czwartek, 14 lutego 2013

Ron, to nie tak!


    - Oh, miałeś ją przy sobie, kiedy znalazłem cię pijanego.
Draco spojrzał zdumiony na Harry'ego.
    - Jesteś na mnie zły?
    - Nie.
    - Przecież widzę. Co...? Harry, przecież ja...
    - No co, kurwa? Co tam niby z nim robiłeś? Oh, nic ważnego, on tylko cię całował!
    - Przecież ja tego nie chciałem! - Draco chciał wziąć Harry'ego za rękę, ale ten odsunął się. Popatrzył na bruneta. Nic nie rozumiał. - Wyrywałem mu się, ale co mogłem zrobić? Unieruchomił mnie! Przecież nie zacząłem się z nim obściskiwać! To on... !
Obrazy zaczęły dziwnie na nich patrzeć. Nie zwracali jednak na nich uwagi, zajęci sobą. Draco był przerażony. Czyżby Harry myślał, że on go zdradził? Czyżby chciał się z nim rozstać?
    - Po co tam w ogóle poszedłeś? - głos Harry'ego był zimny, Dracona aż przeszły dreszcze.
    - Chciałem poczytać o tych ślubach, że mój ojciec naprawdę nie będzie mógł unieważnić naszego związku... On tam po prostu był. Wyrwał mi różdżkę i unieruchomił. Nie spotkałem się z nim specjalnie. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – powiedział Draco smutnym głosem. Teraz to on nie patrzył na Harry'ego, zamiast tego uparcie wpatrywał się w swoje dłonie. - A ty po co tam poszedłeś? - zaatakowała nagle. Wiedział, że to niesprawiedliwe w stosunku do Harry'ego, ale sam też miał już dość tych niesłusznych ataków. - Znowu sprawdzałeś mnie na tej mapie?
    - Nie, nie sprawdzałem cię znowu! Sam poszedłem poczytać o małżeństwach! Nie dotykaj mnie... Daj mi spokój, chcę być teraz sam... Puść mnie! I nie martw się, więcej nie będę cię szukał na tej mapie – Harry odszedł, nie dając Draconowi dojść do słowa. Ten patrzył za nim ze smutkiem, ale nie protestował. Wiedział, że idąc za Harrym mógł tylko jeszcze bardziej zepsuć sytuację.
Przez następne dni nie odzywali się do siebie. Draco wysłał raz liścik do Harry'ego, ale ten go zignorował. Nie wiedział, jak się zachować. Z jednej strony czuł, że powinien Dracona przeprosić, ale z drugiej... Przecież on nie zrobił nic złego! To Draco... Harry wiedział, wierzył, że Draco nie spotkał się z Zabinim specjalnie, ale sytuacja była wystarczająco dziwna. Wiedział, że będzie musiał z nim porozmawiać, ale nie wiedział, jak się do tego zabrać. Z trudem się powstrzymywał, by co chwilę nie zerkać na mapę. Tak samo było podczas posiłków. Zmuszanie się, by nie patrzeć na Dracona przyprawiało go o ból głowy... Tak bardzo chciał go zobaczyć... Zauważył, że Dumbledore dziwnie im się przygląda, ale nie obchodziło go to.
Była środa. Ostatnio Harry unikał czwartego piętra, ale teraz podjął decyzję i nie oglądając się na zdziwionych przyjaciół, których zostawił w Pokoju Wspólnym, ruszył do dormitorium. Tam wyjął mapę. Nie pomylił się, Draco siedział w ICH pustej klasie. Szybko wyszedł z sypialni i ruszył na czwarte piętro.
