poniedziałek, 11 lutego 2013

Nie ma innego wyjścia


Harry nadal nie do końca się obudził. Cały był obolały, w dodatku było mu nie wygodnie. Nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego śpi na siedząco. Rozprostował kark, w którym coś nieprzyjemnie zagruchotało. Nie miał na nosie okularów, więc wszystko było bardzo zamazane. Jak przez mgłę widział odblask ognia z kominka. Popatrzył w dół i ujrzał jasną plamę na swoich kolanach. Dotknął jej, a ona drgnęła. Przejechał po niej dłonią, natrafiając w końcu na coś, co w dotyku przypominało ludzką skórę... Wymacał nos, usta... Twarz. Obok tej jasnej głowy zobaczył odbłysk ognia w szkle. Wyciągnął dłoń i po chwili trzymał w niej swoje okulary. Nałożył je na nos, ale nadal nie widział zbyt dobrze. Okulary były strasznie brudne, wszędzie były na nich odciski palców. Przetarł je skrawkiem szaty i znów nałożył. No, lepiej, chociaż tłuste smugi wciąż powodowały, że światło załamywało się, tworząc jasne linie wokół.
Tym razem jednak po spojrzeniu w dół rozpoznał tę głowę. Należała ona do Dracona, a reszta jego ciała leżała obok Harry'ego, zwinięta w kłębek. Usta Harry'ego wygięły się w rozkochanym uśmiechu. Patrzył na blondyna spokojnie śpiącego na jego kolanach... Kochał w nim wszystko. Załamałby się, gdyby stała mu się jakaś krzywda. I właśnie myśląc to zdał sobie sprawę ze swojej głupoty. Jak on mógł coś takiego zaproponować Draconowi? Przecież to było dla Ślizgona cholernie niebezpieczne!
    - Draco, wstawaj! No wstawaj! Ale ze mnie kretyn! Zbudź się!
    - Na Merlina, co się stało, Harry? - Draco podskoczył jak oparzony i wyciągnął różdżkę, celując nią w ciemne kąty.
    - Spokojnie. Przepraszam Draco, nie chciałem cię wystraszyć. Ale właśnie zrozumiałem... siadaj, siadaj. Właśnie zrozumiałem, że nie możemy... Nie możemy wziąć ślubu – wyrzucił z siebie Harry, ciągnąc Dracona za rękaw, żeby usiadł.
Draco wpatrywał się w Harry'ego oniemiały.
    - Nie chcesz... rozmyśliłeś się... rozumiem to... okay....
    - Zgłupiałeś? Chcę! Chę jak cholera! Ale nie możemy. Nie możemy ze względu na ciebie! Ze względu na twoje bezpieczeństwo! Przecież jak Voldemort się dowie, to cię zabije!
Draco spojrzał na niego, początkowo nie mając pojęcia, o czym Harry bredzi, ale w końcu w jego oczach zajaśniało zrozumienie.
    - Oh Harry... Ale... Ja nie chcę... Nie mogę ożenić się z Parkinson! Wolę ryzykować własną śmiercią, ale być z tobą... Kocham cię, Harry! Tylko ciebie kocham, rozumiesz!?
    - Ja też cię kocham, Draco, ale nie możemy... Nie możesz zginąć!
    - Jeżeli ożenię się z Parkinson, to sam się zabiję – zagroził Draco, a w żołądku Harry'ego coś się przewróciło.
    - To co zrobimy – zapytał szeptem. Głos odmówił mu posłuszeństwa.
    - Nie martw się. Wiem, co zrobimy. Powiedz mi tylko, tak dla pewności... pewien jesteś, że zniesiesz gadanie i pytania innych?
    - Tak, Draco. Dla ciebie zniosę wszystko, przecież już mówiłem. To co mamy zrobić?


Po minie Harry'ego Draco poznał, że brunet nie jest do końca przekonany.
    - Harry, to jest jedyne wyjście. Ojciec się wścieknie, ale przecież nie wyda mnie Voldemortowi. Będę chroniony i ty razem ze mną. Musimy to zrobić, jeśli chcemy być razem!
