poniedziałek, 4 lutego 2013

Szlamy i zdrajcy krwi


Draco szedł na lekcję Obrony Przed Czarną Magią z mieszanymi uczuciami. Oczywiście cieszył się, że znów zobaczy Harry'ego, ale przecież nawet nie będą mieli jak porozmawiać. No i nie miał najmniejszej ochoty przebywać w towarzystwie tego idiotycznego nauczyciela. Dobrze wiedział, że Snape się w nim podkochuje, ale to przecież stary obleśny dziad! Draco rozejrzał się, czy nigdzie nie widać żadnego nauczyciela i wrzucił ogryzek jabłka w zbroję. Ta odpowiedziała na taką podłość prychnięciem, ale Draco nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Dalej rozmyślał. Od soboty chodził jak zombi, wciąż na coś wpadał. Prawie nic nie jadł, podczas wszystkich posiłków wpatrywał się w Harry'ego, udając, że tego nie robi. Zauważył, że Harry też na niego zerka i też prawie nic nie je. Nagle zdał sobie sprawę, że martwi się o Harry'ego. Bał się, że Harry się rozchoruje.
Wczoraj Gryfoni trenowali przed pierwszym meczem, w którym mieli zagrać z Krukonami. Draco poszedł popatrzeć razem zresztą swojej drużyny. Niby razem z wszystkimi wyśmiewał się z mioteł Gryfonów, ale tak naprawdę myślami był gdzie indziej. Wciąż wpatrywał się w Harry'ego, podziwiając jego grację i styl. Harry wyglądał pięknie na miotle. Nikt nie uznał za dziwne faktu, że Draco cały czas wpatruje się w Pottera, w końcu sam grał na pozycji szukającego Ślizgonów, więc powinien znać wszystkie słabe punkty szukających przeciwników. Był to słaby trening, wszyscy wypytywali Harry'ego, co się stało, czemu nie koncentrował się na grze. A Draco wiedział. Widział, że Harry też się w niego wpatruje. I cieszyło go to. Oznaczało to bowiem, że dla Harry'ego to, co się stało wtedy w klasie też nie było obojętne. Po treningu, kiedy reszta Ślizgonów już się rozeszła, a Gryfoni też już poszli do zamku Draco wszedł do szatni, w której nadal siedział Harry. Nie przebrał się jeszcze, siedział tyłem d drzwi, czyścił swoją miotłę i nie zauważył, kiedy Draco wszedł do środka.
Draco podszedł do Harry'ego i zanurzył palce w jego czarnych, rozwichrzonych włosach. Harry wzdrygnął się i rozejrzał, ale kiedy zauważył, kto go dotknął nie odsunął się. Mimo że się nie że się nie uśmiechnął, jego oczy zabłysły. Draco zsunął swoją dłoń na policzek chłopaka, a ten przytulił do niej twarz i zamknął oczy. Oddychał głęboko, jakby chciał na zawsze zapamiętać zapach Dracona.
Draco zauważył, że Harry jest spocony. No tak, treningi męczą. Szata kleiła mu się do ciała.
    - Musisz się przebrać – odezwał się. Odsunął się od Harry'ego i podał mu jego ubranie. - Przeziębisz się, a tego żaden z nas nie chce. Mam wyjść?
    - Nie musisz, ale odwróć się.
Draco nie protestował. Odwrócił się, nasłuchując szelestu materiału, ale nic nie usłyszał. Popatrzył na Harry'ego i zdał sobie sprawę, że Harry musiał się gapić na jego tyłek. Draco zaśmiał się krótko, ale nie złośliwie. Podszedł do Harry'ego, który nawet nie drgnął i szybko cmoknął go w usta. Później wyjął Harry'emu miotłę z rąk, odłożył ją na ławkę i zaczął się mocować z ubraniami Harry'ego. Brunet nadal nie protestował. Zdjął mu szatę przez głowę i odrzucił ją za siebie. Sięgnął po suche ubrania i wyprostował się. Już miał pomóc Harry'emu ją ubrać, ale zapatrzył się na jego nagi tors. Był idealny. Podszedł bliżej i opuszkami palców przejechał po piersi chłopaka, co u obu wywołało lekki dreszcz. Przysunął się jeszcze bliżej do Gryfona, tak, że opierał się on o ścianę i lekko go pocałował. Kiedy poczuł, że Harry odpowiada mu tym samym, zaczął całować go jeszcze mocniej, namiętniej. Tym razem to on pierwszy oprzytomniał.
