poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Razem damy radę


Zrezygnowali z pójścia na lekcje. Cały dzień spędzili razem, ciesząc się swoim towarzystwem. Grali w czarodziejskie szachy, latali nad Zakazanym Lasem, uprawiali seks. Jednym słowem robili wszystko, żeby nie myśleć o czekającej ich konfrontacji ze światem. Jednak czas mijał szybko i nagle zdali sobie sprawę, że już jest wieczór. Nie chcieli się rozstawać, ale przecież nie mogli się dłużej ukrywać. Pożegnali się i Harry z ciężkim sercem ruszył w stronę wieży Gryffindoru. Po drodze spotkał kilka osób z innych domów, które szeptały coś za jego plecami i wskazywały go palcami, ale postanowił się nimi nie przejmować. Zatrzymał się przed obrazem Grubej Damy. Dziwnie na niego spojrzała, ale nic nie powiedziała, tylko otworzyła przejście, nawet nie czekając na hasło. Harry kilka razy odetchnął głęboko i wszedł do zatłoczonego pokoju wspólnego. Zauważył, że wszyscy się na niego gapili. Nie rozglądając się na boki ruszył prostu do swojego dormitorium. W pomieszczeniu nie było nikogo. Przebrał się w piżamę i położył do łóżka, mając zamiar, jeżeli ktoś wejdzie, udawać, że śpi.
Po jakimś czasie rzeczywiście usłyszał, że drzwi do dormitorium się otwierają. Nie przejąłby się tym, ale nagle zasłony wokół jego łóżka się rozchyliły i ktoś usiadł obok niego. Otworzył oczy. Na łóżku siedziała Hermiona, wpatrując się w niego.
    - Co ty tu robisz? - zapytał może niezbyt grzecznie.
    - Muszę z tobą porozmawiać – odparła przepraszającym tonem dziewczyna. Harry zauważył, że jest bardzo zdenerwowana, ciągle splatała i rozplatała dłonie.
    - No dobrze. O czym? - spytał zrezygnowany. W końcu to jego przyjaciółka.
    Hermiona spojrzała na niego i szybko odwróciła głowę, znowu wpatrując się w swoje dłonie.
    - O tym, co się dzisiaj stało. Przy śniadaniu...
    - Jeżeli chcesz cokolwiek komentować, to sobie daruj – warknął Harry.
    - Nie, nie! Harry, ja... Ja chciałam ci podziękować...
    - Co? Niby za co?
    - Za to, że nikomu nie powiedziałeś. No wiesz, o mnie i o...
    - Ach, tak. Nie ma sprawy, w końcu sam nie jestem święty – westchnął Harry, wpatrując się w sufit. Bardzo chciałby być teraz z Draconem, nie przejmować się tym, co będą mówić inni. Z drugiej strony cieszył się, że jest ktoś, z kim może szczerze porozmawiać, kto go nie wyśmieje i nie odtrąci.
    - Harry... Czy to... To znaczy, czy to, co ja myślę... To prawda? - Harry widział, że Hermionie bardzo zależy na uzyskaniu odpowiedzi. Przyszło mu do głowy, że dziewczyna chce się upewnić, że ktoś ma jeszcze bardziej porąbaną sytuację, niż ona, ale szybko wyrzucił tę myśl z głowy. W końcu była jego przyjaciółką i jako jedyna nie patrzyła dziwnie na niego po zdarzeniu z rana.
    - Tak, Hermiono. Wiem, że to może wydawać się dziwaczne, ale ja naprawdę go kocham. I mam nadzieję, że on kocham mnie.
Ucieszył się, gdy zobaczył, że Hermiona uśmiecha się lekko w odpowiedzi na jego słowa.
    - Tak. Wiem coś o dziwacznej miłości. Z początku sama sobie zaprzeczałam, nie mogłam w to uwierzyć, ale wszystko potoczyło się tak jakoś inaczej, niż chciałam. Ale...
    - Ale niczego nie żałujesz – dokończył za nią Harry, biorąc ją za rękę.
    Jeszcze długo rozmawiali, ciesząc się, że ich przyjaźń powróciła. Szczęście jednak zakłócił fakt, że nagle drzwi do dormitorium otworzyły się. Odwrócili się w ich kierunku i zobaczyli wściekłą twarz Rona.
    - Co? Odnaleźliście w końcu wspólny język? Pedał i kochanka nauczyciela... Genialne połączenie – powiedział sarkastycznie, rzucając się na swoje łóżko. - Nie, nie przejmujcie się mną, nie przerywajcie sobie, ja idę spać – dodał z ironią, widząc, że Hermiona wstaje z łóżka, po czym zaciągnął wokół siebie zasłony i zniknął im z oczu.
    W oczach Hermiony pojawiły się łzy. Patrzyła, jak twarz Rona znika za zasłonami, po czym odwróciła się na pięcie i wybiegła z pomieszczenia. Harry jeszcze przez chwilę słyszał jej szloch i tupot stóp na schodach. Gdy tylko te dźwięki ucichły, wstał i podszedł do łóżka Rona. Ze złością odsunął zasłony i spotkał się oko w oko z całkowicie odmienioną twarzą rudzielca. Ron ledwo powstrzymywał cisnące się do jego oczu łzy. Harry'ego tak zdumiała ta zmiana, że na chwilę go zamurowało. W końcu jednak otrząsnął się i usiadł obok chłopaka.
    - Nie powinieneś tego mówić. Jej nie jest łatwo... Mi też nie – starał się, żeby jego głos brzmiał pewnie, ale w nowych okolicznościach nie bardzo mu to wychodziło.

