Harry obudził się. Za oknami było ciemno, wszyscy
inni jeszcze spali. Spojrzał na zegarek. Pierwsza w nocy.
Przeciągnął się i wstał, bo wiedział, że i tak na razie nie
zaśnie. Jego wzrok padł na kalendarz nad łóżkiem Rona. No tak!
Dzisiaj sobota, mecz z Krukonami. Harry poczuł ucisk w żołądku,
ale było to przyjemne uczucie. Prawdziwy mecz jest dużo bardziej
ekscytujący niż treningi. Uwielbiał uczucie wzbijania się w
powietrze.
Zszedł do Pokoju Wspólnego i usiadł w wielkim fotelu
przy kominku, w którym wciąż jeszcze palił się ogień. Z
przyzwyczajenia już wyjął Mapę Huncwotów i spojrzał na
dormitorium Dracona. Ale nie było go tam. Nie było go też w Pokoju
Wspólnym Ślizgonów. Harry szybko przeleciał wzrokiem mapę i w
końcu zobaczył kropeczkę podpisaną imieniem blondyna w
bibliotece. Schował Mapę do kieszeni i wstał. Wrócił do
dormitorium, wyjął z kufra Niewidkę i ukryty przed ludzkimi
spojrzeniami wyszedł na korytarz.
- Kto idzie? - usłyszał przestraszony głos Grubej
Damy. Nie odpowiedział jej.
W końcu doszedł do biblioteki. Jeszcze raz rzucił
okiem na Mapę, chcąc się upewnić, że bibliotekarki, pani Pince
nie ma w środku.
Wszedł do wielkiego pomieszczenia pełnego regałów
zastawionych książkami. Rozejrzał się, ale nic nie mógł
dostrzec.
- Lumos – szepnął, a jego różdżka zapaliła się,
ukazując mu labirynt przejść między półkami.
Ruszył pierwszym z nich. Błądził chwilę, ale w
końcu zobaczył skuloną postać śpiącą na fotelu.
Draco trzymał w ręku fotografię przedstawiającą
uśmiechniętego Harry'ego. Harry nie miał pojęcia, kiedy blondyn
zrobił mu to zdjęcie. Podszedł do chłopaka i delikatnie nim
potrząsnął. Włosy Dracona zamigotały w świetle różdżki,
chłopak mruknął coś, ale się nie obudził. Harry postanowił
spróbować inaczej. Pochylił się nad chłopakiem i lekko pocałował
go w usta. Podziałało. Draco obudził się i zapatrzył w zielone
oczy całującego go chłopaka. Harry uśmiechnął się i odsunął
od niego.
- Co tu robisz? - spytał Dracona. Zauważył, że
blondyn drży i wcale mu się nie dziwił. W bibliotece było bardzo
zimno. Wziął pled leżący na drugim fotelu i dokładnie otulił
nim Dracona.
- Nie widać? Śpię – uśmiechnął się Draco,
biorąc Harry'ego za rękę i podsuwając się, żeby zrobić koło
siebie miejsce.
Harry usiadł obok Dracona, również przykrywając się
pledem i przytulił się do chłopaka, rozkoszując się jego
zapachem. Ale kiedy dotknął Dracona, ten jęknął i mimowolnie
odsunął się od Harry'ego.
- Co się stało? - przestraszył się Harry, również
odsuwając się od blondyna, by nie zrobić mu krzywdy.
- Nic, nic. Nie przejmuj się. Możesz się przytulić
– Draco starał się mówić spokojnie, ale po jego policzku
spłynęła łza, z której chłopak chyba nawet nie zdawał sobie
sprawy.
- Musisz mi powiedzieć, Draco. Proszę. Powiedz mi. –
Harry nie dawał za wygraną.
Draco wpatrzył się w oczy Harry'ego, przez długi czas
nic nie mówiąc. Harry czekał. W końcu Draco wstał i podniósł
szatę, ukazując wielkiego zielonego siniaka na brzuchu.
- O kurwa! Co się stało? Kto ci to zrobił? - Harry
był wstrząśnięty, siniak wyglądał paskudnie i naprawdę musiał
niemiłosiernie boleć.
- Zabini. Wczoraj, jak wracałem do dormitorium.
Pocałował mnie. Odepchnąłem go, ale on zaczął mówić, że
wie, że ja cię kocham. I że ty nigdy mnie nie pokochasz. A kiedy
nazwał cię idiotą nie wytrzymałem i dałem mu w pysk. Więc on
się odwdzięczył tym oto siniakiem. Zjawił się Snape, a ja
odszedłem. Uciekłem.
