wtorek, 5 lutego 2013

Rozmowa w Zakazanym Lesie


Tydzień minął im bez spotkań, choć pewnej nocy obudziła Harry'ego czarna sowa. Przyniosła mu liścik.
    - Lumos – szepnął, bo nie mógł dojrzeć, co jest na karteczce.
Okazało się, że jest tam narysowana ta właśnie czarna sówka z zielonym krawatem, a obok niej biała sowa z czerwono - złotym krawatem. Siedziały na gałęzi, a czarna sówka tuliła się do białej. Pod spodem była tylko mała literka „D”. Było to tak słodkie, że Harry nie zdołał powstrzymać uśmiechu. Od tego czasu z niecierpliwością wyczekiwał kolejnego spotkania.
Oczywiście widywał Dracona na posiłkach, ale nie mogli wtedy nawet porozmawiać, więc tylko się w siebie wpatrywali.
Harry szedł na kolejną lekcję Snape'a, jednocześnie ciesząc się i martwiąc. Oczywiście, cieszył się, że spotka Dracona, no ale jak ma niby z nim porozmawiać, skoro obok będą stali Ron i Hermiona? Nie mógł też ukryć przed samym sobą, że jest o chłopaka zazdrosny. Wiedział, że jedynym uczuciem, jakie żywi Draco do Snape'a jest obrzydzenie, ale mimo to uczucie zazdrości nie chciało go opuścić.
Tak się zamyślił, że prawie wpadł na jakąś zbroję. „Muszę przestać się zadręczać”, pomyślał i o dziwo naprawdę udało mu się trafić pod klasę Obrony w jednym kawałku. Wszyscy już tam byli, ledwie Harry wyszedł zza rogu, kiedy drzwi się otworzyły i Snape zaprosił ich do środka. Harry zauważył, że nauczyciel wpatruje się w Dracona i poczuł niepohamowaną falę zazdrości. Miał ochotę uderzyć nauczyciela. Weszli do klasy i zajęli miejsca.
Okazało się, że dzisiaj znowu będą ćwiczyć w parach i Snape znów przydzielił go do Dracona, chcąc mu zrobić na złość. Usiedli obok siebie bez słowa, ale ich ręce znów połączyły się pod stolikiem.
Po lekcji Harry kulał, bo tym razem to Draco miotnął zaklęciem w niego, wywalając go na twardą posadzkę. Oczywiście na to Snape zareagował tylko lekkim uśmiechem i obdarowaniem Ślizgonów dziesięcioma punktami.
Harry już pod klasą opuścił przyjaciół, tłumacząc się, że musi iść do łazienki. Hermiona patrzyła za nim z zaniepokojoną miną. Wyglądała, jakby się czegoś domyślała, co Harry'ego lekko zaniepokoiło.
Za zakrętem dogonił Dracona.
    - Idziemy na czwarte piętro? - zapytał Harry.
    -Nie wiem. Co będziemy tam robić? - odpowiedział również pytaniem Draco, rozglądając się dookoła i, upewniwszy się, że nikogo oprócz nich tam nie ma, wziął Harry'ego za rękę.
Harry nagle poczuł się niezręcznie. Odkąd zostali parą prawie w ogóle nie rozmawiali, spotkania mijały im na całowaniu się. Spojrzał na Dracona, a ten, najwidoczniej myśląc o tym samym, powiedział.
    - Może pójdziemy na spacer? Jest dostatecznie ciepło. Porozmawiamy – uśmiechnął się do Harry'ego i mocniej uścisnął mu dłoń.
    Szli błoniami w pewnej odległości od siebie, żeby nikt, patrząc na nich przez okno nie uznał, że idą razem.
W krótkim czasie doszli do linii lasu i zniknęli za pierwszymi drzewami. Usiedli na przewróconym pniu. Harry skrzywił się przy zetknięciu z twardym siedzeniem, bo jego plecy przeszyła fala bólu. Draco musiał to zauważyć, bo nagle spochmurniał. Harry uśmiechnął się do chłopaka i wziął go za rękę. Po chwili Draco odwzajemnił uśmiech. Harry po raz kolejny zapatrzył się w jego oczy, które przy każdym prawdziwym uśmiechu rozjaśniały się tysiącem świetlików.
    - Mieliśmy porozmawiać – przypomniał Draco puszczając rękę Harry'ego i odsuwając się od niego, żeby oprzeć się o pień stojącego obok drzewa.
    - To mów – powiedział Harry, wpatrując się w swoje dłonie, które splótł na kolanach. Czuł zażenowanie. Co niby miał powiedzieć Draconowi? Jak miał wyrazić słowami te wszystkie emocje, które nim targają od momentu, gdy Draco złapał i przytulił go w łazience? I to, że te emocje z dnia na dzień coraz bardziej rosną? Że już nie wyobraża sobie życia bez Dracona?
