Tydzień minął im bez spotkań, choć pewnej nocy
obudziła Harry'ego czarna sowa. Przyniosła mu liścik.
- Lumos – szepnął, bo nie mógł dojrzeć, co jest
na karteczce.
Okazało się, że jest tam narysowana ta właśnie
czarna sówka z zielonym krawatem, a obok niej biała sowa z czerwono
- złotym krawatem. Siedziały na gałęzi, a czarna sówka tuliła
się do białej. Pod spodem była tylko mała literka „D”. Było
to tak słodkie, że Harry nie zdołał powstrzymać uśmiechu. Od
tego czasu z niecierpliwością wyczekiwał kolejnego spotkania.
Oczywiście widywał Dracona na posiłkach, ale nie
mogli wtedy nawet porozmawiać, więc tylko się w siebie wpatrywali.
Harry szedł na kolejną lekcję Snape'a, jednocześnie
ciesząc się i martwiąc. Oczywiście, cieszył się, że spotka
Dracona, no ale jak ma niby z nim porozmawiać, skoro obok będą
stali Ron i Hermiona? Nie mógł też ukryć przed samym sobą, że
jest o chłopaka zazdrosny. Wiedział, że jedynym uczuciem, jakie
żywi Draco do Snape'a jest obrzydzenie, ale mimo to uczucie
zazdrości nie chciało go opuścić.
Tak się zamyślił, że prawie wpadł na jakąś
zbroję. „Muszę przestać się zadręczać”, pomyślał i o
dziwo naprawdę udało mu się trafić pod klasę Obrony w jednym
kawałku. Wszyscy już tam byli, ledwie Harry wyszedł zza rogu,
kiedy drzwi się otworzyły i Snape zaprosił ich do środka. Harry
zauważył, że nauczyciel wpatruje się w Dracona i poczuł
niepohamowaną falę zazdrości. Miał ochotę uderzyć nauczyciela.
Weszli do klasy i zajęli miejsca.
Okazało się, że dzisiaj znowu będą ćwiczyć w
parach i Snape znów przydzielił go do Dracona, chcąc mu zrobić na
złość. Usiedli obok siebie bez słowa, ale ich ręce znów
połączyły się pod stolikiem.
Po lekcji Harry kulał, bo tym razem to Draco miotnął
zaklęciem w niego, wywalając go na twardą posadzkę. Oczywiście
na to Snape zareagował tylko lekkim uśmiechem i obdarowaniem
Ślizgonów dziesięcioma punktami.
Harry już pod klasą opuścił przyjaciół, tłumacząc
się, że musi iść do łazienki. Hermiona patrzyła za nim z
zaniepokojoną miną. Wyglądała, jakby się czegoś domyślała, co
Harry'ego lekko zaniepokoiło.
Za zakrętem dogonił Dracona.
- Idziemy na czwarte piętro? - zapytał Harry.
-Nie wiem. Co będziemy tam robić? - odpowiedział
również pytaniem Draco, rozglądając się dookoła i, upewniwszy
się, że nikogo oprócz nich tam nie ma, wziął Harry'ego za rękę.
Harry nagle poczuł się niezręcznie. Odkąd zostali
parą prawie w ogóle nie rozmawiali, spotkania mijały im na
całowaniu się. Spojrzał na Dracona, a ten, najwidoczniej myśląc
o tym samym, powiedział.
- Może pójdziemy na spacer? Jest dostatecznie ciepło.
Porozmawiamy – uśmiechnął się do Harry'ego i mocniej uścisnął
mu dłoń.
Szli błoniami w pewnej odległości od siebie, żeby
nikt, patrząc na nich przez okno nie uznał, że idą razem.
W krótkim czasie doszli do linii lasu i zniknęli za
pierwszymi drzewami. Usiedli na przewróconym pniu. Harry skrzywił
się przy zetknięciu z twardym siedzeniem, bo jego plecy przeszyła
fala bólu. Draco musiał to zauważyć, bo nagle spochmurniał.
Harry uśmiechnął się do chłopaka i wziął go za rękę. Po
chwili Draco odwzajemnił uśmiech. Harry po raz kolejny zapatrzył
się w jego oczy, które przy każdym prawdziwym uśmiechu
rozjaśniały się tysiącem świetlików.
- Mieliśmy porozmawiać – przypomniał Draco
puszczając rękę Harry'ego i odsuwając się od niego, żeby
oprzeć się o pień stojącego obok drzewa.
- To mów – powiedział Harry, wpatrując się w
swoje dłonie, które splótł na kolanach. Czuł zażenowanie. Co
niby miał powiedzieć Draconowi? Jak miał wyrazić słowami te
wszystkie emocje, które nim targają od momentu, gdy Draco złapał
i przytulił go w łazience? I to, że te emocje z dnia na dzień
coraz bardziej rosną? Że już nie wyobraża sobie życia bez
Dracona?
