piątek, 8 marca 2013

Listy



Harry nie wrócił do wieży Gryffindoru. Sam też potrzebował w tej chwili samotności. Szczerze mówiąc najbardziej marzył o wtuleniu się w ciepłe ramiona Dracona, ale nie chciał mu w tej chwili przeszkadzać, w końcu on tez nie mógł przez Harry’ego zaniedbywać nauki.
Nie wiedział nawet, dokąd idzie, puki nie zorientował się, że jest w sowiarni. Jego wzrok prawie bezwiednie powędrował wokół w poszukiwaniu Hedwigi. Znalazł ją na najwyższej półce. Spała z główką schowaną pod skrzydłem. Zawołał ją. Obudziła się, chwilę huczała z niezadowolenia, ale kiedy go zauważyła, zleciała na dół , usiadła mu na ramieniu i lekko, pieszczotliwie kłapnęła go w ucho. Pogłaskał ją po jedwabistych piórach i stanął koło okna, wyglądając na błonia. Kochał ten zamek, kochał te lasy, jezioro… To tutaj był jego dom. U Dursley’ów nigdy ni miał prawdziwego domu, ale odnalazł go w tym zamku, wśród przyjaciół. A teraz prawdopodobnie jednego z nich stracił. Ale co miał zrobić?
- Kocham go, Hedwigo – westchnął i ze zdziwieniem poczuł łzy wzbierające mu do oczu. Zamrugał kilka razy, by się ich pozbyć. – Tak strasznie go kocham. Ale nie chcę tracić przyjaciół. Nie wiem, co robić. Jedyne, co jest dla mnie pewne, to to, że nigdy nie opuszczę Dracona. Nigdy.
Hedwiga nagle zahuczała i lekko napierając na jego ramię odbiła się i wyfrunęła przez okno.
- No pięknie. Nawet ty nie chcesz słuchać mojego gadania – westchnął i zszedł z wieży i ruszył w stronę Pokoju Wspólnego. Mimo wszystko musiał dokończyć ten esej.
Nie zdążył przejść nawet połowy drogi, gdy podleciała do niego bardzo wymęczona sowa. Bez problemu rozpoznał w niej Errola, starego puchacza Weasley’ów. Ostrożnie posadził ledwo żywego ptaka na parapet i odwiązał mu od nóżki zaadresowany do niego list. Wszedł do najbliższej pustej klasy i usiadł na ławce, otwierając kopertę. Oczywiście, Molly Weasley, a któżby inny.
Drogi Harry,
Piszę do Ciebie, kochaneczku, bo muszę się dowiedzieć, czy to prawda. Proszę, powiedz, że to jakieś nieporozumienie. Nie zrobiłeś tego, prawda? Wiesz przecież, że jesteś dla mnie jak syn i możesz mi powiedzieć wszystko. W pierwszej chwili chciałam napisać do Rona, ale uznałam, że jeśli to prawda, to on może o tym nie wiedzieć, a nie chciałam Ci robić kłopotów. Odpisz, proszę, bardzo się niepokoję.
Molly Weasley
PS. Czy mógłbyś odpowiedzieć przez którąś ze szkolnych sów? Errol chyba będzie potrzebował odpoczynku.
Harry wpatrywał się w kartkę. Spodziewał się listu od Molly, ale myślał, że dostanie go raczej Ron. Mimo wszystko był jej wdzięczny, że napisała bezpośrednio do niego. Nie miał teraz ochoty jej odpisywać. Schował list do kieszeni i poszedł w końcu dokończyć ten cholerny esej.
