środa, 6 lutego 2013

Dwie złe wiadomości


Harry obudził się. Za oknami było ciemno, wszyscy inni jeszcze spali. Spojrzał na zegarek. Pierwsza w nocy. Przeciągnął się i wstał, bo wiedział, że i tak na razie nie zaśnie. Jego wzrok padł na kalendarz nad łóżkiem Rona. No tak! Dzisiaj sobota, mecz z Krukonami. Harry poczuł ucisk w żołądku, ale było to przyjemne uczucie. Prawdziwy mecz jest dużo bardziej ekscytujący niż treningi. Uwielbiał uczucie wzbijania się w powietrze.
Zszedł do Pokoju Wspólnego i usiadł w wielkim fotelu przy kominku, w którym wciąż jeszcze palił się ogień. Z przyzwyczajenia już wyjął Mapę Huncwotów i spojrzał na dormitorium Dracona. Ale nie było go tam. Nie było go też w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Harry szybko przeleciał wzrokiem mapę i w końcu zobaczył kropeczkę podpisaną imieniem blondyna w bibliotece. Schował Mapę do kieszeni i wstał. Wrócił do dormitorium, wyjął z kufra Niewidkę i ukryty przed ludzkimi spojrzeniami wyszedł na korytarz.
    - Kto idzie? - usłyszał przestraszony głos Grubej Damy. Nie odpowiedział jej.
W końcu doszedł do biblioteki. Jeszcze raz rzucił okiem na Mapę, chcąc się upewnić, że bibliotekarki, pani Pince nie ma w środku.
Wszedł do wielkiego pomieszczenia pełnego regałów zastawionych książkami. Rozejrzał się, ale nic nie mógł dostrzec.
    - Lumos – szepnął, a jego różdżka zapaliła się, ukazując mu labirynt przejść między półkami.
Ruszył pierwszym z nich. Błądził chwilę, ale w końcu zobaczył skuloną postać śpiącą na fotelu.
Draco trzymał w ręku fotografię przedstawiającą uśmiechniętego Harry'ego. Harry nie miał pojęcia, kiedy blondyn zrobił mu to zdjęcie. Podszedł do chłopaka i delikatnie nim potrząsnął. Włosy Dracona zamigotały w świetle różdżki, chłopak mruknął coś, ale się nie obudził. Harry postanowił spróbować inaczej. Pochylił się nad chłopakiem i lekko pocałował go w usta. Podziałało. Draco obudził się i zapatrzył w zielone oczy całującego go chłopaka. Harry uśmiechnął się i odsunął od niego.
    - Co tu robisz? - spytał Dracona. Zauważył, że blondyn drży i wcale mu się nie dziwił. W bibliotece było bardzo zimno. Wziął pled leżący na drugim fotelu i dokładnie otulił nim Dracona.
    - Nie widać? Śpię – uśmiechnął się Draco, biorąc Harry'ego za rękę i podsuwając się, żeby zrobić koło siebie miejsce.
Harry usiadł obok Dracona, również przykrywając się pledem i przytulił się do chłopaka, rozkoszując się jego zapachem. Ale kiedy dotknął Dracona, ten jęknął i mimowolnie odsunął się od Harry'ego.
    - Co się stało? - przestraszył się Harry, również odsuwając się od blondyna, by nie zrobić mu krzywdy.
    - Nic, nic. Nie przejmuj się. Możesz się przytulić – Draco starał się mówić spokojnie, ale po jego policzku spłynęła łza, z której chłopak chyba nawet nie zdawał sobie sprawy.
    - Musisz mi powiedzieć, Draco. Proszę. Powiedz mi. – Harry nie dawał za wygraną.
Draco wpatrzył się w oczy Harry'ego, przez długi czas nic nie mówiąc. Harry czekał. W końcu Draco wstał i podniósł szatę, ukazując wielkiego zielonego siniaka na brzuchu.
    - O kurwa! Co się stało? Kto ci to zrobił? - Harry był wstrząśnięty, siniak wyglądał paskudnie i naprawdę musiał niemiłosiernie boleć.
    - Zabini. Wczoraj, jak wracałem do dormitorium. Pocałował mnie. Odepchnąłem go, ale on zaczął mówić, że wie, że ja cię kocham. I że ty nigdy mnie nie pokochasz. A kiedy nazwał cię idiotą nie wytrzymałem i dałem mu w pysk. Więc on się odwdzięczył tym oto siniakiem. Zjawił się Snape, a ja odszedłem. Uciekłem.
