sobota, 2 lutego 2013

Szlaban


Dopiero zaczął się szósty rok nauki w Hogwarcie, a Harry już dostał szlaban. Jak mógł być tak głupi, żeby zostawić niewidkę u Hagrida? Siedział teraz w gabinecie McGonagall i czekał, aż Filch ją przyprowadzi. Harry martwił się o to, jak zareaguje reszta Gryffindoru. Żeby na samym początku tracić punkty? Miał już doświadczenie ze szlabanami u McGonagall i wiedział, że nie będzie pobłażliwa tylko dlatego, że należał do jej domu. Była surowa i uczniów wszystkich domów traktowała jednakowo. Tak naprawdę niczego nie bał się jak tego, że nauczycielka odbierze mu drużynę Quidditcha. Ale chyba aż tak źle nie będzie, w końcu jego wykroczenie nie było jakieś szczególnie wielkie, po prostu zbyt późno wyszedł od Hagrida.
Z zamyślenia wyrwał go odgłos otwieranych drzwi i głos nauczycielki.
    - Nie denerwuj mnie Malfoy. Nie powinieneś o tej porze przebywać poza swoim domem i nie obchodzą mnie żadne tłumaczenia. Właź do środka, zaraz ustalimy twój szlaban.
    Harry patrzył jak McGonagall macha od niechcenia różdżką i wyczarowuje obok niego drugie krzesło, na które opadł Malfoy z wściekłą miną. Nauczycielka zasiadła za biurkiem i popatrzyła na nich z powagą.
    - Jak zwykle wy. No, nie mam ochoty na pogadanki. Niech pomyślę... Tak. Wasz szlaban odbędzie się w następną sobotę o, powiedzmy, osiemnastej. Nie mam pomysłu na dwie prace, więc będziecie razem sprzątać łazienkę dla Prefektów. Bez użycia czarów, wszystko będziecie polerować ręcznie. Później ja, albo pan Filch sprawdzimy rezultaty waszej pracy. Jeżeli nie będą zadowalające dostaniecie inne zadanie. Może pan już iść, panie Malfoy. Nie Potter, ty jeszcze zostajesz.
    Draco wyszedł, szepcząc coś do siebie. Harry odprowadził go wzrokiem, a później z powrotem odwrócił się w stronę nauczycielki.
    - Nie rozumiem, jak mogłeś być tak nierozsądny. Jeżeli już zasiedziałeś się u Hagrida, to powinieneś poprosić go, żeby Cię odprowadził, Harry. Sam przecież wiesz najlepiej, że Ten, Którego... że Voldemort odzyskał siły. Nie możesz tak się narażać. I tak powinieneś być wdzięczny, że dostałeś tak niską karę. W końcu twoje wykroczenie było dużo wyższe niż wykroczenie Malfoy'a. Punktów wam nie odejmę. A teraz leć do dormitorium i żeby mi się to więcej nie powtórzyło, jasne?
    - Oczywiście pani profesor, przepraszam i... dziękuję.
    Wracał do Pokoju Wspólnego z mieszanymi uczuciami. Oczywiście cieszył się, że wszystko skończyło się tylko szlabanem i że McGonagall nie odjęła Gryffidorowi punktów. Szlaban też nie był najgorszy, mógł przecież, jak Ron kiedyś, szorować wszystkie nocniki w Skrzydle Szpitalnym. Tak naprawdę jedynym czarnym punktem tej sytuacji był fakt, że szlaban będzie odpracowywał z Malfoy'em. A niestety był to naprawdę duży, czarny punkt. Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy dotarł pod portret Grubej Damy.
    - Podaj hasło – usłyszał jej głos.
    - Mandragora – odpowiedział w zamyśleniu i prześlizgnął się przez dziurę, która ukazała się pod portretem.