No, w końcu się udało. Wiedział, że nie dostanie za to wysokiej oceny, ale nie potrafił napisać nic lepszego. Z uczuciem ogromnego zmęczenia i piaskiem w oczach ruszył do dormitorium, gdzie rzucił się na łóżko w ubraniu. Nikogo jeszcze w pokoju nie było. Musiał przysnąć, bo obudziło go pukanie w okno. Usiadł i próbował coś zauważyć. Za szybą migotała jasna plamka, która nie mogła być niczym innym, tylko Hedwigą. Wstał i wpuścił ją do środka. Usiadła na parapecie i podała mu trzymaną w dziobie karteczkę. Wyfrunęła, nim zdążył jej podziękować. Usiadł na łóżku i przeczytał przy świetle różdżki.
Mój Harry,
Nawet nie wiesz, jak miło jest mieć świadomość, że jesteś mój. Nie wiem, co naopowiadałeś tej sowie, ale najwidoczniej uznała, że muszę do Ciebie napisać. Dziobała mnie po rękach! Będziesz musiał dokładnie zająć się moimi rankami…
Nie wiem, co się stało, Harry, więc piszę tylko to. Kocham Cię. Nigdy o tym nie zapominaj. Spotkamy się jutro na zielarstwie. Nie mogę się doczekać. Na zawsze Twój
Draco M.
Harry uśmiechnął się do siebie. Rozluźnił się i już bez problemu zasnął, ściskając karteczkę w ręce.
    - Drugi list dzisiaj był dużo przyjemniejszy – zdołał jeszcze mruknąć do siebie przed zapadnięciem w Objęcia Morfeusza.
    - Harry, wstawaj - obudził go głos Rona. Otworzył oczy i spojrzał na rudzielca. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Spóźnisz się na lekcje – i wyszedł z dormitorium, nie odzywając się więcej do Harry'ego. Jednak sam fakt, że Ron się do niego odezwał dał mu nadzieję.
Zegarek Hary'ego wskazywał ósmą. Miał więc godzinę na zebranie się, zjedzenie śniadanie i dojście pod szklarnie.
    - No i po co ten pośpiech? - marudził, gramoląc się z łóżka. Nałożył okulary i jego nagle wzmocniony wzrok padł na pogniecioną karteczkę leżącą wciąż na jego poduszce. Uśmiechnął się do siebie i szybko jeszcze raz przeleciał wzrokiem jej tekst.
    - Ja też nie mogę się już doczekać – powiedział to na głos, korzystając z tego, że w dormitorium już nikogo nie było.
Ubrał się w ekspresowym tempie i szybko pobiegł do Wielkiej Sali, przeczesując po drodze palcami włosy. I tak nie było sensu używać na nich szczotki. Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zauważył, gdy przekroczył próg Wielkiej Sali, były blond włosy siedzącego tyłem do drzwi Dracona. Harry usiadł tak, że jedząc mógł mu się przyglądać. Tak się zapatrzył, że większa część dżemu truskawkowego z jego tosta wylądowała na jego szacie, ale nie przejął się tym.
    - Harry, gapisz się jak wół w malowane wrota. Przestań, bo ludzie już zaczynają ci się przyglądać. I wytrzyj ten dżem – szepnął mu do ucha Ron. Harry wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że rudzielec siedzi obok, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Ślizgona.
    - Co? - spytał bardzo mądrze, odrywając niechętnie wzrok od tej kuszącej szyi i napinających się ramion. - Och, Ron. Nie zauważyłem cię. Przepraszam. Jaki dżem?
Rudzielec spojrzał na niego z politowaniem.
    - Ten dżem – odpowiedział, zgarniając palcem odrobinę przysmaku z szaty Harry'ego i podtykając mu go pod nos.
Harry szybko machnął różdżką, chcąc pozbyć się plamy, ale był tak rozkojarzony, że tylko zmienił kolor dżemu na zielony.
Ron westchnął nad jego nieudolnością i jednym machnięciem różdżki pozbył się kłopotu.
Harry starał się skupić na jedzeniu, ale nadal mu to nie wychodziło. Po chwili znów zerknął na Dracona i zorientował się, że blondyn również na niego patrzy. Uśmiechnęli się do siebie, a Draco wykonał minę, która miała zasugerować Harry'emu pocałunek. I zasugerowała. Bardzo wyraźnie.