    - Harry! - słyszał za sobą głos Rona, ale nawet na niego nie popatrzył. W głębi duszy odczuwał wyrzuty sumienia. Hermiona oddaliła się od nich już rok temu, teraz Harry zakochał się w Draconie. Ron został sam. Ale przecież mógł sobie w końcu poszukać dziewczyny, nie? Harry nie będzie go do końca życia niańczył.
Ostrożnie otworzył drzwi klasy i wszedł do środka. Draco siedział na blacie ławki, tyłem do niego. Nie odwrócił się, gdy skrzypnęły drzwi. Harry zbliżył się do niego i usiadł, opierając się o jego plecy. Zobaczył, że blada dłoń podsuwa mu jabłko. Tak go to rozczuliło, że ledwo się powstrzymał, by nie wstać i pocałować Dracona. Powstrzymał się jednak, najpierw musieli porozmawiać.
    - Harry... Przepraszam. Już wiem... rozumiem. Też jestem zazdrosny. Ale uwierz, ja do Bleise'a nie czuję nic poza odrazą! Kocham tylko ciebie, Harry...
    - Wiem Draco, to ja przepraszam. Też cię kocham. Ale ty zazdrosny? O co?
    - O... o rudzielca. To, jak on się w ciebie wpatruje... Nie zauważyłeś? Przecież on jest w tobie zakochany!
    - Ron? Nie żartuj, Draco. Przecież to brednie. Ron jest moim przyjacielem. I tak ostatnio się od siebie oddaliliśmy. Draco, Ron nie jest gejem!
    - Jeszcze zobaczysz – Draco wstał i nie zważając na zdziwioną minę Harry'ego, mocno go objął. - Kocham cię ty mój Gryfonie – mruknął mu do ucha, a Harry poczuł, że rozpływa się w tych silnych ramionach. Chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo Draco go pocałował. Ich usta złączyły się, Harry'ego przeszedł dreszcze rozkoszy, a jego ręce mimowolnie same objęły plecy Dracona, mocniej go do siebie przyciskając. „No i jak ja mogłem się od tego powstrzymywać od niedzieli?” - myślał Harry, czując język Dracina w swoich ustach.
    - Kocham cię – szepnął Draco, odsuwając lekko usta od Harry'ego, co zostało skwitowane jękiem niezadowolenia. Drco uśmiechnął się i pocałował Harry'ego w szyję. Z każdym ruchem jego warg, przez ciało Harry'ego przebiegały dreszcze. Nie mógł usiedzieć, padł na plecy, ciągnąc za sobą Dracona. Palce wsunął w jego włosy, rozkoszując się ich miękkością.
Nagle otworzyły się drzwi. Harry zerwał się tak gwałtownie, że Draco wylądował na podłodze z jękiem bólu.
W drzwiach stał oniemiały Ron. W ręku trzymał różdżkę, którą celował w Dracona. Po chwili jednak jego oczy rozszerzyły się i opuścił różdżkę. Z jego ust wydobył się dziwny jęk. Próbował coś powiedzieć, ale tylko poruszał ustami, nie mogąc wydusić z siebie nic sensownego. Odwrócił się i pobiegł w stronę wieży Gryffindoru.
    - Ron! - Harry zerwał się, chcąc za nim pobiec. - Ron, to nie tak! Ron!
Dobiegł już do drzwi, gdy usłyszał za sobą głos Dracona. Był tak smutny, że Harry'ego zamurowało.
    - Nie wstydź się nas... Nie wstydź się mnie – błagał blondyn, a jego oczy zaszkliły się od łez.
Harry nie mógł patrzeć, jak Draco płacze. Zamknął drzwi i podszedł do Ślizgona. Usiadł koło niego i mocno przytulił.
    - Przepraszam, Draco. Przepraszam. Po prostu... byłem w szoku. Nie wstydzę się. Nigdy nie będę się ciebie wstydził.
Długo jeszcze tam siedzieli, całując się, albo po prostu przytulając.