    - No, miałeś się ubierać – szepnął Harry'emu do ucha i z lekkim, szczęśliwym uśmiechem odsunął się od niego.
Kiedy Harry skończył się ubierać, Draco, który cały czas mu się przyglądał znowu podszedł bliżej. Sięgnął do kieszeni, chcąc podarować Harry'emu jabłko. Jednak w tym momencie do szatni wkroczył Ron, a zaraz za nim dreptała Hermiona. Stanęli jak wryci na widok Dracona, ale kiedy Ron zauważył, że Draco sięga do kieszeni, rzucił się na niego.
    - Odwal się od Harry'ego! Co mu chciałeś zrobić?
    - To ty się odwał, rudzielcu – Draco ze złością strzepnął jego rękę ze swojego ramienia i popatrzył na niego z nienawiścią. W tym momencie najchętniej by ich oboje zamordował.
    - Czego tu chcesz? - nadal naskakiwał na niego Weasley.
    - Nie twoje sprawa. Cześć, Potter – rzucił do Harry'ego, którego najwidoczniej zamurowało i wyszedł, jedząc jabłko.
    - Czego on chciał? - usłyszał jeszcze za plecami głos szlamy.
Szedł do szkoły przeklinając wszystkie szlamy i zdrajców krwi.
Doszedł do klasy Obrony Przed Czarną Magią. Stali tam już Gryfoni. Odszukał wzrokiem Harry'ego. Popatrzyli się na siebie, a później naraz popatrzyli na drzwi, w których stanął Snape. Weszli do klasy. Draco usiadł przy stoliku zaraz przed Harrym, któremu jak zwykle towarzyszyli kujonka i rudzielec.
    - Dzisiaj zrobimy sobie mały teścik. Wskazane przeze mnie pary będą wychodzić na środek klasy. Jeden z nich będzie próbował obezwładnić przeciwnika, drugi zaś będzie miał za zadanie zatrzymać jego zaklęcie. Usiądźcie od razu w wyznaczonych przeze mnie parach, żeby później nie robić zamieszania. Nie, Weasley, nie będziesz w parze z Potterem. Idź do Longbottoma. Potter, ty... z Draconem.
Draco nie słuchał dalej. Snape był pewien, że Harry będzie niezadowolony z wyboru. On jednak usiadł koło Dracona i lekko uścisnął mu rękę pod stolikiem. Draco odwzajemnił uścisk i przelotnie się uśmiechnął. Niestety akurat Snape patrzył na nich i najwidoczniej uznał, że Draco uśmiecha się do niego. Miał ochotę dać mu w pysk, ale tylko zmrużył oczy i badawczo popatrzył na Harry'ego, który również na niego patrzył. Reszta klasy mierzyła się wzrokiem, myśląc o pojedynkach, oni jednak patrzyli na siebie, myśląc o czymś zupełnie innym.
Pojedynki trwały, ale żaden z nich nie zwracał na nie uwagi. Nie wiedzieli, kto w tej chwili stoi na środku klasy, ani komu z par idzie lepiej. Snape rzucał złośliwe komentarze do Gryfonów, chwalił Ślizgonów i dodawał im punkty za wszystko, Gryfonom wciąż je odejmując.
    - No dobrze. Potter i Malfoy – rzucił Snape i w klasie zapanowała cisza. Wszyscy wiedzieli, że na ten pojedynek Snape czekał z niecierpliwością.
Draco wstał i razem z Harrym wyszedł na środek sali.
    - Dobrze. Draco - Protego, Potter - Expelliarmus. Przygotujcie się.
    - Stanęli naprzeciwko siebie, lekko się skłonili i przygotowali się do rzucenia zaklęć.
    - Dawaj Potter – rzucił Draco. Przy całej klasie nie mógł przecież odezwać się do Harry'ego po imieniu.
    - Expelliarmus! - krzyknął Harry. Draco nie zdążył nawet drgnąć. Nie spodziewał się, że Harry zaatakuje go z taką siłą. Różdżka wyleciała mu z ręki, a sam poleciało do tyłu, boleśnie lądując na tyłku. 
    Harry schylił się po jego różdżkę i podszedł do niego. Podał mu różdżkę, a później wyciągnął dłoń, chcąc pomóc mu wstać. Harry pociągnął Dracona z taką siłą, że zderzyli się.