- Czemu ja pierwszy? - spytał Draco, ale po chwili
dodał. - No dobrze. Kocham cię, Harry. Pokochałem cię dokładnie
w chwili, gdy zobaczyłem cię po wakacjach w pociągu. Od tamtego
czasu bez przerwy o tobie myślałem i, szczerze mówiąc, nadal
ciągle o tobie myślę.
Jeśli chodzi o ten szlaban, to można powiedzieć, że
dostałem go przez ciebie. Ale bardzo się cieszę, że McGonagall
przydzieliła nam wspólną pracę. Byłem akurat na pierwszym
piętrze. Już miałem wracać do lochów, więc nikt... znaczący –
podkreślił ostatnie słowo, chcąc dać Harry'emu do zrozumienia,
że Snape'a nie uważa za nikogo ważnego. - nie przyłapałby mnie
na łażeniu w nocy po zamku. Ale w tym momencie zobaczyłem ciebie,
jak wchodziłeś do zamku. Najwidoczniej byłeś u Hagrida – Harry
przytaknął skinieniem głowy. - Szedłem za tobą, szukając
odwagi, by do ciebie zagadać. Ale nie znalazłem jej. A kiedy
pojawił się Filch, po prostu schowałem się za zbroją i
patrzyłem, jak ten stary charłak cię zabiera. To było na czwartym
piętrze. Postanowiłem wrócić do lochów i wylazłem zza zbroi,
wpadając na McGonagall. Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Po
drodze spotkaliśmy Filcha, który powiedział McGonagall, że
włóczyłeś się nocą po błoniach. Resztę wiesz. Jeśli chodzi o
nasze kolejne spotkania, to chyba nie muszę ci mówić, jak wielką
przyjemność mi one sprawiały. A najbardziej cieszyło i nadal
cieszy mnie to, że najwidoczniej ty też lubisz się ze mną
spotykać. Kocham cię, Harry i jestem pewien, że nigdy się to nie
zmieni.
Harry'ego zamurowało. Do tej pory nie zdawał sobie
sprawy z tego, że aż tak wiele dla Dracona znaczy. Przysunął się
do chłopaka i pochylając się nad jego kolanami pocałował go,
mocno wpijając się w jego usta. Draco nie zdążył zareagować, a
już Harry siedział na jego kolanach, wplatając palce w blond włosy
i rozchylając mu językiem usta.
Stracili równowagę i, nie przestając się całować,
wylądowali na ziemi. Harry leżał pod spodem i choć plecy bardzo
go bolały, nie dał nic po sobie poznać, wciąż mocno całując
Dracona i ciesząc się, że chłopak oddaje pocałunki z równym
zapałem. Harry poczuł, że robi mu się w spodniach ciaśniej, a i
leżący na nim Draco ma w spodniach coraz mniej miejsca. Pogładził
Dracona po piersiach, co u blondyna wywołało dreszcze, ale kiedy
chłopak spróbował zdjąć mu koszulkę, szybko wstał, udając, że
nie widzi żalu i bólu w oczach blondyna.
- Proszę, Draco, nie. Kocham cię i naprawdę
zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale nie to... Jeszcze nie teraz.
Ktoś mi niedawno powiedział, że jak akcja zbyt szybko się toczy,
to szybko gaśnie.* A ja myślę tak samo, dlatego cię
powstrzymałem. Przepraszam.
Draco nadal siedząc na ziemi, uśmiechnął się smutno
do Harry'ego. Podniósł z ziemi różdżkę, która wypadła mu z
kieszeni i wstał, otrzepując się z igieł i ziemi.
- Cholibka, Harry. W porząsiu? Co się stało?
Widziałem, jak się tarzaliście. O co żeście się pobili? - zza
drzew wyszedł Hagrid.
- Nie pobiliśmy się – powiedział szybko Harry,
również otrzepując swoją szatę. - Po prostu rozmawialiśmy.
Straciłem równowagę i upadając pociągnął go za sobą. Sorry,
Malfoy – rzucił do Dracona, nie patrząc na niego.
Draco bez słowa wyszedł z lasu, kierując się w
stronę zamku.
- Czego on chciał? - Hagrid nie dawał za wygraną.
- Niczego ważnego. Słuchaj, Hagrid. Przepraszam, ale
muszę lecieć. Nie chcę znowu dostać szlabanu. Wpadnę kiedyś do
ciebie – i już go nie było.
Dogonił Dracona pod samym zamkiem. Złapał go za
łokieć i odciągnął za filar, gdzie nikt, łącznie z Hagridem,
nie mógł ich zobaczyć.
Bez słowa ponownie wczepił się wargami w usta
blondyna i przycisnął go do zimnego muru.
Po chwili odsunął się lekko, wciąż jednak nie
puszczając Dracona.