Harry wszedł do swojego dormitorium. Był zmęczony, ubranie miał pogniecione. Tylko włosy wyglądały jak zwykle, bo czy potargane, czy uczesane, zawsze wyglądały tak samo. Zasłony łóżka Rona były pozaciągane, ale kiedy Harry koło niego przechodził, rozchyliły się lekko i wysunęła się spomiędzy nich ręka Rona, trzymająca Mapę Huncwotów.
    - Schowałem to. Nie chciałem, żeby ktoś oprócz mnie to zobaczył. Zostawiłeś niezmazaną na łóżku – i opuścił ją na podłogę, szybko chowając rękę.
Harry uznał za dziwny fakt, że Ron, zamiast pobiec do Hermiony i innych Gryfonów, by im wszystko rozgadać, schował się i nie chciał, by ktoś jeszcze zauważył, że Harry spotyka się z Malfoy'em. „Pewnie chodziło tylko o ukrycie mapy, nie mojego związku z Draconem” - pomyślał, zmazując z niej obraz i chowając do kufra. Wziął prysznic i nawet nie pamiętał, kiedy zasnął.
    - Wstawaj, Harry! - usłyszał czyjś głos. - Harry, już ósma! Wstawaj, za godzinę mamy lekcje!
Głos Neville'a stawał się coraz bardziej natarczywy.
    - Już wstaję – mruknął Harry i z trudem otworzył oczy. Świat był zamazany, jednak Harry widział na tyle wyraźnie, żeby wiedzieć, że Rona nie ma już w dormitorium.
    - Wyszedł pierwszy. Było jeszcze ciemno – wytłumaczył Neville, również patrząc na łóżko Rona, na którym leżała tylko pognieciona kołdra i jego kasztanowa piżama. - Pokłóciliście się?
    - Nie, Neville... Nieważne. Nic się nie stało. Chodźmy na śniadanie – przerwał mu Harry, nakładając szkolną szatą. Przejechał palcami włosy, uznając, że i tak nie musi ich czesać i zszedł schodami na dół, słysząc za sobą kroki Neville'a. W Pokoju Wspólnym i w Wielkiej Sali wszyscy zachowywali się normalnie, więc Harry uznał, że Ron nadal trzyma język za zębami.
Rudzielca nie było przy stole Gryfonów. Harry usiadł między Ginny i Hermioną.
    - Widziałeś gdzieś Rona? - zagadnęła go któraś, nie wiedział która, zbyt zajęty wpatrywaniem się w Dracona.
    - Nie widziałem. Jak wstałem, już go nie było – odpowiedział machinalnie, biorąc do ręki tosta.
Wciąż uparcie wpatrywał się w Dracona. Wyglądał słodko. Zapominając o dobrych manierach dziedzic fortuny Malfoy'ów obżerał się kanapkami z dżemem. Część tego dżemu wylądowała na koszuli Dracona... a Parkinson odważyła się to zetrzeć! Co prawda Draco odtrącił jej rękę i sam, za pomocą różdżki wyczyścił sobie koszulę, ale Harry już do końca dnia miał zepsuty humor.
Ron nie pojawił się na żadnej lekcji. Hermiona wyglądała na zmartwioną, ale Harry zbywał jej żale milczeniem.
    - Pokłóciłeś się z nim? - zapytała, kiedy siedzieli razem w Pokoju Wspólnym, starając się skupić na eseju z Zaklęć.
    - Nie! Nie pokłóciłem się! Nie obchodzi mnie... on. Nic mnie nie obchodzi! - i zanim Hermiona zdołała jakkolwiek zareagować, już wychodził przez dziurę w portrecie.
Nie patrząc nawet na mapę ruszył schodami na czwarte piętro. Tam zatrzymał się przed drzwiami do pustej klasy, by uspokoić oddech po szybkim marszu.
    - Dokąd to, Potter? - ktoś złapał go za ramię.
Harry spojrzał w górę. Zobaczył zielony krawat. A więc Ślizgon. Jego wzrok powędrował jeszcze wyżej, na twarz chłopaka. Zabini Bleise.
    - Nie twoja sprawa – Harry miał ochotę dać mu w pysk, ale powstrzymał się, wyrywając ramię z uścisku chłopaka i cofając się. Nie było to łatwe, chłopak miał zadziwiająco dużo siły. - Czego chcesz? - Harry miał nadzieję, że głos mu nie zadrżał, bo musiał sam przed sobą przyznać, że nie zachwycała go myśl o bójce z Bleisem.
    - Myślę, że moja. Bo wiesz, Potter, ja też jestem zainteresowany Draconem. I mam w dupie to, że i ty na niego lecisz. Zobaczysz, że to ja go zdobędę.
    - Chciałbyś – syknął Harry, starając się nie odwracać wzroku. Najchętniej uciekłby spod tej klasy, ale wiedział, że nie może tego zrobić.
    - Ah, Potter. Tak z innej beczki... Uderzyłeś mnie. Więc teraz pewnie powinienem ci oddać, co? W który chciałbyś policzek? A może w brzuch? Widziałeś siniaka Dracona? Na to ty będziesz miał troszkę większego – mówił Zabini z okropnym uśmieszkiem, podwijając rękawy.
Harry mimowolnie cofnął się o krok i za swoimi plecami poczuł zimną ścianę.
Zabini podniósł rękę i uderzył Harry'ego z taką siłą, że ten przewrócił się i walnął głową w ziemią. Czuł, że z nosa leci mu krew. Próbował się podnieść, ale zakręciło mu się w głowie, więc usiadł, opierając się o ścianę
Bleise nadal stał nad nim, szykując się do ponownego uderzenia.
Jak przez mgłę Harry zauważył, że drzwi za plecami Ślizgona otwierają się i przechodzi przez nie Draco. Bleise nie zauważył go. Harry uśmiechnął się na samą myśl o tym, co ma się teraz stać. I nie pomylił się. Sięgnął obok siebie i akurat w momencie, w którym udało mu się z powrotem nałożyć na nos okulary, Draco uderzył Zabini'ego. Bleise runął na twarz i długo nie wstawał. Leżał i jęczał z bólu.
Draco wyciągnął rękę do Harry'ego i nie zważając na leżącego Ślizgona, pociągnął go do pustej klasy.
    - Zabini jest niebezpieczny dla nas obu – uśmiechnął się lekko blondyn, zmywając różdżką krew z twarzy Harry'ego.
Harry odwzajemnił uśmiech.
- Ron nikomu nie powiedział – oznajmił Draconowi i bez ostrzeżenia, nie zważając na ból, mocno go pocałował. 

2 komentarze:

  1. A to świnia jedna z tego Zabiniego...No, jak zwykle zajebisty rozdział :D Czekam na dalszą część :D

    OdpowiedzUsuń