No i właśnie. Nie było innego wyjścia, musieli to zrobić. Draco szybko uścisnął rękę Harry'ego, chcąc mu dodać otuchy i z radością zobaczył, że ten lekko się do niego uśmiecha.
-Czekoladowy blok – Draco podał hasło i weszli na spiralne schody, które po chwili ruszyły w górę. W końcu zatrzymały się i chłopcy stanęli przed drzwiami do gabinetu Dumbledore'a.
Draco zapukał.
    - Proszę wejść – odezwał się głos zza drzwi. Popatrzyli na siebie i wkroczyli do dużego, okrągłego pomieszczenia, pełnego najróżniejszych przyrządów i instrumentów, których zastosowanie było dla nich tajemnicą. Za biurkiem siedział dyrektor i bacznie im się przyglądał zza okularów połówek. W jego błękitnych oczach i długiej siwej brodzie odbijało się światło płomieni z kominka.
    - Co was sprowadza, chłopcy? Gryfon i Ślizgon razem, w dodatku to wy dwaj... Niecodzienny widok. Siadajcie. Cytrynowego dropsa? - poczęstował ich cukierkami, ale odmówili i usiedli na krzesłach wskazanych im przez Dumbledore'a.
Nie odpowiedzieli na jego pytanie. Draco wyłamywał sobie palce i kątem oka zauważył, że Harry przygryza wargi.
Dumbledore nie popędzał ich. Patrzył dłuższą chwilę, w końcu wstał i przeszedł wokół biurka, stając przed nimi i lekko się uśmiechając.
    - Wiem, dlaczego przyszliście razem... Wiem, co was łączy. Mimo wszystko jestem tu dyrektorem, więc oczywiście interesuję się tym, czym zajmują się moi uczniowie. Ale nadal nie wiem, w jakim celu do mnie przyszliście.
    - Bo, panie profesorze! Tak nie może być, ojciec nie może go zmusić, jak to jest możliwe!? Jego zdanie już się w ogóle nie liczy? Ale co my możemy? No i Voldemort... On nie może o niczym wiedzieć...
    - Może ja powiem – Draco przerwał Harry'emu, łapiąc go za nadgarstek. Dumbledore w żaden sposób nie zareagował na wybuch Harry'ego, ani na gest Dracona. Nadal czekał. - Chodzi o to, profesorze... To znaczy powiedział pan, że pan wie. Wie pan, że jesteśmy w związku? - upewnił się Draco, a Dumbledore przytaknął lekkim skinieniem głowy. - No dobrze. W takim razie... Chodzi o to, że mój ojciec. Ojej, to delikatna sprawa, nie wiem, jak to powiedzieć. Ojciec chce mnie wyswatać z Parkinson... To znaczy z Pansy Parkinson. Wie pan, ona jest czystej krwi, ze Slytherinu, w dodatku jej rodzina jest bogata. Więc chcą mi zaaranżować małżeństwo. I to już niedługo, jak tylko pojadę do domu na święta. Ale ja nic do niej nie czuję, kocham Harry'ego. Chcieliśmy już nawet wymknąć się za tydzień ze szkoły do Hogsmeade i wziąć ślub bez wiedzy mojego ojca, no ale... Harry przypomniał sobie i mi przy okazji o bardzo dla niego ważnym szczególe. Sam też przyznam, że wolałbym tego uniknąć, więc cóż... Szczegół ten jest bardzo ważny dla nas obu, dla mnie jest również niebezpieczny. Voldemort. Jeżeli dowie się, że kocham Harry'ego, że wyszedłem za niego... Cóż, najprawdopodobniej... nie, na pewno mnie zabije. Mnie i moich rodziców.
