Harry nadal nie do końca się obudził. Cały był
obolały, w dodatku było mu nie wygodnie. Nie mógł sobie
przypomnieć, dlaczego śpi na siedząco. Rozprostował kark, w
którym coś nieprzyjemnie zagruchotało. Nie miał na nosie
okularów, więc wszystko było bardzo zamazane. Jak przez mgłę
widział odblask ognia z kominka. Popatrzył w dół i ujrzał jasną
plamę na swoich kolanach. Dotknął jej, a ona drgnęła. Przejechał
po niej dłonią, natrafiając w końcu na coś, co w dotyku
przypominało ludzką skórę... Wymacał nos, usta... Twarz. Obok
tej jasnej głowy zobaczył odbłysk ognia w szkle. Wyciągnął dłoń
i po chwili trzymał w niej swoje okulary. Nałożył je na nos, ale
nadal nie widział zbyt dobrze. Okulary były strasznie brudne,
wszędzie były na nich odciski palców. Przetarł je skrawkiem szaty
i znów nałożył. No, lepiej, chociaż tłuste smugi wciąż
powodowały, że światło załamywało się, tworząc jasne linie
wokół.
Tym razem jednak po spojrzeniu w dół rozpoznał tę
głowę. Należała ona do Dracona, a reszta jego ciała leżała
obok Harry'ego, zwinięta w kłębek. Usta Harry'ego wygięły się w
rozkochanym uśmiechu. Patrzył na blondyna spokojnie śpiącego na
jego kolanach... Kochał w nim wszystko. Załamałby się, gdyby
stała mu się jakaś krzywda. I właśnie myśląc to zdał sobie
sprawę ze swojej głupoty. Jak on mógł coś takiego zaproponować
Draconowi? Przecież to było dla Ślizgona cholernie niebezpieczne!
- Draco, wstawaj! No wstawaj! Ale ze mnie kretyn! Zbudź
się!
- Na Merlina, co się stało, Harry? - Draco podskoczył
jak oparzony i wyciągnął różdżkę, celując nią w ciemne
kąty.
- Spokojnie. Przepraszam Draco, nie chciałem cię
wystraszyć. Ale właśnie zrozumiałem... siadaj, siadaj. Właśnie
zrozumiałem, że nie możemy... Nie możemy wziąć ślubu –
wyrzucił z siebie Harry, ciągnąc Dracona za rękaw, żeby usiadł.
Draco wpatrywał się w Harry'ego oniemiały.
- Nie chcesz... rozmyśliłeś się... rozumiem to...
okay....
- Zgłupiałeś? Chcę! Chę jak cholera! Ale nie
możemy. Nie możemy ze względu na ciebie! Ze względu na twoje
bezpieczeństwo! Przecież jak Voldemort się dowie, to cię zabije!
Draco spojrzał na niego, początkowo nie mając
pojęcia, o czym Harry bredzi, ale w końcu w jego oczach zajaśniało
zrozumienie.
- Oh Harry... Ale... Ja nie chcę... Nie mogę ożenić
się z Parkinson! Wolę ryzykować własną śmiercią, ale być z
tobą... Kocham cię, Harry! Tylko ciebie kocham, rozumiesz!?
- Ja też cię kocham, Draco, ale nie możemy... Nie
możesz zginąć!
- Jeżeli ożenię się z Parkinson, to sam się zabiję
– zagroził Draco, a w żołądku Harry'ego coś się przewróciło.
- To co zrobimy – zapytał szeptem. Głos odmówił
mu posłuszeństwa.
- Nie martw się. Wiem, co zrobimy. Powiedz mi tylko,
tak dla pewności... pewien jesteś, że zniesiesz gadanie i pytania
innych?
- Tak, Draco. Dla ciebie zniosę wszystko, przecież
już mówiłem. To co mamy zrobić?
Po minie Harry'ego Draco poznał, że brunet nie jest do
końca przekonany.
- Harry, to jest jedyne wyjście. Ojciec się
wścieknie, ale przecież nie wyda mnie Voldemortowi. Będę
chroniony i ty razem ze mną. Musimy to zrobić, jeśli chcemy być
razem!
