Harry
nie wrócił do wieży Gryffindoru. Sam też potrzebował w tej
chwili samotności. Szczerze mówiąc najbardziej marzył o wtuleniu
się w ciepłe ramiona Dracona, ale nie chciał mu w tej chwili
przeszkadzać, w końcu on tez nie mógł przez Harry’ego
zaniedbywać nauki.
Nie wiedział nawet, dokąd idzie,
puki nie zorientował się, że jest w sowiarni. Jego wzrok prawie
bezwiednie powędrował wokół w poszukiwaniu Hedwigi. Znalazł ją
na najwyższej półce. Spała z główką schowaną pod skrzydłem.
Zawołał ją. Obudziła się, chwilę huczała z niezadowolenia, ale
kiedy go zauważyła, zleciała na dół , usiadła mu na ramieniu i
lekko, pieszczotliwie kłapnęła go w ucho. Pogłaskał ją po
jedwabistych piórach i stanął koło okna, wyglądając na błonia.
Kochał ten zamek, kochał te lasy, jezioro… To tutaj był jego
dom. U Dursley’ów nigdy ni miał prawdziwego domu, ale odnalazł
go w tym zamku, wśród przyjaciół. A teraz prawdopodobnie jednego
z nich stracił. Ale co miał zrobić?
- Kocham go, Hedwigo – westchnął
i ze zdziwieniem poczuł łzy wzbierające mu do oczu. Zamrugał
kilka razy, by się ich pozbyć. – Tak strasznie go kocham. Ale nie
chcę tracić przyjaciół. Nie wiem, co robić. Jedyne, co jest dla
mnie pewne, to to, że nigdy nie opuszczę Dracona. Nigdy.
Hedwiga nagle zahuczała i lekko
napierając na jego ramię odbiła się i wyfrunęła przez okno.
- No pięknie. Nawet ty nie chcesz
słuchać mojego gadania – westchnął i zszedł z wieży i ruszył
w stronę Pokoju Wspólnego. Mimo wszystko musiał dokończyć ten
esej.
Nie zdążył przejść nawet połowy
drogi, gdy podleciała do niego bardzo wymęczona sowa. Bez problemu
rozpoznał w niej Errola, starego puchacza Weasley’ów. Ostrożnie
posadził ledwo żywego ptaka na parapet i odwiązał mu od nóżki
zaadresowany do niego list. Wszedł do najbliższej pustej klasy i
usiadł na ławce, otwierając kopertę. Oczywiście, Molly Weasley,
a któżby inny.
Drogi Harry,
Piszę do Ciebie, kochaneczku, bo
muszę się dowiedzieć, czy to prawda. Proszę, powiedz, że to
jakieś nieporozumienie. Nie zrobiłeś tego, prawda? Wiesz przecież,
że jesteś dla mnie jak syn i możesz mi powiedzieć wszystko. W
pierwszej chwili chciałam napisać do Rona, ale uznałam, że jeśli
to prawda, to on może o tym nie wiedzieć, a nie chciałam Ci robić
kłopotów. Odpisz, proszę, bardzo się niepokoję.
Molly Weasley
PS. Czy mógłbyś odpowiedzieć
przez którąś ze szkolnych sów? Errol chyba będzie potrzebował
odpoczynku.
Harry wpatrywał się w kartkę.
Spodziewał się listu od Molly, ale myślał, że dostanie go raczej
Ron. Mimo wszystko był jej wdzięczny, że napisała bezpośrednio
do niego. Nie miał teraz ochoty jej odpisywać. Schował list do
kieszeni i poszedł w końcu dokończyć ten cholerny esej.
No, w końcu się udało. Wiedział,
że nie dostanie za to wysokiej oceny, ale nie potrafił napisać nic
lepszego. Z uczuciem ogromnego zmęczenia i piaskiem w oczach ruszył
do dormitorium, gdzie rzucił się na łóżko w ubraniu. Nikogo
jeszcze w pokoju nie było. Musiał przysnąć, bo obudziło go
pukanie w okno. Usiadł i próbował coś zauważyć. Za szybą
migotała jasna plamka, która nie mogła być niczym innym, tylko
Hedwigą. Wstał i wpuścił ją do środka. Usiadła na parapecie i
podała mu trzymaną w dziobie karteczkę. Wyfrunęła, nim zdążył
jej podziękować. Usiadł na łóżku i przeczytał przy świetle
różdżki.
Mój Harry,
Nawet nie
wiesz, jak miło jest mieć świadomość, że jesteś mój. Nie
wiem, co naopowiadałeś tej sowie, ale najwidoczniej uznała, że
muszę do Ciebie napisać. Dziobała mnie po rękach! Będziesz
musiał dokładnie zająć się moimi rankami…
Nie wiem, co się stało, Harry,
więc piszę tylko to. Kocham Cię. Nigdy o tym nie zapominaj.
