Przez wiele dni Harry myślał o tym, co zaszło w
łazience... Minęły już dwa tygodnie, ale żadna z tych dziwnych
sytuacji się nie powtórzyła. Malfoy stał się znowu starym,
zwyczajnie podłym Malfoy'em, który wykorzystywał każdą okazję,
żeby ich ośmieszyć... Chociaż nie. Owszem, nieraz w tym czasie
wyśmiewał się z Rona i Hermiony, ale jego zostawił w spokoju...
Czasami Harry przyłapywał się na tym, że gapi się na Malfoy'a,
co nie uszło uwagi jego przyjaciół.
- Harry, co się dzieje? Jesteś jakiś nieobecny.
Wszystko w porządku? - dopytywała się, jak zwykle zaniepokojona,
Hermiona. Ron też musiał coś zauważyć, bo z bardzo dziwną miną
przyglądał się Harry'emu, co strasznie go wkurzało.
Była środa, jutro mieli oddać Snape'owi okropnie
trudne wypracowania stwierdzające, czy wampir jest groźniejszy od
wilkołaka. Harry razem z Ronem siedział teraz w Pokoju Wspólnym i
przeklinał się za to, że nie wziął się za wypracowanie
wcześniej, choć miał na to dwa tygodnie. Hermiona, która teraz
siedziała wygodnie w fotelu przy kominku i czytała książkę też
musiała uważać, że chłopcy za późno zabrali się za swoje
wypracowania, bo rzucała teraz na nich krótkie spojrzenia. W końcu
Harry nie wytrzymał, w ich podręcznikach było strasznie mało
informacji.
- Idę do biblioteki – zdecydował, wstając z
krzesła i przy okazji rozrzucając po stoliku i podłodze fasolki
wszystkich smaków, które razem z Ronem zagryzali, pisząc. -
Idziesz ze mną, Ron?
Krzywołap, który do tej pory leżał schowany pod
fotelem Hermiony, nagle wyskoczył i zaczął się uganiać za
wściekle pomarańczową fasolką.
- Nie – odpowiedział mu Rudzielec, wpatrując się w
swój podręcznik, jakby miał nadzieję, że treść wypracowania
pojawi się w książce.
- Okay – Harry uznał to za sprzyjającą
okoliczność, bo nie miał ochoty na towarzystwo. Ostatnio wolał
być sam, włóczyć się po korytarzach z nadzieją, że kogoś
spotka... No właśnie. Idąc do biblioteki uświadomił sobie, że
szuka kontaktu z Malfoy'em.
- Ale to tylko dlatego, że chcę wyjaśnić tamtą
dziwną sytuację – mruknął sam do siebie.
- Ależ oczywiście, kochaniutki – odpowiedział mu
zaspany głos z pustego obrazu, który akurat mijał.
Akurat przechodził obok pustej klasy na czwartym
piętrze, kiedy usłyszał, że drzwi się otwierają i poczuł, że
ktoś łapie go za rękaw i wciąga do klasy. Nie myśląc dużo
wyciągnął różdżkę i... Stanął twarzą w twarz z Malfoy'em.
- Czego chcesz? - warknął Harry, ale różdżkę
opuścił. Znowu zwrócił uwagę na usta Malfoy'a, które ten
wykrzywił w dziwnym uśmieszku, na jego długie rzęsy i na jasne
oczy, które w ciemnej sali wyglądały, jakby w ogóle nie miały
tęczówek.
- Po co te nerwy? - można by pomyśleć, że Malfoy
dobrze się bawi, ale w jego głosie pojawiła się jakaś minimalna
nutka zdenerwowania, która zadziwiła Harry'ego do tego stopnia, że
podszedł do blondyna, chowając różdżkę do kieszeni. - No, tak
lepiej. Za daleko stałeś. Ty też mnie szukałeś, prawda?
- Chciałbyś Malfoy – mruknął Harry, ale bez
przekonania. Przecież naprawdę go szukał.
Malfoy nie dął mu się sprowokować. Usiadł na ławce
i ruchem głowy wskazał Harry'emu ławkę naprzeciwko siebie. Po
chwili wahania Harry usiadł, ale wciąż trzymał rękę w kieszeni,
w której miał różdżkę.
- Spokojnie. Różdżka nie będzie ci potrzebna. Nie
mam zamiaru cię atakować – blondyn jakby czytał w jego myślach.
Harry'ego to nie przekonało, ale nie chciał pokazać
Malfoy'owi, że się go boi, więc zabrał rękę i splótł palce
obu dłoni na kolanach. Ślizgon uśmiechnął się z zadowoleniem,
wstał i zaczął się przechadzać przed Harrym, nie zdając sobie
najwidoczniej sprawy, jak każdy jego ruch działa na Harry'ego.
- Po co mnie tu ściągnąłeś, Malfoy? - Harry starał
się, żeby jego głos brzmiał normalnie, ale nie udało mu się
ukryć lekkiego drżenia.
