Draco szedł na lekcję Obrony Przed Czarną Magią z
mieszanymi uczuciami. Oczywiście cieszył się, że znów zobaczy
Harry'ego, ale przecież nawet nie będą mieli jak porozmawiać. No
i nie miał najmniejszej ochoty przebywać w towarzystwie tego
idiotycznego nauczyciela. Dobrze wiedział, że Snape się w nim
podkochuje, ale to przecież stary obleśny dziad! Draco rozejrzał
się, czy nigdzie nie widać żadnego nauczyciela i wrzucił ogryzek
jabłka w zbroję. Ta odpowiedziała na taką podłość
prychnięciem, ale Draco nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
Dalej rozmyślał. Od soboty chodził jak zombi, wciąż na coś
wpadał. Prawie nic nie jadł, podczas wszystkich posiłków
wpatrywał się w Harry'ego, udając, że tego nie robi. Zauważył,
że Harry też na niego zerka i też prawie nic nie je. Nagle zdał
sobie sprawę, że martwi się o Harry'ego. Bał się, że Harry się
rozchoruje.
Wczoraj Gryfoni trenowali przed pierwszym meczem, w
którym mieli zagrać z Krukonami. Draco poszedł popatrzeć razem
zresztą swojej drużyny. Niby razem z wszystkimi wyśmiewał się z
mioteł Gryfonów, ale tak naprawdę myślami był gdzie indziej.
Wciąż wpatrywał się w Harry'ego, podziwiając jego grację i
styl. Harry wyglądał pięknie na miotle. Nikt nie uznał za dziwne
faktu, że Draco cały czas wpatruje się w Pottera, w końcu sam
grał na pozycji szukającego Ślizgonów, więc powinien znać
wszystkie słabe punkty szukających przeciwników. Był to słaby
trening, wszyscy wypytywali Harry'ego, co się stało, czemu nie
koncentrował się na grze. A Draco wiedział. Widział, że Harry
też się w niego wpatruje. I cieszyło go to. Oznaczało to bowiem,
że dla Harry'ego to, co się stało wtedy w klasie też nie było
obojętne. Po treningu, kiedy reszta Ślizgonów już się rozeszła,
a Gryfoni też już poszli do zamku Draco wszedł do szatni, w której
nadal siedział Harry. Nie przebrał się jeszcze, siedział tyłem d
drzwi, czyścił swoją miotłę i nie zauważył, kiedy Draco wszedł
do środka.
Draco podszedł do Harry'ego i zanurzył palce w jego
czarnych, rozwichrzonych włosach. Harry wzdrygnął się i
rozejrzał, ale kiedy zauważył, kto go dotknął nie odsunął się.
Mimo że się nie że się nie uśmiechnął, jego oczy zabłysły.
Draco zsunął swoją dłoń na policzek chłopaka, a ten przytulił
do niej twarz i zamknął oczy. Oddychał głęboko, jakby chciał na
zawsze zapamiętać zapach Dracona.
Draco zauważył, że Harry jest spocony. No tak,
treningi męczą. Szata kleiła mu się do ciała.
- Musisz się przebrać – odezwał się. Odsunął
się od Harry'ego i podał mu jego ubranie. - Przeziębisz się, a
tego żaden z nas nie chce. Mam wyjść?
- Nie musisz, ale odwróć się.
Draco nie protestował. Odwrócił się, nasłuchując
szelestu materiału, ale nic nie usłyszał. Popatrzył na Harry'ego
i zdał sobie sprawę, że Harry musiał się gapić na jego tyłek.
Draco zaśmiał się krótko, ale nie złośliwie. Podszedł do
Harry'ego, który nawet nie drgnął i szybko cmoknął go w usta.
Później wyjął Harry'emu miotłę z rąk, odłożył ją na ławkę
i zaczął się mocować z ubraniami Harry'ego. Brunet nadal nie
protestował. Zdjął mu szatę przez głowę i odrzucił ją za
siebie. Sięgnął po suche ubrania i wyprostował się. Już miał
pomóc Harry'emu ją ubrać, ale zapatrzył się na jego nagi tors.
Był idealny. Podszedł bliżej i opuszkami palców przejechał po
piersi chłopaka, co u obu wywołało lekki dreszcz. Przysunął się
jeszcze bliżej do Gryfona, tak, że opierał się on o ścianę i
lekko go pocałował. Kiedy poczuł, że Harry odpowiada mu tym samym, zaczął całować go jeszcze
mocniej, namiętniej. Tym razem to on pierwszy oprzytomniał.