      - Przepraszam – szepnął mu Harry do ucha, tak, że nikt, oprócz Dracona tego nie zauważył. Draco leciutko się uśmiechnął i odwrócił się do nauczyciela.
      - Jeszcze raz, profesorze? - ostatnie słowo wypowiedział z nienawiścią.
      - Nie Draco. Potter, przez ciebie Gryffindor traci pięć punktów za zaatakowanie ucznia. Miałeś mu tylko wytrącić różdżkę. Koniec lekcji.
    Draco chciał zaprotestować, ale dał za wygraną, kiedy zobaczył, że Harry lekko kręci głową. Jak by to wyglądało? On, Draco Malfoy broni Pottera?
      - Nic ci nie jest, Draco? Potter nic ci nie zrobił? - zarzuciła go pytaniami Pansy Parkinson, zakochana w nim od zawsze brzydka dziewczyna.
      - Nic mi nie jest. Spadaj- rzucił jej i chciał odejść ale...
      - Draco, możesz na chwilę zostać? - usłyszał głos Snape. Zdenerwował się. Przy całej klasie nie mógł go zignorować, więc chcąc, nie chcąc (nie chcąc, bardzo nie chcąc) wrócił do klasy.
      - Czego chcesz? - spytał, gdy zamknęły się za nim drzwi.
      - W porządku? Nic ci nie jest? - Snape chciał do niego podejść, ale Draco cofnął się, więc nauczyciel dał za wygraną.
      - Nie interesuj się. Nic mi nie jest. Mój poobijany tyłek to nie twoja sprawa – i wyszedł z klasy, nie patrząc więcej na Snape'a.
    Jako że była to ostatnia lekcja tego dnia postanowił się przejść...

    Harry wracał z przyjaciółmi do dormitorium.
      - Jak on mógł? To nie fair, Harry wykonał polecenie, a on odjął punkty!
      - Dokładnie. Stary dziad. Jak Dumbledore mógł mu pozwolić uczyć nas Obrony? Potraktował Harry'ego okropnie. Przecież ja też wywaliłem Neville'a, a Snape'a widocznie to ucieszyło...
      - Ja bym się na miejscu Harry'ego załamała...
      - Ej, ja tu jestem. Potraktował mnie okropnie, ale to Snape. To normalne u niego, wyluzujcie się.
    Mimo zapewnień Harry'ego, że się tym nie przejął, dalej wałkowali ten temat. Doszli do Pokoju Wspólnego i rozsiedli się przed kominkiem. W końcu Harry miał już dość ich gadania.
      - Głowa mnie boli. Idę się przejść – i wstał, żeby wyjść z Pokoju Wspólnego.
      - To przez tę sytuację ze Snapem – usłyszał jeszcze za sobą głos Rona, ale nie odpowiedział mu.
      Wyszedł przez dziurę pod portretem i wyciągnął mapę Huncwotów. Stuknął w nią różdżką, wypowiedział zaklęcie i mapa zapełniła się szczegółami dotyczącymi zamku. Ron i Hermiona nadal siedzieli przy kominku. Harry poszukał Dracona, ale nigdzie nie mógł go znaleźć. Nie było go ani w bibliotece, ani w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, ani w łazience Prefektów. W końcu wypatrzył go w pustej klasie na czwartym piętrze. Wyczyścił mapę, schował ją do kieszeni i ruszył schodami na czwarte piętro. Wszedł po cichu do klasy i zamknął za sobą drzwi. Przez chwilę wydawało mu się, że w środku nikogo nie ma i już chciał wyjąć mapę, żeby zobaczyć, gdzie poszedł Draco, kiedy usłyszał jakiś szmer w głębi pomieszczenia. Ruszył w tamtą stronę i za półką z książkami zobaczył Dracona. Siedział i gapił się w sufit, jedząc jabłko. Harry zauważył, że Draco siedzi na poduszce i poczuł wyrzuty sumienia, że przez niego Draco cierpi. 
      Stanął koło blondyna, który nadal nie zwrócił na niego uwagi i wyjął mu z ręki jabłko. Odgryzł kawałek ze strony, z której gryzł Draco.
      Dopiero teraz chłopak zwrócił na niego uwagę. Wstał i oparł się o szafkę, przyglądając się Harry'emu.
      Harry podał mu resztę jabłka, ale Draco pokręcił głową.
        - I tak miało być dla ciebie. Jedz.