Harry był wstrząśnięty. Wiedział, że Draco go nie
zdradził, że Zabini pocałował go bez jego zgody.
- Zabiję go – powiedział Harry, nie zdając sobie
sprawy, że mówi na głos. - Zabiję. Nikt nie ma prawa cię
krzywdzić.
- To nie ma sensu, Harry. Nie chcę, żebyś miał
kłopoty – najwidoczniej Draco nie przejął się faktem, że
Zabini może zginąć, tylko tym, że Harry mógłby mieć później
problemy.
Draco nadal stał obok fotela, wpatrując się w
Harry'ego. Miał dziwną minę. Harry nie odzywał się, nie
wiedział, co powiedzieć.
- To prawda, Harry? - cisza między nimi trwała już
tak długo, że Harry wzdrygnął się, kiedy usłyszał głos
Dracona. - To prawda? Harry, powiedz, że to nie prawda. Kochasz
mnie? Powiedz, że mnie kochasz.
- Oczywiście, że cię kocham. Strasznie cię kocham.
Nigdy nikogo tak nie kochałem i nikogo już tak nie pokocham.
Draco, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Nie liczy się
to, co mówią inni. Kocham cię Draco i nigdy nie przestanę –
wstał i wziął Dracona za ręce. Miał ochotę go przytulić, ale
bał się dotykać siniaka, żeby nie sprawić chłopakowi bólu.
Nachylił się do przodu i pocałował go. Nie gwałtownie,
zaborczo. Pocałował go delikatnie, chcąc mu pokazać całą swoją
miłość.
W końcu usiedli z powrotem na fotelu, otulając się
pledem. Draco płakał. Ale jego oczy błyszczały szczęściem.
Uśmiechnął się do Harry'ego i nie zważając na przeszywający
ból, który czuł przy każdym ruchu, nachylił się i wtulił twarz
we włosy Harry'ego. Już po chwili spał, a Harry długo gładził
go po ramionach, chcąc mu dodać otuchy.
Harry poczuł senność. Nie mógł tu zasnąć, bo rano
bibliotekarka nie dość, że przyłapałaby ich w bardzo dwuznacznej
sytuacji, to jeszcze oskarżyłaby ich o łażenie w nocy po zamku. A
nie chciał też budzić Dracona, ani zostawić go samego. Okrył
więc ich szczelnie Niewidką, upewniając się, że żaden skrawek
ich ciał spod niej nie wystaje i zasnął, wsłuchując się w
miarowy oddech Dracona.
- Harry, wstawaj – ktoś tarmosił go za ramię.
Z trudem otworzył oczy i stwierdził, że siedzi na
fotelu w bibliotece, a przed nim stoi Draco z przerażeniem na
twarzy.
- Wstawaj! Za pół godziny mecz! - Draco nadal go
potrząsał, aż w końcu Harry całkowicie się rozbudził.
Szybko pocałował Dracona, złapał Niewidkę, która
zsunęła się z nich i leżała teraz obok fotela.
- Co z nią zrobisz? Ja ją wezmę. Oddam ci po meczu –
Draco odebrał mu pelerynę.
Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i pobiegł
do swojego dormitorium. Szybko wciągnął przez głowę szatę,
złapał miotłę i wbiegł do Wielkiej Sali, gdzie Gryfoni z
przerażeniem na twarzach rozglądali się, najwidoczniej go
szukając. W końcu go zobaczyli. Drużyna podbiegła do niego i
zewsząd rozległy się okrzyki „Gdzie byłeś Harry?”,
„Martwiliśmy się o ciebie!”, „Nie było cię całą noc!”.
Harry zignorował tłum Gryfonów i na czele swojej
drużyny wyszedł z Sali, kierując się w stronę boiska.
- No, drużyno. Nie będę wam truł, jak Oliver. Do
roboty, dacie radę! - powiedział do nich, kiedy przebierali się w
szatni.
W końcu wyszli na boisko. Tłum Gryfonów i Puchonów
przywitał ich gromkimi brawami, Krukoni i Ślizgoni ich wygwizdali.
Harry nie mógł się opanować i szybko rozejrzał się po widowni,
szukając wzrokiem Dracona. Zobaczył go w ostatnim rzędzie.
Wyglądał ślicznie, kiedy wiatr odwiewał mu włosy. Draco również
patrzył na Harry'ego, ani na chwilę nie odrywając od niego wzroku.