    - Wam nie jest łatwo... Dobre sobie. WAM nie jest łatwo – Ron szybko odzyskał panowanie nad sobą i znów patrzył na Harry'ego ze złością. - A pomyślałeś o mnie? Wiesz, co czuję, gdy widzę Ciebie i Malfoy'a razem? Kocham Cię, a muszę żyć ze świadomością, że Ty kochasz kogoś innego... I to Malfoy'a! Właśnie tego padalca, tę fretkę, gnidę...
    Nie dokończył, bo Harry z całej siły walnął go pięścią w szczękę. Ron złapał się za twarz, ale już po chwili rzucił się na Harry'ego, nabijając mu wielkiego sińca pod okiem. Szamotali się przez dłuższą chwilę, aż w końcu opadli bez sił. Harry dopiero po chwili uświadomił sobie, że Ron nadal na nim leży. Próbował zrzucić z siebie chłopaka, ale nie dał rady. Widział strużkę krwi spływającą mu z ust, najwidoczniej musiał mu rozciąć wargę. Harry nie zdążył zareagować, gdy zobaczył, że twarz chłopaka zbliża się do niego i nagle poczuł, że rudzielec go całuje. Zamarł, nie mógł się poruszać. Nie czuł nic, oprócz tego, że chce to jak najszybciej zakończyć. Zebrał w sobie wszystkie siły i w końcu udało mu się zepchnąć chłopaka na podłogę. Ten wylądował na plecach, stękając z bólu i patrząc na Harry'ego z mieszaniną wyrzutu i pożądania. Harry, starając się na niego nie patrzeć wstał i wyszedł z dormitorium. W pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, piszących na ostatnią chwilę eseje dla Snape'a. Wszyscy jak na komendę odwrócili się w jego stronę, ale zignorował ich i ruszył prosto w stronę dziury pod portretem. Ruszył korytarzami prosto przed siebie, nie zdając sobie sprawy z tego, dokąd idzie. Sytuacja z Ronem całkowicie wytrąciła go z równowagi. Wiedział, że rudzielec jest w nim zakochany, ale nigdy by się nie spodziewał, że go pocałuje! Czuł, że siniak pod okiem cały czas mu puchnie. Dotknął go delikatnie, ale mimo to zabolało jak diabli, więc cofnął rękę. Metalowy wąż, który zawsze wisiał na łańcuszku pod jego koszulą drgnął nagle, jakby wyczuł w pobliżu lwa, którego miał Draco. I rzeczywiście Harry zobaczył blondyna, kiedy tylko minął kolejny zakręt. Uśmiechnął się na sam jego widok i nie przestawał się uśmiechać, podchodząc do niego, choć siniak odpowiadał gwałtownymi protestami na napięcie mięśni. Draco również się uśmiechnął, co już w ogóle nie przypominało tego dawnego, ironicznego grymasu, ale jego mina zmieniła się, gdy tylko dostrzegł wielką fioletową plamę na twarzy Harry'ego.
    - Co Ci się stało? Kto to zrobił? - spytał, kiedy tylko się do niego zbliżył.
    - Muszę na to odpowiadać? - Harry nie bardzo miał ochotę opowiadać Draconowi o tym, co zaszło między nim i Ronem.
    - Oczywiście, że tak! Blaise czy Weasley?
    - Ron – przyznał Harry, spoglądając na Dracona.
    - Opowiadaj – zażądał chłopak, łapiąc Harry'ego za rękę i ciągnąc do najbliższych drzwi. - Bańki mydlane – mruknął i drzwi otworzyły się, wpuszczając ich do łazienki prefektów.
    Harry usiadł na podłodze, oparł się o ścianę i zaczął opowiadać. W tym czasie Draco zaczął napełniać wielką wannę wodą i różnymi wonnymi płynami, nie dając po sobie w ogóle poznać, że dotarło do niego choćby jedno słowo Harry'ego. Wybierał kurki z płynami bardzo starannie, jakby doskonale wiedział, jaki będzie efekt odkręcenia każdego z nich i chciał wybrać tylko swoje ulubione. W końcu odwrócił się do Harry'ego, podał mu rękę, pomógł wstać i bez słowa zaczął go rozbierać, po czym lekko popchnął go w stronę wanny. Podczas gdy Harry zanurzał się w gorącej wodzie, Draco sam się rozebrał i dołączył do niego. Po chwili palce ich rąk odnalazły się, wąż na piersi Harry'ego poruszył się niecierpliwie, a ich usta w końcu się spotkały, pozwalając im zatopić się we wspaniałym pocałunku i zapomnieć o problemach choćby na krótką chwilkę.   