Spotkamy się jutro na zielarstwie. Nie mogę się doczekać. Na
zawsze Twój
Draco M.
Harry uśmiechnął się do siebie.
Rozluźnił się i już bez problemu zasnął, ściskając karteczkę
w ręce.
- Drugi list dzisiaj był dużo
przyjemniejszy – zdołał jeszcze mruknąć do siebie przed
zapadnięciem w Objęcia Morfeusza.
- Harry, wstawaj - obudził go głos
Rona. Otworzył oczy i spojrzał na rudzielca. Jego twarz nie
wyrażała żadnych emocji. - Spóźnisz się na lekcje – i
wyszedł z dormitorium, nie odzywając się więcej do Harry'ego.
Jednak sam fakt, że Ron się do niego odezwał dał mu nadzieję.
Zegarek Hary'ego wskazywał ósmą.
Miał więc godzinę na zebranie się, zjedzenie śniadanie i dojście
pod szklarnie.
- No i po co ten pośpiech? -
marudził, gramoląc się z łóżka. Nałożył okulary i jego
nagle wzmocniony wzrok padł na pogniecioną
karteczkę leżącą wciąż na jego poduszce. Uśmiechnął się do
siebie i szybko jeszcze raz przeleciał wzrokiem jej tekst.
- Ja też nie
mogę się już doczekać – powiedział to na głos, korzystając
z tego, że w dormitorium już nikogo nie było.
Ubrał się w
ekspresowym tempie i szybko pobiegł do Wielkiej Sali, przeczesując
po drodze palcami włosy. I tak nie było sensu używać na nich
szczotki. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zauważył, gdy
przekroczył próg Wielkiej Sali, były blond włosy siedzącego
tyłem do drzwi Dracona. Harry usiadł tak, że jedząc mógł mu się
przyglądać. Tak się zapatrzył, że większa część dżemu
truskawkowego z jego tosta wylądowała na jego szacie, ale nie
przejął się tym.
- Harry, gapisz
się jak wół w malowane wrota. Przestań, bo ludzie już zaczynają
ci się przyglądać. I wytrzyj ten dżem – szepnął mu do ucha
Ron. Harry wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że rudzielec
siedzi obok, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Ślizgona.
- Co? - spytał
bardzo mądrze, odrywając niechętnie wzrok od tej kuszącej szyi i
napinających się ramion. - Och, Ron. Nie zauważyłem cię.
Przepraszam. Jaki dżem?
Rudzielec
spojrzał na niego z politowaniem.
- Ten dżem –
odpowiedział, zgarniając palcem odrobinę przysmaku z szaty
Harry'ego i podtykając mu go pod nos.
Harry szybko
machnął różdżką, chcąc pozbyć się plamy, ale był tak
rozkojarzony, że tylko zmienił kolor dżemu na zielony.
Ron westchnął
nad jego nieudolnością i jednym machnięciem różdżki pozbył się
kłopotu.
Harry starał się
skupić na jedzeniu, ale nadal mu to nie wychodziło. Po chwili znów
zerknął na Dracona i zorientował się, że blondyn również na
niego patrzy. Uśmiechnęli się do siebie, a Draco wykonał minę,
która miała zasugerować Harry'emu pocałunek. I zasugerowała.
Bardzo wyraźnie.
-
Harry! Uspokój się – Ron szturchnął go łokciem i zmusił do
popatrzenia na siebie. - Wszyscy się na ciebie gapią. Na was się
gapią. Chodź już, zaraz zaczyna się lekcja – pociągnął
opierającego się Harry'ego w stronę drzwi.
Harry jeszcze raz
zerknął na stół Ślizgonów, ale Draco zniknął już ze swojego
miejsca. Westchnął cicho, ale po chwili uśmiechnął się do
siebie, przypominając sobie, że zaraz i tak się zobaczą. I tak
się stało, w dodatku szybciej niż Harry oczekiwał. Zderzyli się
w drzwiach i Draco musiał złapać go za ramiona, by Harry nie
upadł. To samo zrobił Ron i ręce obu chłopaków zetknęły się.
Obaj cofnęli się, wpatrując się w siebie ze wstrętem.
- Dzień dobry –
Draco szepnął Harry'emu do ucha, a później już głośno. -
Weasley.
- Malfoy – W
głosie Rona słychać było czystą nienawiść. - Przepuść nas,
idziemy na lekcję.
- Och, naprawdę?
To świetnie, Weasley, ja też idę na lekcję – mówiąc to
odwrócił się na pięcie i ruszył obok nich. Chcąc, nie chcąc
musieli iść koło siebie, otoczeni tłumem innych Ślizgonów i
Gryfonów, którzy najwidoczniej trzymali się tak blisko nich, by
móc w odpowiednim momencie zareagować, bo ton obu chłopaków
jednoznacznie wskazywał na nadchodzącą bijatykę.
