- Oh, miałeś ją przy sobie, kiedy znalazłem cię
pijanego.
Draco spojrzał zdumiony na Harry'ego.
- Jesteś na mnie zły?
- Nie.
- Przecież widzę. Co...? Harry, przecież ja...
- No co, kurwa? Co tam niby z nim robiłeś? Oh, nic
ważnego, on tylko cię całował!
- Przecież ja tego nie chciałem! - Draco chciał
wziąć Harry'ego za rękę, ale ten odsunął się. Popatrzył na
bruneta. Nic nie rozumiał. - Wyrywałem mu się, ale co mogłem
zrobić? Unieruchomił mnie! Przecież nie zacząłem się z nim
obściskiwać! To on... !
Obrazy zaczęły dziwnie na nich patrzeć. Nie zwracali
jednak na nich uwagi, zajęci sobą. Draco był przerażony. Czyżby
Harry myślał, że on go zdradził? Czyżby chciał się z nim
rozstać?
- Po co tam w ogóle poszedłeś? - głos Harry'ego był
zimny, Dracona aż przeszły dreszcze.
- Chciałem poczytać o tych ślubach, że mój ojciec
naprawdę nie będzie mógł unieważnić naszego związku... On tam
po prostu był. Wyrwał mi różdżkę i unieruchomił. Nie
spotkałem się z nim specjalnie. Nie chcę mieć z nim nic
wspólnego – powiedział Draco smutnym głosem. Teraz to on nie
patrzył na Harry'ego, zamiast tego uparcie wpatrywał się w swoje
dłonie. - A ty po co tam poszedłeś? - zaatakowała nagle.
Wiedział, że to niesprawiedliwe w stosunku do Harry'ego, ale sam
też miał już dość tych niesłusznych ataków. - Znowu
sprawdzałeś mnie na tej mapie?
- Nie, nie sprawdzałem cię znowu! Sam poszedłem
poczytać o małżeństwach! Nie dotykaj mnie... Daj mi spokój,
chcę być teraz sam... Puść mnie! I nie martw się, więcej nie
będę cię szukał na tej mapie – Harry odszedł, nie dając
Draconowi dojść do słowa. Ten patrzył za nim ze smutkiem, ale
nie protestował. Wiedział, że idąc za Harrym mógł tylko
jeszcze bardziej zepsuć sytuację.
Przez następne dni nie odzywali się do siebie. Draco
wysłał raz liścik do Harry'ego, ale ten go zignorował. Nie
wiedział, jak się zachować. Z jednej strony czuł, że powinien
Dracona przeprosić, ale z drugiej... Przecież on nie zrobił nic
złego! To Draco... Harry wiedział, wierzył, że Draco nie spotkał
się z Zabinim specjalnie, ale sytuacja była wystarczająco dziwna.
Wiedział, że będzie musiał z nim porozmawiać, ale nie wiedział,
jak się do tego zabrać. Z trudem się powstrzymywał, by co chwilę
nie zerkać na mapę. Tak samo było podczas posiłków. Zmuszanie
się, by nie patrzeć na Dracona przyprawiało go o ból głowy...
Tak bardzo chciał go zobaczyć... Zauważył, że Dumbledore dziwnie
im się przygląda, ale nie obchodziło go to.
Była środa. Ostatnio Harry unikał czwartego piętra,
ale teraz podjął decyzję i nie oglądając się na zdziwionych
przyjaciół, których zostawił w Pokoju Wspólnym, ruszył do
dormitorium. Tam wyjął mapę. Nie pomylił się, Draco siedział w
ICH pustej klasie. Szybko wyszedł z sypialni i ruszył na czwarte
piętro.
- Harry! - słyszał za sobą głos Rona, ale nawet na
niego nie popatrzył. W głębi duszy odczuwał wyrzuty sumienia.
Hermiona oddaliła się od nich już rok temu, teraz Harry zakochał
się w Draconie. Ron został sam. Ale przecież mógł sobie w końcu
poszukać dziewczyny, nie? Harry nie będzie go do końca życia
niańczył.
Ostrożnie otworzył drzwi klasy i wszedł do środka.
Draco siedział na blacie ławki, tyłem do niego. Nie odwrócił
się, gdy skrzypnęły drzwi. Harry zbliżył się do niego i usiadł,
opierając się o jego plecy. Zobaczył, że blada dłoń podsuwa mu
jabłko. Tak go to rozczuliło, że ledwo się powstrzymał, by nie
wstać i pocałować Dracona. Powstrzymał się jednak, najpierw
musieli porozmawiać.
- Harry... Przepraszam. Już wiem... rozumiem. Też
jestem zazdrosny. Ale uwierz, ja do Bleise'a nie czuję nic poza
odrazą! Kocham tylko ciebie, Harry...
- Wiem Draco, to ja przepraszam. Też cię kocham. Ale
ty zazdrosny? O co?