    - Czemu ja pierwszy? - spytał Draco, ale po chwili dodał. - No dobrze. Kocham cię, Harry. Pokochałem cię dokładnie w chwili, gdy zobaczyłem cię po wakacjach w pociągu. Od tamtego czasu bez przerwy o tobie myślałem i, szczerze mówiąc, nadal ciągle o tobie myślę.
Jeśli chodzi o ten szlaban, to można powiedzieć, że dostałem go przez ciebie. Ale bardzo się cieszę, że McGonagall przydzieliła nam wspólną pracę. Byłem akurat na pierwszym piętrze. Już miałem wracać do lochów, więc nikt... znaczący – podkreślił ostatnie słowo, chcąc dać Harry'emu do zrozumienia, że Snape'a nie uważa za nikogo ważnego. - nie przyłapałby mnie na łażeniu w nocy po zamku. Ale w tym momencie zobaczyłem ciebie, jak wchodziłeś do zamku. Najwidoczniej byłeś u Hagrida – Harry przytaknął skinieniem głowy. - Szedłem za tobą, szukając odwagi, by do ciebie zagadać. Ale nie znalazłem jej. A kiedy pojawił się Filch, po prostu schowałem się za zbroją i patrzyłem, jak ten stary charłak cię zabiera. To było na czwartym piętrze. Postanowiłem wrócić do lochów i wylazłem zza zbroi, wpadając na McGonagall. Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu. Po drodze spotkaliśmy Filcha, który powiedział McGonagall, że włóczyłeś się nocą po błoniach. Resztę wiesz. Jeśli chodzi o nasze kolejne spotkania, to chyba nie muszę ci mówić, jak wielką przyjemność mi one sprawiały. A najbardziej cieszyło i nadal cieszy mnie to, że najwidoczniej ty też lubisz się ze mną spotykać. Kocham cię, Harry i jestem pewien, że nigdy się to nie zmieni.
Harry'ego zamurowało. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że aż tak wiele dla Dracona znaczy. Przysunął się do chłopaka i pochylając się nad jego kolanami pocałował go, mocno wpijając się w jego usta. Draco nie zdążył zareagować, a już Harry siedział na jego kolanach, wplatając palce w blond włosy i rozchylając mu językiem usta.
Stracili równowagę i, nie przestając się całować, wylądowali na ziemi. Harry leżał pod spodem i choć plecy bardzo go bolały, nie dał nic po sobie poznać, wciąż mocno całując Dracona i ciesząc się, że chłopak oddaje pocałunki z równym zapałem. Harry poczuł, że robi mu się w spodniach ciaśniej, a i leżący na nim Draco ma w spodniach coraz mniej miejsca. Pogładził Dracona po piersiach, co u blondyna wywołało dreszcze, ale kiedy chłopak spróbował zdjąć mu koszulkę, szybko wstał, udając, że nie widzi żalu i bólu w oczach blondyna.
    - Proszę, Draco, nie. Kocham cię i naprawdę zrobiłbym dla ciebie wszystko, ale nie to... Jeszcze nie teraz. Ktoś mi niedawno powiedział, że jak akcja zbyt szybko się toczy, to szybko gaśnie.* A ja myślę tak samo, dlatego cię powstrzymałem. Przepraszam.
Draco nadal siedząc na ziemi, uśmiechnął się smutno do Harry'ego. Podniósł z ziemi różdżkę, która wypadła mu z kieszeni i wstał, otrzepując się z igieł i ziemi.
    - Cholibka, Harry. W porząsiu? Co się stało? Widziałem, jak się tarzaliście. O co żeście się pobili? - zza drzew wyszedł Hagrid.
    - Nie pobiliśmy się – powiedział szybko Harry, również otrzepując swoją szatę. - Po prostu rozmawialiśmy. Straciłem równowagę i upadając pociągnął go za sobą. Sorry, Malfoy – rzucił do Dracona, nie patrząc na niego.
Draco bez słowa wyszedł z lasu, kierując się w stronę zamku.
    - Czego on chciał? - Hagrid nie dawał za wygraną.
    - Niczego ważnego. Słuchaj, Hagrid. Przepraszam, ale muszę lecieć. Nie chcę znowu dostać szlabanu. Wpadnę kiedyś do ciebie – i już go nie było.
Dogonił Dracona pod samym zamkiem. Złapał go za łokieć i odciągnął za filar, gdzie nikt, łącznie z Hagridem, nie mógł ich zobaczyć.
Bez słowa ponownie wczepił się wargami w usta blondyna i przycisnął go do zimnego muru.
Po chwili odsunął się lekko, wciąż jednak nie puszczając Dracona.
    - Innym razem, dobrze? - zapytał szeptem. Draco odpowiedział sinieniem głowy, a Harry jeszcze raz szybko go pocałował. - Kocham cię, Draco. Bardzo, naprawdę bardzo cię kocham – dodał jeszcze, idąc w stronę szkoły.