- No, miałeś się ubierać – szepnął Harry'emu do
ucha i z lekkim, szczęśliwym uśmiechem odsunął się od niego.
Kiedy Harry skończył się ubierać, Draco, który cały
czas mu się przyglądał znowu podszedł bliżej. Sięgnął do
kieszeni, chcąc podarować Harry'emu jabłko. Jednak w tym momencie
do szatni wkroczył Ron, a zaraz za nim dreptała Hermiona. Stanęli
jak wryci na widok Dracona, ale kiedy Ron zauważył, że Draco sięga
do kieszeni, rzucił się na niego.
- Odwal się od Harry'ego! Co mu chciałeś zrobić?
- To ty się odwał, rudzielcu – Draco ze złością
strzepnął jego rękę ze swojego ramienia i popatrzył na niego z
nienawiścią. W tym momencie najchętniej by ich oboje zamordował.
- Czego tu chcesz? - nadal naskakiwał na niego
Weasley.
- Nie twoje sprawa. Cześć, Potter – rzucił do
Harry'ego, którego najwidoczniej zamurowało i wyszedł, jedząc
jabłko.
- Czego on chciał? - usłyszał jeszcze za plecami
głos szlamy.
Szedł do szkoły przeklinając wszystkie szlamy i
zdrajców krwi.
Doszedł do klasy Obrony Przed Czarną Magią. Stali tam
już Gryfoni. Odszukał wzrokiem Harry'ego. Popatrzyli się na
siebie, a później naraz popatrzyli na drzwi, w których stanął
Snape. Weszli do klasy. Draco usiadł przy stoliku zaraz przed
Harrym, któremu jak zwykle towarzyszyli kujonka i rudzielec.
- Dzisiaj zrobimy sobie mały teścik. Wskazane przeze
mnie pary będą wychodzić na środek klasy. Jeden z nich będzie
próbował obezwładnić przeciwnika, drugi zaś będzie miał za
zadanie zatrzymać jego zaklęcie. Usiądźcie od razu w
wyznaczonych przeze mnie parach, żeby później nie robić
zamieszania. Nie, Weasley, nie będziesz w parze z Potterem. Idź do
Longbottoma. Potter, ty... z Draconem.
Draco nie słuchał dalej. Snape był pewien, że Harry
będzie niezadowolony z wyboru. On jednak usiadł koło Dracona i
lekko uścisnął mu rękę pod stolikiem. Draco odwzajemnił uścisk
i przelotnie się uśmiechnął. Niestety akurat Snape patrzył na
nich i najwidoczniej uznał, że Draco uśmiecha się do niego. Miał
ochotę dać mu w pysk, ale tylko zmrużył oczy i badawczo popatrzył
na Harry'ego, który również na niego patrzył. Reszta klasy
mierzyła się wzrokiem, myśląc o pojedynkach, oni jednak patrzyli
na siebie, myśląc o czymś zupełnie innym.
Pojedynki trwały, ale żaden z nich nie zwracał na nie
uwagi. Nie wiedzieli, kto w tej chwili stoi na środku klasy, ani
komu z par idzie lepiej. Snape rzucał złośliwe komentarze do
Gryfonów, chwalił Ślizgonów i dodawał im punkty za wszystko,
Gryfonom wciąż je odejmując.
- No dobrze. Potter i Malfoy – rzucił Snape i w
klasie zapanowała cisza. Wszyscy wiedzieli, że na ten pojedynek
Snape czekał z niecierpliwością.
Draco wstał i razem z Harrym wyszedł na środek sali.
- Dobrze. Draco - Protego, Potter - Expelliarmus.
Przygotujcie się.
- Stanęli naprzeciwko siebie, lekko się skłonili i
przygotowali się do rzucenia zaklęć.
- Dawaj Potter – rzucił Draco. Przy całej klasie
nie mógł przecież odezwać się do Harry'ego po imieniu.
-
Expelliarmus! - krzyknął Harry. Draco nie zdążył nawet drgnąć.
Nie spodziewał się, że Harry zaatakuje go z taką siłą. Różdżka
wyleciała mu z ręki, a sam poleciało do tyłu,
boleśnie lądując na tyłku.
Harry schylił się po jego różdżkę i podszedł do
niego. Podał mu różdżkę, a później wyciągnął dłoń, chcąc
pomóc mu wstać. Harry pociągnął Dracona z taką siłą, że
zderzyli się.
- Przepraszam – szepnął mu Harry do ucha, tak, że
nikt, oprócz Dracona tego nie zauważył. Draco leciutko się
uśmiechnął i odwrócił się do nauczyciela.