    - Harry! Uspokój się – Ron szturchnął go łokciem i zmusił do popatrzenia na siebie. - Wszyscy się na ciebie gapią. Na was się gapią. Chodź już, zaraz zaczyna się lekcja – pociągnął opierającego się Harry'ego w stronę drzwi.
Harry jeszcze raz zerknął na stół Ślizgonów, ale Draco zniknął już ze swojego miejsca. Westchnął cicho, ale po chwili uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie, że zaraz i tak się zobaczą. I tak się stało, w dodatku szybciej niż Harry oczekiwał. Zderzyli się w drzwiach i Draco musiał złapać go za ramiona, by Harry nie upadł. To samo zrobił Ron i ręce obu chłopaków zetknęły się. Obaj cofnęli się, wpatrując się w siebie ze wstrętem.
    - Dzień dobry – Draco szepnął Harry'emu do ucha, a później już głośno. - Weasley.
    - Malfoy – W głosie Rona słychać było czystą nienawiść. - Przepuść nas, idziemy na lekcję.
    - Och, naprawdę? To świetnie, Weasley, ja też idę na lekcję – mówiąc to odwrócił się na pięcie i ruszył obok nich. Chcąc, nie chcąc musieli iść koło siebie, otoczeni tłumem innych Ślizgonów i Gryfonów, którzy najwidoczniej trzymali się tak blisko nich, by móc w odpowiednim momencie zareagować, bo ton obu chłopaków jednoznacznie wskazywał na nadchodzącą bijatykę.
Harry, idąc, wpatrywał się kątem oka w grę napiętych mięśni Dracona. Idealny. I mój, tylko mój – myślał, ciesząc się, że Ron nie potrafi czytać w myślach.
Zajmowali się wnykopieńkami. Mieli podzielić się na czteroosobowe grupki. Draco wykorzystał to i bez zaproszenia podszedł do Harry'ego, Rona i Hermiony, którzy już zabierali się do pracy. Stanął obok Harry'ego i podczas całych zajęć często stykali się na chwilę dłońmi i ramionami. Hermiona najwidoczniej niczego nie zauważyła, zbyt zajęta pracą, ale Ron wpatrywał się w nich z wściekłością. Jednak teraz, kiedy był obok niego Draco, Harry w ogóle nie przejmował się przyjacielem. On nie jest moim prawdziwym przyjacielem, jeżeli nie szanuje moich wyborów – myślał patrząc Ronowi w oczy i specjalnie ocierając się ramieniem o Ślizgona.
Kolejne lekcje, podczas których Harry już nie mógł przebywać w towarzystwie Dracona, ciągnęły się niemiłosiernie. Nareszcie jednek rozbrzmiał ostatni dzwonek i Harry, nie oglądając się na przyjaciół pobiegł do swojego dormitorium, by odrzucić na łóżko torbę i wyjąć z kufra Mapę Huncwotów. Wpatrywał się w nią chwilę, ale nigdzie nie znalazł Dracona. Zaczął się poważnie niepokoić, kiedy nagle wpadło mu do głowy rozwiązanie. Schował mapę i przebiegł przez Pokój Wspólny, nie przejmując się zdziwionymi spojrzeniami znajomych.
    - NASZ pokój – mówił półgłosem, przechodząc pod ścianą, w której ukryte były drzwi do Pokoju Życzeń.
Wszedł do środka i rzeczywiście zastał siedzącego na łóżku Dracona. Chłopak miał dziwną minę, jakby ledwo powstrzymywał łzy. Na jego kolanach leżała kartka, najwidoczniej list. Nawet nie podniósł głowy, gdy materac obok niego zapadł się pod ciężarem Harry'ego.