Harry był wstrząśnięty. Wiedział, że Draco go nie zdradził, że Zabini pocałował go bez jego zgody.
    - Zabiję go – powiedział Harry, nie zdając sobie sprawy, że mówi na głos. - Zabiję. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić.
    - To nie ma sensu, Harry. Nie chcę, żebyś miał kłopoty – najwidoczniej Draco nie przejął się faktem, że Zabini może zginąć, tylko tym, że Harry mógłby mieć później problemy.
Draco nadal stał obok fotela, wpatrując się w Harry'ego. Miał dziwną minę. Harry nie odzywał się, nie wiedział, co powiedzieć.
    - To prawda, Harry? - cisza między nimi trwała już tak długo, że Harry wzdrygnął się, kiedy usłyszał głos Dracona. - To prawda? Harry, powiedz, że to nie prawda. Kochasz mnie? Powiedz, że mnie kochasz.
    - Oczywiście, że cię kocham. Strasznie cię kocham. Nigdy nikogo tak nie kochałem i nikogo już tak nie pokocham. Draco, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie liczy się to, co mówią inni. Kocham cię Draco i nigdy nie przestanę – wstał i wziął Dracona za ręce. Miał ochotę go przytulić, ale bał się dotykać siniaka, żeby nie sprawić chłopakowi bólu. Nachylił się do przodu i pocałował go. Nie gwałtownie, zaborczo. Pocałował go delikatnie, chcąc mu pokazać całą swoją miłość.
W końcu usiedli z powrotem na fotelu, otulając się pledem. Draco płakał. Ale jego oczy błyszczały szczęściem. Uśmiechnął się do Harry'ego i nie zważając na przeszywający ból, który czuł przy każdym ruchu, nachylił się i wtulił twarz we włosy Harry'ego. Już po chwili spał, a Harry długo gładził go po ramionach, chcąc mu dodać otuchy.
Harry poczuł senność. Nie mógł tu zasnąć, bo rano bibliotekarka nie dość, że przyłapałaby ich w bardzo dwuznacznej sytuacji, to jeszcze oskarżyłaby ich o łażenie w nocy po zamku. A nie chciał też budzić Dracona, ani zostawić go samego. Okrył więc ich szczelnie Niewidką, upewniając się, że żaden skrawek ich ciał spod niej nie wystaje i zasnął, wsłuchując się w miarowy oddech Dracona.
    - Harry, wstawaj – ktoś tarmosił go za ramię.
Z trudem otworzył oczy i stwierdził, że siedzi na fotelu w bibliotece, a przed nim stoi Draco z przerażeniem na twarzy.
    - Wstawaj! Za pół godziny mecz! - Draco nadal go potrząsał, aż w końcu Harry całkowicie się rozbudził.
Szybko pocałował Dracona, złapał Niewidkę, która zsunęła się z nich i leżała teraz obok fotela.
    - Co z nią zrobisz? Ja ją wezmę. Oddam ci po meczu – Draco odebrał mu pelerynę.
Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i pobiegł do swojego dormitorium. Szybko wciągnął przez głowę szatę, złapał miotłę i wbiegł do Wielkiej Sali, gdzie Gryfoni z przerażeniem na twarzach rozglądali się, najwidoczniej go szukając. W końcu go zobaczyli. Drużyna podbiegła do niego i zewsząd rozległy się okrzyki „Gdzie byłeś Harry?”, „Martwiliśmy się o ciebie!”, „Nie było cię całą noc!”.
Harry zignorował tłum Gryfonów i na czele swojej drużyny wyszedł z Sali, kierując się w stronę boiska.
    - No, drużyno. Nie będę wam truł, jak Oliver. Do roboty, dacie radę! - powiedział do nich, kiedy przebierali się w szatni.
W końcu wyszli na boisko. Tłum Gryfonów i Puchonów przywitał ich gromkimi brawami, Krukoni i Ślizgoni ich wygwizdali. Harry nie mógł się opanować i szybko rozejrzał się po widowni, szukając wzrokiem Dracona. Zobaczył go w ostatnim rzędzie. Wyglądał ślicznie, kiedy wiatr odwiewał mu włosy. Draco również patrzył na Harry'ego, ani na chwilę nie odrywając od niego wzroku.
Harry odwrócił się do pani Hooch, która akurat dawała im ręką znak, by dosiedli swoich mioteł. Na dźwięk gwizdka obie drużyny wzbiły się w powietrze. Harry poleciał wyżej niż inni gracze i zaczął zataczać koła wokół boiska. Jego wzrok znowu padła na Dracona. Ten próbował mu coś pokazać. Harry podleciał bliżej i zobaczył, że jest to wisiorek z lwem. Uśmiechnął się, patrząc chłopakowi w oczy.
    - Ginny Weasley właśnie zdobyła dziesięć punktów dla Gryffindoru! Genialna dziewczyna, jest bardzo miła. Nawet ze mną czasami rozm...
    - Lovegood! Wróć do meczu! Więcej nie pozwolę ci komentować! Jest trzydzieści do zera dla Gryfonów! - przerwała jej McGonagall.
Harry postanowił bardziej skupić się na meczu. Zrobił kilka okrążeń wokół boiska i znów zawisł nad nim, wypatrując Złotego Znicza.
-Ginny znowu ma kafla! Wymija tego wielkiego ścigającego... Nie pamiętam, jak się nazywa. Ucieka przed tłuczkiem i... Tak, zdobyła kolejne dziesięć punktów! Brawo, Ginny!
Harry spojrzał w stronę rudowłosej dziewczyny i tuż przy jej nodze zobaczył złoty błysk. Zanurkował w jej kierunku. Śzukający drugiej drużyny najwidoczniej uznał, że Harry chce po prostu pogratulować Ginny, bo nie poleciał za nim. Nie minęło pół minuty, a już Harry unosił się nad boiskiem, ściskając w wyciągniętej wysoko ręce wyrywającą się piłeczkę. Widownia oszalała, Gryfoni rzucili się na boisko.
    - Wygraliśmy! - wrzeszczeli jeden przez drugiego! Harry, wygraliśmy! Dwieście do zera!
    - Ginny sama zdobyła czterdzieści punktów! - krzyczał Ron, przepychając się w stronę siostry, by ją przytulić.
Jednak Ginny miała inne plany. Podeszła do Harry'ego i nie zważając na otaczający ich tłum, pocałowała go. Harry'ego zatkało. Nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć. Było mu źle. Wolałby, żeby w tej chwili to Draco trzymał go w swoich objęciach. Odsunął od siebie dziewczynę i rozejrzał się. Ponad głowami tłumu zobaczył Dracona wchodzącego do szkoły. Chciał za nim pobiec, ale tłum porwał go i zaniósł w stronę szatni, wciąż wiwatując i śmiejąc się.
    - Harry, wieczorem robimy imprezę! - wrzeszczał Ron.
Harry nie miał ochoty na żadną imprezę. Jedyna osoba, której obecności teraz potrzebował zniknęła w zamku, nawet na niego nie zerkając.
Do wieczora Harry'emu nie udało się wyrwać z tłumu, by poszukać Dracona. W końcu jednak, kiedy impreza trwała już dłuższy czas, a większość Gryfonów powyżej piętnastego roku życia i kilkoro młodszych się upiło, Harry'emu udało się wyjść niezauważenie z Pokoju Wspólnego. Schował się w najbliższej pustej klasie, żeby nikt go nie znalazł i spojrzał na Mapę Huncwotów. Po chwili dostrzegł kropeczkę opatrzoną imieniem Dracona na siódmym piętrze.
Nie spodziewał się tego, co zobaczy. Wspiął się po ostatnich schodach na siódme piętro i zobaczył Dracona, opartego o ścianę i kompletnie pijanego. Podszedł do niego i spróbował podnieść, ale chłopak nie mógł utrzymać się na nogach. Niewiele myślac Harry otworzył Pokój Życzeń i wciągnął Dracona do środka. Znaleźli się w małej sypialni z kominkiem, dwoma szafkami nocnymi i małżeńskim łóżkiem. Wszystko było tu w odcieniach czerwieni i zieleni.
Harry delikatnie ułożył Dracona na łóżku i zaczął go rozbierać. Kiedy ściągnął mu spodnie, coś wyleciało z kieszeni. Harry podniósł to. Była to mała torebeczka, na której pisało „Dla Harry'ego”. Korciło go, by zajrzeć do środka, ale uznał, że może Draco będzie chciał mu to dać osobiście, więc odłożył paczuszkę na szafce nocnej, ubrania Dracona położył na krześle, które nagle pojawiło się obok łóżka. Spojrzał na Dracona, który leżał teraz w samych bokserkach. Chłopak był piękny, jego blada skóra, od której nadal odcinał się wielki siniak, była idealna. Harry miał ochotę dotknąć brzucha blondyna, ale opanował się, bo nie chciał sprawić mu bólu, który ten musiałby odczuć przy dotknięciu siniaka. Przykrył Dracona kołdrą, by nie zmarzł. Sam też się rozebrał i wsunął się do łóżka obok Dracona, gładząc go delikatnie po włosach.