- Jeszcze raz, profesorze? - ostatnie słowo
wypowiedział z nienawiścią.
- Nie Draco. Potter, przez ciebie Gryffindor traci pięć
punktów za zaatakowanie ucznia. Miałeś mu tylko wytrącić
różdżkę. Koniec lekcji.
Draco chciał zaprotestować, ale dał za wygraną,
kiedy zobaczył, że Harry lekko kręci głową. Jak by to wyglądało?
On, Draco Malfoy broni Pottera?
- Nic ci nie jest, Draco? Potter nic ci nie zrobił? -
zarzuciła go pytaniami Pansy Parkinson, zakochana w nim od zawsze
brzydka dziewczyna.
- Nic mi nie jest. Spadaj- rzucił jej i chciał odejść
ale...
- Draco, możesz na chwilę zostać? - usłyszał głos
Snape. Zdenerwował się. Przy całej klasie nie mógł go
zignorować, więc chcąc, nie chcąc (nie chcąc, bardzo nie chcąc)
wrócił do klasy.
- Czego chcesz? - spytał, gdy zamknęły się za nim
drzwi.
- W porządku? Nic ci nie jest? - Snape chciał do
niego podejść, ale Draco cofnął się, więc nauczyciel dał za
wygraną.
- Nie interesuj się. Nic mi nie jest. Mój poobijany
tyłek to nie twoja sprawa – i wyszedł z klasy, nie patrząc
więcej na Snape'a.
Jako że była to ostatnia lekcja tego dnia postanowił
się przejść...
Harry wracał z przyjaciółmi do dormitorium.
- Jak on mógł? To nie fair, Harry wykonał polecenie,
a on odjął punkty!
- Dokładnie. Stary dziad. Jak Dumbledore mógł mu
pozwolić uczyć nas Obrony? Potraktował Harry'ego okropnie.
Przecież ja też wywaliłem Neville'a, a Snape'a widocznie to
ucieszyło...
- Ja bym się na miejscu Harry'ego załamała...
- Ej, ja tu jestem. Potraktował mnie okropnie, ale to
Snape. To normalne u niego, wyluzujcie się.
Mimo zapewnień Harry'ego, że się tym nie przejął,
dalej wałkowali ten temat. Doszli do Pokoju Wspólnego i rozsiedli
się przed kominkiem. W końcu Harry miał już dość ich gadania.
- Głowa mnie boli. Idę się przejść – i wstał,
żeby wyjść z Pokoju Wspólnego.
- To przez tę sytuację ze Snapem – usłyszał
jeszcze za sobą głos Rona, ale nie odpowiedział mu.
Wyszedł przez dziurę pod portretem i wyciągnął
mapę Huncwotów. Stuknął w nią różdżką, wypowiedział
zaklęcie i mapa zapełniła się szczegółami dotyczącymi zamku.
Ron i Hermiona nadal siedzieli przy kominku. Harry poszukał
Dracona, ale nigdzie nie mógł go znaleźć. Nie było go ani w
bibliotece, ani w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, ani w łazience
Prefektów. W końcu wypatrzył go w pustej klasie na czwartym
piętrze. Wyczyścił mapę, schował ją do kieszeni i ruszył
schodami na czwarte piętro. Wszedł po cichu do klasy i zamknął
za sobą drzwi. Przez chwilę wydawało mu się, że w środku
nikogo nie ma i już chciał wyjąć mapę, żeby zobaczyć, gdzie
poszedł Draco, kiedy usłyszał jakiś szmer w głębi
pomieszczenia. Ruszył w tamtą stronę i za półką z książkami
zobaczył Dracona. Siedział i gapił się w sufit, jedząc jabłko.
Harry zauważył, że Draco siedzi na poduszce i poczuł wyrzuty
sumienia, że przez niego Draco cierpi.
Stanął koło blondyna, który nadal nie zwrócił na
niego uwagi i wyjął mu z ręki jabłko. Odgryzł kawałek ze
strony, z której gryzł Draco.
Dopiero teraz chłopak zwrócił na niego uwagę. Wstał
i oparł się o szafkę, przyglądając się Harry'emu.
Harry podał mu resztę jabłka, ale Draco pokręcił
głową.
- I tak miało być dla ciebie. Jedz.
Harry'emu źle było jeść, kiedy Draco na niego
patrzył, ale mimo to jakoś udało mu się dojeść do końca. Kiedy
został mu tylko ogryzek, rozejrzał się za koszem. Jednak Draco
wyjął mu resztkę jabłka z ręki, oblizał ja, wysysając resztkę
soku razem ze śliną Harry'ego i wyrzucił jabłko. W końcu stanął,
znów oparty o ścianą i przyglądał się Harry'emu z badawczą
miną.