- O... o rudzielca. To, jak on się w ciebie
wpatruje... Nie zauważyłeś? Przecież on jest w tobie zakochany!
- Ron? Nie żartuj, Draco. Przecież to brednie. Ron
jest moim przyjacielem. I tak ostatnio się od siebie oddaliliśmy.
Draco, Ron nie jest gejem!
- Jeszcze zobaczysz – Draco wstał i nie zważając
na zdziwioną minę Harry'ego, mocno go objął. - Kocham cię ty
mój Gryfonie – mruknął mu do ucha, a Harry poczuł, że
rozpływa się w tych silnych ramionach. Chciał coś powiedzieć,
ale nie zdążył, bo Draco go pocałował. Ich usta złączyły
się, Harry'ego przeszedł dreszcze rozkoszy, a jego ręce
mimowolnie same objęły plecy Dracona, mocniej go do siebie
przyciskając. „No i jak ja mogłem się od tego powstrzymywać od
niedzieli?” - myślał Harry, czując język Dracina w swoich
ustach.
- Kocham cię – szepnął Draco, odsuwając lekko
usta od Harry'ego, co zostało skwitowane jękiem niezadowolenia.
Drco uśmiechnął się i pocałował Harry'ego w szyję. Z każdym
ruchem jego warg, przez ciało Harry'ego przebiegały dreszcze. Nie
mógł usiedzieć, padł na plecy, ciągnąc za sobą Dracona. Palce
wsunął w jego włosy, rozkoszując się ich miękkością.
Nagle otworzyły się drzwi. Harry zerwał się tak
gwałtownie, że Draco wylądował na podłodze z jękiem bólu.
W drzwiach stał oniemiały Ron. W ręku trzymał
różdżkę, którą celował w Dracona. Po chwili jednak jego oczy
rozszerzyły się i opuścił różdżkę. Z jego ust wydobył się
dziwny jęk. Próbował coś powiedzieć, ale tylko poruszał ustami,
nie mogąc wydusić z siebie nic sensownego. Odwrócił się i
pobiegł w stronę wieży Gryffindoru.
- Ron! - Harry zerwał się, chcąc za nim pobiec. -
Ron, to nie tak! Ron!
Dobiegł już do drzwi, gdy usłyszał za sobą głos
Dracona. Był tak smutny, że Harry'ego zamurowało.
- Nie wstydź się nas... Nie wstydź się mnie –
błagał blondyn, a jego oczy zaszkliły się od łez.
Harry nie mógł patrzeć, jak Draco płacze. Zamknął
drzwi i podszedł do Ślizgona. Usiadł koło niego i mocno
przytulił.
- Przepraszam, Draco. Przepraszam. Po prostu... byłem
w szoku. Nie wstydzę się. Nigdy nie będę się ciebie wstydził.
Długo jeszcze tam siedzieli, całując się, albo po
prostu przytulając.
Harry wszedł do swojego dormitorium. Był zmęczony,
ubranie miał pogniecione. Tylko włosy wyglądały jak zwykle, bo
czy potargane, czy uczesane, zawsze wyglądały tak samo. Zasłony
łóżka Rona były pozaciągane, ale kiedy Harry koło niego
przechodził, rozchyliły się lekko i wysunęła się spomiędzy
nich ręka Rona, trzymająca Mapę Huncwotów.
- Schowałem to. Nie chciałem, żeby ktoś oprócz
mnie to zobaczył. Zostawiłeś niezmazaną na łóżku – i
opuścił ją na podłogę, szybko chowając rękę.
Harry uznał za dziwny fakt, że Ron, zamiast pobiec do
Hermiony i innych Gryfonów, by im wszystko rozgadać, schował się
i nie chciał, by ktoś jeszcze zauważył, że Harry spotyka się z
Malfoy'em. „Pewnie chodziło tylko o ukrycie mapy, nie mojego
związku z Draconem” - pomyślał, zmazując z niej obraz i
chowając do kufra. Wziął prysznic i nawet nie pamiętał, kiedy
zasnął.
- Wstawaj, Harry! - usłyszał czyjś głos. - Harry,
już ósma! Wstawaj, za godzinę mamy lekcje!
Głos Neville'a stawał się coraz bardziej natarczywy.
- Już wstaję – mruknął Harry i z trudem otworzył
oczy. Świat był zamazany, jednak Harry widział na tyle wyraźnie,
żeby wiedzieć, że Rona nie ma już w dormitorium.
- Wyszedł pierwszy. Było jeszcze ciemno –
wytłumaczył Neville, również patrząc na łóżko Rona, na
którym leżała tylko pognieciona kołdra i jego kasztanowa piżama.
- Pokłóciliście się?
- Nie, Neville... Nieważne. Nic się nie stało.