Harry odwrócił się do pani Hooch, która akurat
dawała im ręką znak, by dosiedli swoich mioteł. Na dźwięk
gwizdka obie drużyny wzbiły się w powietrze. Harry poleciał wyżej
niż inni gracze i zaczął zataczać koła wokół boiska. Jego
wzrok znowu padła na Dracona. Ten próbował mu coś pokazać. Harry
podleciał bliżej i zobaczył, że jest to wisiorek z lwem.
Uśmiechnął się, patrząc chłopakowi w oczy.
- Ginny Weasley właśnie zdobyła dziesięć punktów
dla Gryffindoru! Genialna dziewczyna, jest bardzo miła. Nawet ze
mną czasami rozm...
- Lovegood! Wróć do meczu! Więcej nie pozwolę ci
komentować! Jest trzydzieści do zera dla Gryfonów! - przerwała
jej McGonagall.
Harry postanowił bardziej skupić się na meczu. Zrobił
kilka okrążeń wokół boiska i znów zawisł nad nim, wypatrując
Złotego Znicza.
-Ginny znowu ma kafla! Wymija tego wielkiego
ścigającego... Nie pamiętam, jak się nazywa. Ucieka przed
tłuczkiem i... Tak, zdobyła kolejne dziesięć punktów! Brawo,
Ginny!
Harry spojrzał w stronę rudowłosej dziewczyny i tuż
przy jej nodze zobaczył złoty błysk. Zanurkował w jej kierunku.
Śzukający drugiej drużyny najwidoczniej uznał, że Harry chce po
prostu pogratulować Ginny, bo nie poleciał za nim. Nie minęło pół
minuty, a już Harry unosił się nad boiskiem, ściskając w
wyciągniętej wysoko ręce wyrywającą się piłeczkę. Widownia
oszalała, Gryfoni rzucili się na boisko.
- Wygraliśmy! - wrzeszczeli jeden przez drugiego!
Harry, wygraliśmy! Dwieście do zera!
- Ginny sama zdobyła czterdzieści punktów! -
krzyczał Ron, przepychając się w stronę siostry, by ją
przytulić.
Jednak Ginny miała inne plany. Podeszła do Harry'ego i
nie zważając na otaczający ich tłum, pocałowała go. Harry'ego
zatkało. Nie wiedział, co zrobić, co powiedzieć. Było mu źle.
Wolałby, żeby w tej chwili to Draco trzymał go w swoich objęciach.
Odsunął od siebie dziewczynę i rozejrzał się. Ponad głowami
tłumu zobaczył Dracona wchodzącego do szkoły. Chciał za nim
pobiec, ale tłum porwał go i zaniósł w stronę szatni, wciąż
wiwatując i śmiejąc się.
- Harry, wieczorem robimy imprezę! - wrzeszczał Ron.
Harry nie miał ochoty na żadną imprezę. Jedyna
osoba, której obecności teraz potrzebował zniknęła w zamku,
nawet na niego nie zerkając.
Do wieczora Harry'emu nie udało się wyrwać z tłumu,
by poszukać Dracona. W końcu jednak, kiedy impreza trwała już
dłuższy czas, a większość Gryfonów powyżej piętnastego roku
życia i kilkoro młodszych się upiło, Harry'emu udało się wyjść
niezauważenie z Pokoju Wspólnego. Schował się w najbliższej
pustej klasie, żeby nikt go nie znalazł i spojrzał na Mapę
Huncwotów. Po chwili dostrzegł kropeczkę opatrzoną imieniem
Dracona na siódmym piętrze.
Nie spodziewał się tego, co zobaczy. Wspiął się po
ostatnich schodach na siódme piętro i zobaczył Dracona, opartego o
ścianę i kompletnie pijanego. Podszedł do niego i spróbował
podnieść, ale chłopak nie mógł utrzymać się na nogach.
Niewiele myślac Harry otworzył Pokój Życzeń i wciągnął
Dracona do środka. Znaleźli się w małej sypialni z kominkiem,
dwoma szafkami nocnymi i małżeńskim łóżkiem. Wszystko było tu
w odcieniach czerwieni i zieleni.
Harry delikatnie ułożył Dracona na łóżku i zaczął
go rozbierać. Kiedy ściągnął mu spodnie, coś wyleciało z
kieszeni. Harry podniósł to. Była to mała torebeczka, na której
pisało „Dla Harry'ego”. Korciło go, by zajrzeć do środka, ale
uznał, że może Draco będzie chciał mu to dać osobiście, więc
odłożył paczuszkę na szafce nocnej, ubrania Dracona położył na
krześle, które nagle pojawiło się obok łóżka. Spojrzał na
Dracona, który leżał teraz w samych bokserkach. Chłopak był
piękny, jego blada skóra, od której nadal odcinał się wielki
siniak, była idealna. Harry miał ochotę dotknąć brzucha
blondyna, ale opanował się, bo nie chciał sprawić mu bólu, który
ten musiałby odczuć przy dotknięciu siniaka. Przykrył Dracona
kołdrą, by nie zmarzł. Sam też się rozebrał i wsunął się do
łóżka obok Dracona, gładząc go delikatnie po włosach.