      Harry'emu źle było jeść, kiedy Draco na niego patrzył, ale mimo to jakoś udało mu się dojeść do końca. Kiedy został mu tylko ogryzek, rozejrzał się za koszem. Jednak Draco wyjął mu resztkę jabłka z ręki, oblizał ja, wysysając resztkę soku razem ze śliną Harry'ego i wyrzucił jabłko. W końcu stanął, znów oparty o ścianą i przyglądał się Harry'emu z badawczą miną.
      W klasie było ciemno. W mroku wszystkie kształty się zamazywały, mimo to nadal widać było, że Draco jest bardzo przystojny. Ubrany był na czarno, a jego włosy i oczy odcinały się jasną bielą w cieniu. Harry poczuł, że z tego piękna aż coś go dusi w piersi. Nie mógł się opanować. Podszedł do Dracona i przygwoździł go do szafki. Zobaczył, że chłopak lekko się skrzywił, kiedy dolna część jego pleców dotknęła ścianki. Odsunął więc blondyna o kilka milimetrów od ściany i między szafkę a jego tyłek wsunął dłoń. Draco się o nią oparł i po prostu stał, czekając na kolejny ruch Harry'ego, więc ten wplótł palce w jego blond włosy i pocałował go. Teraz już Draco nie stał obojętnie. Objął Harry'ego, jedną dłoń zatrzymując na jego karku, a drugą gładził go po łopatkach. Kiedy Harry wsunął język w usta Dracona, ten jęknął z rozkoszy i wbił paznokcie w plecy Harry'ego.
      W pewnej chwili Draco odsunął się od szafki i popchnął Harry'ego na ścianę. Pocałował go w szyję, a Harry poczuł, że teraz zrobiłby wszystko, o co tylko Draco by go poprosił. Wyplątał ręce z blond włosów Dracona, podciągnął mu do góry koszulę i położył ręce na jego gołej piersi. Draco jęknął i już miał pocałować Harry'ego, kiedy usłyszeli jakiś łoskot. Odskoczyli od siebie, poprawili ubrania i spojrzeli na drzwi. Po chwili wszedł przez nie Snape. Z korytarza słyszeli przekleństwa Irytka. Draco szybko wepchnął Harry'ego za szafkę, tak, że Snape mógł widzieć tylko jego.
        - No no, Draco. A co ty tu sam robisz?
        - Nie twój zasrany interes – warknął blondyn. Harry chciałby teraz widzieć minę Snape'a, ale nie mógł się pokazać.
        - Spokojnie, Draco. Troszkę kultury. Jak tam głowa? Plecy? Co innego? Może mam dać Potterowi szlaban za zrobienie ci krzywdy? - Snape podszedł do Dracona i Harry ze zdziwieniem i zazdrością stwierdził, że Snape próbuje dotknąć włosów Dracona. Ten jednak odsunął się od nauczyciela z odrazą w oczach.
        - Odwal się. Nie obchodzi mnie żaden szlaban Pottera. A jeśli chodzi o moją głowę i plecy to nie, nie bolą mnie. A CZYM INNYM już się ktoś zajął. Wyjdź stąd, zostaw mnie – warknął.
      W końcu Snape wyszedł. Kiedy Harry usłyszał trzaśnięcie drzwiami, podszedł do Dracona i stanął naprzeciw niego.
      - Co TO było? - zapytał blondyna. Ten skrzywił się, ale odpowiedział.
        - Dziad jest we mnie zakochany. Obleśne – po jego minie Harry poznał, że chłopak naprawdę brzydzi się Snape'a i wcale mu się nie dziwił. Ale że Snape jest gejem? O tym nigdy by nie pomyślał.
      Nagle zdał sobie sprawę, że przecież on sam, Harry, jest gejem. Wcześniej tak o sobie nie myślał. Ale jeżeli jego chłopakiem ma być Draco, to nie miał nic przeciwko. 
        - Powiedz Draco... Co ty do mnie czujesz?
        - Kocham cię, Harry – bez zastanowienia odpowiedział blondyn. - A ty do mnie? - spytał po chwili z lękiem.
        - Ja chyba... Ja też Cię kocham, Draco.
      Kiedy Harry wracał do Pokoju Wspólnego, było już dobrze po północy. Uśmiechał się sam do siebie i o mało co nie wpadł na Filcha, ale na szczęście w ostatniej chwili schował się za zbroją i woźny przeszedł korytarzem, nie zauważając go.
      W dormitorium wszyscy już spali. Harry w ubraniu rzucił się do łóżka i po chwili również zapadł w Objęcia Morfeusza. 

2 komentarze: