Dopiero zaczął się szósty rok nauki w Hogwarcie, a
Harry już dostał szlaban. Jak mógł być tak głupi, żeby
zostawić niewidkę u Hagrida? Siedział teraz w gabinecie McGonagall
i czekał, aż Filch ją przyprowadzi. Harry martwił się o to, jak
zareaguje reszta Gryffindoru. Żeby na samym początku tracić
punkty? Miał już doświadczenie ze szlabanami u McGonagall i
wiedział, że nie będzie pobłażliwa tylko dlatego, że należał
do jej domu. Była surowa i uczniów wszystkich domów traktowała
jednakowo. Tak naprawdę niczego nie bał się jak tego, że
nauczycielka odbierze mu drużynę Quidditcha. Ale chyba aż tak źle
nie będzie, w końcu jego wykroczenie nie było jakieś szczególnie
wielkie, po prostu zbyt późno wyszedł od Hagrida.
Z zamyślenia wyrwał go odgłos otwieranych drzwi i
głos nauczycielki.
- Nie denerwuj mnie Malfoy. Nie powinieneś o tej porze
przebywać poza swoim domem i nie obchodzą mnie żadne tłumaczenia.
Właź do środka, zaraz ustalimy twój szlaban.
Harry patrzył jak McGonagall macha od niechcenia
różdżką i wyczarowuje obok niego drugie krzesło, na które
opadł Malfoy z wściekłą miną. Nauczycielka zasiadła za
biurkiem i popatrzyła na nich z powagą.
- Jak zwykle wy. No, nie mam ochoty na pogadanki. Niech
pomyślę... Tak. Wasz szlaban odbędzie się w następną sobotę
o, powiedzmy, osiemnastej. Nie mam pomysłu na dwie prace, więc
będziecie razem sprzątać łazienkę dla Prefektów. Bez użycia
czarów, wszystko będziecie polerować ręcznie. Później ja, albo
pan Filch sprawdzimy rezultaty waszej pracy. Jeżeli nie będą
zadowalające dostaniecie inne zadanie. Może pan już iść, panie
Malfoy. Nie Potter, ty jeszcze zostajesz.
Draco wyszedł, szepcząc coś do siebie. Harry
odprowadził go wzrokiem, a później z powrotem odwrócił się w
stronę nauczycielki.
- Nie rozumiem, jak mogłeś być tak nierozsądny.
Jeżeli już zasiedziałeś się u Hagrida, to powinieneś poprosić
go, żeby Cię odprowadził, Harry. Sam przecież wiesz najlepiej,
że Ten, Którego... że Voldemort odzyskał siły. Nie możesz tak
się narażać. I tak powinieneś być wdzięczny, że dostałeś
tak niską karę. W końcu twoje wykroczenie było dużo wyższe niż
wykroczenie Malfoy'a. Punktów wam nie odejmę. A teraz leć do
dormitorium i żeby mi się to więcej nie powtórzyło, jasne?
- Oczywiście pani profesor, przepraszam i... dziękuję.
Wracał do Pokoju Wspólnego z mieszanymi uczuciami.
Oczywiście cieszył się, że wszystko skończyło się tylko
szlabanem i że McGonagall nie odjęła Gryffidorowi punktów.
Szlaban też nie był najgorszy, mógł przecież, jak Ron kiedyś,
szorować wszystkie nocniki w Skrzydle Szpitalnym. Tak naprawdę
jedynym czarnym punktem tej sytuacji był fakt, że szlaban będzie
odpracowywał z Malfoy'em. A niestety był to naprawdę duży,
czarny punkt. Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy
dotarł pod portret Grubej Damy.
- Podaj hasło – usłyszał jej głos.
- Mandragora – odpowiedział w zamyśleniu i
prześlizgnął się przez dziurę, która ukazała się pod
portretem.
- Gdzieś ty był Harry? To prawda, że dostałeś
szlaban? Z Malfoy'em? Harry, jak mogłeś sam o tej porze włóczyć
się po błoniach!? Dużo punktów nam odebrała? - rzuciła się na
niego z pytaniami Hermiona. Za nią stał Ron i po jego minie Harry
poznał, że ten raczej spytałby o co innego... „Dlaczego nie
zabrałeś mnie ze sobą do Hagrida?”, „Jak Malfoy zareagował
na szlaban? Wściekł się?”.
- Hermiono, uspokój się. McGonagall nie odjęła nam
żadnych punktów. Ślizgonom też nie – odpowiedział na nie
zadane pytanie Rona.
Po całym tym stresie ze szlabanem Harry poczuł, że
jest bardzo zmęczony, więc szybko się pożegnał i poszedł do
dormitorium. Wziął zimny prysznic rozmyślając o tym, jakie to
Malfoy wynajdzie sposoby na denerwowanie go podczas szlabanu. W
samych bokserkach i z wciąż mokrymi włosami rzucił się na łóżko
i po chwili już spał. Śniło mu się, że odbywają szlaban, a
Malfoy podtapia go, przytrzymując mu głowę w wielkiej wannie w
łazience Prefektów. Rano nie pamiętał, żeby cokolwiek mu się
śniło.
Wiadomo, że jak czeka nas coś złego, to czas nagle
przyśpiesza, więc Harry nawet się nie obejrzał, kiedy stwierdził,
że już jest sobota. Snape gnębił go na lekcjach Obrony Przed
Czarną Magią, Slughorn zachwycał się jego umiejętnościami w
warzeniu eliksirów (umiejętności tych Harry oczywiście nie
posiadał), a McGonagall przyglądała mu się tak badawczo, że aż
było mu głupio.
W sobotę po kolacji siedzieli w Pokoju Wspólnym i
grali w gargulki. Harry właśnie ogrywał Hermionę, kiedy zegar
zaczął wybijać osiemnastą.
- Szlaban! Spóźnię się! - przestraszył się Harry.
- Jakie jest hasło do łazienki Prefektów? - odwrócił się
jeszcze do przyjaciół.
- Kolorowa piana! - odpowiedział Ron, nie odrywając
oczu od gry.
Harry pobiegł na piąte piętro. Zdążył w ostatniej
chwili, bo McGonagall właśnie nadchodziła z drugiej strony
korytarza. Malfoy'a nigdzie nie było.
- Kolorowa piana – powiedziała McGonagall do ściany
i razem z Harry weszła do pięknej łazienki, w której wszystko
było z marmuru, a witraż w oknie przedstawiał czeszącą włosy
syrenę.
Czekali dziesięć minut, w końcu pojawił się Malfoy
ze złością w oczach.
- Cieszę się, że zaszczycił nas pan swoją
obecnością, panie Malfoy- odezwała się do niego chłodno
nauczycielka. - Za spóźnienie odejmuję Ślizgonom dziesięć
punktów. Bierzcie się do pracy, macie czas do ósmej. Potrzebne
rzeczy znajdziecie w składziku. – wskazała ręką na drzwi
ukryte za kotarą po drugiej stronie pomieszczenia i wyszła.
- No no, Potter. Czeka cię trochę pracy. JA w każdym
razie nie zamierzam brudzić sobie rąk.
Harry zignorował go i spokojnym krokiem ruszył w
stronę składzika. Po chwili wynurzył się z niego, trzymając w
jednej ręce mop, a w drugiej wiadro na wodę. Rozejrzał się po
wielkim pomieszczeniu i westchnął. Jeżeli ma pracować sam, to
potrzebuje dwa razy więcej czasu. Jego wzrok zatrzymał się na
chwilę na Malfoy'u, który stał nonszalancko oparty o ścianę i
również przyglądał mu się z kpiącym uśmieszkiem. Harry
zauważył, że promienie zachodzącego słońca, przebijając się
przez szkiełka witrażu, tworzą na jego blond włosach kolorowe
plamki, które przesuwały się przy każdym jego ruchu. W pewnej
chwili jeden z promieni słońca zaświecił Ślizgonowi w oczy,
więc ten musiał je zmrużyć. Przesunął się kawałek, tak, że
jego włosy odzyskały swój zwykły kolor i otworzył szeroko oczy.
Harry zauważył, że są one szare, bardzo jasne. Kontrastowały z
jego czarnymi rzęsami,których pozazdrościłaby mu niejedna
dziewczyna, a które teraz rzucały długie cienie na policzki
chłopaka.
- Co Potter, zakochałeś się? - rzucił Malfoy z
nutką ironii w głosie, ale i tak nie zabrzmiało to tak złośliwie,
jak zazwyczaj.
- Chciałbyś - odpowiedział szybko Harry, po czym
ostentacyjnie odwrócił się od blondyna i nalał wody do wiaderka.
Zaczął zmywać podłogę, specjalnie chlapiąc wodą w
Malfoy'a, który musiał coraz bardziej się odsuwać, aż w końcu
stanął w samym rogu. Harry nie zauważywszy, że rozwiązało mu
się sznurowadło w bucie, dalej mył podłogę, przybliżając się
do Ślizgona. Właśnie miał go „uprzejmie” prosić o
przesunięcie się, ale nadepnął na sznurówkę i poczuł, że leci
do przodu. Upadłby, gdyby Malfoy w porę go nie złapał. Harry
poczuł jego silne dłonie na swoich ramionach i zatrzymał się
milimetr od blondyna.
-Sorry – mruknął i chciał się odwrócić, ale znów
się poślizgnął, tym razem na mokrej posadzce. Walnął całym
ciężarem swojego ciała w Malfoy'a. Gdyby Ślizgon nie stał oparty
o ścianę obaj leżeliby teraz na podłodze. Harry poczuł
przyśpieszony oddech blondyna i jego szybko bijące serce. Próbował
się odsunąć, ale Malfoy trzymał go nadal za ramiona z taką siłą,
że Harry był pewien, że zostaną mu w tych miejscach siniaki.
- Puść mnie Malfoy- wydyszał, ale sam zauważył, że
w jego głosie nie było przekonania. Czuł się dziwnie. Był
zażenowany, ale jednocześnie było mu dziwnie ciepło i
przyjemnie... I ten zapach... Ślizgon używał bardzo ładnych,
pociągających perfum. Pociągających!? Co mu odbija? Jak dla
niego, chłopaka męskie perfumy i to perfumy Malfoy'a mogą być
pociągające? Nie, oczywiście nie są. A to dziwne uczucie... To
po prostu zażenowanie, że dwa razy o mało co się nie wywalił...
Sam wiedział, że się okłamuje, ale nie mógł
dopuścić myśli, że jest mu dobrze... kiedy Malfoy go przytula!
- Puszczaj! - warknął na chłopaka i w końcu udało
mu się wyswobodzić.
- No, pięknie się odwdzięczasz za uratowanie tyłka.
Nie ma za co – rzucił Malfoy, ale jego uśmieszek już nie był
tak kpiący. Harry zauważył, że chłopak ma bardzo ładne usta...
Nie wiedział dlaczego, ale przyszło mu do głowy słowo
„zmysłowe”. Nie, to głupie. Może jednak walnął się w
głowę, tylko o dziwo tego nie poczuł?
Ślizgon upewnił się, że Harry stoi stabilnie i
kucnął. Harry'ego zamurowało. Malfoy zawiązał mu buta, a
później wziął do ręki mopa i dokończył zmywania podłogi.
Harry uznał, że nie powinien o tym myśleć i że musi zająć się
pracą. Wziął ze składzika ścierkę i zaczął pucować po kolei
wszystkie krany, a było ich naprawdę dużo. Malfoy skończył z
myciem podłogi i ruszył ze swoją ścierką wzdłuż kranów od
drugiej strony. W połowie drogi się spotkali i Harry poczuł, że
znowu atmosfera jest napięta. Ślizgon podniósł się z klęczek i
wyciągnął do niego rękę, żeby pomóc mu wstać...
Draco uśmiechnął się ironicznie, pomagając
Potterowi podnieść się z podłogi. Chłopak wstał i próbował
oswobodzić swoją dłoń, ale Draco miał inne plany. Stał teraz
naprzeciw Pottera i przeplatał palce swojej dłoni z jego palcami...
