając na łóżku i otwierając butelkę.
Długo leżeli obok siebie, pijąc szampana, całując się i rozmawiając. Draco był rozluźniony. Patrzył na Harry'ego i wiedział, że go kocha. Wtulił się w niego, przytulając policzek do jego piersi. Usłyszał bicie serca. Harry bawił się jego nadal mokrymi włosami.
    - Kończy się szampan – oznajmił Draco, rozlewając resztę do kieliszków. Od razu na szafce pojawiła się nowa butelka.
    - I dobrze. Nie możesz zbyt dużo pić – oznajmił Harry. Butelka zniknęła.
    - Nie matkuj mi – rozkazał Draco, siadając i patrząc zmrużonymi oczami na bruneta. Butelka powróciła.
    - Nie matkuję ci. Już raz widziałem cię pijanego. Na razie mi wystarczy – oznajmił Harry i odsunął się ze środka łóżka na swoją połowę. Butelki na szafce znowu nie było.
Draco siedział przez chwilę, wpatrując się w Harry'ego. Czuł złość. Jakim prawem jakiś Gryfon będzie decydował za niego, Dracona Malfoy'a? Jadnak gdy tylko to pomyślał, cała złość go opuściła. Tez Gryfon to jego mąż, Harry Potter. I Draco go kochał. Kochał go najbardziej na świecie.
    - Przepraszam Harry – szepnął, przysuwając się do niego. Harry spojrzał na niego, ale nie odpowiedział, przykrył się tylko dokładniej kołdrą. - Przepraszam, masz rację. Nie powinienem więcej pić. Kocham cię Harry. Nie chciałem cię rozzłościć.
    - Yhm. Chcę spać. Dobranoc, Draco – odpowiedział Harry, odwracając się do niego plecami.
    - Dobranoc? Tak po prostu? Wiesz, że mamy noc poślubną? Nie pozwolę ci. Ty już doszedłeś pod prysznicem, ale mój...
    - W dupie mam twojego kutasa – przerwał mu Harry, ale w jego głosie nie było złości.
    - W dupie? Znaczy, że już się nie gniewasz? - spytał Draco z błyskiem w oku, pochylając się, żeby pocałować Gryfona.
Harry spojrzał na niego, nic nie rozumiejąc, zaraz jednak odwrócił się z powrotem w stronę Dracona, śmiejąc się.
Rano Draco obudził się pierwszy. Spojrzał z czułością na wciąż śpiącego obok Harry'ego. Chłopak wyglądał ślicznie.
- Kocham cię – szepnął Draco, gładząc go po nagim ramieniu. Niczego nie żałował.