niedziela, 3 lutego 2013

W pustej klasie


Przez wiele dni Harry myślał o tym, co zaszło w łazience... Minęły już dwa tygodnie, ale żadna z tych dziwnych sytuacji się nie powtórzyła. Malfoy stał się znowu starym, zwyczajnie podłym Malfoy'em, który wykorzystywał każdą okazję, żeby ich ośmieszyć... Chociaż nie. Owszem, nieraz w tym czasie wyśmiewał się z Rona i Hermiony, ale jego zostawił w spokoju... Czasami Harry przyłapywał się na tym, że gapi się na Malfoy'a, co nie uszło uwagi jego przyjaciół.
    - Harry, co się dzieje? Jesteś jakiś nieobecny. Wszystko w porządku? - dopytywała się, jak zwykle zaniepokojona, Hermiona. Ron też musiał coś zauważyć, bo z bardzo dziwną miną przyglądał się Harry'emu, co strasznie go wkurzało.
    Była środa, jutro mieli oddać Snape'owi okropnie trudne wypracowania stwierdzające, czy wampir jest groźniejszy od wilkołaka. Harry razem z Ronem siedział teraz w Pokoju Wspólnym i przeklinał się za to, że nie wziął się za wypracowanie wcześniej, choć miał na to dwa tygodnie. Hermiona, która teraz siedziała wygodnie w fotelu przy kominku i czytała książkę też musiała uważać, że chłopcy za późno zabrali się za swoje wypracowania, bo rzucała teraz na nich krótkie spojrzenia. W końcu Harry nie wytrzymał, w ich podręcznikach było strasznie mało informacji.
    - Idę do biblioteki – zdecydował, wstając z krzesła i przy okazji rozrzucając po stoliku i podłodze fasolki wszystkich smaków, które razem z Ronem zagryzali, pisząc. - Idziesz ze mną, Ron?
    Krzywołap, który do tej pory leżał schowany pod fotelem Hermiony, nagle wyskoczył i zaczął się uganiać za wściekle pomarańczową fasolką.
    - Nie – odpowiedział mu Rudzielec, wpatrując się w swój podręcznik, jakby miał nadzieję, że treść wypracowania pojawi się w książce.
    - Okay – Harry uznał to za sprzyjającą okoliczność, bo nie miał ochoty na towarzystwo. Ostatnio wolał być sam, włóczyć się po korytarzach z nadzieją, że kogoś spotka... No właśnie. Idąc do biblioteki uświadomił sobie, że szuka kontaktu z Malfoy'em.
    - Ale to tylko dlatego, że chcę wyjaśnić tamtą dziwną sytuację – mruknął sam do siebie.
    - Ależ oczywiście, kochaniutki – odpowiedział mu zaspany głos z pustego obrazu, który akurat mijał.
Akurat przechodził obok pustej klasy na czwartym piętrze, kiedy usłyszał, że drzwi się otwierają i poczuł, że ktoś łapie go za rękaw i wciąga do klasy. Nie myśląc dużo wyciągnął różdżkę i... Stanął twarzą w twarz z Malfoy'em.
    - Czego chcesz? - warknął Harry, ale różdżkę opuścił. Znowu zwrócił uwagę na usta Malfoy'a, które ten wykrzywił w dziwnym uśmieszku, na jego długie rzęsy i na jasne oczy, które w ciemnej sali wyglądały, jakby w ogóle nie miały tęczówek.
    - Po co te nerwy? - można by pomyśleć, że Malfoy dobrze się bawi, ale w jego głosie pojawiła się jakaś minimalna nutka zdenerwowania, która zadziwiła Harry'ego do tego stopnia, że podszedł do blondyna, chowając różdżkę do kieszeni. - No, tak lepiej. Za daleko stałeś. Ty też mnie szukałeś, prawda?
    - Chciałbyś Malfoy – mruknął Harry, ale bez przekonania. Przecież naprawdę go szukał.
Malfoy nie dął mu się sprowokować. Usiadł na ławce i ruchem głowy wskazał Harry'emu ławkę naprzeciwko siebie. Po chwili wahania Harry usiadł, ale wciąż trzymał rękę w kieszeni, w której miał różdżkę.
    - Spokojnie. Różdżka nie będzie ci potrzebna. Nie mam zamiaru cię atakować – blondyn jakby czytał w jego myślach.
Harry'ego to nie przekonało, ale nie chciał pokazać Malfoy'owi, że się go boi, więc zabrał rękę i splótł palce obu dłoni na kolanach. Ślizgon uśmiechnął się z zadowoleniem, wstał i zaczął się przechadzać przed Harrym, nie zdając sobie najwidoczniej sprawy, jak każdy jego ruch działa na Harry'ego.
    - Po co mnie tu ściągnąłeś, Malfoy? - Harry starał się, żeby jego głos brzmiał normalnie, ale nie udało mu się ukryć lekkiego drżenia.
Blondyn nie odpowiedział. Sięgnął do kieszeni szaty, na co Harry drgnął, ale on tylko wyjął jabłko i ugryzł. Nagle zatrzymał się i spojrzał na Harry'ego.
    - Chcesz kawałek? - zabrzmiało to tak, jakby naprawdę chciał się z Harrym podzielić, ale ten nie był na tyle głupi, żeby coś od Malfoy'a brać. Pokręcił głową, starając się przybrać złośliwą minę, ale nie bardzo mu to wyszło. Wstał i ruszył w stronę drzwi, bo pomyślał, że Malfoy chce się z nim po prostu podroczyć, a on nie ma na to najmniejszej ochoty. Właśnie sięgał do klamki, kiedy poczuł, że Ślizgon chwyta go za łokieć i odwraca do siebie. Harry nie spodziewał się, że Malfoy ma aż tyle siły. Próbował się wyrwać, ale blondyn trzymał go zbyt mocno. Harry popatrzył na niego ze zdziwieniem i już otworzył usta, żeby warknąć na Malfoya...