Draco długo jeszcze siedział oparty o mur i płakał. Nie miał żalu do Harry'ego, rozumiał go. Kochał go i wiedział, ze Harry odwzajemnia jego uczucia. Płakał ze szczęścia.
Tej nocy nie było księżyca. Draco przebudził się i wzdrygnął z zimna. Rozejrzał się i stwierdził ze zdziwieniem, że siedzi na ziemi. Wstał, masując sobie ścierpnięte nogi i ruszył do szkoły. Na szczęście drzwi wejściowe nie były zamknięte. Uchylił je i zajrzał do środka. Na korytarzu nie było nikogo. Szybko przeszedł przez korytarz i zszedł schodami w stronę lochów.
Nagle przystanął. Ze szczeliny pod drzwiami do łazienki chłopaków świeciło się światło. Wszedł do środka i zobaczył Zabiniego Blaise'a, który najwidoczniej pisał jakiś list. Na ramieniu miał sowę.
    - Co ty tu robisz? - spytał Draco, podchodząc do chłopaka i spoglądając na kartkę.
Zabini szybko zwinął pergamin, wsunął go sowie do dzioba, a ta wyleciała przez małe okienko pod sufitem.
Draco spojrzał na Zabiniego. Wyglądał dziwnie. Był przystojnym, wysokim chłopakiem, jednym z tak zwanych „przyjaciół” Dracona.
Zabini zbliżył się do Dracona i bez ostrzeżenia pocałował go. Draco wyrwał się, z obrzydzeniem wycierając usta rękawem.
    - Co ty odpierdalasz, pogięło cię? - warknął na Zabini'ego, odwracając się do drzwi.
    - Nie mów, że nie lubisz chłopaków. Widzę, jak zerkasz an Pottera. Podoba ci się, co? Ale ty w życiu mu się nie spodobasz, daj sobie z nim spokój. Przecież on jest w Gryffindorze. Przyjaźni się ze szlamami i zdrajcami krwi. A ja? Jestem w Slytherinie. Obaj jesteśmy bogaci. No i przyznaj, jestem przystojniejszy od tego idioty, Pottera.
Draco nie mógł tego słuchać. Odwrócił się do Zabini'ego i zapominając, że ma do dyspozycji czary, po prostu walnął go pięścią w twarz. Zabini zatoczył się i uderzył w umywalkę. Był wściekły, nikt jeszcze tak go nie potraktował.
    - Zapłacisz mi za to, Malfoy – warknął, zbliżając się do Dracona.
Draco był tak wściekły, że nawet się nie cofnął. Zabini walnął go w brzuch i Draco upadł na podłogę. Z nosa poleciała mu krew. Chciał wstać, ale zakręciło mu się w głowie, a przed oczami zobaczył kolorowe plamki. Nagle drzwi za jego plecami otworzyły się i do łazienki wleciał wielki nietoperz.
    - Coś ty zrobił, Blaise? - wrzasnął na Zabiniego Snape. Wyciągnął do Dracona rękę, chcąc pomóc mu wstać, ale Draco wolał zaryzykować, że znowu się wywróci, niż dotknąć Snape'a. Opierając się o ścianę wstał i chwiejąc się wyszedł z łazienki, nie patrząc na Zabini'ego i Snape'a.
    Wszedł do małej łazienki w domu Ślizgonów i przemył zimną wodą twarz, ścierając spod nosa zaschniętą krew. Podwinął szatę i pod żebrami zobaczył wielkiego siniaka. Dotknął go lekko, ale z bólu, jaki go ogarnął znów zakręciło mu się w głowie, więc puścił szatę i wyszedł z łazienki.
Było już po północy. . Wszyscy spali. A na jego poduszce leżał liścik. Taki sam, jaki wysłał Harry'emu, ale na tym to biała sowa przytulała się do czarnej, a pod spodem widniała litera „H”. Uśmiechnął się i z karteczką w dłoni zasnął.
___________________________

*Magda U. <3
Wykorzystałam Twoją podpowiedź. Zmieniłam słowa na bardziej odpowiednie do sceny, ale sens ten sam. Dziękuję. :)

1 komentarz:

  1. Cieszę się, że moja opinia na coś się przydała ;)
    A co do ff, to cały czas mam to samo zdanie- zajebiście <3 Niektóre sceny...aż zapierają dech :D Pisz dalej <3

    OdpowiedzUsuń