    - Gdzieś ty był Harry? To prawda, że dostałeś szlaban? Z Malfoy'em? Harry, jak mogłeś sam o tej porze włóczyć się po błoniach!? Dużo punktów nam odebrała? - rzuciła się na niego z pytaniami Hermiona. Za nią stał Ron i po jego minie Harry poznał, że ten raczej spytałby o co innego... „Dlaczego nie zabrałeś mnie ze sobą do Hagrida?”, „Jak Malfoy zareagował na szlaban? Wściekł się?”.
    - Hermiono, uspokój się. McGonagall nie odjęła nam żadnych punktów. Ślizgonom też nie – odpowiedział na nie zadane pytanie Rona.
Po całym tym stresie ze szlabanem Harry poczuł, że jest bardzo zmęczony, więc szybko się pożegnał i poszedł do dormitorium. Wziął zimny prysznic rozmyślając o tym, jakie to Malfoy wynajdzie sposoby na denerwowanie go podczas szlabanu. W samych bokserkach i z wciąż mokrymi włosami rzucił się na łóżko i po chwili już spał. Śniło mu się, że odbywają szlaban, a Malfoy podtapia go, przytrzymując mu głowę w wielkiej wannie w łazience Prefektów. Rano nie pamiętał, żeby cokolwiek mu się śniło.
Wiadomo, że jak czeka nas coś złego, to czas nagle przyśpiesza, więc Harry nawet się nie obejrzał, kiedy stwierdził, że już jest sobota. Snape gnębił go na lekcjach Obrony Przed Czarną Magią, Slughorn zachwycał się jego umiejętnościami w warzeniu eliksirów (umiejętności tych Harry oczywiście nie posiadał), a McGonagall przyglądała mu się tak badawczo, że aż było mu głupio.
W sobotę po kolacji siedzieli w Pokoju Wspólnym i grali w gargulki. Harry właśnie ogrywał Hermionę, kiedy zegar zaczął wybijać osiemnastą.
    - Szlaban! Spóźnię się! - przestraszył się Harry. - Jakie jest hasło do łazienki Prefektów? - odwrócił się jeszcze do przyjaciół.
    - Kolorowa piana! - odpowiedział Ron, nie odrywając oczu od gry.
    Harry pobiegł na piąte piętro. Zdążył w ostatniej chwili, bo McGonagall właśnie nadchodziła z drugiej strony korytarza. Malfoy'a nigdzie nie było.
    - Kolorowa piana – powiedziała McGonagall do ściany i razem z Harry weszła do pięknej łazienki, w której wszystko było z marmuru, a witraż w oknie przedstawiał czeszącą włosy syrenę.
    Czekali dziesięć minut, w końcu pojawił się Malfoy ze złością w oczach.
    - Cieszę się, że zaszczycił nas pan swoją obecnością, panie Malfoy- odezwała się do niego chłodno nauczycielka. - Za spóźnienie odejmuję Ślizgonom dziesięć punktów. Bierzcie się do pracy, macie czas do ósmej. Potrzebne rzeczy znajdziecie w składziku. – wskazała ręką na drzwi ukryte za kotarą po drugiej stronie pomieszczenia i wyszła.
    - No no, Potter. Czeka cię trochę pracy. JA w każdym razie nie zamierzam brudzić sobie rąk.
    Harry zignorował go i spokojnym krokiem ruszył w stronę składzika. Po chwili wynurzył się z niego, trzymając w jednej ręce mop, a w drugiej wiadro na wodę. Rozejrzał się po wielkim pomieszczeniu i westchnął. Jeżeli ma pracować sam, to potrzebuje dwa razy więcej czasu. Jego wzrok zatrzymał się na chwilę na Malfoy'u, który stał nonszalancko oparty o ścianę i również przyglądał mu się z kpiącym uśmieszkiem. Harry zauważył, że promienie zachodzącego słońca, przebijając się przez szkiełka witrażu, tworzą na jego blond włosach kolorowe plamki, które przesuwały się przy każdym jego ruchu. W pewnej chwili jeden z promieni słońca zaświecił Ślizgonowi w oczy, więc ten musiał je zmrużyć. Przesunął się kawałek, tak, że jego włosy odzyskały swój zwykły kolor i otworzył szeroko oczy. Harry zauważył, że są one szare, bardzo jasne. Kontrastowały z jego czarnymi rzęsami,których pozazdrościłaby mu niejedna dziewczyna, a które teraz rzucały długie cienie na policzki chłopaka.
    - Co Potter, zakochałeś się? - rzucił Malfoy z nutką ironii w głosie, ale i tak nie zabrzmiało to tak złośliwie, jak zazwyczaj.
    - Chciałbyś - odpowiedział szybko Harry, po czym ostentacyjnie odwrócił się od blondyna i nalał wody do wiaderka.
Zaczął zmywać podłogę, specjalnie chlapiąc wodą w Malfoy'a, który musiał coraz bardziej się odsuwać, aż w końcu stanął w samym rogu. Harry nie zauważywszy, że rozwiązało mu się sznurowadło w bucie, dalej mył podłogę, przybliżając się do Ślizgona. Właśnie miał go „uprzejmie” prosić o przesunięcie się, ale nadepnął na sznurówkę i poczuł, że leci do przodu. Upadłby, gdyby Malfoy w porę go nie złapał. Harry poczuł jego silne dłonie na swoich ramionach i zatrzymał się milimetr od blondyna.
-Sorry – mruknął i chciał się odwrócić, ale znów się poślizgnął, tym razem na mokrej posadzce. Walnął całym ciężarem swojego ciała w Malfoy'a. Gdyby Ślizgon nie stał oparty o ścianę obaj leżeliby teraz na podłodze. Harry poczuł przyśpieszony oddech blondyna i jego szybko bijące serce. Próbował się odsunąć, ale Malfoy trzymał go nadal za ramiona z taką siłą, że Harry był pewien, że zostaną mu w tych miejscach siniaki.
    - Puść mnie Malfoy- wydyszał, ale sam zauważył, że w jego głosie nie było przekonania. Czuł się dziwnie. Był zażenowany, ale jednocześnie było mu dziwnie ciepło i przyjemnie... I ten zapach... Ślizgon używał bardzo ładnych, pociągających perfum. Pociągających!? Co mu odbija? Jak dla niego, chłopaka męskie perfumy i to perfumy Malfoy'a mogą być pociągające? Nie, oczywiście nie są. A to dziwne uczucie... To po prostu zażenowanie, że dwa razy o mało co się nie wywalił...
    Sam wiedział, że się okłamuje, ale nie mógł dopuścić myśli, że jest mu dobrze... kiedy Malfoy go przytula!
    - Puszczaj! - warknął na chłopaka i w końcu udało mu się wyswobodzić.
    - No, pięknie się odwdzięczasz za uratowanie tyłka. Nie ma za co – rzucił Malfoy, ale jego uśmieszek już nie był tak kpiący. Harry zauważył, że chłopak ma bardzo ładne usta... Nie wiedział dlaczego, ale przyszło mu do głowy słowo „zmysłowe”. Nie, to głupie. Może jednak walnął się w głowę, tylko o dziwo tego nie poczuł?
    Ślizgon upewnił się, że Harry stoi stabilnie i kucnął. Harry'ego zamurowało. Malfoy zawiązał mu buta, a później wziął do ręki mopa i dokończył zmywania podłogi. Harry uznał, że nie powinien o tym myśleć i że musi zająć się pracą. Wziął ze składzika ścierkę i zaczął pucować po kolei wszystkie krany, a było ich naprawdę dużo. Malfoy skończył z myciem podłogi i ruszył ze swoją ścierką wzdłuż kranów od drugiej strony. W połowie drogi się spotkali i Harry poczuł, że znowu atmosfera jest napięta. Ślizgon podniósł się z klęczek i wyciągnął do niego rękę, żeby pomóc mu wstać...

Draco uśmiechnął się ironicznie, pomagając Potterowi podnieść się z podłogi. Chłopak wstał i próbował oswobodzić swoją dłoń, ale Draco miał inne plany. Stał teraz naprzeciw Pottera i przeplatał palce swojej dłoni z jego palcami... Zobaczył, że brunet zaczął szybciej, mniej miarowo oddychać, ale nie wyrywał mu się. Draco uśmiechnął się z wyższością i zrobił krok w stronę Pottera, tak, że stali teraz bardzo blisko siebie. Przy każdym oddechu ocierali się o siebie szatami. Podniósł rękę i założył Gryfonowi jakiś niesforny kosmyk za ucho i już nie zabrał dłoni. Przesunął ją nieco niżej i trzymał na karku chłopaka. Ciemne, zielone oczy Pottera rozszerzyły się, patrzył na Dracona ze zdumieniem, ale nadal pozostawał w jednej pozycji.
Stali tak dłuższy czas. Nagle jednak usłyszeli stłumiony odgłos zegara, który wybijał dwudziestą. Potter pierwszy się ocknął i Draco ze smutkiem poczuł, że palce chłopaka wyślizgują się z jego dłoni, a te piękne oczy i usta oddalają się. Brunet jak lunatyk ruszył przed siebie, zbierając ścierki, wiadro i mopa. Draco szedł za nim, niby to żeby pomóc Potterowi pochować rzeczy do schowka, ale tak naprawdę pilnował, żeby chłopak się znowu nie potknął. Właśnie zatrzasnęli drzwi do składziku, kiedy do pomieszczenia weszła McGonagall.
    - No no, widzę, że się postaraliście. W porządku. Nie mam sił się z wami użerać. Idźcie do siebie. No już – i wyszła, zanim zdążyli odezwać się choć słowem.
    - No Potter, spadaj – powiedział Draco, ale bez zwykłej złośliwości. - Ja jeszcze mam zamiar się wykąpać. No... Chyba że masz ochotę na wspólną kąpiel... Mógłbym ci umyć plecy...
    - Chciałbyś, Malfoy – odpowiedział chłopak, ale Draco zauważył, że Gryfon dziwnie się w niego wpatruje.
    - No trudno, próbowałem – skwitował Draco. Podszedł jeszcze raz do brunet i zanim ten zdążył zareagować cmoknął go w usta. Poczuł zapach chłopaka. Był bardzo męski, ale to właśnie się Draconowi podobało. Z zadowoleniem zauważył, że Pottera zamurowało. Nie przejmując się tym, że chłopak nadal tam stoi i się na niego gapi Draco zaczął zdejmować z siebie kolejne ubrania. W końcu został tylko w bokserkach. Popatrzył z błyskiem w oku na zaskoczonego bruneta i już miał pozbyć się ostatniej części garderoby, kiedy Potter ocknął się i czym prędzej opuścił łazienkę.
    Draco zanurzył się w rozkosznie gorącej wodzie, ale kąpiel nie dawała mu takiej radości, jak zazwyczaj. Od kiedy tylko zobaczył Pottera w pociągu wiedział, że chłopak mu się podoba. Miał to być zwyczajny podbój, nic wielkiego. Uznał, że ten szlaban to idealna okazja. Prawie wszystko wyszło tak, jak to zaplanował. Potter nie zauważył, że Draco rozwiązał mu zaklęciem sznurówkę... No właśnie. Prawie wszystko się udało, bo nawet gdyby Potter wyszedł z łazienki tak, jak to zrobił, Draco powinien być zadowolony i już wymyślać następne kroki podboju Chłopca, Który Przeżył... A teraz... Czuł się dziwnie. Nie tak miało być. Powinien być usatysfakcjonowany, zadowolony z siebie, jak zwykle, a tymczasem był na siebie zły, za to, że zraził do siebie Pottera. Ze zdziwieniem zdał sobie sprawę z tego, że zakochał się w swoim największym wrogu. I o dziwo wcale nie była to nieprzyjemna myśl. 

2 komentarze:

  1. Już Cię kocham i wielbię i podejrzewam, że postawię twój ołtarzyk w pokoju :D
    ~Feniksa

    OdpowiedzUsuń