W klasie było ciemno. W mroku wszystkie kształty się
zamazywały, mimo to nadal widać było, że Draco jest bardzo
przystojny. Ubrany był na czarno, a jego włosy i oczy odcinały się
jasną bielą w cieniu. Harry poczuł, że z tego piękna aż coś go
dusi w piersi. Nie mógł się opanować. Podszedł do Dracona i
przygwoździł go do szafki. Zobaczył, że chłopak lekko się
skrzywił, kiedy dolna część jego pleców dotknęła ścianki.
Odsunął więc blondyna o kilka milimetrów od ściany i między
szafkę a jego tyłek wsunął dłoń. Draco się o nią oparł i po
prostu stał, czekając na kolejny ruch Harry'ego, więc ten wplótł
palce w jego blond włosy i pocałował go. Teraz już Draco nie stał
obojętnie. Objął Harry'ego, jedną dłoń zatrzymując na jego
karku, a drugą gładził go po łopatkach. Kiedy Harry wsunął
język w usta Dracona, ten jęknął z rozkoszy i wbił paznokcie w
plecy Harry'ego.
W pewnej chwili Draco odsunął się od szafki i
popchnął Harry'ego na ścianę. Pocałował go w szyję, a Harry
poczuł, że teraz zrobiłby wszystko, o co tylko Draco by go
poprosił. Wyplątał ręce z blond włosów Dracona, podciągnął
mu do góry koszulę i położył ręce na jego gołej piersi. Draco
jęknął i już miał pocałować Harry'ego, kiedy usłyszeli jakiś
łoskot. Odskoczyli od siebie, poprawili ubrania i spojrzeli na
drzwi. Po chwili wszedł przez nie Snape. Z korytarza słyszeli
przekleństwa Irytka. Draco szybko wepchnął Harry'ego za szafkę,
tak, że Snape mógł widzieć tylko jego.
- No no, Draco. A co ty tu sam robisz?
- Nie twój zasrany interes – warknął blondyn.
Harry chciałby teraz widzieć minę Snape'a, ale nie mógł się
pokazać.
- Spokojnie, Draco. Troszkę kultury. Jak tam głowa?
Plecy? Co innego? Może mam dać Potterowi szlaban za zrobienie ci
krzywdy? - Snape podszedł do Dracona i Harry ze zdziwieniem i
zazdrością stwierdził, że Snape próbuje dotknąć włosów
Dracona. Ten jednak odsunął się od nauczyciela z odrazą w
oczach.
- Odwal się. Nie obchodzi mnie żaden szlaban Pottera.
A jeśli chodzi o moją głowę i plecy to nie, nie bolą mnie. A
CZYM INNYM już się ktoś zajął. Wyjdź stąd, zostaw mnie –
warknął.
W końcu Snape wyszedł. Kiedy Harry usłyszał
trzaśnięcie drzwiami, podszedł do Dracona i stanął naprzeciw
niego.
- Co TO było? - zapytał blondyna. Ten skrzywił się,
ale odpowiedział.
- Dziad jest we mnie zakochany. Obleśne – po jego
minie Harry poznał, że chłopak naprawdę brzydzi się Snape'a i
wcale mu się nie dziwił. Ale że Snape jest gejem? O tym nigdy by
nie pomyślał.
Nagle zdał sobie sprawę, że przecież on sam, Harry,
jest gejem. Wcześniej tak o sobie nie myślał. Ale jeżeli jego
chłopakiem ma być Draco, to nie miał nic przeciwko.
- Powiedz Draco... Co ty do mnie czujesz?
- Kocham cię, Harry – bez zastanowienia odpowiedział
blondyn. - A ty do mnie? - spytał po chwili z lękiem.
- Ja chyba... Ja też Cię kocham, Draco.
Kiedy Harry wracał do Pokoju Wspólnego, było już
dobrze po północy. Uśmiechał się sam do siebie i o mało co nie
wpadł na Filcha, ale na szczęście w ostatniej chwili schował się
za zbroją i woźny przeszedł korytarzem, nie zauważając go.
W dormitorium wszyscy już spali. Harry w ubraniu rzucił
się do łóżka i po chwili również zapadł w Objęcia Morfeusza.
brak mi słów *o*
OdpowiedzUsuńcudowne, piękne! PISZ DALEEJ! <3
Dzięki :D
UsuńPiszę, piszę ;]