Harry otoczył go ramieniem i przyciągnął go lekko do siebie. Nic nie powiedział, po prostu siedział i go przytulał. Po chwili Draco podsunął do niego kartkę, najwidoczniej zachęcając go do przeczytanie. Harry zauważył na wierzchu jego dłoni małe ranki, które najpewniej spowodowała jego własna sowa. Ujął ją w swoje ręce i podniósł, żeby złożyć lekki pocałunek na każdej rance. W końcu podniósł kartkę i zaczął czytać.
Najdroższy Draco,
Chciałabym porozmawiać z Tobą osobiście, ale nie jest to w tej chwili możliwe, więc w tajemnicy przed Twoim ojcem piszę ten list. Dumbledore zapewnił nam schronienie, nie musisz się o nic martwić. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie mam do Ciebie żalu. Jesteś moim synem, nie mogłabym mieć do Ciebie pretensji. Miłość jest miłością, nie wybiera. Mam tylko nadzieję, że jesteś teraz szczęśliwy. Pamiętaj, że zawsze będę Cię wspierać,
Mama.
PS. Odpowiedź zaadresuj do Evwy, została powiadomiona, że będzie musiała mi ją dostarczyć.
Harry długo wpatrywał się w kartkę. Matka Dracona, kobieta, którą Harry zawsze uważał za oziębłą i ślepo podlegającą Lucjuszowi.... Ona naprawdę kochała swojego syna...
    - Och, Draco – Harry jeszcze mocniej przytulił do siebie chłopaka, uśmiechając się do niego radośnie. Po chwili na twarzy blondyna również pojawił się lekki uśmiech.
    - Nie spodziewałem się tego, Harry. W życiu bym się tego nie spodziewał... A ona naprawdę mnie kocha.
    - Tak, Draco. Ona cię kocha. I ja też cię kocham. Nie martw się. Będzie dobrze – po tych słowach zmusił Dracona na odwrócenie się w jego stronę i delikatnie go pocałował. - Niczym się nie martw – powtórzył, pozwalając swoim dłoniom błądzić po plecach chłopaka i po raz setny zachwycając się jego zapachem. - A teraz mów mi, kim jest ta Evwa – zażądał wesołym głosem, widząc, że kryzys minął.
    - Skrzatka domowa. Kuzynka Zgredka – odpowiedział Draco mało zainteresowany tematem. Najwidoczniej wolał zająć się ustami Harry'ego, bo pochylił się i mocno go pocałował. Harry westchnął i poddał się fali przyjemności.

3 komentarze:

  1. Dobrze się czyta, czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudna notka <3 Jak miło jest wejść i zobaczyć, że moje ukochane opowiadanie ma kolejny rozdział :D
    Rozdział baardzo mi się spodobał, a po tym liście Draco do Harrego, aż mi się ciepło na sercu zrobiło... A ta cała sytuacja w Wielkiej Sali... no brak słów, czekam z niecierpliwością, aż się przyznają przed całą szkołą...
    No nie wiem co by Ci tu jeszcze napisać... Kocham Cię i wielbię nad życie i tą historię tak samo <3 Nawet wolę nie myśleć jakby pojawiła się tka informacja, że zawieszasz bloga :o Nawet wolę o tym nie myśleć :( Mam nadzieję, że wena nadal Ci dopisuje, jak pisałaś ostatnio i notki będą jeszcze częściej dodawane, jeśli jest to w ogóle możliwe :) Ja oczywiście powiadomię o nowym rozdziale i mam nadzieję, że ludzie ruszą te swoje kursory i zaczną czytać bo nawet nie wiedzą co tracą :D
    To ja bardzo dużo wspanialej magicznej drarrowskiej weny życzę. NOX
    ~Wierna zakochana fanka Feniksa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, na razie nie narzekam na brak weny. :)
      Napisałam dwa kolejne rozdziały i nie zapisałam, więc straciłam całą pracę. O ja głupia xd
      Ale nadrobię to ;3

      Usuń