- Innym razem, dobrze? - zapytał szeptem. Draco
odpowiedział sinieniem głowy, a Harry jeszcze raz szybko go
pocałował. - Kocham cię, Draco. Bardzo, naprawdę bardzo cię
kocham – dodał jeszcze, idąc w stronę szkoły.
Draco długo jeszcze siedział oparty o mur i płakał.
Nie miał żalu do Harry'ego, rozumiał go. Kochał go i wiedział,
ze Harry odwzajemnia jego uczucia. Płakał ze szczęścia.
Tej nocy nie było księżyca. Draco przebudził się i
wzdrygnął z zimna. Rozejrzał się i stwierdził ze zdziwieniem, że
siedzi na ziemi. Wstał, masując sobie ścierpnięte nogi i ruszył
do szkoły. Na szczęście drzwi wejściowe nie były zamknięte.
Uchylił je i zajrzał do środka. Na korytarzu nie było nikogo.
Szybko przeszedł przez korytarz i zszedł schodami w stronę lochów.
Nagle przystanął. Ze szczeliny pod drzwiami do
łazienki chłopaków świeciło się światło. Wszedł do środka i
zobaczył Zabiniego Blaise'a, który najwidoczniej pisał jakiś
list. Na ramieniu miał sowę.
- Co ty tu robisz? - spytał Draco, podchodząc do
chłopaka i spoglądając na kartkę.
Zabini szybko zwinął pergamin, wsunął go sowie do
dzioba, a ta wyleciała przez małe okienko pod sufitem.
Draco spojrzał na Zabiniego. Wyglądał dziwnie. Był
przystojnym, wysokim chłopakiem, jednym z tak zwanych „przyjaciół”
Dracona.
Zabini zbliżył się do Dracona i bez ostrzeżenia
pocałował go. Draco wyrwał się, z obrzydzeniem wycierając usta
rękawem.
- Co ty odpierdalasz, pogięło cię? - warknął na
Zabini'ego, odwracając się do drzwi.
- Nie mów, że nie lubisz chłopaków. Widzę, jak
zerkasz an Pottera. Podoba ci się, co? Ale ty w życiu mu się nie
spodobasz, daj sobie z nim spokój. Przecież on jest w
Gryffindorze. Przyjaźni się ze szlamami i zdrajcami krwi. A ja?
Jestem w Slytherinie. Obaj jesteśmy bogaci. No i przyznaj, jestem
przystojniejszy od tego idioty, Pottera.
Draco nie mógł tego słuchać. Odwrócił się do
Zabini'ego i zapominając, że ma do dyspozycji czary, po prostu
walnął go pięścią w twarz. Zabini zatoczył się i uderzył w
umywalkę. Był wściekły, nikt jeszcze tak go nie potraktował.
- Zapłacisz mi za to, Malfoy – warknął, zbliżając
się do Dracona.
Draco był tak wściekły, że nawet się nie cofnął.
Zabini walnął go w brzuch i Draco upadł na podłogę. Z nosa
poleciała mu krew. Chciał wstać, ale zakręciło mu się w głowie,
a przed oczami zobaczył kolorowe plamki. Nagle drzwi za jego plecami
otworzyły się i do łazienki wleciał wielki nietoperz.
- Coś ty zrobił, Blaise? - wrzasnął na Zabiniego
Snape. Wyciągnął do Dracona rękę, chcąc pomóc mu wstać, ale
Draco wolał zaryzykować, że znowu się wywróci, niż dotknąć
Snape'a. Opierając się o ścianę wstał i chwiejąc się wyszedł
z łazienki, nie patrząc na Zabini'ego i Snape'a.
Wszedł do małej łazienki w domu Ślizgonów i
przemył zimną wodą twarz, ścierając spod nosa zaschniętą
krew. Podwinął szatę i pod żebrami zobaczył wielkiego siniaka.
Dotknął go lekko, ale z bólu, jaki go ogarnął znów zakręciło
mu się w głowie, więc puścił szatę i wyszedł z łazienki.
Było już po północy. . Wszyscy spali. A na jego
poduszce leżał liścik. Taki sam, jaki wysłał Harry'emu, ale na
tym to biała sowa przytulała się do czarnej, a pod spodem widniała
litera „H”. Uśmiechnął się i z karteczką w dłoni zasnął.
___________________________
*Magda U. <3
Wykorzystałam Twoją podpowiedź. Zmieniłam słowa na bardziej odpowiednie do sceny, ale sens ten sam. Dziękuję. :)
___________________________
*Magda U. <3
Wykorzystałam Twoją podpowiedź. Zmieniłam słowa na bardziej odpowiednie do sceny, ale sens ten sam. Dziękuję. :)
Cieszę się, że moja opinia na coś się przydała ;)
OdpowiedzUsuńA co do ff, to cały czas mam to samo zdanie- zajebiście <3 Niektóre sceny...aż zapierają dech :D Pisz dalej <3