    - Przepraszam Draco. Ja naprawdę nie chciałem jej całować. Kocham tylko ciebie. To ona... Ja nic do niej nie czuję – szepnął jeszcze i zasnął.

Draco obudził się z jękiem. Okropnie bolała go głowa, było mu nie dobrze. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znalazł. Nie znał tego miejsca. Poczuł, że coś leży na jego piersi. Spojrzał w dół i ze zdziwieniem zobaczył czarne włosy Harry'ego. Na samą myśl, że Harry zajął się nim, kiedy był pijany zrobiło mu się ciepło na sercu. Ale po chwili przeraził się. Nie miał przecież pojęcia, co robili w nocy! Nic nie pamiętał, nie wiedział, czy... coś się wydarzyło.
    - Harry? - odezwał się do bruneta, lekko nim potrząsając. - Harry, wstawaj.
Harry otworzył jedno oko, spoglądając na Dracona. Nagle podniósł głowę i usiadł na swojej części łóżka, otulając się kołdrą.
    - Och, Draco. Wstałeś...
Draco uśmiechnął się do Harry'ego i przyciągnął go do siebie, znów kładąc jego głowę na swojej piersi.
    - Co się wczoraj działo Harry? Znaczy w nocy? To znaczy po tym, jak mnie znalazłeś? I gdzie my jesteśmy?
    - Jesteśmy w Pokoju Życzeń. Znalazłem cię zalanego w trupa na korytarzu przed wejściem, więc cię tu zaciągnąłem. Nic się nie działo. Po prostu położyłem nas spać.
    - To ty mnie rozebrałeś? - Draco był lekko zażenowany. Miał nikłą nadzieję, że Harry powie, że sam się rozebrał...
    - No tak... Nie mogłeś spać w ubraniu, a sam w żaden sposób nie dałbyś rady się rozebrać. Twoje rzeczy są na krześle... Moje też.
Leżeli dłuższy czas, nic nie mówiąc. W końcu jednak Harry przerwał ciszę.
    - Przepraszam za tamto, Draco. Ja naprawdę... Nie chciałem, by ona mnie całowała. Zrobiła to tak nagle...
    - Ależ Harry! Przecież wiem – przerwał mu Draco, kładąc dłoń na ustach bruneta. - Myślisz, że przez to piłem?
    - No, tak – przyznał Harry. - W końcu zaraz po tym zobaczyłem, że odchodzisz...
    - Harry, ja nie dlatego. Przepraszam, nie chciałem, żebyś tak pomyślał. Po prostu... Ojciec mnie wezwał... Nie powinienem ci tego mówić...
    - Draco, musisz mi powiedzieć!
    - Wiem. No cóż... Mam dwie złe wiadomości. Ojciec wezwał mnie... do Voldemorta. On mnie naznaczył, Harry. Mam jego znak – podwinął lewy rękaw ukazując Mroczny Znak, symbol samego Voldemorta.
    - Więc... jesteś śmierciożercą...
    - Harry, ja naprawdę tego nie chciałem. Ale on mnie zmusił. Bałem się. Ale to nie jest najgorsze. Nigdy nie zostanę sługą Voldemorta. Najgorsze jest to, że... Rodzice postanowili mnie zeswatać. Kiedy pojadę do domu na święta. Z tą Parkinson. Jedynym wyjściem jest... Wziąć ślub z kimś innym, szybciej i bez zgody ojca, albo... uciec.
Po Harry'ego minie widać było, że chłopak jest przerażony. Jednak po chwili wyraz jego twarzy zmienił się i pojawiła się na niej jakaś dziwna determinacja.
    - Nie ma innego wyjścia, musimy wziąć ślub. Jestem zbyt wielkim egoistą, za bardzo cię kocham, bo cię oddać – powiedział.

2 komentarze:

  1. Jako stała czytelniczka mówię, że jest zajebiste! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej piszę tylko dla Ciebie no i oczywiście dla siebie, więc czytaj, czytaj i komentuj :3

      Usuń