No i właśnie. Nie było innego wyjścia, musieli to
zrobić. Draco szybko uścisnął rękę Harry'ego, chcąc mu dodać
otuchy i z radością zobaczył, że ten lekko się do niego
uśmiecha.
-Czekoladowy blok – Draco podał hasło i weszli na
spiralne schody, które po chwili ruszyły w górę. W końcu
zatrzymały się i chłopcy stanęli przed drzwiami do gabinetu
Dumbledore'a.
Draco zapukał.
- Proszę wejść – odezwał się głos zza drzwi.
Popatrzyli na siebie i wkroczyli do dużego, okrągłego
pomieszczenia, pełnego najróżniejszych przyrządów i
instrumentów, których zastosowanie było dla nich tajemnicą. Za
biurkiem siedział dyrektor i bacznie im się przyglądał zza
okularów połówek. W jego błękitnych oczach i długiej siwej
brodzie odbijało się światło płomieni z kominka.
- Co was sprowadza, chłopcy? Gryfon i Ślizgon razem,
w dodatku to wy dwaj... Niecodzienny widok. Siadajcie. Cytrynowego
dropsa? - poczęstował ich cukierkami, ale odmówili i usiedli na
krzesłach wskazanych im przez Dumbledore'a.
Nie odpowiedzieli na jego pytanie. Draco wyłamywał
sobie palce i kątem oka zauważył, że Harry przygryza wargi.
Dumbledore nie popędzał ich. Patrzył dłuższą
chwilę, w końcu wstał i przeszedł wokół biurka, stając przed
nimi i lekko się uśmiechając.
- Wiem, dlaczego przyszliście razem... Wiem, co was
łączy. Mimo wszystko jestem tu dyrektorem, więc oczywiście
interesuję się tym, czym zajmują się moi uczniowie. Ale nadal
nie wiem, w jakim celu do mnie przyszliście.
- Bo, panie profesorze! Tak nie może być, ojciec nie
może go zmusić, jak to jest możliwe!? Jego zdanie już się w
ogóle nie liczy? Ale co my możemy? No i Voldemort... On nie może
o niczym wiedzieć...
- Może ja powiem – Draco przerwał Harry'emu, łapiąc
go za nadgarstek. Dumbledore w żaden sposób nie zareagował na
wybuch Harry'ego, ani na gest Dracona. Nadal czekał. - Chodzi o to,
profesorze... To znaczy powiedział pan, że pan wie. Wie pan, że
jesteśmy w związku? - upewnił się Draco, a Dumbledore przytaknął
lekkim skinieniem głowy. - No dobrze. W takim razie... Chodzi o to,
że mój ojciec. Ojej, to delikatna sprawa, nie wiem, jak to
powiedzieć. Ojciec chce mnie wyswatać z Parkinson... To znaczy z
Pansy Parkinson. Wie pan, ona jest czystej krwi, ze Slytherinu, w
dodatku jej rodzina jest bogata. Więc chcą mi zaaranżować
małżeństwo. I to już niedługo, jak tylko pojadę do domu na
święta. Ale ja nic do niej nie czuję, kocham Harry'ego.
Chcieliśmy już nawet wymknąć się za tydzień ze szkoły do
Hogsmeade i wziąć ślub bez wiedzy mojego ojca, no ale... Harry
przypomniał sobie i mi przy okazji o bardzo dla niego ważnym
szczególe. Sam też przyznam, że wolałbym tego uniknąć, więc
cóż... Szczegół ten jest bardzo ważny dla nas obu, dla mnie
jest również niebezpieczny. Voldemort. Jeżeli dowie się, że
kocham Harry'ego, że wyszedłem za niego... Cóż,
najprawdopodobniej... nie, na pewno mnie zabije. Mnie i moich
rodziców.
- Rozumiem, że uważasz, że ja mógłbym jakoś wam
pomóc. Nie powiem, że będzie to łatwe zadanie, ale obiecuję wam
chłopcy, że jeżeli naprawdę się kochacie, to będziecie mogli
się pobrać. Pozwalam wam opuścić teren szkoły w następny
weekend, żeby wziąć ślub. Porozmawiam z twoim ojcem, Draco, ale
już po fakcie dokonanym. W naszym świecie małżeństwa nie można
zerwać, bo rodzice tak chcą. Najważniejsza jest wola małżonków.