Chodźmy na śniadanie – przerwał mu Harry, nakładając szkolną
szatą. Przejechał palcami włosy, uznając, że i tak nie musi ich
czesać i zszedł schodami na dół, słysząc za sobą kroki
Neville'a. W Pokoju Wspólnym i w Wielkiej Sali wszyscy zachowywali
się normalnie, więc Harry uznał, że Ron nadal trzyma język za
zębami.
Rudzielca nie było przy stole Gryfonów. Harry usiadł
między Ginny i Hermioną.
- Widziałeś gdzieś Rona? - zagadnęła go któraś,
nie wiedział która, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Dracona.
- Nie widziałem. Jak wstałem, już go nie było –
odpowiedział machinalnie, biorąc do ręki tosta.
Wciąż uparcie wpatrywał się w Dracona. Wyglądał
słodko. Zapominając o dobrych manierach dziedzic fortuny Malfoy'ów
obżerał się kanapkami z dżemem. Część tego dżemu wylądowała
na koszuli Dracona... a Parkinson odważyła się to zetrzeć! Co
prawda Draco odtrącił jej rękę i sam, za pomocą różdżki
wyczyścił sobie koszulę, ale Harry już do końca dnia miał
zepsuty humor.
Ron nie pojawił się na żadnej lekcji. Hermiona
wyglądała na zmartwioną, ale Harry zbywał jej żale milczeniem.
- Pokłóciłeś się z nim? - zapytała, kiedy
siedzieli razem w Pokoju Wspólnym, starając się skupić na eseju
z Zaklęć.
- Nie! Nie pokłóciłem się! Nie obchodzi mnie... on.
Nic mnie nie obchodzi! - i zanim Hermiona zdołała jakkolwiek
zareagować, już wychodził przez dziurę w portrecie.
Nie patrząc nawet na mapę ruszył schodami na czwarte
piętro. Tam zatrzymał się przed drzwiami do pustej klasy, by
uspokoić oddech po szybkim marszu.
- Dokąd to, Potter? - ktoś złapał go za ramię.
Harry spojrzał w górę. Zobaczył zielony krawat. A
więc Ślizgon. Jego wzrok powędrował jeszcze wyżej, na twarz
chłopaka. Zabini Bleise.
- Nie twoja sprawa – Harry miał ochotę dać mu w
pysk, ale powstrzymał się, wyrywając ramię z uścisku chłopaka
i cofając się. Nie było to łatwe, chłopak miał zadziwiająco
dużo siły. - Czego chcesz? - Harry miał nadzieję, że głos mu
nie zadrżał, bo musiał sam przed sobą przyznać, że nie
zachwycała go myśl o bójce z Bleisem.
- Myślę, że moja. Bo wiesz, Potter, ja też jestem
zainteresowany Draconem. I mam w dupie to, że i ty na niego lecisz.
Zobaczysz, że to ja go zdobędę.
- Chciałbyś – syknął Harry, starając się nie
odwracać wzroku. Najchętniej uciekłby spod tej klasy, ale
wiedział, że nie może tego zrobić.
- Ah, Potter. Tak z innej beczki... Uderzyłeś mnie.
Więc teraz pewnie powinienem ci oddać, co? W który chciałbyś
policzek? A może w brzuch? Widziałeś siniaka Dracona? Na to ty
będziesz miał troszkę większego – mówił Zabini z okropnym
uśmieszkiem, podwijając rękawy.
Harry mimowolnie cofnął się o krok i za swoimi
plecami poczuł zimną ścianę.
Zabini podniósł rękę i uderzył Harry'ego z taką
siłą, że ten przewrócił się i walnął głową w ziemią. Czuł,
że z nosa leci mu krew. Próbował się podnieść, ale zakręciło
mu się w głowie, więc usiadł, opierając się o ścianę
Bleise nadal stał nad nim, szykując się do ponownego
uderzenia.
Jak przez mgłę Harry zauważył, że drzwi za plecami
Ślizgona otwierają się i przechodzi przez nie Draco. Bleise nie
zauważył go. Harry uśmiechnął się na samą myśl o tym, co ma
się teraz stać. I nie pomylił się. Sięgnął obok siebie i
akurat w momencie, w którym udało mu się z powrotem nałożyć na
nos okulary, Draco uderzył Zabini'ego. Bleise runął na twarz i
długo nie wstawał. Leżał i jęczał z bólu.
Draco wyciągnął rękę do Harry'ego i nie zważając
na leżącego Ślizgona, pociągnął go do pustej klasy.
- Zabini jest niebezpieczny dla nas obu – uśmiechnął
się lekko blondyn, zmywając różdżką krew z twarzy Harry'ego.
Harry odwzajemnił uśmiech.
- Ron nikomu nie powiedział – oznajmił Draconowi i
bez ostrzeżenia, nie zważając na ból, mocno go pocałował.
A to świnia jedna z tego Zabiniego...No, jak zwykle zajebisty rozdział :D Czekam na dalszą część :D
OdpowiedzUsuńHehe. Nigdy go nie lubiłam xD
Usuń