Harry, idąc,
wpatrywał się kątem oka w grę napiętych mięśni Dracona.
Idealny. I mój, tylko mój – myślał, ciesząc się, że Ron nie
potrafi czytać w myślach.
Zajmowali się
wnykopieńkami. Mieli podzielić się na czteroosobowe grupki. Draco
wykorzystał to i bez zaproszenia podszedł do Harry'ego, Rona i
Hermiony, którzy już zabierali się do pracy. Stanął obok
Harry'ego i podczas całych zajęć często stykali się na chwilę
dłońmi i ramionami. Hermiona najwidoczniej niczego nie zauważyła,
zbyt zajęta pracą, ale Ron wpatrywał się w nich z wściekłością.
Jednak teraz, kiedy był obok niego Draco, Harry w ogóle nie
przejmował się przyjacielem. On nie jest moim prawdziwym
przyjacielem, jeżeli nie szanuje moich wyborów – myślał patrząc
Ronowi w oczy i specjalnie ocierając się ramieniem o Ślizgona.
Kolejne lekcje,
podczas których Harry już nie mógł przebywać w towarzystwie
Dracona, ciągnęły się niemiłosiernie. Nareszcie jednek
rozbrzmiał ostatni dzwonek i Harry, nie oglądając się na
przyjaciół pobiegł do swojego dormitorium, by odrzucić na łóżko
torbę i wyjąć z kufra Mapę Huncwotów. Wpatrywał się w nią
chwilę, ale nigdzie nie znalazł Dracona. Zaczął się poważnie
niepokoić, kiedy nagle wpadło mu do głowy rozwiązanie. Schował
mapę i przebiegł przez Pokój Wspólny, nie przejmując się
zdziwionymi spojrzeniami znajomych.
- NASZ pokój –
mówił półgłosem, przechodząc pod ścianą, w której ukryte
były drzwi do Pokoju Życzeń.
Wszedł do środka
i rzeczywiście zastał siedzącego na łóżku Dracona. Chłopak
miał dziwną minę, jakby ledwo powstrzymywał łzy. Na jego
kolanach leżała kartka, najwidoczniej list. Nawet nie podniósł
głowy, gdy materac obok niego zapadł się pod ciężarem Harry'ego.
Harry
otoczył go ramieniem i przyciągnął go lekko do siebie. Nic nie
powiedział, po prostu siedział i go przytulał. Po chwili Draco
podsunął do niego kartkę, najwidoczniej zachęcając go do
przeczytanie. Harry zauważył na wierzchu jego dłoni małe ranki,
które najpewniej spowodowała jego własna sowa. Ujął ją w swoje
ręce i podniósł, żeby złożyć lekki pocałunek na każdej
rance. W końcu podniósł kartkę i zaczął czytać.
Najdroższy Draco,
Chciałabym porozmawiać z Tobą
osobiście, ale nie jest to w tej chwili możliwe, więc w tajemnicy
przed Twoim ojcem piszę ten list. Dumbledore zapewnił nam
schronienie, nie musisz się o nic martwić. Chciałam Ci tylko
powiedzieć, że nie mam do Ciebie żalu. Jesteś moim synem, nie
mogłabym mieć do Ciebie pretensji. Miłość jest miłością, nie
wybiera. Mam tylko nadzieję, że jesteś teraz szczęśliwy.
Pamiętaj, że zawsze będę Cię wspierać,
Mama.
PS. Odpowiedź zaadresuj do Evwy,
została powiadomiona, że będzie musiała mi ją dostarczyć.
Harry długo
wpatrywał się w kartkę. Matka Dracona, kobieta, którą Harry
zawsze uważał za oziębłą i ślepo podlegającą Lucjuszowi....
Ona naprawdę kochała swojego syna...
- Och, Draco –
Harry jeszcze mocniej przytulił do siebie chłopaka, uśmiechając
się do niego radośnie. Po chwili na twarzy blondyna również
pojawił się lekki uśmiech.
- Nie
spodziewałem się tego, Harry. W życiu bym się tego nie
spodziewał... A ona naprawdę mnie kocha.
- Tak, Draco.
Ona cię kocha. I ja też cię kocham. Nie martw się. Będzie
dobrze – po tych słowach zmusił Dracona na odwrócenie się w
jego stronę i delikatnie go pocałował. - Niczym się nie martw –
powtórzył, pozwalając swoim dłoniom błądzić po plecach
chłopaka i po raz setny zachwycając się jego zapachem. - A teraz
mów mi, kim jest ta Evwa – zażądał wesołym głosem, widząc,
że kryzys minął.
- Skrzatka
domowa. Kuzynka Zgredka – odpowiedział Draco mało zainteresowany
tematem. Najwidoczniej wolał zająć się ustami Harry'ego, bo
pochylił się i mocno go pocałował. Harry westchnął i poddał
się fali przyjemności.