Zobaczył, że brunet zaczął szybciej, mniej miarowo oddychać, ale
nie wyrywał mu się. Draco uśmiechnął się z wyższością i
zrobił krok w stronę Pottera, tak, że stali teraz bardzo blisko
siebie. Przy każdym oddechu ocierali się o siebie szatami. Podniósł
rękę i założył Gryfonowi jakiś niesforny kosmyk za ucho i już
nie zabrał dłoni. Przesunął ją nieco niżej i trzymał na karku
chłopaka. Ciemne, zielone oczy Pottera rozszerzyły się, patrzył
na Dracona ze zdumieniem, ale nadal pozostawał w jednej pozycji.
Stali tak dłuższy czas. Nagle jednak usłyszeli
stłumiony odgłos zegara, który wybijał dwudziestą. Potter
pierwszy się ocknął i Draco ze smutkiem poczuł, że palce
chłopaka wyślizgują się z jego dłoni, a te piękne oczy i usta
oddalają się. Brunet jak lunatyk ruszył przed siebie, zbierając
ścierki, wiadro i mopa. Draco szedł za nim, niby to żeby pomóc
Potterowi pochować rzeczy do schowka, ale tak naprawdę pilnował,
żeby chłopak się znowu nie potknął. Właśnie zatrzasnęli drzwi
do składziku, kiedy do pomieszczenia weszła McGonagall.
- No no, widzę, że się postaraliście. W porządku.
Nie mam sił się z wami użerać. Idźcie do siebie. No już – i
wyszła, zanim zdążyli odezwać się choć słowem.
- No Potter, spadaj – powiedział Draco, ale bez
zwykłej złośliwości. - Ja jeszcze mam zamiar się wykąpać.
No... Chyba że masz ochotę na wspólną kąpiel... Mógłbym ci
umyć plecy...
- Chciałbyś, Malfoy – odpowiedział chłopak, ale
Draco zauważył, że Gryfon dziwnie się w niego wpatruje.
- No trudno, próbowałem – skwitował Draco.
Podszedł jeszcze raz do brunet i zanim ten zdążył zareagować
cmoknął go w usta. Poczuł zapach chłopaka. Był bardzo męski,
ale to właśnie się Draconowi podobało. Z zadowoleniem zauważył,
że Pottera zamurowało. Nie przejmując się tym, że chłopak
nadal tam stoi i się na niego gapi Draco zaczął zdejmować z
siebie kolejne ubrania. W końcu został tylko w bokserkach.
Popatrzył z błyskiem w oku na zaskoczonego bruneta i już miał
pozbyć się ostatniej części garderoby, kiedy Potter ocknął się
i czym prędzej opuścił łazienkę.
Draco zanurzył się w rozkosznie gorącej wodzie, ale
kąpiel nie dawała mu takiej radości, jak zazwyczaj. Od kiedy
tylko zobaczył Pottera w pociągu wiedział, że chłopak mu się
podoba. Miał to być zwyczajny podbój, nic wielkiego. Uznał, że
ten szlaban to idealna okazja. Prawie wszystko wyszło tak, jak to
zaplanował. Potter nie zauważył, że Draco rozwiązał mu
zaklęciem sznurówkę... No właśnie. Prawie wszystko się udało,
bo nawet gdyby Potter wyszedł z łazienki tak, jak to zrobił,
Draco powinien być zadowolony i już wymyślać następne kroki
podboju Chłopca, Który Przeżył... A teraz... Czuł się dziwnie.
Nie tak miało być. Powinien być usatysfakcjonowany, zadowolony z
siebie, jak zwykle, a tymczasem był na siebie zły, za to, że
zraził do siebie Pottera. Ze zdziwieniem zdał sobie sprawę z
tego, że zakochał się w swoim największym wrogu. I o dziwo wcale
nie była to nieprzyjemna myśl.
Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńJuż Cię kocham i wielbię i podejrzewam, że postawię twój ołtarzyk w pokoju :D
OdpowiedzUsuń~Feniksa