- Przepraszam Draco. Ja naprawdę nie chciałem jej
całować. Kocham tylko ciebie. To ona... Ja nic do niej nie czuję
– szepnął jeszcze i zasnął.
Draco obudził się z jękiem. Okropnie bolała go
głowa, było mu nie dobrze. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w
którym się znalazł. Nie znał tego miejsca. Poczuł, że coś leży
na jego piersi. Spojrzał w dół i ze zdziwieniem zobaczył czarne
włosy Harry'ego. Na samą myśl, że Harry zajął się nim, kiedy
był pijany zrobiło mu się ciepło na sercu. Ale po chwili
przeraził się. Nie miał przecież pojęcia, co robili w nocy! Nic
nie pamiętał, nie wiedział, czy... coś się wydarzyło.
- Harry? - odezwał się do bruneta, lekko nim
potrząsając. - Harry, wstawaj.
Harry otworzył jedno oko, spoglądając na Dracona.
Nagle podniósł głowę i usiadł na swojej części łóżka,
otulając się kołdrą.
- Och, Draco. Wstałeś...
Draco uśmiechnął się do Harry'ego i przyciągnął
go do siebie, znów kładąc jego głowę na swojej piersi.
- Co się wczoraj działo Harry? Znaczy w nocy? To
znaczy po tym, jak mnie znalazłeś? I gdzie my jesteśmy?
- Jesteśmy w Pokoju Życzeń. Znalazłem cię zalanego
w trupa na korytarzu przed wejściem, więc cię tu zaciągnąłem.
Nic się nie działo. Po prostu położyłem nas spać.
- To ty mnie rozebrałeś? - Draco był lekko
zażenowany. Miał nikłą nadzieję, że Harry powie, że sam się
rozebrał...
- No tak... Nie mogłeś spać w ubraniu, a sam w żaden
sposób nie dałbyś rady się rozebrać. Twoje rzeczy są na
krześle... Moje też.
Leżeli dłuższy czas, nic nie mówiąc. W końcu
jednak Harry przerwał ciszę.
- Przepraszam za tamto, Draco. Ja naprawdę... Nie
chciałem, by ona mnie całowała. Zrobiła to tak nagle...
- Ależ Harry! Przecież wiem – przerwał mu Draco,
kładąc dłoń na ustach bruneta. - Myślisz, że przez to piłem?
- No, tak – przyznał Harry. - W końcu zaraz po tym
zobaczyłem, że odchodzisz...
- Harry, ja nie dlatego. Przepraszam, nie chciałem,
żebyś tak pomyślał. Po prostu... Ojciec mnie wezwał... Nie
powinienem ci tego mówić...
- Draco, musisz mi powiedzieć!
- Wiem. No cóż... Mam dwie złe wiadomości. Ojciec wezwał mnie... do
Voldemorta. On mnie naznaczył, Harry. Mam jego znak – podwinął
lewy rękaw ukazując Mroczny Znak, symbol samego Voldemorta.
- Więc... jesteś śmierciożercą...
- Harry, ja naprawdę tego nie chciałem. Ale on mnie
zmusił. Bałem się. Ale to nie jest najgorsze. Nigdy nie zostanę
sługą Voldemorta. Najgorsze jest to, że... Rodzice postanowili
mnie zeswatać. Kiedy pojadę do domu na święta. Z tą Parkinson.
Jedynym wyjściem jest... Wziąć ślub z kimś innym, szybciej i
bez zgody ojca, albo... uciec.
Po Harry'ego minie widać było, że chłopak jest
przerażony. Jednak po chwili wyraz jego twarzy zmienił się i
pojawiła się na niej jakaś dziwna determinacja.
- Nie ma innego wyjścia, musimy wziąć ślub. Jestem
zbyt wielkim egoistą, za bardzo cię kocham, bo cię oddać –
powiedział.
Jako stała czytelniczka mówię, że jest zajebiste! :D
OdpowiedzUsuńNajwidoczniej piszę tylko dla Ciebie no i oczywiście dla siebie, więc czytaj, czytaj i komentuj :3
Usuń