Blondyn nie odpowiedział. Sięgnął do kieszeni szaty,
na co Harry drgnął, ale on tylko wyjął jabłko i ugryzł. Nagle
zatrzymał się i spojrzał na Harry'ego.
- Chcesz kawałek? - zabrzmiało to tak, jakby naprawdę
chciał się z Harrym podzielić, ale ten nie był na tyle głupi,
żeby coś od Malfoy'a brać. Pokręcił głową, starając się
przybrać złośliwą minę, ale nie bardzo mu to wyszło. Wstał i
ruszył w stronę drzwi, bo pomyślał, że Malfoy chce się z nim
po prostu podroczyć, a on nie ma na to najmniejszej ochoty. Właśnie
sięgał do klamki, kiedy poczuł, że Ślizgon chwyta go za łokieć
i odwraca do siebie. Harry nie spodziewał się, że Malfoy ma aż
tyle siły. Próbował się wyrwać, ale blondyn trzymał go zbyt
mocno. Harry popatrzył na niego ze zdziwieniem i już otworzył
usta, żeby warknąć na Malfoya...
Potter otworzył usta, zapewne chcąc się Draconowi
odszczeknąć i Draco pewnie by mu na to pozwolił, ale sam ruch warg
Pottera sprawił, że Draco nagle go pocałował. Nie tak, jak wtedy
w łazience, kiedy go po prostu cmoknął w usta. Naprawdę go
pocałował, wkładając mu język między usta i szerzej je
otwierając. Poczuł, że Potter zesztywniał, ale nie cofnął się.
Puścił jego łokieć i oparł się dłonią o ścianę za plecami
chłopaka, drugą ręką chwytając go za dłoń. Mimo braku reakcji
Pottera nie przestawał go całować i po chwili zdał sobie sprawę,
że ten przestaje być tak napięty, a nawet zaczyna oddawać
pocałunki. Tego już Draco nie mógł wytrzymać. Przydusił Pottera
do ściany, palce wplótł w czarne włosy chłopaka i przyciągnął
jego głowę do siebie. Poczuł, że brunet położył mu dłoń na
piersi, co jeszcze bardziej go sprowokowało. Podniósł Pottera i
owinął sobie jego nogi wokół bioder, wciąż przyciskając go do
ściany. Całowali się przez kilka minut, godzin, lat, stuleci...
Nie wiedział. Nagle jednak zdał sobie sprawę, że brunet znowu
sztywnieje. Potter oderwał usta od jego warg i chyba dopiero teraz
zdał sobie sprawę, że Draco trzyma go na rękach.
- Puszczaj mnie – warknął. Draco nie od razu to
zrobił, ale Harry wyciągnął różdżkę i wycelował nią w
pierś Dracona, więc chcąc, nie chcąc delikatnie odstawił go na
podłogę, wciąż jednak trzymając go za rękę i przeplatając
swoje palce z palcami Gryfona. Ten próbował oswobodzić rękę,
wierzchem drugiej dłoni wycierając sobie usta. Draco puścił rękę
chłopaka. Rozumiał, że nie ma on ochoty na bycie z nim. Chyba po
raz pierwszy w życiu Draconowi na tyle na kimś zależało, że
pozwolił mu dokonać wyboru. Zawsze to Draco wybierał, a inni byli
mu posłuszni. Odszedł od Pottera i usiadł na ławce, zasłaniając
twarz dłońmi. Spodziewał się, że za chwilę usłyszy głośne
trzaśnięcie drzwiami i szybkie kroki na korytarzu, ale tak się
nie stało. Zamiast tego poczuł dłonie na swoich nadgarstkach i
zanim zdążył zareagować, Potter odciągnął mu dłonie od
twarzy. Spojrzał do góry i zapatrzył się w te piękne, zielone
oczy. Mógł w nich utonąć. Próbował się uśmiechnąć
ironicznie, żeby zatuszować swoją niezręczną sytuację, ale
wyszedł mu tylko jakiś zbolały grymas. To Harry, jego ukochany
Harry stał teraz nad nim, ciepło się do niego uśmiechając i
trzymając go za ręce.
Harry wyglądał bosko. Pomięta na piersi szata,
rozczochrane włosy, okulary przekrzywione, usta nadal napuchnięte
po pocałunku... Te usta całowały nieziemsko, wspaniale. Chciałby
znowu się w nie wpić, ale zdał sobie sprawę, że wszystkie siły
go opuściły. Spuścił wzrok, ramiona mu opadły. Zaszlochał
cicho. Ktoś, już nie wiedział, kto usiadł koło niego i przytulił
go do siebie, kładąc jego głowę na swoich kolanach. Poczuł, że
czyjaś dłoń gładzi go po włosach, a druga trzyma jego dłoń,
jakby mówiła „Nie martw się, Draco. Jakoś to będzie”.
Draconowi brakowało czułości. Nie miał przyjaciół. Rodzice go
rozpieszczali, owszem, ale nigdy nie otrzymał od nich innego wyrazu
miłości, niż pieniądze. Ten, kto go teraz przytulał był
pierwszą osobą, która pokazała mu, że nawet jemu należy się
czułość. Z jego twarzy opadła maska złośliwości, rozpłakał
się. Płakał długo, w końcu zasnął...
Kiedy się obudził było już ciemno. Zegar wybijał
północ. A on nadal leżał, te ciepłe ramiona nadal go przytulały.
Odwrócił się, chcąc przyjrzeć się osobie, która go przytula.
Był to chłopak. Miał czarne włosy, okulary prawie mu spadły,
trzymały się tylko na jednym uchu. Oczy miał zamknięte, spał. I
ta blizna... Harry. Draco mimowolnie uśmiechnął się z czułością.
Harry jest piękny jak śpi... Harry zawsze jest piękny. Podniósł
się i lekko złapał chłopaka za ramiona. Zobaczył, że ten przez
sen się skrzywił. Odsunął mu szatę z ramion i zobaczył siniaki
odciśnięte przez palce... Jego palce. To on zrobił krzywdę
Harry'emu. Musnął palcami jeden z siniaków, przypominając sobie
tamten moment. Ratował Harry'ego przed upadkiem, ale nie musiał go
tak ściskać... Zdał sobie sprawę, że nie chce, żeby Harry
cierpiał. Że go kocha... Brunet otworzył oczy i spojrzał na
niego.
- Zbudziłeś się... Która godzina? - wychrypiał
zaspanym głosem. Draco pomyślał, że musiało mu być bardzo
niewygodnie przez te wszystkie godziny w jednej pozycji.
- Północ – odpowiedział. Poczuł się dziwnie
zawstydzony. Chciałby już zostać sam, ale z drugiej strony nie
chciał opuszczać Harry'ego. Już nigdy nie chciał bez niego żyć.
- Chyba musimy już iść – odezwał się Harry. Na
dźwięk jego głosu Draco podskoczył.
- Taak, pewnie tak.
Draco podszedł do drzwi i sięgnął po klamkę. Już
prawie jej dotknął...
- Mal... Draco – odezwał się za nim Harry.
Draco odwrócił się i wpadł na bruneta, który stał
tuż za nim. Harry go złapał, a Draco poczuł, że mógłby tak
upadać zawsze, jeśli ten chłopak łapałby go.
Już otworzył usta, żeby zapytać, o co chodzi, kiedy
poczuł, że Harry go całuje. Był to krótki, ale ciepły
pocałunek.
- Na dobranoc – szepnął Gryfon i uśmiechnął się
do Dracona.
Draco chciał cmoknąć chłopaka w policzek, ale ten
się odwrócił tak, że chcą, nie chcąc (chcąc, bardzo chcąc)
pocałunek wylądował na ustach bruneta.
- Dobranoc – odpowiedział Draco i wyszedł z klasy,
kierując się w stronę lochów.
Szedł pustym korytarzem w lochach, kiedy nagle drzwi po
jego lewej stronie otworzyły się. Podskoczył, nagle wyrwany z
zamyślenia. Przed nim stał ten głupek, Snape.
- No no, Draco. Co ty tu robisz o tak późnej porze?
- Nie twoja sprawa – odwarknął chłopak i próbował
wyminąć tego idiotę, który od zawsze się do niego zalecał.
- Randka? - nie dawał się zwieść Snape.
- Żebyś wiedział. A co, zazdrosny? - popatrzył z
obrzydzeniem na nauczyciela.
- Jakbyś zgadł – wściekły Snape wrócił do
swojego gabinetu, trzaskając drzwiami.
- Pojebany – powiedział sam do siebie Draco i ruszył
w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
Tej nocy śnił mu się Harry. Jego usta, jego oczy.
Stał naprzeciw Harry'ego i się na niego patrzył. I im dłużej na
niego patrzył, tym bardziej go kochał. I mógł tak stać już
zawsze.
Kocham to, wiesz? :D
OdpowiedzUsuńUwielbiaaam te momenty, w których oni się całują *o*
Mam nadzieję, że tego ff nie porzucisz i będziesz go prowadzić do końca. Mam też nadzieję, że będzie on baaardzo długi! :D
Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały ;)
Heh. Dzięki :3
UsuńNo cóż, scen całowania jest duuużo XD
Mam już kilka kolejnych rozdziałów, więc na razie nie ma strachu, że przerwę :)
Ola, więcej przekleństw. Ubarwi to trochę powieść
UsuńMoże i ubarwi, ale nie jestem wielką zwolenniczką przekleństw, więc dużo ich raczej nie będzie. No ale zobaczymy. :)
Usuń