Potter otworzył usta, zapewne chcąc się Draconowi odszczeknąć i Draco pewnie by mu na to pozwolił, ale sam ruch warg Pottera sprawił, że Draco nagle go pocałował. Nie tak, jak wtedy w łazience, kiedy go po prostu cmoknął w usta. Naprawdę go pocałował, wkładając mu język między usta i szerzej je otwierając. Poczuł, że Potter zesztywniał, ale nie cofnął się. Puścił jego łokieć i oparł się dłonią o ścianę za plecami chłopaka, drugą ręką chwytając go za dłoń. Mimo braku reakcji Pottera nie przestawał go całować i po chwili zdał sobie sprawę, że ten przestaje być tak napięty, a nawet zaczyna oddawać pocałunki. Tego już Draco nie mógł wytrzymać. Przydusił Pottera do ściany, palce wplótł w czarne włosy chłopaka i przyciągnął jego głowę do siebie. Poczuł, że brunet położył mu dłoń na piersi, co jeszcze bardziej go sprowokowało. Podniósł Pottera i owinął sobie jego nogi wokół bioder, wciąż przyciskając go do ściany. Całowali się przez kilka minut, godzin, lat, stuleci... Nie wiedział. Nagle jednak zdał sobie sprawę, że brunet znowu sztywnieje. Potter oderwał usta od jego warg i chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Draco trzyma go na rękach.
    - Puszczaj mnie – warknął. Draco nie od razu to zrobił, ale Harry wyciągnął różdżkę i wycelował nią w pierś Dracona, więc chcąc, nie chcąc delikatnie odstawił go na podłogę, wciąż jednak trzymając go za rękę i przeplatając swoje palce z palcami Gryfona. Ten próbował oswobodzić rękę, wierzchem drugiej dłoni wycierając sobie usta. Draco puścił rękę chłopaka. Rozumiał, że nie ma on ochoty na bycie z nim. Chyba po raz pierwszy w życiu Draconowi na tyle na kimś zależało, że pozwolił mu dokonać wyboru. Zawsze to Draco wybierał, a inni byli mu posłuszni. Odszedł od Pottera i usiadł na ławce, zasłaniając twarz dłońmi. Spodziewał się, że za chwilę usłyszy głośne trzaśnięcie drzwiami i szybkie kroki na korytarzu, ale tak się nie stało. Zamiast tego poczuł dłonie na swoich nadgarstkach i zanim zdążył zareagować, Potter odciągnął mu dłonie od twarzy. Spojrzał do góry i zapatrzył się w te piękne, zielone oczy. Mógł w nich utonąć. Próbował się uśmiechnąć ironicznie, żeby zatuszować swoją niezręczną sytuację, ale wyszedł mu tylko jakiś zbolały grymas. To Harry, jego ukochany Harry stał teraz nad nim, ciepło się do niego uśmiechając i trzymając go za ręce.
Harry wyglądał bosko. Pomięta na piersi szata, rozczochrane włosy, okulary przekrzywione, usta nadal napuchnięte po pocałunku... Te usta całowały nieziemsko, wspaniale. Chciałby znowu się w nie wpić, ale zdał sobie sprawę, że wszystkie siły go opuściły. Spuścił wzrok, ramiona mu opadły. Zaszlochał cicho. Ktoś, już nie wiedział, kto usiadł koło niego i przytulił go do siebie, kładąc jego głowę na swoich kolanach. Poczuł, że czyjaś dłoń gładzi go po włosach, a druga trzyma jego dłoń, jakby mówiła „Nie martw się, Draco. Jakoś to będzie”. Draconowi brakowało czułości. Nie miał przyjaciół. Rodzice go rozpieszczali, owszem, ale nigdy nie otrzymał od nich innego wyrazu miłości, niż pieniądze. Ten, kto go teraz przytulał był pierwszą osobą, która pokazała mu, że nawet jemu należy się czułość. Z jego twarzy opadła maska złośliwości, rozpłakał się. Płakał długo, w końcu zasnął...