    - Rozumiem, że uważasz, że ja mógłbym jakoś wam pomóc. Nie powiem, że będzie to łatwe zadanie, ale obiecuję wam chłopcy, że jeżeli naprawdę się kochacie, to będziecie mogli się pobrać. Pozwalam wam opuścić teren szkoły w następny weekend, żeby wziąć ślub. Porozmawiam z twoim ojcem, Draco, ale już po fakcie dokonanym. W naszym świecie małżeństwa nie można zerwać, bo rodzice tak chcą. Najważniejsza jest wola małżonków. Wierzę, że mimo wszystko twój własny ojciec nie wyda cię Voldemortowi. Zostaniecie ukryci. Jeżeli weźmiecie ślub, w świetle prawa staniecie się dorośli, więc na waszych różdżkach nie będzie już namiaru, a Harry... nie będzie bezpieczny w domu swojego wujostwa. Zamieszkacie przy Grimmauld Place.
Oczy chłopaków się spotkały i nie mogli powstrzymać uśmiechów. Draco ledwo się powstrzymał, by nie rzucić się Harry'emu na szyję, no ale przecież był z nimi dyrektor...
    - Nikt, oprócz waszych najbliższych przyjaciół i członków Zakonu nie powinien o tym wiedzieć, plotki zbyt szybko się rozchodzą, mogłyby trafić do śmierciożerców...
    - Chłopcy przytaknęli i czym prędzej się pożegnali, chcąc pobyć ze sobą sam na sam. Dumbledore nie protestował, nic już nie dodawał, uśmiechał się tylko pobłażliwie, patrząc, jak ci tak różniący się od siebie chłopcy biorą się za ręce, opuszczając jego gabinet.
Na dole pożegnali się i ruszyli, każdy w inną stronę.
Draco miał ochotę skakać z radości, odwrócić się, pobiec do Harry'ego, złapać go i już nigdy nie puścić. Ale powstrzymał się.
Przed wizytą u dyrektora był przerażony, ale nie pozwolił sobie na okazanie tych uczuć, żeby jeszcze bardziej nie wystraszyć Harry'ego. Teraz już wiedział, że wszystko będzie dobrze. Ufał Dumbledore'owi, wiedział, że starzec coś wymyśli.
Akurat kiedy przechodził przez salę wejściową, zegar wybił czwartą po południu. Dzieciaki wracały już z Hogsmeade, więc musiał się między nimi przeciskać, kierując się w stronę lochów. Nagle jednak przystanął. Wpadł mu do głowy pewien pomysł. Odwrócił się na pięcie i ruszył szybko schodami na górę, skąd przed chwilą przyszedł. Minął zamaskowane wejście do gabinetu dyrektora i dalej piął się w górę. W końcu doszedł do biblioteki. Przystanął na chwilę, by unormować oddech po szybkim marszu po schodach i wszedł do środka. Bibliotekarka spojrzała na niego zza biurka, ale szybko wróciła do oglądania leżącej przed nią książki.
    - Tak zniszczyć... Toż to barbarzyństwo... Nie wiem, kto to zrobił, ale znajdę go... - mruczała pod nosem, prostując za pomocą różdżki pozaginane rogi i zmazując jakieś dopiski z marginesów.
Draco skierował się do działu poświęconemu magicznemu prawu. Znajdował się on w najdalszej części biblioteki, w której było niewiele światła, więc po jakimś czasie szedł już prawie na oślep. Wyjął różdżkę i zapalił ją. Rozjaśniła jasną poświatą książki i... postać stojącą tak blisko Dracona, że prawie stykali się nosami. Draco podskoczył, różdżka mu się wyślizgnęła, w ostatniej chwili ją złapał i w przebłysku chwili schował w rękaw, by Zabini myślał, że naprawdę ją stracił. Na sam widok tego chłopaka poczuł ból siniaka na brzuchu.
    - Czego chcesz? - miał nadzieję, że jego słowa brzmią wystarczająco pewnie.
    - Spokojnie. Coś się stało? Przecież mogę być w bibliotece.
    - I co? Może czytałeś? W tych ciemnościach?
Draco próbował dostrzec rysy Blaise'a, ale było tak ciemno, że nie mógł zobaczyć nic oprócz oczu chłopaka. Miał ochotę jak najszybciej stamtąd odejść, ale przecież nie mógł pokazać Zabini'emu, że się go boi. Stanął więc prostu, ręce opierając na biodrach i popatrzył na niego z pogardą. Uśmiechnął się w duchu, bo Zabini cofnął się o krok.