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki :D
      Cieszę się, że mimo tak długiej przerwy ktoś jeszcze to czyta. :3

      Usuń
  2. Co ja widzę? Nowy rozdział. Nareszcie!Już myślałam, że przestałaś pisać.
    Jak zwykle fajnie. Scena zazdrości Rona niezła.
    Pozdrawiam.
    hp-zmierzch-opowiadanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, zawiodłam. Przepraszam, po prostu... straciłam wenę. Ale mam zamiar się poprawić. Dziękuję, że nadal czytasz :D

      Usuń
    2. Rozumiem. Czytam i będę czytać. :)

      Usuń
  3. Ooooo! Nowa wspaniała notka. Dużo się zmienia w Hogwarcie :) Już czekam na nową notkę :P

    Życząc weny, pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj wszystko przeczytałam i na prawdę bardzo mi się podoba wkradło się kilka błędów ( Fred i George nie uczą się już w Hogwarcie .... ). Ale podoba mi się,że zmieniasz niektóre rzeczy. Mam nadzieję,że wykorzystasz tabletki bliźniaków. Uwielbiam i czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne *.* Tak się w to wciągnęłam *..* <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiedziałam, że ten rozdział został napisany :C Smutno mi, że chyba porzuciłaś to opowiadanie... Cudowne był i nadal jet jednym z moich ulubionych :3 Jestem pewna, że nie raz czy dwa będę je czytać od początku ^.^
    Mam nadzieję, że jeszcze do nas powrócisz ;)
    ~Wierna fanka Feniksa

    OdpowiedzUsuń