Kiedy się obudził było już ciemno. Zegar wybijał północ. A on nadal leżał, te ciepłe ramiona nadal go przytulały. Odwrócił się, chcąc przyjrzeć się osobie, która go przytula. Był to chłopak. Miał czarne włosy, okulary prawie mu spadły, trzymały się tylko na jednym uchu. Oczy miał zamknięte, spał. I ta blizna... Harry. Draco mimowolnie uśmiechnął się z czułością. Harry jest piękny jak śpi... Harry zawsze jest piękny. Podniósł się i lekko złapał chłopaka za ramiona. Zobaczył, że ten przez sen się skrzywił. Odsunął mu szatę z ramion i zobaczył siniaki odciśnięte przez palce... Jego palce. To on zrobił krzywdę Harry'emu. Musnął palcami jeden z siniaków, przypominając sobie tamten moment. Ratował Harry'ego przed upadkiem, ale nie musiał go tak ściskać... Zdał sobie sprawę, że nie chce, żeby Harry cierpiał. Że go kocha... Brunet otworzył oczy i spojrzał na niego.
    - Zbudziłeś się... Która godzina? - wychrypiał zaspanym głosem. Draco pomyślał, że musiało mu być bardzo niewygodnie przez te wszystkie godziny w jednej pozycji.
    - Północ – odpowiedział. Poczuł się dziwnie zawstydzony. Chciałby już zostać sam, ale z drugiej strony nie chciał opuszczać Harry'ego. Już nigdy nie chciał bez niego żyć.
    - Chyba musimy już iść – odezwał się Harry. Na dźwięk jego głosu Draco podskoczył.
    - Taak, pewnie tak.
Draco podszedł do drzwi i sięgnął po klamkę. Już prawie jej dotknął...
- Mal... Draco – odezwał się za nim Harry.
Draco odwrócił się i wpadł na bruneta, który stał tuż za nim. Harry go złapał, a Draco poczuł, że mógłby tak upadać zawsze, jeśli ten chłopak łapałby go.
Już otworzył usta, żeby zapytać, o co chodzi, kiedy poczuł, że Harry go całuje. Był to krótki, ale ciepły pocałunek.
    - Na dobranoc – szepnął Gryfon i uśmiechnął się do Dracona.
Draco chciał cmoknąć chłopaka w policzek, ale ten się odwrócił tak, że chcą, nie chcąc (chcąc, bardzo chcąc) pocałunek wylądował na ustach bruneta.
    - Dobranoc – odpowiedział Draco i wyszedł z klasy, kierując się w stronę lochów.
Szedł pustym korytarzem w lochach, kiedy nagle drzwi po jego lewej stronie otworzyły się. Podskoczył, nagle wyrwany z zamyślenia. Przed nim stał ten głupek, Snape.
    - No no, Draco. Co ty tu robisz o tak późnej porze?
    - Nie twoja sprawa – odwarknął chłopak i próbował wyminąć tego idiotę, który od zawsze się do niego zalecał.
    - Randka? - nie dawał się zwieść Snape.
    - Żebyś wiedział. A co, zazdrosny? - popatrzył z obrzydzeniem na nauczyciela.
    - Jakbyś zgadł – wściekły Snape wrócił do swojego gabinetu, trzaskając drzwiami.
    - Pojebany – powiedział sam do siebie Draco i ruszył w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
Tej nocy śnił mu się Harry. Jego usta, jego oczy. Stał naprzeciw Harry'ego i się na niego patrzył. I im dłużej na niego patrzył, tym bardziej go kochał. I mógł tak stać już zawsze.

4 komentarze:

  1. Kocham to, wiesz? :D
    Uwielbiaaam te momenty, w których oni się całują *o*
    Mam nadzieję, że tego ff nie porzucisz i będziesz go prowadzić do końca. Mam też nadzieję, że będzie on baaardzo długi! :D
    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh. Dzięki :3
      No cóż, scen całowania jest duuużo XD
      Mam już kilka kolejnych rozdziałów, więc na razie nie ma strachu, że przerwę :)

      Usuń
    2. Ola, więcej przekleństw. Ubarwi to trochę powieść

      Usuń
    3. Może i ubarwi, ale nie jestem wielką zwolenniczką przekleństw, więc dużo ich raczej nie będzie. No ale zobaczymy. :)

      Usuń