    - Znowu chcesz w mordę? - rzucił zaczepnie, mocniej ściskając różdżkę, żeby przypadkiem nie wysunęła mu się z rękawa.
    - Ostrożnie, Draco. Tutaj nie ma Snape'a, który pospieszy ci z pomocą. Pani Pince też nas nie usłyszy. Więc lepiej licz się ze słowami.
Mówiąc to podszedł do Dracona i przygwoździł go do szafki. Włożył mu dłoń w rękaw, silnym ruchem wyciągnął różdżkę Dracona i odrzucił od siebie, a ta potoczyła się po podłodze i zniknęła gdzieś w ciemności.
Zabini jedną ręką przytrzymywał nadgarstki Dracona, drugą zaś uniósł jego brodę do góry i pocałował go, starając się wsunąć język pomiędzy jego mocno zaciśnięte usta. Biodrami opierał się o Dracona i lekko nimi poruszał.
Draco opierał się, próbował się wyrwać. Nie sprawiało mu to przyjemności. Ściśnięte nadgarstki bolały go, czuł, że zostaną mu na nich kolejne siniaki wykonane przez Bleise'a. „Tylko w tym jest dobry” – przemknęło Draconowi przez głowę. Uśmiechnął się w myślach, ale nadal walczył, żeby się wyswobodzić. Zabini jednak skutecznie go blokował, więc Draco nie miał żadnych szans. Poczuł, że w spodniach opierającego się o jego biodra Zabini'ego coś rośnie. „No pięknie. Obleśny. Zabiję. Kurwa, pojebało go? Puść mnie idioto! Zabiję cię!” - myślał. Chciał wykrzyczeć to na głos, ale wiedział, że jakby tylko lekko rozluźnił usta, to język Zabini'ego zaraz by się między nimi znalazł. A Draco w żadnym razie tego nie chciał. Nagle usłyszał kroki. Zabini oderwał się od Dracona i rozejrzał się zdezorientowany, ale nikogo obok nich nie było. Już chciał wrócić do obmacywania Dracona, kiedy nagle jego twarz wykrzywiła się dziwnie, jakby go coś z całej siły uderzyło, Draco zobaczył, że nos Bleise'a łamie się i zaczyna z niego lecieć krew. Później coś złapało Dracona za ramię i ten znalazł się pod peleryną razem z Harrym. Uśmiechnął się, ale brunet był bardzo poważny.
    - Lumos – powiedział i ruszył przed siebie, przechodząc obok Zabini'ego, który siedział teraz na podłodze, trzymając się za nos i rozglądając się za Draconem. Wyglądał przekomicznie i Draco nie mógł powstrzymać parsknięcia. Na ten odgłos Bleise podskoczył, co nawet u Harry'ego spowodowało lekki uśmiech. Harry nagle kucnął, podniósł różdżkę Dracona i oddał mu ją. Ruszyli w stronę wyjścia z biblioteki.
    - Musimy zdjąć pelerynę. Pani Pince widziała, jak wchodziliśmy, musi też zobaczyć, że wychodzimy – odezwał się w końcu Harry po długim milczeniu.
Draco skinął tylko lekko głową. Harry schował pelerynę pod szatę i wyszli z biblioteki. Bibliotekarka dziwnie się na nich popatrzyła, ale nie odezwała się.
    - Oddałem ci pelerynę? - Draco nagle zdał sobie sprawę z faktu, że Harry posiada coś, czego nie powinien mieć. W końcu nie oddawał jej Harry'emu...

2 komentarze:

  1. Wiem, że komentarze są do wyrażania obiektywnej opinii, że powinnam pisać to co mi się podoba, a co nie, jednak...wszystko jest cudownie, pisz dalej, a szczególnie, że masz ferie! <3 :D Chyba nie jestem odpowiednią osobą do komentowania rozdziałów...xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xD Nie mam nic przeciwko Twoim komentarzom. XD Dzięki kochana <3

      Usuń