Wierzę, że mimo wszystko twój własny ojciec nie wyda cię
Voldemortowi. Zostaniecie ukryci. Jeżeli weźmiecie ślub, w
świetle prawa staniecie się dorośli, więc na waszych różdżkach
nie będzie już namiaru, a Harry... nie będzie bezpieczny w domu
swojego wujostwa. Zamieszkacie przy Grimmauld Place.
Oczy chłopaków się spotkały i nie mogli powstrzymać
uśmiechów. Draco ledwo się powstrzymał, by nie rzucić się
Harry'emu na szyję, no ale przecież był z nimi dyrektor...
- Nikt, oprócz waszych najbliższych przyjaciół i
członków Zakonu nie powinien o tym wiedzieć, plotki zbyt szybko
się rozchodzą, mogłyby trafić do śmierciożerców...
- Chłopcy przytaknęli i czym prędzej się pożegnali,
chcąc pobyć ze sobą sam na sam. Dumbledore nie protestował, nic
już nie dodawał, uśmiechał się tylko pobłażliwie, patrząc,
jak ci tak różniący się od siebie chłopcy biorą się za ręce,
opuszczając jego gabinet.
Na dole pożegnali się i ruszyli, każdy w inną
stronę.
Draco miał ochotę skakać z radości, odwrócić się,
pobiec do Harry'ego, złapać go i już nigdy nie puścić. Ale
powstrzymał się.
Przed wizytą u dyrektora był przerażony, ale nie
pozwolił sobie na okazanie tych uczuć, żeby jeszcze bardziej nie
wystraszyć Harry'ego. Teraz już wiedział, że wszystko będzie
dobrze. Ufał Dumbledore'owi, wiedział, że starzec coś wymyśli.
Akurat kiedy przechodził przez salę wejściową, zegar
wybił czwartą po południu. Dzieciaki wracały już z Hogsmeade,
więc musiał się między nimi przeciskać, kierując się w stronę
lochów. Nagle jednak przystanął. Wpadł mu do głowy pewien
pomysł. Odwrócił się na pięcie i ruszył szybko schodami na
górę, skąd przed chwilą przyszedł. Minął zamaskowane wejście
do gabinetu dyrektora i dalej piął się w górę. W końcu doszedł
do biblioteki. Przystanął na chwilę, by unormować oddech po
szybkim marszu po schodach i wszedł do środka. Bibliotekarka
spojrzała na niego zza biurka, ale szybko wróciła do oglądania
leżącej przed nią książki.
- Tak zniszczyć... Toż to barbarzyństwo... Nie wiem,
kto to zrobił, ale znajdę go... - mruczała pod nosem, prostując
za pomocą różdżki pozaginane rogi i zmazując jakieś dopiski z
marginesów.
Draco skierował się do działu poświęconemu
magicznemu prawu. Znajdował się on w najdalszej części
biblioteki, w której było niewiele światła, więc po jakimś
czasie szedł już prawie na oślep. Wyjął różdżkę i zapalił
ją. Rozjaśniła jasną poświatą książki i... postać stojącą
tak blisko Dracona, że prawie stykali się nosami. Draco podskoczył,
różdżka mu się wyślizgnęła, w ostatniej chwili ją złapał i
w przebłysku chwili schował w rękaw, by Zabini myślał, że
naprawdę ją stracił. Na sam widok tego chłopaka poczuł ból
siniaka na brzuchu.
- Czego chcesz? - miał nadzieję, że jego słowa
brzmią wystarczająco pewnie.
- Spokojnie. Coś się stało? Przecież mogę być w
bibliotece.
- I co? Może czytałeś? W tych ciemnościach?
Draco próbował dostrzec rysy Blaise'a, ale było tak
ciemno, że nie mógł zobaczyć nic oprócz oczu chłopaka. Miał
ochotę jak najszybciej stamtąd odejść, ale przecież nie mógł
pokazać Zabini'emu, że się go boi. Stanął więc prostu, ręce
opierając na biodrach i popatrzył na niego z pogardą. Uśmiechnął
się w duchu, bo Zabini cofnął się o krok.
- Znowu chcesz w mordę? - rzucił zaczepnie, mocniej
ściskając różdżkę, żeby przypadkiem nie wysunęła mu się z
rękawa.
- Ostrożnie, Draco. Tutaj nie ma Snape'a, który
pospieszy ci z pomocą. Pani Pince też nas nie usłyszy. Więc
lepiej licz się ze słowami.
Mówiąc to podszedł do Dracona i przygwoździł go do
szafki. Włożył mu dłoń w rękaw, silnym ruchem wyciągnął
różdżkę Dracona i odrzucił od siebie, a ta potoczyła się po
podłodze i zniknęła gdzieś w ciemności.
Zabini jedną ręką przytrzymywał nadgarstki Dracona,
drugą zaś uniósł jego brodę do góry i pocałował go, starając
się wsunąć język pomiędzy jego mocno zaciśnięte usta. Biodrami
opierał się o Dracona i lekko nimi poruszał.
Draco opierał się, próbował się wyrwać. Nie
sprawiało mu to przyjemności. Ściśnięte nadgarstki bolały go,
czuł, że zostaną mu na nich kolejne siniaki wykonane przez
Bleise'a. „Tylko w tym jest dobry” – przemknęło Draconowi
przez głowę. Uśmiechnął się w myślach, ale nadal walczył,
żeby się wyswobodzić. Zabini jednak skutecznie go blokował, więc
Draco nie miał żadnych szans. Poczuł, że w spodniach opierającego
się o jego biodra Zabini'ego coś rośnie. „No pięknie. Obleśny.
Zabiję. Kurwa, pojebało go? Puść mnie idioto! Zabiję cię!” -
myślał. Chciał wykrzyczeć to na głos, ale wiedział, że jakby
tylko lekko rozluźnił usta, to język Zabini'ego zaraz by się
między nimi znalazł. A Draco w żadnym razie tego nie chciał.
Nagle usłyszał kroki. Zabini oderwał się od Dracona i rozejrzał
się zdezorientowany, ale nikogo obok nich nie było. Już chciał
wrócić do obmacywania Dracona, kiedy nagle jego twarz wykrzywiła
się dziwnie, jakby go coś z całej siły uderzyło, Draco zobaczył,
że nos Bleise'a łamie się i zaczyna z niego lecieć krew. Później
coś złapało Dracona za ramię i ten znalazł się pod peleryną
razem z Harrym. Uśmiechnął się, ale brunet był bardzo poważny.
- Lumos – powiedział i ruszył przed siebie,
przechodząc obok Zabini'ego, który siedział teraz na podłodze,
trzymając się za nos i rozglądając się za Draconem. Wyglądał
przekomicznie i Draco nie mógł powstrzymać parsknięcia. Na ten
odgłos Bleise podskoczył, co nawet u Harry'ego spowodowało lekki
uśmiech. Harry nagle kucnął, podniósł różdżkę Dracona i
oddał mu ją. Ruszyli w stronę wyjścia z biblioteki.
- Musimy zdjąć pelerynę. Pani Pince widziała, jak
wchodziliśmy, musi też zobaczyć, że wychodzimy – odezwał się
w końcu Harry po długim milczeniu.
Draco skinął tylko lekko głową. Harry schował
pelerynę pod szatę i wyszli z biblioteki. Bibliotekarka dziwnie się
na nich popatrzyła, ale nie odezwała się.
- Oddałem ci pelerynę? - Draco nagle zdał sobie
sprawę z faktu, że Harry posiada coś, czego nie powinien mieć. W
końcu nie oddawał jej Harry'emu...
Wiem, że komentarze są do wyrażania obiektywnej opinii, że powinnam pisać to co mi się podoba, a co nie, jednak...wszystko jest cudownie, pisz dalej, a szczególnie, że masz ferie! <3 :D Chyba nie jestem odpowiednią osobą do komentowania rozdziałów...xd
OdpowiedzUsuńHaha xD Nie mam nic przeciwko Twoim komentarzom. XD Dzięki kochana <3
Usuń